Witam..
W grudniu ubiegłego roku związałam się wielkim uczuciem z mężczyzna którego żona po długiej chorobie zmarła we wrześniu, również ubiegłego roku.
Pewnego wieczoru kiedy przebywałam w jego domu poczułam na klatce piersiowej jakby odepchnięcie, jakby coś otarło się o mnie ze znaczną siłą. Zignorowałam to, ale od tej pory wszystko co się działo wydawało mi się zbyt piękne, żeby było prawdziwe, takie szalone szczęście gdy byliśmy razem, czułam że bardzo mnie kocha. Przy tym odczuwałam jakiś ukryty, nie wyjaśniony lęk.
Miesiąc temu świat mi się zawalił, tego dnia targały mną emocje i strach. Po powrocie z pracy jak co dzień zadzwonił, po krótkiej rozmowie powiedział że boli go głowa i że zadzwoni później. Po rozłączeniu się czułam silny strach, że coś złego się wydarzy. Jak się okazało, po zakończeniu rozmowy ze mną upadł i umarł. Stwierdzono pęknięcie krwiaka w mózgu.
Czy zazdrosna żona mi go zabrała? Nadal bardzo go kocham.
