czy walka w imię dobra to zło?

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: gaba75 » 15 cze 2014, 17:26

Denvue,

ale mnie rozłożyłeś na części mniejsze :lol: . Tak lubię konkrety. Dzięki za to odkrycie. zaraz wyślę Ci swój adres.
gaba75
 
Posty: 848
Rejestracja: 15 kwie 2014, 11:20

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: Renata » 15 cze 2014, 18:20

gaba75 :) Musiałabym lepiej pomyśleć kiedy odpowiadamy za coś sami, bo nic mi do głowy nie przychodzi.

oprócz Ksiegi Duchów i Ksiegi Mediów polecam Ci przeczytanie książki Odważne Dusze :)
...nic nie dzieje się bez powodu ,los nie jest tak ślepy jak byśmy chcieli ;)
Renata
 
Posty: 4
Rejestracja: 15 maja 2014, 17:13

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: Krzysztoff » 15 cze 2014, 19:18

gaba75 pisze:
Powiem tak, dla mnie we wszystkich sytuacjach jest jakaś współodpowiedzialność. Każda z tych sytuacji rodzi pytania, po zadaniu których zgłębiana jest jakaś wiedza na dany temat. Ale wychodzi na to,że nikt nie powinien odpowiadać sam za swoje czyny.

Ludzie powinni być sprawiedliwi, brać pod uwagę fakt, że nie zyjemy sami na świecie i że każdy każdemu jest potrzebny i każdy powinien byc tego świadomy. Ale niestety, spotykamy róznych ludzi i różne sytuacje a do tego prawo jest bezlitosne.


Na pewno to że żyjemy wśród wielu ludzi utrudnia obserwowanie zależności przyczynowo skutkowych i to wszystko wydaje się ( i jest) bardzo skomplikowane.

Spirytyzm uczy nas by przyjąć postawę gdzie czujemy się odpowiedzialni za to co nas spotyka mówiąc , że jest to konsekwencją naszych czynów (lub ich braku) lub karmicznych wydarzeń - które są wynikiem długów z poprzedniego życia i na nie nie mamy wpływu.

Jak to się ma więc do przykładów które podałaś ? Pewnie trzeba by bardzo dużo napisać na temat każdego przypadku , na dzień dzisiejszy mnie to przerasta , dlatego napiszę nieco ogólniej z pewnymi nawiązaniami.

Do każdego wydarzenia w naszym życiu doprowadza konkretny łańcuch zdarzeń (jak w katastrofie lotniczej) , np. wspomniana katastrofa drogowa gdzie prowadzi pijany (a np. ja jestem uczestnikiem - ofiarą) . Żeby do tego doszło wcześniej musiałem się z danym towarzystwem (które takie rzeczy robi) poznać , potem uczestniczyłem z nimi w libacji, potem zgodziłem się na to żeby prowadził pijany, następnie sam wsiadłem do tego samochodu. Ile miałem okazji żeby uniknąć tego wypadku ? Gdybym nie zrobił jednej z tych czynności - uniknął bym wypadku.

Piszesz o tym , że spotykasz się z ludźmi i to co z ich strony może nas spotkać jest niewiadomą. Tutaj spirytyzm mówi o prawie akcji i reakcji . Czyli każdy nasz czyn budzi reakcję otoczenia. Negatywne myśli , zachowania, plotkowanie, obmawianie, spiskowanie, nienawiść - to wszystko powoduje ODPOWIEDNIĄ reakcję otoczenia . Otoczenie zazwyczaj odpowiada tym samym. Żeby uniknąć takich problemów spirytystyczna filozofia zaleca nam żeby traktować innych w taki sposób jak byśmy chcieli być sami potraktowani w danej sytuacji,

Reasumując , moim zdaniem , nie potrafimy dokładnie przewidzieć co nas spotka w życiu, nie potrafimy sprawić żeby inni ludzie postępowali w dany sposób, natomiast możemy zmieniać siebie i świadomie stosować pewne zasady moralne przez co powodować że żyjemy w harmonii ze sobą samym i innymi , możemy uniknąć wielu problemów stosując te zasady.

