Czy dobrze rozumiem życie?

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: mesjasz » 17 wrz 2016, 13:55

Witam wszystkich!
Długo mnie tu nie było i widzę ze znowu mam sporo wiedzy do nadrobienia. Wstyd się przyznać ale dopiero niedawno przeczytałem "Księgę Duchów". Zakładałem parę wątków nieświadomy doświadczeń Allana Kardeca. Wszystko super zgadzam się i wierzę w to co napisał.
Zakładałem kiedyś wątek/temat o wyborze życia przed narodzinami. Temat miał kilka odpowiedzi ale w sumie żadnej merytorycznej. Natomiast reasumując dotychczas zdobytą wiedzę dochodzę do wniosku że to bardziej omam/sen/wymysł niż "prawdziwe" moje doświadczenie. Według Kardeca czy Monroa żyjemy w jednym z najbardziej materialnych światów, jesteśmy duszami które muszą się jeszcze bardzo dużo nauczyć aby doświadczyć więcej szczęścia, możemy tylko usiłować czynić "dobrze" a i tak wszystko będzie podsumowane na koniec i albo progress albo powrót i tak do całkowitego oczyszczenia które da nam nieopisaną wieczną błogość.. Podobno dusze bardziej doświadczone wracają tu aby pomagać lub/i doszlifować się/kształcić siebie i uświadamiać innych, ale i one są zbyt mało doświadczone aby poznać/zobaczyć Boga/Stwórcę wszechświata, taka możliwość istnieje tylko po całkowitym oczyszczeniu ducha który narodził się/został stworzony nie do końca idealnie i dlatego musimy się reinkarnować aby osiągnąć pełną czystość DUCHA i materii, która nas otacza. Wszyscy na ziemi żyjemy w bardzo zbliżonym stanie ducha, niektórzy idą złą drogą i reinkarnują z powrotem a niektórzy dobrą drogą i doświadczają wyższych poziomów stanu świadomości i po śmierci reinkarnują do bardziej doświadczonego świata lub mają jakiś wybór. Największym osiągnięciem ludzkości jest "małżeństwo", które uczy nas czystości, wierności, miłości, równości, braterstwa, itd. Natomiast bycie kawalerem z własnego lenistwa, braku "zapału" do okazywania miłości jest grzechem co innego jeśli taki stan duchowy/cywilny prowadzi do cnót.
Lepiej nadstawić drugi policzek niż wdawać się w bójkę/awanturę. Omijać ludzi "nieprzyjemnych", upartych i zadziornych niż ich uświadamiać kosztem naszych nerwów/stresu. Odstawić alkohol, narkotyki, psycholeki i dążyć do czystości umysłu, który ułatwi nam życie na ziemi, zrozumienie innych, itp. Ważna jest również wstrzemięźliwość i tak seks powinien prowadzić tylko i wyłącznie do stworzenia życia a nie do przyjemności poprzez korzystanie z usług kobiet lekkich obyczajów czy poprzez samogwałt lub nawet seks małżeński w prezerwatywie.
Ogólnie mamy tak żyć aby po śmierci bez żadnych wyrzutów "sumienia" można spojrzeć w oczy każdemu kogo spotkaliśmy w życiu na ziemi. Z drugiej strony nie ma kłamstwa, oszustwa, itp. tam wszyscy porozumiewają się "myślą", co ty masz w "głowie", co myślisz w duchu to każdy z kim powiązana jest ta myśl wie o tym.

Troszkę wątki pomieszałem ale czy forumowicze (zwłaszcza ci z plakietką "spirytysta") uważają że dobrze rozumiem to wszystko?
Awatar użytkownika
mesjasz
 
Posty: 45
Rejestracja: 02 lis 2015, 12:49
Lokalizacja: Kraków

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: Pawełek » 17 wrz 2016, 15:27

Jeśli niczego nie przeoczyłem, to stwierdzam że dobrze się zapoznałeś z Księgą Duchów :) Jedynie bym mógł zwrócić uwagę na ten fragment:
mesjasz pisze:Odstawić alkohol [...] i dążyć do czystości umysłu, który ułatwi nam życie na ziemi, zrozumienie innych, itp. Ważna jest również wstrzemięźliwość i tak seks powinien prowadzić tylko i wyłącznie do stworzenia życia a nie do przyjemności poprzez korzystanie z usług kobiet lekkich obyczajów czy poprzez samogwałt lub nawet seks małżeński w prezerwatywie.

