Krzysztoff pisze: Ale z kolei czy taką troską o swoje dzieci można usprawiedliwić wszystkie postępki ? Np. nie udzielanie pomocy Żydom w czasie 2 wojny światowej, donoszenie na innych ?
Nie udzielenie pomocy żydom, w przypadku kiedy za pomoc im zagrażało zabicie całej ratującej rodziny, nie powinno być według mnie złem. To unikanie ryzyka w celu przeżycia. Natomiast donoszenia nigdy nie tolerowałam. Donosiło się by uzyskać jakieś korzyści, dla takiego zachowania nie ma akceptacji.
Może pytanie należy inaczej zadać , za co można zabijać ?
- za ojczyznę ? - można zabijać w imię odzyskania niepodległości ?
Nie, w razie konieczności ojczyznę można zmienić.- za wiarę ? - w obronie swojego systemu wierzeń; - np muzułmanów
Nie, chyba że wyznawanie twojego systemu wierzeń jest karane śmiercią.- w obronie swojej własności ?
Nie, nigdy nie warto umierać za rzeczy materialne i na pewno nie warto za nie zabijać.Za co można zabić już pisałam: by ratować życie najbliższych i własne.
Achill pisze:tak samo w przypadku obrony własnego czy cudzego życia lub tez wolności ... to morderca ma z tego zysk. Tyle tylko, że pod względem moralnym stacza się do rynsztoka. Nawet najszczytniejsze idee tego nie zmienią.
Zyskiem ma być własne życie lub życie najbliższych? Hm W takim przypadku rzeczywiście dla mnie ważniejsze jest pierwsze prawo natury: wydać na świat potomstwo i dopilnować by dorosło do wieku rozrodczego. To jest dla mnie ważniejsze niż ewentualne potępienie mojej duszy w przypadku zabicia człowieka. Z drugiej strony jeśli dla ciebie ważniejsza jest twoja dusza niż życie twojego dziecka, to czy to nie jest egoizm?
Achill pisze:Czlowiek zabija bo nie znajduje w sobie akceptacji dla innych, losu itp itd.
Człowiek zabija bo chce przeżyć. Normalny człowiek dodajmy.
Achill pisze:poza tym zastanów się... nad podobna sytuacją kiedy w wypadku w ktorym uczestnicza trzeźwi kierowcy jeden z nich ten , który spowodował wypadek [i nie ma co do tego wątpliwości] zginał. Czy naprawde uważasz, że ten który przeżyl ot tak będzie sobie dlaej zył i jeździl po ulicach jakby nigdy nic?Bo ja jestem niemal pewien, że do końca życia będzie sobie stawial pytanie: czy tamten kierowca by przeżył gdyby on wjechal na skrzyzowanie 2 sekundy później.
Jeśli człowiek nie jest totalnie zdegenerowany, to do końca życia będzie się zastanawiał czy dało się coś zrobić inaczej, tak by ta inna osoba przeżyła. Achill co ty myślisz? że ja bym się nie zadręczała? że nie myślałabym o tym? że olałabym sprawę i żyła spokojnie dalej?
Achill pisze:Rozumiem co chcesz powiedzieć ale takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko.
Teraz gdy żyjemy we względnym spokoju i pokoju tak. Ale co będzie gdy wybuchnie wojna?
Choć może za bardzo wybiegam w przód

Tyle, że ja wolę się przygotować emocjonalnie na złe sytuacje (nie tylko ewentualną wojnę). Może jest to związane z tym, że nie lubię przeżywać ekstremalnych emocji, które często czujemy w przypadku niespodziewanych zdarzeń. Unikam tego jak ognia, więc i na różne sytuacje staram się przygotowywać emocjonalnie. Jak na razie żadne państwo nie ma zamiaru wypowiadać nam wojny, więc mogę trochę przesadzać

Nie chcę nikogo zabijać i modlę się bym nigdy nie była w sytuacji kiedy będę do tego zmuszona.
Achill pisze:powiedzialbym, że to kluczowa sprawa w kontekście spirytystycznego rozwoju moralnego
Trudno. Może w następnym życiu nie dane mi będzie mieć dzieci i będę mogła się skupić na doskonaleniu własnej duszy. Teraz czuję się zobligowana do zapewnienia bezpieczeństwa najpierw moim dzieciom, potem mnie. Jeśli za moje teraźniejsze zachowanie mam być zastopowana w rozwoju duszy, to niestety nic na to poradzić nie mogę. To jest silniejsze ode mnie. Gdy urodziły mi się dzieci, to ja przestałam się całkiem liczyć. Może taka moja karma, kara, czy obojętnie jak to nazwać.