czarnyMag pisze:Od dłuższego czasu nurtuje mnie takie pytanie: Czy ktoś jeszcze odczuwa, że to po co się tu urodził/odrodził/wszedł w ciało już zostało zakończone - że teraz już traci czas, że już powinien odejść (nawet jeśli ma dla kogo żyć i są bliscy którzy wiążą z nim swoją przyszłość - a dla ducha nie jest to ani depresja ani chęć śmierci)? Po prostu leci Ziemski czas a my mamy przekonanie że to jest strata czasu - "siedzisz i czekasz" aż się dopełni wiedząc jednocześnie, że znalazłeś już i zrobiłeś już wszystko po co się tu znalazłeś (że od tej pory cokolwiek nie zrobisz to ci się już do niczego nie przyda! Że ani cię to nie podniesie ani nie pogrąży) ??? Że od tej pory to co zrobisz (np. wychowasz dziecko, wydasz to dziecko za mąż, dopilnujesz by było szczęśliwe, zobaczysz jak staje się miłość) jest twoją stagnacją, że już od tej pory nic nie zmienisz na plus ani na minus sobie?
Oczywiście to że żyję zależy tylko od mej woli a nie od woli jakiegoś "wyższego ducha" lub "boga" i sam mógłbym już teraz nie popełniając samobójstwa przeciąć linie swego życia na planie duchowym (mówisz i maszale determinuje mnie potrzeba biologicznego rodzica i oczekiwań dziecka. Ale wiem, że tracę czas (czas wprawdzie stoi ale na Ziemi leci) w drodze do oświecenia!
Ja tak miałem pod koniec 2014 r. Czułem że opuszczają mnie siły, żeby nie odejść przysporzyłem sobie nieświadomie złej karmy wyzywając wiele osób i trafiając do szpitala psychiatrycznego. Palce w tym maczały anioły, nie demony. Skąd wiem? Jestem szatanem, szalonym szatanem