Powiem tak: wszystko jest dla ludzi, lecz z umiarem. Narkotyków nie biorę pod uwagę, gdyż one są nastawione na to by uzależnić nawet od pierwszego "wciągnięcia" (chociażby heroina) i niszczyć życie, to jeśli chodzi o alkohol to jeśli człowiek zna umiar, potrafi się kontrolować, to co złego w tym by raz na jakiś czas się napić, lub zaszaleć? Oczywiście, podkreślam po raz kolejny, z umiarem.

Co do seksu - jeśli miałby służyć tylko do prokreacji to raczej nie byłby taki przyjemny. Co do zdania by nie korzystać z usług kobiet lekkich obyczajów się zgadzam, to do dalszej części nie bardzo. Uważam że z jednej strony samogwałt jest dobry, szczególnie dla chłopców co dorastają z tego względu, że nie będą szukali drugiej połówki tylko by sobie ulżyć, a to się bardzo często zdarza. Jednakże również i tutaj musi być umiar, bo jeśli chłopak z tym przesadzi to w końcu może się od tego uzależnić i będzie miał patologiczne podejście do związku z kobietą.

Seks jest przyjemnością i jeśli jest dwójka kochających się ludzi, to czemu mają się powstrzymywać gdy oboje chcą sprawić sobie przyjemność? Czy lepsze jest by się kochali (nawet z prezerwatywą), czy jednak lepiej się kochać nie zważając na to, że przyszłych rodziców może nie stać na kolejne dziecko? "Mamy już jedno dziecko, więc koniec z seksem" :) Używanie antykoncepcji w każdym rodzaju jest jednym z oznak dojrzałości, gdyż pokazuje czy się jest gotowym na (kolejne) dziecko.

Sam widzisz, że wszystko ma swoje plusy i minusy. Najważniejsze to nie stracić głowy, żyć z umiarem i podejść do wszystkiego z rozsądkiem.

Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Pawełek
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 1941
Rejestracja: 27 kwie 2015, 21:36
Lokalizacja: Śląsk

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: mesjasz » 17 wrz 2016, 16:45

Pawełek. Rozumiem cię znakomicie. Choć osobiście uważam że samogwałt nie powinien mieć miejsca. Wydaje mi się że człowiek powinien być tak uświadomiony przez rodziców aby do tego nie doprowadzać. Miłość w związku można okazywać nie tylko poprzez seks. Uważam że wstrzemięźliwość pomogłaby w rozwoju ludzkości. Trochę prostacko teraz napiszę ale trzepiąc gruchę co dzień lub co kilka dni nie zaznasz efektu pełnego orgazmu a co za tym idzie - pełnej rozkoszy/miłości. Jeśli już ma dojść do stosunku to powinien on być czymś wyjątkowym w końcu to moment poczęcia dziecka, onanizując się, korzystając z usług kobiet lekkich obyczajów, stosunki z prezerwatywą obniżają wartość spermy, obniżają rozkosz, ejakulacja staje się codziennością a powinna być czymś wyjątkowym. Może jeszcze inaczej jeśli ktoś był kawalerem do 40 roku życia i non stop korzystał z usług kobiet lub dokonywał samogwałtu od np.13 roku życia to jakiej jakości ma spermę? to już nie to samo. Skoro całe życie kształtujemy swoje DNA i taki chłop 40 letni z 27 letnim stażem onanisty zapłodni kobietę to syn/córka może mieć skrzywioną psychikę?
Co do alkoholu to nie mam przekonania zarówno do piwa, wina czy wódki. Alkohol etylowy wyniszcza organizm niezależnie od tego ile go spożyjesz. Sam lubię piwko wypić albo cztery, wino sporadycznie, wódki prawie nie dotykam. Heroina to już całkiem inny temat, ale marihuana pomaga zagłębić się we własne myśli, pomaga znaleźć znacznie więcej rozwiązań problemów, działa pacyfistycznie w przeciwieństwie do alkoholu.
Każdy ma swoją głowę i ocenia według własnych doświadczeń życiowych, ważne jest aby swoimi poczynaniami nie robić krzywdy bliźniemu. Też lubię seks, alko no i ja jeszcze lubię lolki. Wiem że z tym wszystkim trzeba walczyć ale w ten sposób się uspokajam i wiem że to też nie jest wytłumaczenie. Prędzej powinienem powiedzieć że jestem miekki skoro nie potrafię zapanować nad swoim ciałem i rządzą mną przyziemne przyjemności. I tak jak mówisz że czasem lubisz wypić czy pokochać się ze swoją kobietą to ja tak samo to lubię ale wydaje mi się że przez to zanieczyszczamy swój organizm przez co "energia" prędzej nas ominie niż napełni szczęściem. A zamiast tryskać energią przez 2-3 sekundy wolałbym mieć błogi stan świadomości przez 24h/dobę :oops: :kardec:
Awatar użytkownika
mesjasz
 
