1Prawda1 pisze:cthulhu87 wzbogacając swoją duszę widzimy coraz wyższe piękno, stąd bierze się zmiana.
Zgodzę się w takim sensie, że człowiek wewnętrznie bogatszy jest wrażliwszy na rzeczy, które człowiekowi nieokrzesanemu umykają w codzienności, bądź też który dostrzega tylko ich walory praktyczne. Powiedzmy - dla przykładu - że historyk sztuki i erudyta łatwiej zachwyci się szczytowymi osiągnięciami kubizmu w malarstwie, natomiast chłop oderwany od pługa

porówna te dzieła do dziecięcych bohomazów czy rezultatów kraksy samochodowej.
Nie sądzę jednak, że jest możliwe wyabstrahowanie idei piękna od rzeczy pięknych. Rozumiem u Ciebie te platońskie zapędy

, ale jak dla mnie to jest to dość karkołomne zajęcie... Być może nie dlatego, że niemożliwe w ogóle, ale w każdym razie niemożliwe dla mnie. Wypowiedziałeś się trochę tak, jakby piękno już istniało, a człowiek miał je tylko odkryć. Tylko, że zawsze odkrywa je w czymś konkretnym... jeśli piękno istnieje poza rzeczami pięknymi to musi istnieć w sposób, który na poziomie dyskursywnym nie jest możliwy do pojęcia. Może to być kwestia doświadczenia, nieprzekładalnego na opis, ale dostępnego wskutek jakieś iluminacji - tego nie wykluczam, ale sam nigdy podobnych doświadczeń nie miałem.
Achill pisze:no właśnie kategorie estetyczne a w tym wypadku chodzi o bardziej odczuwanie piękna. Nie wiem czy to dobry przyklad ale myslę, że wschod słońca robi wrażenie niezaleznie od pory roku, pogody (no chyba ze wschodu nie widać ;P), rejonu i okoliczności.
No dobrze, ale na czym polegałoby to piękno duchów? Wykluczam tu raczej atrakcyjność fizyczną, gdyż ta zarezerwowana jest dla istot żyjących w świecie materialnym, na co duży wpływ ma być może popęd płciowy, uwarunkowania i wzorce kulturowe, moda, indywidualność postrzegającego (gdyby wszystkim podobało się to samo, nasz świat byłby bardzo jałowy i bezbarwny)...
A tak w ogóle nie uważam, aby wschód słońca wzbudzał wrażenia estetyczne we wszystkich ludziach. Wiadomo wprawdzie, że np. światło poprawia nastrój i uatrakcyjnia nam codzienne obowiązki, dodaje energii itd... natomiast dni pochmurne stanowią dla nas pewną trudność - wkraczamy tu jednak raczej w problem uwarunkowań biologicznych niż w problem piękna. Wielu ludzi więcej piękna dostrzeże przecież w jesiennym deszczu niż we wschodzie słońca... Rozumiem próbę uchwycenia czegoś obiektywnie pięknego, ale nie sądzę, aby było możliwe wskazanie takiej konkretnej rzeczy...
Na pewno jednak zgodzę się, że rozwój duchowy pociąga za sobą większą wrażliwość, a więc właśnie to głębsze odczuwanie piękna, o jakim mówisz. Mówimy tu raczej jednak o samej zdolności, a nie o przedmiocie tej zdolności.
Może trochę zagmatwałem, ale chyba się rozumiemy
