Zawiłości spirytyzmu

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: vinitor » 14 sty 2010, 17:51

Dalszy ciąg zawiłości.
Nie ukrywam, że jestem na początku drogi do poznania spirytyzmu.
Przeglądając forum dochodzę do zaskakującego wniosku, że pozostali opanowali „Księgę Duchów” na celująco. Nie mają absolutnie żadnych kłopotów z tą dziedziną. Ten profesjonalizm mnie zdumiewa. Patrząc na ludzkie zachowania nie łatwo przyjąć do wiadomości, że akurat na tej spirytystycznej platformie ludzkie ideały dosięgły takich wyżyn. Ja wciąż mam niedosyt wiedzy i brakuje mi zrozumienia dziwnych rzeczy wyzierających z pokładów niezwykłej Księgi.
Wrócę do mojego pierwszego postu, czyli inicjacji wcielenia. Wówczas to mający pewien poziom rozwoju Duch wkracza do akcji. Zarodek wchodzi pod kontrolę i zostaną na nim odciśnięte jak pod matrycą, przyszłe cechy istoty materialnej. Dziecię się rodzi a rozwinięty Duch dopasowuje się do stopnia rozwoju dziecka. OK. Nikt nie wnosi sprzeciwu, tylko Duch jest bardzo zmęczony dziwnymi zaburzeniami świadomości i niekomfortowym miejscem zamieszkania. Nie koniec perypetii. Nawet nie wiem, czy zdaje sobie sprawę z amnezji jaka dotknęła jego pamięć, która z wiekiem powraca do normy. Amnezja obejmuje także wcześniej zdobyte umiejętności oraz wiedzę. Patrząc na niego z boku aż żal ściska w dołku, że taki duży a zachowuje się i wyraża jak dziecko. Interesujące jest to, że Duch praktycznie nie wie więcej od niemowlaka, tzn. jego wiedza ogranicza się do poziomu nabytej przez istotę w którą zechciał się wcielić. Znowu widzę, że czytelnika ta dziwna metamorfoza też nie dziwi i godzi się z zaprezentowanym cyklem rozwoju. Występowanie zaburzeń u Ducha zapowiada stany przejściowe i tłumaczy przeróżne ich następstwa. Zdarzają się przed narodzeniem i po śmierci ciała. Niewytłumaczalny dla ludzi stan Ducha pojawia się i po odzyskaniu sił, całkowitego powrotu do normalnej postaci Ducha. Następstwem zupełnej swobody jest utrata więzów z minionym życiem. Określam to jako kasatę życia przeszłego, jak coś nic nie wartego, mimo że dzięki niemu posiadł wiedzę i możliwość dalszego rozwoju. W niezrozumiały sposób kolejne losy Ducha oznaczają jakiś niesamowity, nieprzerwany pęd do wiedzy i wspinaczkę na szczyt doskonałości. W spirytyzmie nic nie ma o godności człowieka i jego wkładu w rozwój Ducha. Jest mikroskopijnym epizodem wielości wcieleń. Przepada w otchłani ziemi. Lata doświadczeń w ludzkiej powłoce są traktowane jak brud usuwany przy pracach porządkowych. I jak na to inaczej spojrzeć? Nie da się. Przykro mi, ale ja nie odczuwam wspólnoty myśli Ducha wcielonego oraz uwolnionego z więzów ciała. Oba byty są zupełnie odmienne, pomimo tego, że w jednym drugim jest ten sam Duch. Raz za razem do tego powracam, bo nie mieści mi się w głowie, że wolny Duch tak beznamiętnie patrzy na jego, w końcu, życie. Zapytam Cię Czytelniku: Czy mając zasób doświadczeń, wiedzy, znajomych, rodziców, potomstwo i po przeniesieniu na inną planetę, do innego świata, nigdy byś wspomniał z rozrzewnieniem tamtych czasów z lat młodzieńczych i późniejszych? Jeszcze nikt nie odpowiedział na pytanie dlaczego w człowieku istnieją od wieków tęsknota i wspomnienia. A co z pamięcią o zmarłych? Kaprys? Dziecinada? Spirytyzm w wydaniu Kardeca w niektórych miejscach jest obcy, nieczuły, prawie bez miłości.
.......................................................
" Rzeka prawdy płynie korytem błędów."
Rabindranath Tagore
Awatar użytkownika
vinitor
 
