cthulhu87 pisze:OneNight pisze:. Sam byłem 'wychowywany' przez moherów.
Współczuję. Na szczęście w XXI wieku nie jest już tak prosto urobić młodego człowieka ze względu na rozmaite źródła informacji, z których może czerpać, jeśli podejmuje taki trud.
,,Informację o tym, że 23 sierpnia roku pańskiego 2013 w Warszawie po raz szósty zbiera się mazowiecka wspólnota pastafarian, by czcić święto „Każdy Piątek”, otrzymały w jego wigilię red. red. Cichocka i Wilczewska za sprawą objawienia. Latający Potwór Spaghetti przeleciał je we śnie i zostawił obydwu dobrą nowinę. Kierowane jego wskazówkami niezależnie od siebie trafiły do mrocznego domu w dzielnicy Muranów. W piątki pełni on funkcję miejsca kultu. Krzesła ustawiono w kręgi, w środku zaś stał ołtarz, z którego czerpano święty napój pastafarian: piwo!
– Arrr…! – Odziany w liturgiczny strój pirata wielebny unosi prawą dłoń i tradycyjnie błogosławi przybywających wiernych.
Na ich twarzach widać walkę, jaką stoczyć musieli z własnym lękiem. Dopiero po wejściu nieśmiało przywdziewają Durchschlag – tradycyjne nakrycie głowy wyznawców pastafarianizmu. Najwytrwalsi w wierze fazę wstydu mają za sobą. Durszlaki noszą w domu, w pracy i w komunikacji miejskiej.
– Nie wstydzę się Potwora! – deklaruje Grzegorz, od dwóch lat wierny Latającego Kościoła. Jest konserwatystą, nie uznaje nowoczesnych cedzaków z plastiku.
Oto jednak nastrój radosnego oczekiwania psuje niefortunny zbieg okoliczności: piwo okazuje się ciepłe i bez gazu, a spaghetti – akurat tego dnia! – znika z menu… Rozlegają się trwożne szepty – nie pierwszy to raz, gdy większość chrześcijańska postponuje w ten sposób pastafarian. Duchowni, obecni w liczbie czterech, pod przewodnictwem wielebnego Roberta Rembelskiego, natychmiast uspokajają zagubione stado. Orzekają, iż nie jest odstępstwem od Pisma spożycie makaronu zaczerpniętego z zupki chińskiej. Na te słowa wysłannicy rozbiegają się po okolicy, dzięki czemu dalej celebrujemy piątkowy wieczór, gryząc suchy makaron maczany w koncentracie pomidorowym. Albowiem Jego Makaronowata Dobroć i Wyrozumiałość są nieskończone. Lokal rozbrzmiewa świętą pieśnią pastafarian: Naprawdę wolałbym, żebyś nie zachowywał się jak jakiś świętoszkowaty dupek…
Przysłuchujemy się dyskusji nad kwestią „Jak czciłem Potwora w wakacje?”. Polscy wyznawcy wielbią go według zasady ora et labora. Trwają prace nad polskim przekładem kodeksu etycznego pastafarian: Luźnego Kanonu. Luźny Kanon nie jest zresztą dziełem zamkniętym, o czym można dowiedzieć się z Trzeciego Ogłoszenia Dotyczącego Wiary Kanonicznej: Teksty Kanonu nigdy nie powinny być zmieniane lub niszczone, jednak każdy nowy tekst, nawet jawnie sprzeczny z poprzednimi, powinien zostać kanonizowany.
Tak właśnie się dzieje. Każdy – a było nas kilkadziesięcioro wiernych każdej płci, wieku i stanu – dawał świadectwo!
Piotr, lat 36, głosi Słowo we własnej rodzinie. Jego wiarę poddano wyjątkowo ciężkiej próbie: rodzina głęboko wierzy w PiS, Smoleńsk i Jana Pawła II.
Alina, lat 23, także pochodzi z religijnego domu. Jej konwersję przyjęto jednak ze zrozumieniem. Mimo że mama Aliny sama wyznaje religię toruńską, przed wyjściem przypomniała córce, żeby wzięła ze sobą durszlak.
Wspominano huczne obchody ramendanu – między 9 lipca a 7 sierpnia. Pod żadnym pozorem nie wolno mylić go z muzułmańskim ramadanem. Potwór Spaghetti nie uznaje bowiem idei postu, propagując jego przeciwieństwo. W czasie ramendanu wierni spożywają zwiększone ilości piwa, wina i makaronu, a podczas rytualnego posiłku wielbią imię Jego Kluskowatości w podziękowaniu za ziemskie dary.
Pastafarianizm, wbrew temu, co twierdzi red. Terlikowski, ma też swoich męczenników. Minutą ciszy czcimy tych, którzy w pocie czoła zbierali deklaracje, by złożyć wniosek o rejestrację polskiego odłamu Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Każdy podpis miał być poświadczony notarialnie. Notariusze zaś żądali od członków wspólnoty zaświadczeń od psychiatrów, straszyli oddziałem zamkniętym i krzywoprzysięstwem.
– Kto widział tego waszego Potwora z klusek? – mówili.
Wielebny hardo odpowiadał: – A kto widział Boga, a choćby i Mahometa?
Za dowód szczególnej łaski Jego Makaronowatości uznano sen, który tej samej nocy miały red. red. Wilczewska i Cichocka. Zresztą i one po spożyciu odpowiedniej ilości rytualnego napoju poczuły szczególną więź ze sobą, jak i z resztą pastafarian.
– Dotknęła was jedna macka. Jego macka… – rzekł wielebny, a wierni zanucili pieśń o miłości dwóch muszelek czterojajecznych.
Kapłan wziął tedy nitkę makaronu i zamoczył ją w ciepłym piwie.
Gdy namokła, połączył najmniejsze palce redaktorek świętym węzłem makaronowym, mówiąc:
– Gotujmy więc sos na dni ostatnie i użyjmy go na naznaczenie wejść do świętych hal pełnych wolności, miłości i akceptacji, jak również miejsc, gdzie odbędzie się odjazdowa impreza. Podobnie, gdziekolwiek i w jakimkolwiek czasie się gromadzimy, na drzwiach powinna być chorągiewka w kolorze sosu, jako deklaracja oddania naszemu Panu…
We sele trwało do rana. Czułyśmy na sobie dotyk wilgotnej macki. I wiedziałyśmy, że czeka na nas Niebo, a w nim zaś czynne Piwne Wulkany, Fabryka Striptizerów płci obojga oraz darmowy szerokopasmowy internet.,,
http://nie.com.pl/archiwum/msza-swietego-makaronu/