Dalszy ciąg zawiłości.
Nie ukrywam, że jestem na początku drogi do poznania spirytyzmu.
Przeglądając forum dochodzę do zaskakującego wniosku, że pozostali opanowali „Księgę Duchów” na celująco. Nie mają absolutnie żadnych kłopotów z tą dziedziną. Ten profesjonalizm mnie zdumiewa. Patrząc na ludzkie zachowania nie łatwo przyjąć do wiadomości, że akurat na tej spirytystycznej platformie ludzkie ideały dosięgły takich wyżyn. Ja wciąż mam niedosyt wiedzy i brakuje mi zrozumienia dziwnych rzeczy wyzierających z pokładów niezwykłej Księgi.
Wrócę do mojego pierwszego postu, czyli inicjacji wcielenia. Wówczas to mający pewien poziom rozwoju Duch wkracza do akcji. Zarodek wchodzi pod kontrolę i zostaną na nim odciśnięte jak pod matrycą, przyszłe cechy istoty materialnej. Dziecię się rodzi a rozwinięty Duch dopasowuje się do stopnia rozwoju dziecka. OK. Nikt nie wnosi sprzeciwu, tylko Duch jest bardzo zmęczony dziwnymi zaburzeniami świadomości i niekomfortowym miejscem zamieszkania. Nie koniec perypetii. Nawet nie wiem, czy zdaje sobie sprawę z amnezji jaka dotknęła jego pamięć, która z wiekiem powraca do normy. Amnezja obejmuje także wcześniej zdobyte umiejętności oraz wiedzę. Patrząc na niego z boku aż żal ściska w dołku, że taki duży a zachowuje się i wyraża jak dziecko. Interesujące jest to, że Duch praktycznie nie wie więcej od niemowlaka, tzn. jego wiedza ogranicza się do poziomu nabytej przez istotę w którą zechciał się wcielić. Znowu widzę, że czytelnika ta dziwna metamorfoza też nie dziwi i godzi się z zaprezentowanym cyklem rozwoju. Występowanie zaburzeń u Ducha zapowiada stany przejściowe i tłumaczy przeróżne ich następstwa. Zdarzają się przed narodzeniem i po śmierci ciała. Niewytłumaczalny dla ludzi stan Ducha pojawia się i po odzyskaniu sił, całkowitego powrotu do normalnej postaci Ducha. Następstwem zupełnej swobody jest utrata więzów z minionym życiem. Określam to jako kasatę życia przeszłego, jak coś nic nie wartego, mimo że dzięki niemu posiadł wiedzę i możliwość dalszego rozwoju. W niezrozumiały sposób kolejne losy Ducha oznaczają jakiś niesamowity, nieprzerwany pęd do wiedzy i wspinaczkę na szczyt doskonałości. W spirytyzmie nic nie ma o godności człowieka i jego wkładu w rozwój Ducha. Jest mikroskopijnym epizodem wielości wcieleń. Przepada w otchłani ziemi. Lata doświadczeń w ludzkiej powłoce są traktowane jak brud usuwany przy pracach porządkowych. I jak na to inaczej spojrzeć? Nie da się. Przykro mi, ale ja nie odczuwam wspólnoty myśli Ducha wcielonego oraz uwolnionego z więzów ciała. Oba byty są zupełnie odmienne, pomimo tego, że w jednym drugim jest ten sam Duch. Raz za razem do tego powracam, bo nie mieści mi się w głowie, że wolny Duch tak beznamiętnie patrzy na jego, w końcu, życie. Zapytam Cię Czytelniku: Czy mając zasób doświadczeń, wiedzy, znajomych, rodziców, potomstwo i po przeniesieniu na inną planetę, do innego świata, nigdy byś wspomniał z rozrzewnieniem tamtych czasów z lat młodzieńczych i późniejszych? Jeszcze nikt nie odpowiedział na pytanie dlaczego w człowieku istnieją od wieków tęsknota i wspomnienia. A co z pamięcią o zmarłych? Kaprys? Dziecinada? Spirytyzm w wydaniu Kardeca w niektórych miejscach jest obcy, nieczuły, prawie bez miłości.