Posty: 45
Rejestracja: 02 lis 2015, 12:49
Lokalizacja: Kraków

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: cthulhu87 » 17 wrz 2016, 19:58

Chciałbym nawiązać do spraw seksualności (z resztą zasadniczo się zgadzam):
Allan Kardec nigdzie nie potępia współżycia dla przyjemności, bez celu prokreacji. Warunkiem jest miłość między partnerami. Natomiast współczesne autorytety, np. Divaldo Franco ze zrozumieniem odnoszą się zarówno do antykoncepcji, jak i seksu przedmałżeńskiego.
Człowiek, jako istota wyróżniająca się w porządku stworzenia, potrafił oddzielić akt seksualny od prokreacji i to jeden z elementów, który czyni go wyjątkowym. Jeśli zgłębimy ten prosty fakt i weźmiemy pod uwagę, że dojrzała seksualność nakierowana jest nie tylko na dobro własne, ale przede wszystkim na dobro drugiego człowieka, przestanie to być dla nas problemem. Z kolei masturbacja w okresie dojrzewania jest naturalna i postrzeganie jej jako grzechu czy "nieczystości" jest anachronizmem. Często obwinianie siebie na tym punkcie u młodych ludzi powoduje nerwice, a niemałą rolę odgrywa tu nauka Kościoła katolickiego, zupełnie nieprzystosowana do współczesnej wiedzy o psychologii i naturze człowieka.
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 12:44

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: mesjasz » 18 wrz 2016, 10:30

Zgadza się Allan Kardec nigdzie nie potępia współżycia dla przyjemności ale tłumaczy jak dobrze pamiętam że to są akty życia egoistycznego, a z egoizmem mamy walczyć/ tłumić go. Przyjemnosci cielesne opierają się na egoizmie. Współczesne autorytety mają różne poglądy dlatego wolałbym argumentować głównie Księgą Duchów.
Zapewne kiedy człowiek został stworzony musiał posiadać taki popęd seksualny w celu rozmnażania się, młode osobniki często ginęły w "dziczy". W dzisiejszych czasach człowiek jest o wiele bardziej rozwinięty, żyjemy w cywilizacji, mamy bezpieczne domy, ciepłe ubrania, jedzenia pod dostatkiem, rozwijamy inteligencję, itd. Niepochamowany popęd seksualny jest objawem istot prymitywnych, z "dziczy". Niejednokrotnie wyłapywałem w wypowiedziach sportowców, ludzi religijnych, wykształconych słowa, które jasno mówiły o znacznych zmianach umysłu spowodowanych wstrzemięźliwością seksualną/ tłumieniem popędu. Uważam że ludzie mieliby znacznie więcej siły, motywacji, chęci do życia ograniczając życie seksualne.
Do niedawna również uważałem że masturbacja nie jest grzechem, ale spojrzałem na to z innej strony, a mianowicie jeśli Bóg ma tylko siłę tworzenia życia, a nam pozwolił "produkować" zarodniki naszego gatunku w celu rozmnażania się, dał nam do tego przyjemność w postaci doznań/orgazmu, zrobiliśmy coś dobrego i od razu otrzymujemy nagrodę. My natomiast bierzemy nagrodę a powinność wyrzucamy do śmieci / spłukujemy w toalecie ... w moich teoriach to się nazywa egoizm. Uważam że to wina rodziców którzy zle wychowują swoje dzieci. To powinno być tłumaczone np. słuchaj synu chcesz to masturbuj się ale wiedz że jak to robisz to twój umysł się rozleniwia, jesteś mniej obiektywny, niespokojny, itp. jeśli nauczysz się tłumić ten prymitywny, egoistyczny sposób doświadczania przyjemności to osiągniesz znacznie więcej w życiu i jak będziesz miał partnerkę to zarówno ona jak i ty będziecie mieli znacznie lepsze doznania, itp., itd.

