mesjasz pisze:Zgadza się Allan Kardec nigdzie nie potępia współżycia dla przyjemności ale tłumaczy jak dobrze pamiętam że to są akty życia egoistycznego, a z egoizmem mamy walczyć/ tłumić go. Przyjemnosci cielesne opierają się na egoizmie. Współczesne autorytety mają różne poglądy dlatego wolałbym argumentować głównie Księgą Duchów.
Zgadza się, że Księga Duchów wskazuje na bezużyteczność celibatu i wycofywania się ze społeczeństwa, ale nie oznacza to automatycznie, że współżycie dla przyjemności jest złem. Nie chodzi tu bowiem o samo życie seksualne, co życie ludzkie w ogóle - funkcjonowanie w samotności i celowe izolowanie się od ludzi nie ma sensu, gdyż w ten sposób stajemy się jedynie obciążeniem dla społeczeństwa, ale wyprowadzanie stąd wniosku, że seksualność nienastawiona na prokreację jest zła, jest nieuzasadnione. Takiego stwierdzenia nie znajdujemy w Księdze Duchów.
Nie zgodzę się, że przyjemności cielesne opierają się na egoizmie, poza tym wśród samych przyjemności cielesnych te o charakterze stricte seksualnym nie są wcale najważniejsze. Na dowód, że przyjemności cielesne nie opierają się na egoizmie warto przytoczyć obserwację, gdy kontakt z bliskimi poprzez całowanie czy przytulanie daje szczęście obojgu ludziom, przynosi poczucie akceptacji, bezpieczeństwa i radości - widać to np. w relacji rodzice-dzieci, ale także wśród par, również tych starszych, które zakończyły już życie seksualne. Z kolei karmienie piersią uznawane jest za akt niezwykłej bliskości między matką a dzieckiem, i stanowi wartość dla obojga, nieprzypadkowo też od wieków jest wdzięcznym tematem dla sztuki. Nawet samo całowanie wiąże się z rozmaitymi uczuciami i seksualność wcale nie jest tu pierwszorzędna.
Chciałbym też dodać, że traktując Twój pogląd konsekwentnie, należałoby ciągle zachęcać ludzi do współżycia w okresie największej płodności, a seks partnerów w okresie przekwitania byłby tu już zupełnie bezużyteczny i traktowany jako marnotrawienie czasu (bo można np. w tym samym czasie zamiatać ulicę, albo sadzić drzewa przy drodze itd., ad absurdum).
Zapewne kiedy człowiek został stworzony musiał posiadać taki popęd seksualny w celu rozmnażania się, młode osobniki często ginęły w "dziczy". W dzisiejszych czasach człowiek jest o wiele bardziej rozwinięty, żyjemy w cywilizacji, mamy bezpieczne domy, ciepłe ubrania, jedzenia pod dostatkiem, rozwijamy inteligencję, itd. Niepohamowany popęd seksualny jest objawem istot prymitywnych, z "dziczy".
Niepohamowane spełnianie popędu seksualnego to jedno, a spełnienie popędu seksualnego w ogóle to druga rzecz. Nie można traktować tej kwestii na zasadzie skrajności, bo po prostu nie jest to takie proste. Spirytyści nie mają nic przeciwko zdrowej realizacji tego popędu, skanalizowaniu go w ramach, jakie tworzą np. monogamiczne związki kochających się ludzi. Równowaga dotyczy zresztą każdej potrzeby fizycznej, np. zaspokajania głodu, które z jednej strony jest naturalne i wymaga realizacji, a z drugiej nie powinno przebiegać w sposób niepohamowany, bo np. prowadzi do otyłości i szkodzi zdrowiu.
Niejednokrotnie wyłapywałem w wypowiedziach sportowców, ludzi religijnych, wykształconych słowa, które jasno mówiły o znacznych zmianach umysłu spowodowanych wstrzemięźliwością seksualną/ tłumieniem popędu. Uważam że ludzie mieliby znacznie więcej siły, motywacji, chęci do życia ograniczając życie seksualne.
Wszystko oczywiście zależy od ludzi. Psychologia dawno już stwierdziła istnienie zjawiska tzw. sublimacji popędu seksualnego, ale taki permanentny stan rodzi frustrację i poczucie niespełnienia. Ludzie cierpią z powodu samotności i braku samoakceptacji. Akt seksualny nie powinien służyć jedynie rozmnażaniu, jak u zwierząt. Człowiek jest istotą o niezwykłej wrażliwości i również tą drogą zyskuje radość z obcowania z drugim człowiekiem.
