Mirek pisze:Pozwól, że zapytam o seksualność dzieci. Jaki wiek jest najbardziej odpowiedni do tego, aby
uświadomić je w tej dziedzinie?
Dzieci postrzegają siebie jako istoty seksualne -czyli, ludzkie - od samego początku. Zaś wielu
rodzicom na tej planecie zależy bardzo na tym, aby ich uwagę od tego faktu odwrócić. Jeśli ręka dziecka
wędruje w “brzydkie miejsce", wy ja natychmiast odsuwacie. Jeśli maleństwo zaczyna odkrywać rozkosze
swego ciała, wy jesteście zgorszeni i zaszczepiacie te reakcje dziecku. Zastanawia się ono, na czym
polega jego przewinienie i czemu mama jest taka wściekła.
U was, istot ludzkich, nie chodzi o to, aby w odpowiednim wieku wprowadzić potomstwo w sprawy
seksu, ale o to, kiedy przestać zagłuszać u dzieci ich seksualna tożsamość. Gdzieś miedzy dwunastym a
siedemnastym rokiem ich życia rodzice dają wreszcie za wygrana i oświadczają (rzecz jasna, nie wprost,
gdyż o tym “się nie mówi") - “W porządku, odtąd wolno wam zdawać sobie sprawę z istnienia organów
płciowych i ich przeznaczenia."
Lecz szkoda została już wyrządzona. Przez dziesięć albo i więcej lat okazywano im, że należy się
wstydzić tych części dala. Niektórym nawet nie podaje się ich prawidłowej nazwy. Dzieci chłoną
najrozmaitsze określenia: “siusiak", “dziurka" czy jeszcze inne, wymyślane z wielkim trudem przez
rodziców, a wszystko to po to, aby, broń Boże, nie powiedzieć “penis" czy “pochwa".
Odebrawszy w ten sposób wyraźny przekaz, że wszelkie rzeczy związane z tymi częściami ciała
należy starannie ukrywać, że nie wolno o nich otwarcie rozmawiać, wasze nastolatki z hukiem wkraczają
w okres dojrzewania nie mając zielonego pojęcia o tym, co dzieje się z ich ciałami. Brak im jakiegokolwiek
przygotowania. Nic dziwnego wiec, że postępuję żałośnie, niezręcznie, nie potrafiąc właściwie
ukierunkować świeżo rozbudzonych popędów.
Tak być jednak nie musi, nie służy to waszemu potomstwu, gdyż zbyt częste są przypadki
wstępowania w dorosłe życie z rozmaitymi obciążeniami, zahamowaniami i “kompleksami".
W społeczeństwach oświeconych dzieci nie karci się, nie powstrzymuje, nie “nawraca na słuszna
drogę", kiedy zaczynają odkrywać pierwsze przyjemności płynące z samej natury swej istoty. Nie zataja
się również, nie osłania zbytnio seksualności rodziców -czyli ich tożsamości jako istot seksualnych.
Widok nagiego ciała, czy będzie to ciało rodzica, samego dziecka czy któregoś z rodzeństwa, odbierany
jest i traktowany jako rzecz zupełnie naturalna, zupełnie wspaniała i zupełnie prawidłowa.
W niektórych społecznościach rodzice spółkują na oczach potomstwa - jakiż inny obraz może
przekazać dzieciom wyższe poczucie piękna, radości, cudowności i słuszności aktu seksualnego jako
wyrazu miłości?
To rodzice bowiem nieustannie kształtują dziecięce wyobrażenia na temat tego, jakie zachowanie jest
“dobre" a jakie “złe". Dzieci wyłapują mniej lub bardziej zamaskowane sygnały dotyczące wszystkiego, co
pokazuje im, jak ich rodzice myślą, mówią i postępują.
Możecie uznać te społeczności za “pogańskie" czy “prymitywne", ale zostało stwierdzone, iż takie
rzeczy jak gwałt czy zabójstwo w afekcie praktycznie wśród nich się nie zdarzają. Zjawisko prostytucji
wywołuje śmiech jako absurdalne i nieznane są przypadki zahamowań czy zaburzeń seksualnych.
O ile taka otwartość nie jest wskazana na obecnym etapie rozwoju twojego społeczeństwa, to jednak
najwyższy czas, aby tak zwane cywilizacje nowożytne odrzuciły wreszcie zakazy, poczucie winy i wstydu,
które od tak dawna dławią wszelkie przejawy waszej seksualności.[/color][/size]
N.D. Walsch "RzB"