Może Walsch miał rację, może Kardec, a może żaden, i nie ma co się z tym kłócić
"Ale jak już tłumaczyłem, kiedy dusza (cząstka Mnie) osiąga ostateczne spełnienie, ma możliwość “rozpoczęcia od nowa", “zapomnienia", aby mogła stworzyć siebie od podstaw jeszcze raz. W ten sposób Bóg nieustannie na nowo doświadcza siebie.".
I tu dla mnie są dwie nielogiczne rzeczy: Po co dusza miałaby rozpoczynać od nowa, cofać się w rozwoju, znów nie wiedzieć nic, nie umieć nic, znów cierpieć przez to?; co to znaczy, że Bóg doświadcza siebie? Potrafisz to nam jakoś wytłumaczyć?