Do niedawna również uważałem że masturbacja nie jest grzechem, ale spojrzałem na to z innej strony, a mianowicie jeśli Bóg ma tylko siłę tworzenia życia, a nam pozwolił "produkować" zarodniki naszego gatunku w celu rozmnażania się, dał nam do tego przyjemność w postaci doznań/orgazmu, zrobiliśmy coś dobrego i od razu otrzymujemy nagrodę. My natomiast bierzemy nagrodę a powinność wyrzucamy do śmieci / spłukujemy w toalecie ... w moich teoriach to się nazywa egoizm.
Z tego wynika, że należałoby raczej dążyć do ciągłego rozmnażania się, by nie marnować potencjału wynikającego z naszej płodności. Nie potrafię wyprowadzić z tego logicznie zachęty do wstrzemięźliwości seksualnej.
Uważam że to wina rodziców którzy zle wychowują swoje dzieci. To powinno być tłumaczone np. słuchaj synu chcesz to masturbuj się ale wiedz że jak to robisz to twój umysł się rozleniwia, jesteś mniej obiektywny, niespokojny, itp. jeśli nauczysz się tłumić ten prymitywny, egoistyczny sposób doświadczania przyjemności to osiągniesz znacznie więcej w życiu i jak będziesz miał partnerkę to zarówno ona jak i ty będziecie mieli znacznie lepsze doznania, itp., itd.
Takie wychowanie rodziłoby poczucie winy i nerwicę u młodych ludzi, których popęd seksualny jest najsilniejszy (z wiekiem ulega osłabieniu), gdyż tak radykalne tłumienie ludzkiej seksualności, zwłaszcza w okresie burzy hormonalnej, po prostu godzi w zdrowie psychiczne człowieka. Dodajmy, że gdyby młodzi ludzie nie realizowali popędu seksualnego poprzez masturbację, a poprzez współżycie, skutkowałoby to dużym wzrostem niechcianych ciąż u osób, które jedynie fizycznie są gotowe do bycia rodzicami. Przyniosłoby to katastrofalne skutki społeczne. Z drugiej strony zupełne stłumienie popędu seksualnego po prostu jest robieniem krzywdy samemu sobie.
Dodatkowo w Księdze Duchów jest jasno napisane że z drugiej strony sposób porozumiewania się jest inny niż na ziemi i nie używa się słów tylko myślami porozumiewamy się, co ja mam myślę o tobie to ty to wiesz i co ty myślisz o mnie to ja wiem. Nie ma kłamstwa bo nie da się kłamać, nie ma sekretów bo nie ma się nic do ukrycia. Trzeba żyć tak aby z drugiej strony można było "spojrzeć w oczy" każdemu z kim rozmawiałem lub o kim myślałem będąc tu na ziemi. Głupio by mi było "spojrzeć w oczy" kobietom o których bym myślał podczas samogwałtu, głupio by mi było "spojrzeć w oczy" duchom które widziały jak dokonywałem samogwałtu. I co najważniejsze : Co ja bym powiedział stwórcy? Dlaczego wyrzucałem zarodniki życia własnego gatunku do śmieci? Dlaczego akt prokreacji przemieniłem we własną przyjemność?
Powinieneś zwrócić uwagę na te fragmenty Księgi Duchów, które mówią o ascezie i umartwianiu się.
Skoro to jest tak duża siła że tworzy życie to może wstrzymując ją w sobie wzmacniamy swoje życie. Wszyscy wiemy że żyjemy w jednym z najbardziej materialnych światów i sposób doznawania przyjemności jest całkiem inny. Czym bardziej dusza rozwinięta w tym mniej materialnym świecie się reinkarnuje. Seks "cielesny" jest materialnym doznaniem przyjemności. W stanie ducha przyjemności zaznajesz myślami i to nie o seksie cielesnym. W astralu słabe duchy nie potrafią wyznaczać celów i tak w pierwszej strefie masz prawie wszystkich zboczeńców myślących / śniących o seksie.
Świat materialny ma swoje prawa i swoje doświadczenia, których nie znajdziesz w zaświatach - i na odwrót. Nie po to się wcielamy, aby tworzyć poczucie, że zła jest przyjemność cielesna, wynikła np. z przyjemnego współżycia z żoną/mężem, chodzenia razem do kina, kąpania się w jeziorze, jedzenia smacznego posiłku itd.
Sam osobiście żyje inaczej niż napisałem ale z teorii wynika że tak powinno się żyć , dążyć do czystości umysłu. Ja tak to rozumiem
Najlepszy jest arystotelesowski "złoty środek". Zwróć na to uwagę, aby kiedyś u schyłku życia nie powiedzieć, że ominęło Cię coś wartościowego.