1Prawda1 pisze:cthulhu zdradzę Ci sekret, być może już to wiesz (uprzejmie proszę aby inni się co do tego nie wypowiadali).
Wiesz, że skromność o której wspominasz należy szkolić? Wiesz o tym, że na końcu jej szkolenia dowiadujesz się, że nie wiesz w zasadzie nic? Wiedza nie lubi ludzi, nawet mniemanie ich nie lubi. Stąd właśnie od jakiegoś czasu wspominam co nieco na forum o odpuszczeniu i skupieniu się na tym co dla nas jest najważniejsze i możemy tego sięgnąć. Stracisz czas bystry człowieku na tym co Ciebie i mnie nie lubi i nie mówi Tobie i mi, że właśnie tak należy - a skupiając i badając to co piękne osiągniesz to wszystko czego być może jeszcze nie wiesz, że właśnie szukałeś i czas tylko marnowałeś. Szaleństwo do piękna to według mnie zbliżanie się do prawdy, dystans do niego, spekulacje na różne tematy, zdystansowanie się do delikatności sentymentalności Twojego życia wywiezie Cię na manowce kradnąc Twój czas nie przepraszając. Chciałem Ci to napisać, pozdrawiam ciepło.
Gdyby całkowicie zdać się na racjonalną analizę, uczyniłoby nas to jakimiś robotami czy automatami. Z kolei ulec całkowicie "sentymentalnym" aspektom umysłu, znaczyłoby zostać mistykiem. Ja nie jestem ani robotem ani mistykiem. Nie grozi mi popadnięcie w skrajności.
Patrzeć na świat możemy dwojako:
1) Możemy wyjść od doświadczenia świata zewnętrznego. Świata zjawisk namacalnych, obiektywnych, powtarzalnych, zdeterminowanych, uporządkowanych, i dzięki temu możliwych do ujęcia pojęciowego (przynajmniej w dużej mierze). W tym aspekcie nie można powiedzieć, że na końcu drogi nie doszliśmy do niczego, że "nie wiemy w zasadzie nic". Ludzkość obiektywnie się rozwija. Zwykły człowiek wie o przyrodzie więcej niż największy mędrzec 2000 lat temu. Ale jest to wyłącznie wiedza dotycząca ilości, a nie jakości.
2) Możemy wyjść od doświadczenia tego, co w nas. Będzie to świat wzruszeń, intuicji, emocji, zjawisk subiektywnych, niepowtarzalnych, niekoniecznie uporządkowanych, naszych osobistych. Mam kolegę, który ma bardzo analityczny umysł i zupełnie nie rozumie ludzi, którzy np. czytają poezję albo powieści, uważając to za niedorzeczność. Ale jak zauważyłem, nawet on nie pozostaje niewrażliwy np. na estetyczne doznania w zetknięciu z przyrodą czy niektórymi tworami ludzkiej kultury. Jestem przekonany, że istnieją doświadczenia, które ma każdy z nas, a których nie da się zwerbalizować. Próby ich zwerbalizowania dają poczucie jakiejś utraty istoty tego doznania. Są to chwile, kiedy dotykamy transcendencji. Ale jest to wyłącznie wiedza dotycząca jakości, a nie ilości.
Wiem, że ten drugi aspekt naszej obecności w świecie zabarwia nasze doświadczenie, naszą percepcję. Nie należy tym gardzić i ja nie gardzę. Na pewno świadomość tego pozwala nam lepiej zrozumieć własne sympatie i antypatie światopoglądowe, i te widziane u innych ludzi. W mojej wypowiedzi wyżej położyłem nacisk na pierwszy aspekt, bo dyskusja tego wymagała, a nie dlatego, że ignoruję ten drugi. Ani myślę też zastępować jeden drugim, albo mieszać je tak, by jedno przejmowało funkcję drugiego.