pozdrawiam
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: gaba75 » 15 cze 2014, 20:45

taaaaaaaaaaaaaaaaaak, Krzysztofie,

nasz czyn jest głęboko zakorzeniony w sytuacje które nas spotykają. I nasz czyn tak naprawdę jest czynem wspólnym. opisałeś sytuację z pijanym kierowcą, gdzie Ty jesteś ofiarą. Jesli jesteś trzeźwy, to jest to dla mnie chora sytuacja,jesli piłeś również, śmiem twierdzić że wina rozkłada się na całe to towarzystwo. Trzeźwy człowiek, wsiadający z pijanym kierowcą jest albo nie chorym umysłowo, albo ryzykantem, któremu życie zbrzydło, czyli prawdopodobnie w depresji. Więc tak naprawdę znów nie jesteś winny w całości ty sam tylko należy przeanalizować fakty. Nie należy winić samego siebie za sytuacje, w której się znajdujemy.

Nie jest dla mnie do pomyslenia że ktoś odpowiada za czyn w całości. Zawsze analizuje powody sytuacji. Nic nie jest dla mnie czarno-białe. Kiedy karany jest jakiś przestępca np. złodziej z grupy zorganizowanej, to on tez nie jest winny sam, że został złapany i że w ogóle stał się złodziejem.

Nikt nie jest w stanie wpędzić mnie w poczucie winy. Jak ktoś mnie atakuje, to też analizuję dlaczego to robi. Z reguły wychodzi na to, że nie jest winny on sam tych ataków, lecz jakaś sytuacja z jego zycia która wycisnęła piętno, i w tym człowieku zrodziło sie poczycie winy i osamotnienia. Jakie to smutne.

Gdyby oceniać według moich zapatrywań cała nasza ludzka rasa powinna czuć się współwinna zdarzeniom, w których uczestniczymy.

Dlaczego złodziej staje się złodziejem i czy do czynu złodziejstwa decyduje sie on sam i sam musi za to odpowiedzieć, czy życie tak mu zapisało i wtedy nie on sam odpowiada za to kim jest i co czyni?

Idę spać. Trochę sie zmęczyłam sytuacjami życiowymi.

życzę dobrej nocy

Gaba
gaba75
 
Posty: 848
Rejestracja: 15 kwie 2014, 11:20

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: Xsenia » 15 cze 2014, 23:14

Nie zgadzam się z tym co piszesz Gaba. Według mnie każdy odpowiada za siebie, ewentualnie rodzice odpowiadają za dziecko do pewnego jego wieku.
gaba75 pisze:Chcemy iść na spacer we dwoje. Zgadzamy się oboje że tego chcemy w tej samej minucie. Czy za to co się wydarzy na tym spacerze odpowiada jedna osoba?

To zależy od tego, co się stanie, które z was to sprowokowało, albo czy to się stało po za wami. Możesz być winna albo ty, albo druga osoba, albo żadne z was. Wszystko zależy od tego co się stało.

gaba75 pisze:Albo np. Jedziemy autokarem na wczasy. Jeden z podróżujących zajmuje uwagę kierowcy rozmową, choć ten powinien obserwować jezdnię. Kto jest winny jesli wydarzy się wypadek?

Winny jest turysta i kierowca. Nigdy nie usłyszałaś od kierowcy "proszę teraz do mnie nie mówić, prowadzę samochód (bus)"? Nawet ja gdy muszę się skupić na jeździe, to uciszam dzieci z tyłu.

gaba75 pisze:para młodych ludzi bierze ślub,obojętne, czy jest to cywilny czy kościelny ślub. Przyrzekają sobie oboje różne rzeczy,które nie maja całościowego pokrycia w ich późniejszym życiu, kto jest odpowiedzialny za rozpad?

I znowu ta sama odpowiedź. Jest winna albo ona, albo on, albo oboje, albo osoba trzecia, która rozwali związek. Wszystko zależy od tego co się stało i kto taką sytuacje sprowokował.

gaba75 pisze:Para ludzi decyduje się na seks bez zabezpieczenia,przy czym oboje są dorośli i świadomi konsekwencji. Kto zatem jest winny tym konsekwencjom, czyli np zarażeniu czymkolwiek, czy ciąży, kobieta czy mężczyzna?

