autor: vinitor » 11 sie 2010, 06:02
Piszę nie na temat. Co jest nie na temat nikt nie podał nawet przykładu z moich postów. Bana domaga się ten, który także niewiele wniósł do spirytyzmu. Mamy się licytować? Jeżeli nikt nie ma ochoty na odpowiedzi, to mam założyć ręce i czekać aż jakaś dusza zbudzi się z letargu?
Każdy ma swój rozum. Powód do dumy? Pomimo tej znanej indywidualności zawiązują się grupy, które stawiają przed sobą odpowiednio różne cele. Spirytyści tworzą jedną z nich. Swoje rozumy mają nastawione na odbiór stacji nastrojonej przez Kardec’a. Na fali tej, jak przystało na zawodowców, nadawane są programy o treści ściśle odpowiadające zawartości uzyskanej dzięki sitom Kardec’a.
Mając swój rozum usiłuję odbierać audycje stacji „Spirytyzm”. Wolontariusze tej rozgłośni w roli spikerów dwoją się i troją lecz ponieważ używają języka dla mnie nie całkiem zrozumiałego, często piszę do nich na forum, żeby mi wytłumaczyli to i owo, Niektórzy (nie wskazuję palcem) od czasu do czasu starają się przetłumaczyć niektóre (drogą losową?) wypowiedzi na w miarę zrozumiałe dla mnie, obcokrajowca w krainie spirytyzmu.. Nie powiem, że im to świetnie wychodzi. Poczynione wysiłki przypominają masło maślane, czyli tłumaczenie zjawiska własnymi słowami posługując się dalej językiem nieprzystępnym/. Przychodzi mi na myśl słownik języka obcego, gdzie znaczenie słów podane jest w tym samym języku obcym
Spirytysta myśli po swojemu i w żaden sposób nie potrafi wyobrazić siebie na miejscu słuchacza zapoznającego się z dorobkiem redakcji stacji „Spirytyzm”. Kłopot z nie dostosowywaniem się do mentalności rozmówcy (odbiorcy) prowadzi do nieporozumień a w dalszej kolejności do całkowitego odrzucenia innego stylu rozumowania, bo zastosowane przez Kardec’a sita zdecydowanie nie przepuszczają innego sposobu widzenia kwestii opisanych przez Duchy. Nieprzejednane stanowisko spirytystów w problematyce zaznaczonej moimi postami ma mnie przekonać, że prezentowana nauka jest całkowicie bezbłędna.
Spośród niezliczonych nauk i teorii właśnie młody wiekiem spirytyzm zdaje się mieć największe prawa być uznanym za najbardziej niezawodne dzieło ludzkiej myśli, inteligencji i intelektu, wspieranego dodatkowo przez wysoko rozwinięte Duchy Pełnią one tutaj funkcję języczka u wagi, którego widoczność jest tym lepsza, im bliższe prawdy są ich doniesienia. Zwolennicy tego kierunku nie dostrzegają żadnej usterki w doktrynie a wypięta z powagą pierś nie mieści się w dostępnych rozmiarach. Głęboka wiara (nie ma trafniejszego określenia) w nieomylność ideologicznego opracowania nie tylko fascynuje ale zmusza do zastanowienia się dlaczego, mimo że jest tak dobrze, jest równocześnie tak źle. Dobrze, bo nie ma sobie równych; źle, bo w mocy przyciągania plasuje się w statystycznych dołach. Jak to, mając swój rozum, nie popierają tych którzy to widzą? Czy są aż tak niedorozwinięci, że dążenia do ideału ich nie dotyczą? Widocznie nie mają pociągu i odcinają się od oferowanego przez spirytyzm rozwoju.
Mieć rację i znać prawdę są pojęciami bardzo znanymi i popularnymi. A czym się kierować? Nie opracowano dotąd równie powszechnej i jednoznacznej definicji, aby raz na zawsze było wiadomo, że racja jest taka a nie inna, że prawda jest jedna i innej nie ma.
Każdy ma swój rozum. Rozwijając tego zwrotu pełniejsze znaczenie, daje się zauważyć dalsze następstwa czy też naturalne związki rozumu i zachowywania się. Efekty te objawiają się posiadaniem własnej racji i własnej prawdy. Czy mnogości występujących racji i prawd da się ujednolicić, aby stały się jednym z osobna, nie powodując zgubnych konfliktów i zatargów? Wydaje się, że spirytyzm jako jedyny uporał się z syndromem kłamstwa i począł sycić spragnionych miksturą dojrzałej i pożywnej prawdy, która zadomowiła się w sercach i umysłach jego przedstawicieli na dobre. Kłamstwo wyparowało i stało się niewidzialnym punkcikiem w życiu każdego z udziałowców futurystycznego myślenia. Z wielkiej wdzięczności postanowiono nie odstępować jej na krok. Niczym królewscy heroldowie głoszą na cztery strony świata o spójności i logiczności przedstawionej w publikacjach poświęconych spirytyzmowi. Niezbita prawda potwierdza i umacnia wiarę w nieomylność twierdzeń.
Ja jakoś nie ulegam euforii prawdziwości przedstawionych tez. Żyjąc wśród ludzi mam przesyt przeciwności ale, o dziwo, wkraczając na arenę świata Duchów, nagle mam we wszystko uwierzyć, nie traktując doniesień i szeregu wniosków jako bajek i fantazji. To, co proponuje i objawia spirytyzm mam przyjąć jako nie podlegający dyskusji pewnik i fakty niepodważalne. Czy jest on absolutną prawdą i czy takowa istnieje? A może jest to opinia uległych jego niepospolitemu czarowi?
To, że nie muszę wierzyć, choćby i częściowo, jest tylko połowicznym rozwiązaniem, bo mogę się wszakże mylić lub argumenty oraz wyjaśnienia, o ile takie są, do końca mnie nie przekonują. Ucieczka przed konfrontacją, polemiką na nie jasny dla mnie temat z mojej strony jest niedopuszczalna, więc takie omijające sedno sprawy sugestie nie sprawiają mi przyjemności. Przeszkody konstrukcyjne nie mogą stać się pretekstem do wycofywania się z podjętego zadania.
Spirytyzm nie jest radiowym konkursem, gdzie odpowiadający może pominąć pytanie słowem „dalej”, nie zamartwiając się nieznajomością pewnej zmiennej konkursu.
Da się żyć z fragmentaryczną wiedzą w zakresie niejednej nauki lecz to nie pozwala rozwinąć skrzydeł.
Przyjmując przestrzeń pomiędzy niebem a ziemią za pełnię życia, przed chwilą podane okoliczności ograniczają to życie do najniższych warstw. Mam więc oczywisty powód, żeby odrzucać pójście na łatwiznę i zrezygnowanie z dowiedzenia się jak najwięcej nie tylko z książek ale i od ludzi, aby wykazując taką wolę byli zdeterminowani do udzielania każdego rodzaju pomocy.
+
.......................................................
" Rzeka prawdy płynie korytem błędów."
Rabindranath Tagore