Podłaczę się do dyskusji.
w moim przekonaniu to Nie bóg jest we wszystkim tylko boskość. A to nie znaczy, że wszystko i wszyscy sa bogami lecz każdy ma w sobie ten wewnętrzny płomien który potrafi budowac ale i burzyć. Nasze cechy dobre i złe i to jak potrafimy nad nimi panować decyzuja czy owe boskie umiejętności zostaną spożytkowane dobrze czy źle.
Każdy z nas jest na tej samej ścieżce tylko w różnych odległościach od startu. Ale wszyscy jesteśmy z tej samej gliny więc naszym obowiązkiem jest działac dla rozwoju nie tylko swoego ale i innych, również poprzez miłość.
dyskusje czy powinnismy najpierw kochac boga czy, jak chcą niektórzy, jego dzieła są bez sensu. już sam ten fakt prowadzi do absurdu w którym weryfikujemy kto bardziej zasługuje na nasza miłość a przecież w miłości nie o to chodzi. nie tego uczył Jezus.
Jest takie powiedzenie miłość jest ślepa, miłość nie wybiera. Przyjeło się to ujmować jako fakt, ze czasem spotykamy kogos i trach jest chemia miłość i jest cudownie. Tyle ze Jezus uczył kochac tak samo wszystkich nawet wrogów. nie faowryzował swojej rodziny, apostołów, każdy był dla niego bratem i siostrą, których milował. Bo wszyscy jesteśmy dziecmi bożymi. I te wlasnie powiedzenia nabierają nowego wydźwięku. że nieważne kogo spotykamy, powinnismy okazac miłość bo tylko wtedy jesteśmy slepi na róznice i wybieramy kogo będziemy kochać.
ps. protestuje nie ma na tym forum emotikona serduszka!!!
<3
takie musi wystarczyć.

pps. co do ludzi którzy się zatrzymali w rozwoju. Jest jedna rzecz. jeśli komuś pomagasz się rozwinąć to i ty wciąż się rozwijasz. pogłębiasz swoją wiedzę i dojrzałośc moralną. osoba która twierdzi ze pomaga ale nie postepuje do przodu robie coś źle.