Dodatkowo w Księdze Duchów jest jasno napisane że z drugiej strony sposób porozumiewania się jest inny niż na ziemi i nie używa się słów tylko myślami porozumiewamy się, co ja mam myślę o tobie to ty to wiesz i co ty myślisz o mnie to ja wiem. Nie ma kłamstwa bo nie da się kłamać, nie ma sekretów bo nie ma się nic do ukrycia. Trzeba żyć tak aby z drugiej strony można było "spojrzeć w oczy" każdemu z kim rozmawiałem lub o kim myślałem będąc tu na ziemi. Głupio by mi było "spojrzeć w oczy" kobietom o których bym myślał podczas samogwałtu, głupio by mi było "spojrzeć w oczy" duchom które widziały jak dokonywałem samogwałtu. I co najważniejsze : Co ja bym powiedział stwórcy? Dlaczego wyrzucałem zarodniki życia własnego gatunku do śmieci? Dlaczego akt prokreacji przemieniłem we własną przyjemność?

Skoro to jest tak duża siła że tworzy życie to może wstrzymując ją w sobie wzmacniamy swoje życie. Wszyscy wiemy że żyjemy w jednym z najbardziej materialnych światów i sposób doznawania przyjemności jest całkiem inny. Czym bardziej dusza rozwinięta w tym mniej materialnym świecie się reinkarnuje. Seks "cielesny" jest materialnym doznaniem przyjemności. W stanie ducha przyjemności zaznajesz myślami i to nie o seksie cielesnym. W astralu słabe duchy nie potrafią wyznaczać celów i tak w pierwszej strefie masz prawie wszystkich zboczeńców myślących / śniących o seksie.

Sam osobiście żyje inaczej niż napisałem ale z teorii wynika że tak powinno się żyć , dążyć do czystości umysłu. Ja tak to rozumiem
Awatar użytkownika
mesjasz
 
Posty: 45
Rejestracja: 02 lis 2015, 12:49
Lokalizacja: Kraków

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: cthulhu87 » 18 wrz 2016, 19:47

mesjasz pisze:Zgadza się Allan Kardec nigdzie nie potępia współżycia dla przyjemności ale tłumaczy jak dobrze pamiętam że to są akty życia egoistycznego, a z egoizmem mamy walczyć/ tłumić go. Przyjemnosci cielesne opierają się na egoizmie. Współczesne autorytety mają różne poglądy dlatego wolałbym argumentować głównie Księgą Duchów.


Zgadza się, że Księga Duchów wskazuje na bezużyteczność celibatu i wycofywania się ze społeczeństwa, ale nie oznacza to automatycznie, że współżycie dla przyjemności jest złem. Nie chodzi tu bowiem o samo życie seksualne, co życie ludzkie w ogóle - funkcjonowanie w samotności i celowe izolowanie się od ludzi nie ma sensu, gdyż w ten sposób stajemy się jedynie obciążeniem dla społeczeństwa, ale wyprowadzanie stąd wniosku, że seksualność nienastawiona na prokreację jest zła, jest nieuzasadnione. Takiego stwierdzenia nie znajdujemy w Księdze Duchów.

