W zasadzie od kiedy pamiętam zadawałem sobie zawsze jedno pytanie: kim jestem, dlaczego jestem świadomy tego że istnieję ? (ot takie miałem zboczenie, zamiast uganiać się za piłką i dziewczynami)
Inna hipoteza głosi, że samoświadomość jest ewolucyjnie konieczna, aby wśród naczelnych pojawiły się zachowania społeczne. To kolejna naciągana hipoteza, bo nawet mrówki posiadają zachowania społeczne ( funkcjonujące skuteczniej niż te w świecie ludzi) więc znów nie mogłem znaleźć żadnej wiarygodnej odpowiedzi. Mimo tego jednak, dalej szukałem swojego Graala w namacalnym materializmie. Zajęło mi to kilkadziesiąt lat i im więcej wiedziałem, tym bardziej wątpiłem w to, że nauka da jakąkolwiek istotną odpowiedź w tej kwestii.
Co się stało ?
Mam wrażenie, że mój Opiekun miał dość wysłuchiwania moich pytań o to kim jestem, w czasie, kiedy coraz bardziej bezproduktywnie przemielałem naukowe teorie, więc wcisnął mi w dłoń pierwszą książkę o spirytyzmie, a potem powiedział: „masz czytaj i przestań mnie w końcu zamęczać pytaniami bo mam ważniejsze sprawy do zrobienia.
Przeczytałem i chciałem więcej. Zacząłem dostrzegać, że mam do czynienia z istniejącymi faktami, które właśnie „mój ukochany” materializm zepchnął na margines ludzkiej świadomości. Czy przyjąłem coś na wiarę ? Nic. Przeanalizowałem wydarzenia. Zrozumiałem, że nie można stosować kryteriów powtarzalności nauk fizycznych do zjawisk mających charakter inteligentnych manifestacji. To był mój punkt wyjścia do spirytyzmu. Powszechność oraz podobieństwo zjawisk wyjaśniała, że nie może być mowy tylko o celowej manipulacji. Potem pozostało mi tylko zapoznać się z treścią przekazów jakie uzyskano w czasie seansów.
Co uzyskałem ?
Spokój. Nigdy nie przypuszczałem, że otrzymam tak jasną i logiczną odpowiedź na pytanie kim jestem. Ba, nie wierzyłem już, że to możliwe. Teraz mam wrażenie, że mój światopogląd domknął się.
Kiedyś jako nastolatek chodzący do kościoła nie umiałem zrozumieć idei chrześcijańskiego nieba i na swoją potrzebę wymyśliłem sobie, że jeśli ma mnie spotkać po śmierci coś dobrego, to nie będę śpiewał w chórach anielskich
Przepraszam za długi post, ale moja droga do spirytyzmu była jeszcze dłuższa


