Luperci Faviani pisze:Oczywiście, że może, jest Bogiem, ale skoro wśród Duchów jest pewna hierarchia, to Szef wszystkich szefów nie musi przeskakiwać przez płot, żeby powiedzieć coś sąsiadowi po drugiej stronie wsi, ale pośle do niego wasala, który jest sługą wiernym i na pewno nie przekręci ani jednego słowa. Szef też może wskoczyć na konia i popędzić przez wieś, wykrzykując co ma do przekazania, ale jego słudzy mogliby się wówczas troszkę nudzić, a od samego picia miodu przy syto nakrytym stole, wiecznego szczęścia by się nie doczekali.
Pytanie tylko, czy takie ziemskie porównanie jest tu właściwe. Różnica między owym szefem a Bogiem jest niby niewielka, ale jednak znaczna. Opisany przez Ciebie przywódca, inspirowany średniowiecznymi relacjami społecznymi (pamiętaj, że od tego czasu już nieco ludzkość się rozwinęła) to raczej despotyczny władca, któremu poddani potrzebni są do tego, by orać w polu i przynosić daninę.
W odróżnieniu do niego, Bóg to nie jest władca feudalny, ale nasz ojciec. A czy ojciec kontaktuje się ze swoimi dziećmi wyłącznie poprzez pośredników? Zwłaszcza ojciec wszechmogący

.
Nawet w dzisiejszych czasach szef firmy, który rozmawia ze wszystkimi pracownikami, każdego traktuje serdecznie jest postrzegany zupełnie inaczej niż ktoś, kto zamyka się w biurze i wydaje rozporządzenia za pośrednictwem swoich bezpośrednich podwładnych.
Myślę, że w przypadku Boga to jest oczywiście nieco bardziej skomplikowane. Ja to jednak widzę tak:
- to taki "szef", który jest przy Tobie cały czas i Ciebie wspiera
- jednocześnie jest to "szef", któremu zależy na rozwoju wszystkich pracowników, także tych bliskich doskonałości, których wysyła, by Tobie pomogli, gdyż dzięki temu oni także się nieco rozwiną.