Czy jedno z nich wiedziało, że jest chore? że może zarazić i nic nie powiedziało? Jeśli ktoś uprawia seks, choć wie, że jest chory i może zarazić, i nic nie powie, to jego jest wina. Jeśli nie wiedziało wcześniej, to winy nie ma.
Jeśli kobieta wie, że ma dni płodne i decyduje się na seks, to jej "wina" (albo "nagroda" :)). Jeśli był gwałt, to jego wina.

gaba75 pisze:Więc nie biorę pod uwagę tego że mam sama siebie winić za wszystko.

Odpowiadasz tylko i wyłącznie za własne winy. Nie odpowiadasz za winy innych. Każdy odpowiada za siebie i za swoje decyzje.

gaba75 pisze:Jesli dziecko rodzi się z chorobą, to kto za to odpowiada, sama matka czy sam ojciec? A może lekarz? A może samo to biedne dziecko? bo karma? Bo tak miało być.

Znowu ta sama odpowiedź. Czy matka dobrze się odżywiała? nie piła alkoholu? nie ćpała? czy ojciec pomagał? czy dobrze karmił i się opiekował? czy lekarz nie popełnił błędu lekarskiego? czy w szpitalu była dobra opieka? A może to choroba genetyczna? Winna może być matka, winny może być ojciec, winny może być lekarz, albo opiekunka, albo nikt z nich nie jest winny i tak miało być.

gaba75 pisze:A jeśli kierowca wsiada za kierownicę pijany w sztok, a jego towarzysze libacji, trzeźwiejsi widząc to nie reagują, tak jak powinien zareagowac zdrowo myslący człowiek, to kto jest winny?

Kierowca. Dorosły powinien wiedzieć co czyni i ponosić tego konsekwencje. Towarzysze co najwyżej mogą próbować go od tego odciągnąć, ale jeśli im się nie uda, to nie powinni czuć się winnymi. Zrobili co mogli, nie mogą ponosić konsekwencji za decyzje innych ludzi.

gaba75 pisze:Inna sytuacja jesli tenże pijany kierowca wsiada do auta wychodzi z libacji zapewniając swoich towarzyszy, że nie brał samochodu i wraca np autobusem do domu, po czym kieruje się już nie widziany przez kolegów do swojego pojazdu wsiada za kierownicę i powoduje wypadek, co wtedy? kto jest odpowiedzialnym w takiej sytuacji,a może lepiej powiedzieć co spowodowało taki stan rzeczy?

W takiej sytuacji odpowiedzialnym jest tylko i wyłącznie pijany kierowca. Reszta nie miała pełnej wiedzy. Kierowca świadomie skłamał i wiedząc że jest pijany wsiadł za kierownicę. Tylko on odpowiada.

gaba75 pisze:Musiałabym lepiej pomyśleć kiedy odpowiadamy za coś sami, bo nic mi do głowy nie przychodzi.

A toś mnie zdziwiła. Sama zdecydowałam o wyborze szkoły, o studiach, o tym że wyszłam za mąż za tego a nie innego człowieka. Sama decyduję czy dziś pojadę tą trasą czy inną. Sama decyduję czy chcę pracować czy nie, czy pośle dzieci do szkoły czy nie, czy podam im dane leki, czy spróbuję ich leczyć sama. Decyzje w swoim dorosłym życiu podejmujemy każdego dnia. I ponosimy ich konsekwencje.

gaba75 pisze:jeszcze jedna sytuacja.jesli dziewczyna postanawia udać się po urodzinach koleżanki, w nocy, sama do domu, jest trzeźwa, droga do domu prowadzi przez las, koledzy proponują jej że odprowadzą ona nie bardzo chce i oni też zostawiają ją z tą decyzją, bo woli iść sama, ze względu na brak zaufania do tychże ludzi, idąc samotnie napotyka gwałciciela na swojej drodze,zdarza się sytuacja traumatyczna dla dziewczyny i kto jest temu winien, dziewczyna czy koledzy którzy wiedząc że nie powinna po nocy chodzić sama wypuszczają ją?