Nie zgodzę się, że przyjemności cielesne opierają się na egoizmie, poza tym wśród samych przyjemności cielesnych te o charakterze stricte seksualnym nie są wcale najważniejsze. Na dowód, że przyjemności cielesne nie opierają się na egoizmie warto przytoczyć obserwację, gdy kontakt z bliskimi poprzez całowanie czy przytulanie daje szczęście obojgu ludziom, przynosi poczucie akceptacji, bezpieczeństwa i radości - widać to np. w relacji rodzice-dzieci, ale także wśród par, również tych starszych, które zakończyły już życie seksualne. Z kolei karmienie piersią uznawane jest za akt niezwykłej bliskości między matką a dzieckiem, i stanowi wartość dla obojga, nieprzypadkowo też od wieków jest wdzięcznym tematem dla sztuki. Nawet samo całowanie wiąże się z rozmaitymi uczuciami i seksualność wcale nie jest tu pierwszorzędna.
Chciałbym też dodać, że traktując Twój pogląd konsekwentnie, należałoby ciągle zachęcać ludzi do współżycia w okresie największej płodności, a seks partnerów w okresie przekwitania byłby tu już zupełnie bezużyteczny i traktowany jako marnotrawienie czasu (bo można np. w tym samym czasie zamiatać ulicę, albo sadzić drzewa przy drodze itd., ad absurdum).

Zapewne kiedy człowiek został stworzony musiał posiadać taki popęd seksualny w celu rozmnażania się, młode osobniki często ginęły w "dziczy". W dzisiejszych czasach człowiek jest o wiele bardziej rozwinięty, żyjemy w cywilizacji, mamy bezpieczne domy, ciepłe ubrania, jedzenia pod dostatkiem, rozwijamy inteligencję, itd. Niepohamowany popęd seksualny jest objawem istot prymitywnych, z "dziczy".


Niepohamowane spełnianie popędu seksualnego to jedno, a spełnienie popędu seksualnego w ogóle to druga rzecz. Nie można traktować tej kwestii na zasadzie skrajności, bo po prostu nie jest to takie proste. Spirytyści nie mają nic przeciwko zdrowej realizacji tego popędu, skanalizowaniu go w ramach, jakie tworzą np. monogamiczne związki kochających się ludzi. Równowaga dotyczy zresztą każdej potrzeby fizycznej, np. zaspokajania głodu, które z jednej strony jest naturalne i wymaga realizacji, a z drugiej nie powinno przebiegać w sposób niepohamowany, bo np. prowadzi do otyłości i szkodzi zdrowiu.

Niejednokrotnie wyłapywałem w wypowiedziach sportowców, ludzi religijnych, wykształconych słowa, które jasno mówiły o znacznych zmianach umysłu spowodowanych wstrzemięźliwością seksualną/ tłumieniem popędu. Uważam że ludzie mieliby znacznie więcej siły, motywacji, chęci do życia ograniczając życie seksualne.


Wszystko oczywiście zależy od ludzi. Psychologia dawno już stwierdziła istnienie zjawiska tzw. sublimacji popędu seksualnego, ale taki permanentny stan rodzi frustrację i poczucie niespełnienia. Ludzie cierpią z powodu samotności i braku samoakceptacji. Akt seksualny nie powinien służyć jedynie rozmnażaniu, jak u zwierząt. Człowiek jest istotą o niezwykłej wrażliwości i również tą drogą zyskuje radość z obcowania z drugim człowiekiem.

Do niedawna również uważałem że masturbacja nie jest grzechem, ale spojrzałem na to z innej strony, a mianowicie jeśli Bóg ma tylko siłę tworzenia życia, a nam pozwolił "produkować" zarodniki naszego gatunku w celu rozmnażania się, dał nam do tego przyjemność w postaci doznań/orgazmu, zrobiliśmy coś dobrego i od razu otrzymujemy nagrodę. My natomiast bierzemy nagrodę a powinność wyrzucamy do śmieci / spłukujemy w toalecie ... w moich teoriach to się nazywa egoizm.


Z tego wynika, że należałoby raczej dążyć do ciągłego rozmnażania się, by nie marnować potencjału wynikającego z naszej płodności. Nie potrafię wyprowadzić z tego logicznie zachęty do wstrzemięźliwości seksualnej.

