Fruwlo kochana.
Masz racje.
Trzeba szukac pomocy. Caly czas mam wrazenie ze probuje rozpaczliwie zyc tak jak przedtem. Tylko przedtem juz nie istnieje.
Caly czas probowalam byc silna dla Mikolaja. Chodzilam do pracy, wyprowadzalam psa. Od 8 lat nie mialam zadnego urlopu. Nigdy sie nad soba nie rozczulalam.
Teraz chyba wroce do Polski.
Jedyne czego potrzebuje to swietego spokoju. Na niczym mi juz nie zalezy. Tutaj przy takim trybie zycia (gdzie nie mozna miec 1 dzien urlopu)niemozliwe jest chodzenie do psychologa czy lekarza.
Bedzie mi jedynie brakowalo mojego kosciola I moich spirytystow.
Tolerancji dla innosci wszelakiej.
Tak sie zastanawiam.
Pochodze z malego miasteczka w Polsce. Wszyscy tam sa katolikami I wierza ze Bog ich skarze za jedzenie kielbasy w piatek.
Jak Wy sobie radzicie z Wasza odmiennoscia w Polsce?