Posty: 577
Rejestracja: 25 gru 2009, 07:58

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: Melys » 14 sty 2010, 18:39

vinitor - TO NIE JEST CHYBA TAK ŻE WSZYSTKO JEST JASNE I OCZYWISTE. Ja na przykład czytam, i czytam, czego nie moge zrozumieć czytam gdzie indziej. To ne tak że KD to juz wszystko, istnieją w niej niejasności które gdzies próbuje wyjasnic.
Ale poruszyłeś / tym razem / ciekawą kwestie. Jakkolwiek sprawa zachowania uczuc, tęsknot i td z poprzednich wcieleń jest dla mnie jasna / pisałam o tym /

czyli inicjacji wcielenia. Wówczas to mający pewien poziom rozwoju Duch wkracza do akcji. Zarodek wchodzi pod kontrolę i zostaną na nim odciśnięte jak pod matrycą, przyszłe cechy istoty materialnej. Dziecię się rodzi a rozwinięty Duch dopasowuje się do stopnia rozwoju dziecka. moment wcelenia. ale to chyba inny temat.
Nie śmierć rozdziela ludzi , lecz brak miłości
Jim Morrison
Awatar użytkownika
Melys
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 376
Rejestracja: 08 gru 2009, 13:13
Lokalizacja: Łódź

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: sigma » 14 sty 2010, 19:20

A może to "odciśnięcie przyszłych cech istoty materialnej" dokonuje się przez oddziaływanie czynników zewnętrznych od momentu wcielenia ? Zaś dobór tych czynników (czasu i miejsca pojawienia się w rzeczywistości) jest konsekwencją poprzedniego wcielenia.

Z tym że to rzeczywiście może być działanie Ducha przed i po wcieleniu. Przecież czym innym są okoliczności wcielenia a czym innym zdarzenia mające miejsce po wcieleniu niekoniecznie mające związek z okolicznościami wcielenia.

I, co ciekawe, byt wcielony nie wie dlaczego pojawił się w takiej akurat rzeczywistości. A ponieważ nie wie to ma wybór: zastanawiać się nad tym albo nie. Ja osobiście jestem za tym żeby się zastanawiać :).
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: Przepol » 14 sty 2010, 19:54

Co do pytania a przeniesienie na inna planetę - a co jeśli duch wciela się w inteligentną formę życia która rozmnaża się przez podział - ciężka to wyobrazić ale dlaczego nie - to idąc za Lemem - taka istota nie zna np. babci (nie wie co to płeć żeńska,) nie wie co to śmierć ze starości (organizmy się ciągle dzielą), nie wie co to wychowanie dzieci. Przykład oryginalny może niemożliwy ale w takim wypadku po co duchowi pamięć o ziemskim życiu, ziemskich uczuciach które na nowym świecie są całkowicie niezrozumiale.
Przepol
 
Posty: 82
Rejestracja: 20 lis 2009, 22:01

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: konrad » 14 sty 2010, 22:52

Vinitor... Myślę, że więcej zrozumiesz, jeśli spojrzysz na wszystko z nieco wyższej perspektywy. Mam wrażenie, że wszystko rozpatrujesz z doczesnego życia, a z tego punktu widzenia nic nie jest nielogiczne.

Pamiętajmy, że zapomnienie poprzednich wcieleń jest tylko czasowe i stanowi pewnego rodzaju narzędzie. Czy w czasie egzaminu maturalnego potrzeba Ci wspomnień z przedszkola? Nie - po prostu skupiasz się na zadaniu, które masz do wykonania. Tak jest też z nami. Każdy ma do wykonania jakieś zadanie - narzucone z góry albo wybrane przez nas samych. Bóg jest na tyle dobry, że usuwa nam z drogi wszystko, co mogłoby nas rozpraszać. Ale nie jest też tak, że jesteśmy zupełnie odosobnieni - Duchy naszych bliskich, przyjaciół ciągle nam towarzyszą i kontaktujemy się z nimi w czasie snu.

Tak samo jednak, jak człowiek, gdy wyjdzie już z sali, w której zdawał egzamin, może wracać do swoich przedszkolnych wspomnień, jeśli uzna to za słuszne i z rozrzewnieniem wspominać panią Basię i panią Kazię, które pomagały nam wiązać sznurowadła, tak samo Duch, który powraca do świata Duchów, przypomina sobie swoją przeszłość. Patrzmy więc na nasze życie z perspektywy Ducha, gdyż to tylko z tej perspektywy życie jest logiczne i sprawiedliwe. Patrzenie na nasz los i okoliczności naszego istnienia z punktu widzenia człowieczka żyjącego na Ziemi mija się z celem.
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 13:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: sigma » 14 sty 2010, 23:49

konrad pisze:...Czy w czasie egzaminu maturalnego potrzeba Ci wspomnień z przedszkola? Nie - po prostu skupiasz się na zadaniu, które masz do wykonania. ... z rozrzewnieniem wspominać panią Basię i panią Kazię, które pomagały nam wiązać sznurowadła ...


Moim zdaniem, sprawa nie jest tak prosta i oczywista. Dlatego że maturzysta może skoncentrować się na egzaminie w tej mierze w jakiej pozwalają mu na to wspomnienia z przeszłości. Np. ktoś kto w podstawówce miał matematyczkę która raczej zastraszała niż uczyła myśleć i z jakichś przyczyn zdaje na maturze matematykę zdaje właściwie podwójny egzamin. Umysłem walczy z zadaniem zaś psychiką walczy z babką która nie powinna być nauczycielką.

A przeszkolanki, pani Basia, pani Kazia... Tylko pozazdrościć wspomnień :).

Pomoc w wiązaniu sznurowadeł... Ja do tej pory pamiętam obłędny wrzask niektórych (nie wszystkich, rzecz jasna) pań z okresu przedszkola.

I to nie jest ani źle ani dobrze. Ale nie jest możliwe doświadczanie rzeczywistości wyłącznie "tu i teraz". Człowiek doświadcza swojego "tu i teraz" w, z reguły, większej mierze przez pryzmat swojego "tam i wtedy" niż mu się wydaje. Głównie dlatego ludzie nie rozumieją się nawzajem.

Ew. Łuk. 9, 62: "Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego." (za Biblią Tysiąclecia).

Powyższy werset można rozumieć różnie. Egzegeci często tłumaczą go potrzebą zapomnienia o tym co było, patrzenia w przód. Można i tak.

Ale spotkałem się z chyba głębszym zrozumieniem przytoczonego wersetu. Otóż kto ogląda się wstecz ? I o co tu chodzi ? Czy tylko o fizyczne spoglądanie przez ramię czy może o coś więcej ?
Wstecz otóż ogląda się każdy, w pewnej mierze. W takiej w jakiej żyje w nim jego własna przeszłość, emocjonalna pamięć minionych czasów. Myśli i emocje są nieusuwalne, pozbyć się ich nie sposób. Ale można się im przyjrzeć, temu właśnie służą (najprostsze) medytacje. I wtedy człowiek żyje w tej mierze "tu i teraz" w jakiej dostrzegł ten myślowo - emocjonalny chaos w nim panujący. W ten sposób poznaje siebie, patrząc na swoje wnętrze z głębi do której dotarł w medytacji. Jak gdyby "spoza siebie".

Nauczyciele zen przywołują powiedzenie używane kiedyś na Dalekim Wschodzie. Otóż ktoś kto zamierzał medytować określał to zwrotem "... idę teraz do siebie ...". Określenie arcytrafnie oddające istotę medytacji. Podczas medytacji, po jakimś czasie praktyki bardzo wyraźnie widać że "moje" myśli i emocje nie są tak naprawdę "mną". Współistnieją ze mną a ja z nimi. Z jakichś przyczyn.