Uważam że to wina rodziców którzy zle wychowują swoje dzieci. To powinno być tłumaczone np. słuchaj synu chcesz to masturbuj się ale wiedz że jak to robisz to twój umysł się rozleniwia, jesteś mniej obiektywny, niespokojny, itp. jeśli nauczysz się tłumić ten prymitywny, egoistyczny sposób doświadczania przyjemności to osiągniesz znacznie więcej w życiu i jak będziesz miał partnerkę to zarówno ona jak i ty będziecie mieli znacznie lepsze doznania, itp., itd.


Takie wychowanie rodziłoby poczucie winy i nerwicę u młodych ludzi, których popęd seksualny jest najsilniejszy (z wiekiem ulega osłabieniu), gdyż tak radykalne tłumienie ludzkiej seksualności, zwłaszcza w okresie burzy hormonalnej, po prostu godzi w zdrowie psychiczne człowieka. Dodajmy, że gdyby młodzi ludzie nie realizowali popędu seksualnego poprzez masturbację, a poprzez współżycie, skutkowałoby to dużym wzrostem niechcianych ciąż u osób, które jedynie fizycznie są gotowe do bycia rodzicami. Przyniosłoby to katastrofalne skutki społeczne. Z drugiej strony zupełne stłumienie popędu seksualnego po prostu jest robieniem krzywdy samemu sobie.

Dodatkowo w Księdze Duchów jest jasno napisane że z drugiej strony sposób porozumiewania się jest inny niż na ziemi i nie używa się słów tylko myślami porozumiewamy się, co ja mam myślę o tobie to ty to wiesz i co ty myślisz o mnie to ja wiem. Nie ma kłamstwa bo nie da się kłamać, nie ma sekretów bo nie ma się nic do ukrycia. Trzeba żyć tak aby z drugiej strony można było "spojrzeć w oczy" każdemu z kim rozmawiałem lub o kim myślałem będąc tu na ziemi. Głupio by mi było "spojrzeć w oczy" kobietom o których bym myślał podczas samogwałtu, głupio by mi było "spojrzeć w oczy" duchom które widziały jak dokonywałem samogwałtu. I co najważniejsze : Co ja bym powiedział stwórcy? Dlaczego wyrzucałem zarodniki życia własnego gatunku do śmieci? Dlaczego akt prokreacji przemieniłem we własną przyjemność?


Powinieneś zwrócić uwagę na te fragmenty Księgi Duchów, które mówią o ascezie i umartwianiu się.

Skoro to jest tak duża siła że tworzy życie to może wstrzymując ją w sobie wzmacniamy swoje życie. Wszyscy wiemy że żyjemy w jednym z najbardziej materialnych światów i sposób doznawania przyjemności jest całkiem inny. Czym bardziej dusza rozwinięta w tym mniej materialnym świecie się reinkarnuje. Seks "cielesny" jest materialnym doznaniem przyjemności. W stanie ducha przyjemności zaznajesz myślami i to nie o seksie cielesnym. W astralu słabe duchy nie potrafią wyznaczać celów i tak w pierwszej strefie masz prawie wszystkich zboczeńców myślących / śniących o seksie.


Świat materialny ma swoje prawa i swoje doświadczenia, których nie znajdziesz w zaświatach - i na odwrót. Nie po to się wcielamy, aby tworzyć poczucie, że zła jest przyjemność cielesna, wynikła np. z przyjemnego współżycia z żoną/mężem, chodzenia razem do kina, kąpania się w jeziorze, jedzenia smacznego posiłku itd.