Na pewno gwałciciel jest winny. Dziewczyna nie, chyba że wiedziała, że wcześniej zdarzały się w tej okolicy takie przypadki i mogła się tego spodziewać. To samo koledzy. Jeśli wiedzieli, to trzeba było zapewnić dodatkową ochronę. Taxi?

gaba75 pisze:Powiem tak, dla mnie we wszystkich sytuacjach jest jakaś współodpowiedzialność. Każda z tych sytuacji rodzi pytania, po zadaniu których zgłębiana jest jakaś wiedza na dany temat. Ale wychodzi na to,że nikt nie powinien odpowiadać sam za swoje czyny.

A dla mnie to zależy od sytuacji i od osób uczestniczących. Każdy odpowiada za swoje czyny i za swoje decyzje. Nie można też podejmować decyzji ze świadomością, że i tak wina rozłoży się na więcej osób. Albo zrzucać swoje decyzje na innych.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: gaba75 » 16 cze 2014, 08:35

Xseniu,

z tego co piszesz wysuwam wniosek, że albo sama siebie winisz za wszystko, albo całościowo zrzucasz winę na innych.

Dlatego własnie ja nie jestem za tym że wszyscy odpowiadamy za podjęte decyzje sami. Podjęcie decyzji i wiążące się z tym komplikacje rozkładają się na elementy, a te elementy przeanalizowane dokładnie mówią nam żeby nie wpędzać sie samemu w poczucie winy.

Dlaczego Maria zaszła w ciążę i mówi się o niepokalanym poczęciu?dlaczego więc za to nie ona sama wychowywała Jezusa skoro mówisz że to wina kobiety że zachodzi w ciażę. Dlaczego Maria sama nie podróżowała tylko miała pomoc. Przecież według Ciebie ona jest winna zaciążenia i powinna za to być ukarana.Przecież to ona sama podjęła decyzję według Ciebie że zgadza się nosić w swoim łonie dziecko które dał jej Bóg tak?

Kobieta zachodzi w ciążę Xseniu, nie sama, więc nie wiń kobiet za to że są kobietami. Nie wpędzaj je w poczucie winy.
Sama jesteś kobietą. Przemyśl to proszę. Nie decydowałaś sama zajść w ciążę. Ktoś przyczynił się do tego stanu rzeczy. Świadomie czy nie wina się rozkłada. I mężczyzna który mówi że nie ma z tym nic wspólnego, tak naprawdę jest niedojrzały, więc nalezy współczuć mu że nie dorósł do odpowiedzialności.

Tak, masz rację, mogła się zabezpieczyć, dlaczego nie. Jesteśmy w końcu dorośli i mamy dostęp do antykoncepcji, ale dlaczego to zawsze kobieta musi myśleć według Ciebie. Mężczyzna też może się zabezpieczyć. A jesli zdarza się sytuacja,że kobieta mówi mężczyźnie że dziś nie może bo ma dni płodne, mężczyzna stwierdza że będzie bardzo uważał i nic się nie stanie, kobieta mu ufa bo oboje zdecydowali że chcą się kochac i pragną tego, to co wtedy. Czy należy tu winić kogoś?. Sytuacja wiąże sie z zaufaniem.Kobieta ufa mężczyźnie, mężczyzna świadomy dni płodnych kobiety, kocha się z nią. Po kilku tygodniach ona mówi że zaszła w ciążę, on jest w szoku. I.....kto jest winny?

Jestem zainteresowana studiowaniem spirytyzmu dogłębnie, ale nie neguje religii i ludzi którzy według jej historii żyli i ich doświadczenia życiowe mają wpływ na dzisiejszy świat. Nie neguje niczego. Z każdej dziedziny życia, czy to nauka czy religia staram się coś przyporządkować, co odpowiada mojej duszy i logice oraz moralności.

Nikt nie jest w stanie zmienić całościowo mojego życia, myslenia, doświadczeń itp. Jesli podjęłam walkę w imię pewnych wartości, to nawet w tej walce nie jestem sama. Każdy kogo spotkam na swojej drodze życiowej ma na to wpływ mniejszy czy większy.

Kobiety mnie nienawidzą. Zadaję sobie pytanie dlaczaego tak jest? i nie znajduję odpowiedzi. Nie jestem piękna- wszystkie kobiety są ode mnie ładniejsze, mam charakter dość nietypowy, każdy napotkany mężczyzna mówi mi że jakaś tam jest 100 razy lepsza, że do pięt którejś nie dorastam, że nie powinnam żyć, że mam się powiesić. To co ze mna jest nie tak? Bo z tego co mi wiadomo nie bardzo mam ochotę wpędzać siebie w poczucie winy całościowo. Owszem nie jestem piękna, ale nie brzydka, nie mam figury miss, ale też nie jestem niekształtna, osobowość mam taką jaką mam, ale każdy jakąś posiada.Ja jestem spod znaku Barana- ognisty, ambitny, dumny, dążący do celu, do tego moje imię samo mówi za siebie, nie jestem leniwa, ale też nie zamierzam się przepracowywać jak kobiety socjalizmu. Dbam o siebie, ale nadmiar pielęgnacji to dla mnie przesada. Uważam że piękno każdej kobiety można dostrzec w jej naturalnym wyglądzie anie w sztuczności. Mężczyzna lubiący lalki to dzieciak dla mnie, a kobiety powinny według mnie dbać o wygląd, ale bez przesady. Nad każdą operacją plastyczną i rozpoczęciem kuracji botoxem, kobieta powinna się głęboko zastanowić. Są kobiety które wstrzykują sobie botox, a ich naturalna uroda jest piękniejsza. Czasami dziwię się niezmiernie.
pewnie że marzę o tym aby choć przez chwilę móc stać się jak lalka, ale tylko na chwilę. Przeszkadzała by mi sztuczność. Spoglądałabym do lustra i pytała siębie do czego mi to potrzebne jesli nie jestem szczęśliwa sama ze sobą i w pełni?
Miałam różne przygody z chłopakami, mężczyznami, ale nigdy nie straciłam szacunku do siebie samej. Nigdy nie obwiniałam całościowo ani siebie ani kobiet, dzięki którym mężczyźni odchodzili ode mnie. Tak napewno są w czymś lepsze, ale nie we wszystkim. To mężczyzna tak naprawdę decyduje o wyborze partnerki. Szanuję mężczyzn monogamicznych. Takich którzy potrafią kochać jedną kobietę, dbać o nią tak, żeby wiedziała, że może ufać swojemu mężczyźnie, takich przy których kobieta będzie czuła się bezpieczna do końca swoich dni. Wiadomo, że związki przechodzą jakieś kryzysy, ale życzyłabym sobie, żeby mężczyźni byli dojrzali i nie oszukiwali kobiet. jak takiemu dużo we mnie rzeczy nie odpowiada, to lepiej niech nie szaleje tylko odejdzie.
gaba75
 
Posty: 848
Rejestracja: 15 kwie 2014, 11:20

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: Xsenia » 16 cze 2014, 12:13

gaba75 pisze:Xseniu,z tego co piszesz wysuwam wniosek, że albo sama siebie winisz za wszystko, albo całościowo zrzucasz winę na innych.

