Ale przepraszam, krasnoludki, elfy i takie tam różne istnieją ! I to w zakresie astrala ziemskiego.
Istnieją światy o których nam się nie śniło.
Jezus był człowiekiem Bogiem.
Wyobraź sobie że masz serdecznego przyjaciela, który czyta Twoje myśli i ich nie osądza. Który przekonuje wszystkich by siebie wzajemnie szanować, akceptować - mówi o tym głośno. Mówi o miłości do bliźniego.
Potrafi materializować, uzdrawiać myślą !
Wie, że każdy człowiek ma prawo błądzić, bo życie jest pełne pułapek.
Mówi prawdę, choć bywa przykra, ale lecząca.
Wybacza każdemu, wszystko !
Wybaczył też swoim oprawcom, będąc krzyżowanym. Wybaczył Piotrowi, który się go wyparł. Przewidział to.
Człowiek Bóg umierał na krzyżu po to by uzmysłowić wszystkim potęgę miłości do ludzi i zrozumienia. Pokazać wybaczenie i miłość w chwili tak drastycznej, ostatecznej.
A uczyniono z niego wzorzec cierpiętnika - co jest kompletnym nieporozumieniem ! Wręcz wypaczeniem !
Był jasnowidzący i jasnosłyszącym, to oczywiste. Rozumiał jak życie jest trudne i że tylko miłość bezwarunkowa oczyszcza duszę i ciało - energię własną. Zbawia.
To zrozumienie bierze się z jego mistrzowskiego połączenia ze Stwórcą. Dlatego m.in. mówi się że był synem Boga.
Trudno jest sobie uzmysłowić jak potężnym czystym duchem był Jezus.
Ale przede wszystkim był miłością, przyjacielem.
I o tym głosił w swoich naukach. O miłości - o akceptacji, wybaczeniu, współodczuwaniu.
A twórcy religii skupili się na jego męce i cierpieniu i tak nakręcają ludzi by na ten wzór czuli się cierpiętnikami i żyli w smutku i trwodze. Bo tak jest godnie !
O masakro !
W życiu chodzi o rozwijanie miłości bezwarunkowej, jej aspektów. To pomaga znieść cierpienie, bez chęci mszczenia się na kimkolwiek.
To dodaje skrzydeł, prowadzi do zbawienia - wyrwania się z kręgu inkarnacji ziemskich.
Miłego dnia