Sam osobiście żyje inaczej niż napisałem ale z teorii wynika że tak powinno się żyć , dążyć do czystości umysłu. Ja tak to rozumiem


Najlepszy jest arystotelesowski "złoty środek". Zwróć na to uwagę, aby kiedyś u schyłku życia nie powiedzieć, że ominęło Cię coś wartościowego.
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 12:44

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: Pablo diaz » 18 wrz 2016, 21:25

Witaj Mesjaszu

Może zaintersuje Cię ,jak na temat seksu wypowiedział się Chico Xavier .

https://www.youtube.com/watch?v=T1mp7-7eD80

Cytuję :

Miłość jest boskim oceanem w którym żyją wszystkie istoty,seks jako instrument miłości jest odpowiedzialnością,
dlatego nasze powiazanie z naturą seksualną powinno być powiązane kompromisem monogamicznym z nieskończoną
miłością jednej istoty do drugiej.Powinniśmy jednak uważać,aby relacje seksualne nie przemieniły się w fazę
destrukcyjną tworząc katastrofy sentymentalne z rodziną i organizacjami socjalnymi,ponieważ miłość pochodzi
od Boga dlatego miłość i seks są wielką odpowiedzialnością.


Dodatkowo mogę Ci zaproponować lekturę podyktowaną przez Ducha Emmanuela ,,Vida y sexo,, (Życie i seks) pdf jest w j. hiszpańskim http://www.akardec.com/libro/Vida_y_sexo.pdf
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: Krzysztoff » 18 wrz 2016, 22:45

"Największym osiągnięciem ludzkości jest "małżeństwo",


No nie wiem :), jakoś przeoczyłem chyba ten fragment Księgi Duchów :)

Co do Twojego podsumowania , to oprócz tego fragmentu z seksem , to w uproszczeniu się zgadza, natomiast należy dodać że jedną z ważniejszych nauk które spisał Kardec to nauki moralne

Są one spisane w "Ewangelii według spirytyzmu". Książka nie jest łatwa, należy czytać ja wielokrotnie , fragmentami, przemyśleć , medytować, kontemplować... (potem zrozumieć i stosować)

pozdrawiam
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: 1Prawda1 » 21 wrz 2016, 14:14

Z kolei Platon uważa, że seks jest pierwszym etapem miłości - wchodząc na kolejny, piękno ciał traci według niego na mocy. Nie uważa on, by na nowym etapie przypominania sobie świata idei trzymać się seksualności tak samo, ciągle ją wielce wysławiając, lecz mówi by wejść na nowy, wyższy poziom obcowania z boskim pięknem.

“Platon nie zaprzeczał, że człowiek prosty znajduje upodobanie w pięknych ciałach, ale sądził, że od ciał piękniejsze są myśli i czyny. Piękno duchowe jest pięknem wyższym. Jednakże i ono nie jest jeszcze najwyższe. Najwyższe piękno jest w idei, ona dopiero jest samym pięknem. Jeśli człowiek ma wykonać coś pięknego, to tylko na wzór idei. Jeśli ciała i dusze są piękne, to tylko przez idee, przez to, że są podobne do idei piękna” ([10], s.120-121).


https://skobel.wordpress.com/1998/05/20/platonska-teoria-milosci/

Ten, kto aż dotąd zaszedł w szkole Erosa, kolejne stopnie piękna prawdziwie oglądając, ten już do końca drogi miłości dobiega. I nagle mu się cud odsłania: piękno samo w sobie, ono samo w swojej istocie. Otwiera się przed nim to, do czego szły wszystkie jego trudy poprzednie; on ogląda piękno wieczne, które nie powstaje i nie ginie, i nie rozwija się ani nie więdnie, ani nie jest z jednej strony piękne, a z drugiej szpetne, ani raz tylko takie, a drugi raz odmienne, ani takie w porównaniu z czymkolwiek, a z czym innym inne, ani też dla jednego piękne, a dla drugiego szpetne. I nie ukaże mu się piękno niby twarz albo ręce jakie, lub jakakolwiek cząstka cielesna, ani jako słowo, ni wiedza jakakolwiek, ani jako cecha jakiegoś, powiedzmy stworzenia, ni ziemi, ni nieba, ani czegokolwiek innego, tylko piękno samo w sobie niezmienne i wieczne, a wszystkie inne przedmioty piękne uczestniczą w nim jakoś w ten sposób, że podczas gdy same powstają i giną, ono ani się pełniejszym nie staje, ani uboższym, ani go żadna w ogóle zmiana nie dotyka.

Więc kto od kochania chłopców zaczął, jak należy, a wznosząc się ciągle wyżej już to piękno oglądać zaczyna, ten stanął prawie u szczytu. Bo tędy biegnie naturalna droga miłości, czy ktoś sam po niej idzie, czy go kto drugi prowadzi: od takich pięknych ciał z początku ciągle się człowiek ku temu pięknu wznosi, jakby po szczeblach wstępował: od jednego do dwóch, a od dwóch do wszystkich pięknych ciał, a od ciał pięknych do pięknych postępków, od postępków do nauk pięknych, a od nauk aż do tej nauki na końcu, która już nie o innym pięknie mówi, ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie; tak że człowiek dopiero przy końcu istotę piękna poznaje. Na tym szczeblu życia, Sokratesie miły mówiła niewiasta z Wieszczego Grodu w obcym kraju na tym szczeblu dopiero życie jest coś warte: wtedy, gdy człowiek piękno samo w sobie ogląda. Gdybyś je kiedy ujrzał, nie myślałbyś go porównywać z klejnotami, szatami, czy pięknymi chłopcami, ani z młodymi ludźmi. Dziś na takie rzeczy patrzysz ty i wielu innych, i zaraz każdy równowagę traci, i gwałt, byle tylko ulubieńca zobaczył i był z nim ciągle razem, gdyby tylko można, gotów nie jeść i nie pić, ale patrzeć tylko i nie odchodzić. A cóż myślisz powiada gdyby komu było dane zobaczyć piękno samo w sobie, nieskalane, czyste, wolne od obcych pierwiastków, nie splamione ludzkimi wnętrznościami i barwami, i wszelką lichotą śmiertelną, ale to nadświatowe, wieczne, jedyne, niezmienne piękno samo w sobie. Co myślisz, czyby mógł jeszcze wtedy marne życie pędzić człowiek, który aż tam patrzy i to widzi, i z tym obcuje? Czy nie uważasz, że dopiero wtedy, gdy ogląda piękno samo i maje czym oglądać, potrafi tworzyć nie tylko pozory dzielności, bo on nie z pozorami obcuje, ale dzielność rzeczywistą, bo on dotyka tego, co naprawdę jest rzeczywiste. A skoro płodzi dzielność rzeczywistą i rozwija, kochankiem bogów się staje, i jeśli komu wolno marzyć o nieśmiertelności, to jemu wolno.
Bogiem jest niebo, fachowo: Świat Idei
Oto rzecz, która przez nasze ograniczenia potrafi szkodzić, czy będzie, czy nie będzie w określonej chwili używana: wiarygodność
https://www.youtube.com/watch?v=AYPcf2pbrYo
Awatar użytkownika
1Prawda1
 
Posty: 1143
Rejestracja: 31 maja 2015, 23:31

Re: Czy dobrze rozumiem życie?

Postautor: Hansel » 21 wrz 2016, 15:22

1Prawda1 pisze:Z kolei Platon uważa, że seks jest pierwszym etapem miłości - wchodząc na kolejny, piękno ciał traci według niego na mocy. Nie uważa on, by na nowym etapie przypominania sobie świata idei trzymać się seksualności tak samo, ciągle ją wielce wysławiając, lecz mówi by wejść na nowy, wyższy poziom obcowania z boskim pięknem.


Z tego co kajarzę to on pochodzenie miłości tłumaczył tym że kiedyś ludzie mieli dwie pary rąk, dwie pary nóg, dwie głowy, natomiast pod względem narządów płciowych dzielili się ta tych którzy posiadali porę męskich, parę żeńskich i najliczniejszą grupę tych który który posiadali zarówno męskie jak i żeńskie. Aż pewnego dnia Zeus któremu się taki stan rzeczy nie podobał porozdzielał wszystkich na dwie części piorunem. Tak że od tej poty każdy człowiek na tym świecie mniej lub bardziej świadomie szuka swojej drugiej połówki...
Ostatnio zmieniony 21 wrz 2016, 15:28 przez Hansel, łącznie zmieniany 1 raz
Narodzić się, umrzeć, odrodzić ponownie i wciąż się rozwijać - takie jest prawo
Awatar użytkownika
Hansel
 
Posty: 3766
Rejestracja: 13 gru 2014, 17:26

Następna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości