autor: atalia » 23 kwie 2010, 09:14
No cóż,powiem szczerze,że nie jestem fanką tej książki.I nie chodzi mi tu bynajmniej o bardzo potoczny i pełen kolokwializmów język-wrecz przeciwnie,uwielbiam takie łamanie stylów i konwencji,chodzi mi tu zgola o coś zupełnie innego:rażą mnie niekonsekwencje i nieścisłości,które co rusz można tu napotkać.Na przyklad taka rzecz:Bóg dał nam nasze ciała fizyczne na wiecznośc,ale później stwierdził,iż ludzie ich nie szanują i zrezygnował z tego pomysłu.Ile rodzi się pytan w związku z tym:
1.Czy ciało biologiczne ,nawet przy najlepszym traktowaniu ,jest w stanie trwać przez czas nieskończony ?
2.Czy to oznacza że Bóg się omylił i zmienił zdanie w tak fundamentalnej sprawie,jak trwałość ciała i postanowił zamiast tego podarować ludziom duszę nieśmiertelną ?
3.Z powyższych założeń wynika,że Bóg nie jest nieomylny,a zatem nie jest Bogiem.
4.A co z reinkarnacją-czy Bóg w tej kwestii też zmienił zdanie ?-wszak powiedział Walschowi,że ten już inkarnował ponad 600 razy.
Takich właśnie niekonsekwencji jest w książce wiele.I to sprawiło,że powątpiewam,iż Walsch otrzymał przekaz od Boga.