Przeczytałem gdzieś opowiadanie z Dalekiego Wschodu będące w istocie tekstem paralelnym do przytoczonego przeze mnie wersetu.
Otóż ciemną nocą pewien człowiek postanowił wypłynąć łodzią na jezioro. Odcumował łódź i zaczął wiosłować. Wiosłował aż zaczęło świtać. W brzasku dnia zobaczył że nie ruszył z miejsca. Dlatego że odcumował tylko jedną cumę. A były dwie...
Gdyby było troszeczkę jaśniej, zauważyłby pewnie też tę drugą...

Medytacja, przynajmniej ta którą próbuję praktykować, najprostsza z możliwych, nie sprawia że ciemna noc zamienia się w słoneczne południe. Ale też nie o to chodzi. Wszak wioślarzowi do spostrzeżenia tej drugiej cumy wystarczyłoby gdyby było trochę jaśniej, niekoniecznie bardzo jasno.
Ostatnio zmieniony 15 sty 2010, 00:23 przez sigma, łącznie zmieniany 1 raz
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: sigma » 15 sty 2010, 00:10

O, i jeszcze coś przytoczę:

Czasem trzeba z życia zniknąć - żeby żyć, czasem siebie w głąb przeniknąć - żeby żyć...

:roll:

:D
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: Melys » 15 sty 2010, 14:51

idąc za ciosem niezaspokojonego vinitora ;) cos wam zacytuje.
to Francois Brune
o reinkarnacji
- zdaniem Pierre monniera do reinkarnacji dochodzi ale o wiele rzadziej niż sadą niektórzy. jest ona zalecana jako szybszy sposób dokonania ewolucji niezbednej do osiągniecia szczęscia. To wyjatkowa konieczność. .. Duch czesto z niej rezygnuje by nie niszczyc wiezów miłości łączących go z tymi których pozostawia na ziemi. Reinkarnacji poddają sie niekedy całe rodziny. Rodzice którzy z własnej winy zciągneli na dzieci nieszczescia. Proszą by móc naprawic swój błąd. Daja zycie tym samym dzieciom / w sensie ducha /

W chwil śmierci nie umera głebokie Ja , które przenika do nowego ciała by wieść nowe zycie. W kolejnych życiech wzbogaca sie lub oczyszcza. A fakt że przy każdych nowych narodzinach zapomina o poprzednich wcieleniach , nie ma wiekszego znaczenia, gdyż w zaświatach nasza świadomość odzyska wszystkie przezyte żywoty i dokona ich syntezy .

zaspokoiłam cie troche.... :roll:
Nie śmierć rozdziela ludzi , lecz brak miłości
Jim Morrison
Awatar użytkownika
Melys
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 376
Rejestracja: 08 gru 2009, 13:13
Lokalizacja: Łódź

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: sigma » 15 sty 2010, 15:38

Dla mnie wyjątkowo interesujący post :). To jest to co mnie naprawdę ciekawi.

O istnieniu o. Francois Brune dowiedziałem się tutaj. Ciekawe że w polskiej Wikipedii nie ma takiego hasła zaś w angielskiej jest, owszem, ale właściwie tylko wzmianka. A z tego co widzę to jest on postacią nietuzinkową.

:shock:
Piotr

Kto zwycięża innych, jest silny. Kto zwycięża siebie, jest wielki.
sigma
 
Posty: 1136
Rejestracja: 12 sie 2009, 19:02
Lokalizacja: Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie

Re: Zawiłości spirytyzmu

Postautor: Freya » 15 sty 2010, 19:35

Byłam na spotkaniu z ks. Brune . Promował właśnie w Polsce swą książkę"Powiedzcie im że śmierc nie istnieje".Jest to jedna z najlepszych pozycji książkowych jaką przeczytałam ( a było tego sporo:). Przeczytałam 2 razy , a mam ochotę na trzeci:)
Są to fenomenalne przekazy ( channeling)z "Tamtej Strony".Przekazy mające sens, wyjaśniające jak funkcjonuje świat duchowy, co sie dzieje po smierci itp.
Naprawdę gorąco polecam!
"Śmierć nie jest zgaszeniem światła,lecz tylko wyłączeniem lampy,ponieważ przyszedł świt. "
R.Tagore
Freya
 
Posty: 48
Rejestracja: 31 mar 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości