Jak mawiała moja matka nikt jeszcze z stamtąd nie wrócił by zaświadczyć. Owszem powrócił Jezus ale to...się bierze na wiarę więc się nie liczy
Trudno się przyznać ale wszystko, wszystkie zdarzenia które się przeżywa bardziej lub mniej można jakoś wytłumaczyć w sposób racjonalny a zostaliśmy tak skonstruowani że we wszystko wątpimy i nic nie pamiętamy w poza czasu przed narodzeniem co wcale nam nie pomaga. Równie dobrze to życie może być pierwsze i ostatnie a wiara może nam posłużyć za brzytwę której się uczepiliśmy by nie zwariować. Tak więc każdy sobie coś wmawia i z większą lub mniejszą konsekwencją trzyma się tego przekonując sam siebie, że to co sobie wmawia ma rację bytu, no bo jakże coś tam musi być przecież życie byłoby pozbawione sensu - a kto powiedział że życie musi mieć sens? Wymyśliliśmy sobie Boga jako punkt odniesienia dla naszej wiary i wszystko tłumaczymy w oparciu o niego - tak też może się okazać
Niektórzy nie godząc się z taką myślą gwałcą prawa które ustanowił człowiek i szukają sens w astralu nie bacząc na zakazy i konsekwencje chcą sami sobie coś udowodnić pozostawiając innych pod kopułą ich wyobraźni. Ale tam też niewiele można znaleźć!
Czyżbyśmy się wszyscy mylili żyjąc w złudzie? Nie martwi Was to?
Właśnie zatoczyłem koło - chore koło! i wyszedłem w punkcie w którym zaczynałem 20 lat temu

