Cześć Prawdo, nie do końca zgadzam się z Twoją argumentacją , oczywiście nie bierz tego do siebie
1Prawda1 pisze:
Informacja: Jakakolwiek emanacja zniechęcania i negatywnych emocji jest przeze mnie zniwelowana do zera w poniższym poście.
Jak może istnieć nieskończony rozwój, to jest nie do przyjęcia dla mnie. Świadczy po pierwsze o wiecznej niedojrzałości pełni moralnej ducha, gdyż wynika to z logiki (pełnia moralna istnieje, gdy duch osiąga jedność całym sobą z dobrem i wszystkim co z tym dobrem związane),
Niedojrzałość nie jest zero-jedynkowa. Dążymy jak funkcja logarytmiczna do tej dojrzałości. U Kardeca mówi się że rozwój ma swój kres.
1Prawda1 pisze:po drugie rozwój, który sam się ''napędza'' czyli nie ma swojej idei, ale działa sam przez siebie - prowadzi do błędu, nie posiada on źródła, lecz jedynie pojęcie, które zaczyna i kończy się na definicji słowa ''rozwój'' i używany jest on w czasie rzeczywistym bez jakiegokolwiek wzorca i pewności czy dana droga rozwoju jest tą właściwą. Jak rozwój sam w sobie ma dla mnie jeszcze jakiś sens, choć i tak nazwałbym to inaczej* - tak nieskończony rozwój mija się z rozwojem, po prostu sam sobie szkodzi/przeczy, dlatego, że działa na ślepo - nie posiada wzorca.
No ale rozwój ma wzorzec - sam o tym piszesz , że jest nim dobro. Tego wzorca nikt nie musi pilnować bo dobro po prostu prowadzi w dłuższym okresie do harmonii wewnętrznej i zewnętrznej. Jeżeli istniejesz wystarczająco długo - dojdziesz do wniosku że negatywnie zachowania są bez sensu.
Błędem tym niech będzie na przykład zapętlenie się latami wokół własnego postrzegania dobra, którego konsekwencją będzie swego rodzaju bardzo trudny do opisania rodzaj egoizmu.
Hmmm.... możesz podać jakiś przykład ?
Zatem to, co według mnie można nazwać rozwojem to ''stykanie się'' jakby przy każdym prawdziwym, nowym doświadczeniu dobra - z jego ideą. Idea dobra napędza wszystko co z dobrem jest związane, a człowiek stara się tą ideę naśladować, to bardzo głębokie. Jego wzorcem jest dobro samo w sobie, ale nie w rozumowaniu polegającym na stwierdzeniu, że człowiek, gdy stara się być dobry - zawsze dotyka tego źródła, ponieważ wtedy dotyka tylko jego podobizny. Sięgnięcie całkowitego sensu rozwoju, lub inaczej mówiąc sięgnięcie idei dobra ma możliwość tylko w sytuacji doświadczenia metafizycznego.
Trudno mi się zgodzić z tym poglądem. Matka Teresa była dobra sama z siebie , czyniła dobro a nie mogła przeżyć żadnych metafizycznych przeżyć. No więc ja uważam że nauka Jezusa jest takim wzorcem. Jeżeli kontemplujemy , rozważamy prawdziwie tą naukę - dotykamy żródła , natomiast rozwój wymaga praktyki. Czyli nie tylko czytanie, gadanie, medytowanie ale jeszcze praktyka - czynienie dobra dzień po dniu względem 2-człowieka. Tylko przez naukę oraz praktykę możemy uczynić postęp. Takie jest podejście spirytystyczne
pozdrawiam