autor: Luperci Faviani » 14 gru 2008, 09:46
Postanowiłem podzielić sie kolejną historią z mego życia, która nie jest, w zasadzie, niczym wyjątkowym ale kończy się bardzo optymistycznie.
Kilka miesięcy temu, nad ranem obudziło mnie okropne uczucie jakby ktoś na mnie wskoczył i dusił. Sparaliżowało mnie, bałem się potwornie, chciałem krzyczeć ale, jak zapewne domyślacie się, nie byłem w stanie wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Wszystko odbywało się bardzo szybko, strach wzrastał i teraz... nie pamiętam czy najpierw pomyślałem o Bogu, czy wołałem o pomoc do mojej matki (która żyje w mieście oddalonym o ok.350km), nie wiem. W każdym razie, chęć przeżegnania się uwolniła prawą rękę z paraliżu, zacząłem się modlić i poczułem, prawie jakbym to widział, z daleka przybywającą mi na ratunek jakąś pozytywną energię, z dużym impetem, uwalniającą mnie z przykrych doznań, zamieniającą je w błogie uczucie, radość, szczęście, jakieś ciepło spływające na mnie ze wszystkich stron... Po chwili dobra istota jakby oddaliła się i powróciłem do normalnego stanu. Kilka godzin później wstałem i udałem się do pracy.
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.