Mam na imię Sara i mam 17 lat. Od zawsze wierzyłam w duchy oraz szeroko rozumiane życie po śmierci. Od wielu lat uwielbiałam rozmawiać na ich temat z ludźmi oraz czytać bądź oglądać filmy. Od dziecka byłam uważana za dziecko, które widzi więcej. Jako maluch potrafiłam płakać i krzyczeć na całe gardło wskazując palcem na miejsce, w którym nikogo nie ma. Zawszę kiedy wspominam z rodzicami o tych wydarzeniach mam na ciele gęsią skórkę. Co chwila coś się działo. Pamiętam jak miałam może z 3-5 lat i gdy wyszłam z pokoju widziałam ciemną postać. Mogę w 100% zapewnić, że to nie był wytwór mojej wyobraźni. Wpadłam wtedy w histerię (jak to nie pierwszy raz). Moja mama wyszła i z przerażeniem mówiła, że nikogo nie ma. Ale ktoś był. Pamiętam to jakby było wczoraj. Nazywałam to "baby jagą". To jednak nie odzwierciedli tego - co widziałam. Jakiś czas później nastąpiła "powtórka z rozrywki". Jako dziecko uwielbiałam bujać się na fotelu bujanym zasypiając z króliczkiem w rękach. Tym razem mój płacz i przerażenie było spowodowane kimś/czymś w tym fotelu. To było straszne. Od zawsze w mojej rodzinie działy się paranormalne rzeczy. Moja rodzina non stop miała styczność z duchami. Od strony taty (i wraz z tatą) głowa boli gdybym miała opowiedzieć jak bardzo wszelkiego typu kontakty z duchami miały miejsca. Ale również z mamą, która akurat tych tematów strasznie się boi. Nie chce mieć z tym nic do czynienia. Swojego czasu i ja bałam się przemieszczać po mieszkaniu przesączona kiepskim doświadczeniem i filmami. Jednak od chwili kiedy zaczęłam się tym interesować mój światopogląd się zmienił. Swoje studia spirytystyczne rozpoczęłam z Kardeciem, który pozwala mi uspokoić swoją podburzoną psychikę, przez wykreowane horrory. Kiedy 3 lata temu zmarła moja babcia, z którą nie utrzymywałam kontaktu działy się dziwne rzeczy. Nie weszłam wtedy do kościoła na mszę. Obwiniam się za to. Słyszałam w domu, ale i jakby nie w domu - głuchy płacz wniebogłosy kobiety. Słuchawki i inne rzeczy nie pomagały jego zagłuszyć. Czułam non stop dotyk, głosy. Bałam się. Przyznając się rodzicom płakałam. To było nie do wytrzymania. Szczególnie ten płacz. Kobiety z żalem i skrzywdzonej. Nieszczęśliwej. Kiedy miał już być sprowadzony egzorcysta razem wpadliśmy na pomysł, by pójść na cmentarz i porozmawiać z nią sam na sam. Przeprosiłam. Uspokoiło się. Dzisiaj wiem, ze dusza chciała przejść na drugą stronę, a trzymał ją tutaj żal i pewna sprawa. Moja sprawa. To trwało tyle czasu, że aż przykro mi, że tyle czasu ona się z tym męczyła. Przez kilka dobrych miesięcy nie mogłam zostawać sama w domu, bo popadałam paranoje. Nie umiem tego urzeczywistnić słowami, jeśli ktoś nie wie co to znaczy mieć styczność z czymś takim - za co przepraszam. Kiedyś słyszałam o miejscach, w których straszy gdyż odprawiali tam msze sataniści. Wiedziałam. Gdy rodzice zapytali - skąd wiesz, że tam są duchy odpowiadałam, bo czuję. Teraz je czuje, ale często zastanawiam się czy top nie moja wyobraźnia. Miałam stany OOBE i LD - nie wiedząc nawet o tym. Intuicja... to ona wymaga braw z mojej strony. Zawsze wyczuje kiedy co się stanie. Towarzyszy mi dziwne uczucie. Bardzo dziwne. Nigdy mnie nie zawodzi. Jeśli czuję, że ktoś postąpi tak, zazwyczaj tak postępuje. I nie jest to zbieg okoliczności o co proszę mi zaufać. I tu mam pytanie:
CZY POSIADAM ZDOLNOŚCI MEDIUMICZNE?
Nie robię tego by mieć popularność czy podwyższyć sobie poczucie wartości. Nie. Uwielbiam pomagać. Kocham to uczucie. Chce i pragnę pomagać zagubionym duszom, tylko nie wiem - czy mam na to szansę. Psychicznie staje się coraz bardziej gotowa, ale czy JA mam do tego te predyspozycje? Wiem co chce robić. I nigdy nie zaśmiałam się z duchów. Oj nie,nie. Bo to nie jest śmieszne. Ciekawe? Zgodzę się. Ale przede wszystkim powinno być bardzo istotne dla Nas- ludzi.
Z góry dziękuję. To dla mnie bardzo ważne. Czytam wszystkie fora, pytania, blogi, artykuły czy wątki. Ale co inna strona to inna informacja. Wiem, że Wy Spirytyści możecie mi odpowiedzieć na to zaspokajając moją prośbę. Dziękuję...