Ani to, ani to. Po prostu jeśli podejmuję jakąkolwiek decyzję, to ponoszę pełnię konsekwencji tego. I mam tego świadomość, że za własne decyzje, prędzej czy później będę odpowiadać.
Właśnie twoje podejście wydaje mi się powoduje wzrost poczucia winy.
Dajesz różne przykłady, to i ja ci podam jeden. Co w przypadku kiedy facet tak bije małoletnie dziecko swojej konkubiny, że te umiera. I kto jest winny? Według twojego myślenia: on (bo zabił), matka (bo mogła przewidzieć), inne dzieci tej matki (bo widziały), dziadkowie (bo mogli przewidzieć), sąsiedzi (bo słyszeli płacz dziecka), pani z pomocy społecznej (bo wiedziała, że tam się nie za ciekawie dzieje) i jeszcze ksiądz (bo matka wyspowiadała mu się z obaw). I kto jeszcze?...pół społeczeństwa?
Według mnie jest tylko jeden winny. Ten kto zabił.
gaba75 pisze:Dlaczego Maria zaszła w ciążę i mówi się o niepokalanym poczęciu?dlaczego więc za to nie ona sama wychowywała Jezusa skoro mówisz że to wina kobiety że zachodzi w ciażę. Dlaczego Maria sama nie podróżowała tylko miała pomoc. Przecież według Ciebie ona jest winna zaciążenia i powinna za to być ukarana. Przecież to ona sama podjęła decyzję według Ciebie że zgadza się nosić w swoim łonie dziecko które dał jej Bóg tak?

Po pierwsze bardzo dziwnie odbierasz ciążę. Przecież to nie KARA. Bóg zsyła nam tylko takie sytuacje, w których sobie poradzimy. Jeśli się w to wierzy, to ciąża odbierana nie jest jako kara, ale jako wyzwanie, któremu musimy podołać.
Po drugie: Maria nie wychowała by Jezusa sama. Między innymi z tego powodu, że w tamtych czasach panny, które były w ciąży, a nie miały męża, były kamieniowane, za uprawianie seksu poza małżeńskiego. Józef biorąc Marię za żonę uchronił ją od śmierci. Dlaczego Maria sama nie podróżowała? Bo Bóg jej pomagał (przynajmniej według Biblii :)). Tak, to ona podjęła decyzję o niepokalanym poczęciu, ale Bóg dał jej pomoc w postaci Józefa.
Na naszej drodze życia Bóg też nam pomaga, ale decyzję zawsze podejmujemy sami.
gaba75 pisze:Kobieta zachodzi w ciążę Xseniu, nie sama, więc nie wiń kobiet za to że są kobietami. Nie wpędzaj je w poczucie winy.

Gaba ja nikogo nie winię :) Dlaczego miałabym to robić? Ale kobieta powinna świadomie zachodzić w ciążę, żeby mogła się do przyjścia dziecka przygotować. Mnie pan Bóg dość zaskoczył moimi dziećmi :D Starszy urodził się na moim 4 roku studiów, młodszego według wszelkich prawideł biologicznych w ogóle nie powinno być, a jest. I jestem z tego powodu przeszczęśliwa, choć w tamtych momentach miałam wrażenie, że moje życie się skończyło. Bóg wie lepiej od nas co jest dla nas najlepsze. Warto Mu zaufać.
gaba75 pisze:Tak, masz rację, mogła się zabezpieczyć, dlaczego nie. Jesteśmy w końcu dorośli i mamy dostęp do antykoncepcji, ale dlaczego to zawsze kobieta musi myśleć według Ciebie.

Bo powinna być odpowiedzialna za siebie, za swoje zdrowie i swoje ciało. Wiem, że są ludzie, którzy nie chcą podejmować ważnych decyzji (mój mąż do takich należy). Ale takie osoby powinny nauczyć się brać na siebie konsekwencje własnych decyzji. Nie wolno bać się ich. Kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Nie można też wiecznie polegać na innej osobie i jej zostawiać podejmowanie decyzji, bo kiedyś może jej zabraknąć i co wtedy? Płacz i zgrzytanie zębami. Trzeba brać swoje życie w swoje ręce, i nie mieć potem pretensji do świata.
gaba75 pisze:A jesli zdarza się sytuacja,że kobieta mówi mężczyźnie że dziś nie może bo ma dni płodne, mężczyzna stwierdza że będzie bardzo uważał i nic się nie stanie, kobieta mu ufa bo oboje zdecydowali że chcą się kochac i pragną tego, to co wtedy. Czy należy tu winić kogoś?. Sytuacja wiąże sie z zaufaniem.Kobieta ufa mężczyźnie, mężczyzna świadomy dni płodnych kobiety, kocha się z nią. Po kilku tygodniach ona mówi że zaszła w ciążę, on jest w szoku. I.....kto jest winny?

W takim przypadku dziecko jest zawsze wspólne. Stało się i się nie odstanie. Trzeba zakasać rękawy i przygotować się na przyjście nowego członka rodziny :) Po co tu szukać winy? Co to da? Czy przez określenie "winnego" cokolwiek się zmieni? Nie, więc po co tracić na to energię? :)
gaba75 pisze:Kobiety mnie nienawidzą. Zadaję sobie pytanie dlaczaego tak jest? i nie znajduję odpowiedzi. Nie jestem piękna- wszystkie kobiety są ode mnie ładniejsze, mam charakter dość nietypowy, każdy napotkany mężczyzna mówi mi że jakaś tam jest 100 razy lepsza, że do pięt którejś nie dorastam, że nie powinnam żyć, że mam się powiesić. To co ze mna jest nie tak? Bo z tego co mi wiadomo nie bardzo mam ochotę wpędzać siebie w poczucie winy całościowo.

A co cię obchodzą inne kobiety? Potrzebne ci ich zdanie do szczęścia? Rób wszystko tak byś ty była szczęśliwa, i twoje dzieci. Nie przejmuj się aż tak bardzo opiniami innych ludzi. Ludzie potrafią być zawistni, złośliwi, i będą czerpać przyjemność z twojego nieszczęścia i twojego smutku. No niestety taka jest prawda, więc dlaczego im na to pozwalać? Rób wszystko tak, byś ty w swoim sumieniu czuła się w porządku. Ludzie nie znają cię "od poszewki", więc ich opinie nie są miarodajne.
gaba75 pisze:Ja jestem spod znaku Barana

No widzisz :) Ja też jestem Baranem, i nieraz się z tego nabijam, że myślę czasem też jak baran :D
Gaba wygląd zewnętrzny tak naprawdę w ogóle się nie liczy. Unikaj ludzi, którzy tylko patrzą jak wyglądasz i obmawiają. Oni ci nic dobrego nie przyniosą. Dla mnie zawsze najważniejsze było to co w środku, a nie to co na zewnątrz. Jakbyś zobaczyła mojego męża, to byś wiedziała o co mi chodzi :D
gaba75 pisze:To mężczyzna tak naprawdę decyduje o wyborze partnerki.

Nieprawda Gaba. :) To zawsze decydujesz ty. Ja też wybrałam mojego męża. On mi zaproponował małżeństwo, a ja mogłam albo go przyjąć albo odrzucić. To była moja decyzja.
gaba75 pisze: Takich którzy potrafią kochać jedną kobietę, dbać o nią tak, żeby wiedziała, że może ufać swojemu mężczyźnie, takich przy których kobieta będzie czuła się bezpieczna do końca swoich dni. Wiadomo, że związki przechodzą jakieś kryzysy, ale życzyłabym sobie, żeby mężczyźni byli dojrzali i nie oszukiwali kobiet. jak takiemu dużo we mnie rzeczy nie odpowiada, to lepiej niech nie szaleje tylko odejdzie.

Takich idealnych facetów nie ma Gaba. Każdy ma coś za uszami :) I tylko od ciebie zależy, czy to co ma za uszami ci przeszkadza, czy jesteś w stanie to zaakceptować. To samo się tyczy ciebie. Też masz pewnie różne rzeczy za uszami :) jeśli facet nie jest w stanie tego zaakceptować, to sobie go daruj, bo przyszłości z nim nie ułożysz.
Związek dwojga ludzi to same kompromisy. To zgadzanie się na pewne niedociągnięcia partnera, i zgadzanie się na to, że my też nie jesteśmy ideałami. Gdy to się pojmie, to jakoś to leci :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: gaba75 » 17 cze 2014, 09:29

Na początku Twojej odpowiedzi wyczuwam złość. Wczoraj miałam małą stłuczkę samochodem, ale niestety lub stety przeżyłam i ja i dzieci. Bóg jednak naprawdę zadał mi zadanie do wykonania. Napisałam bez ładu i składu, ale dla mnie jest w tym sens.

Prośba. Nie złość się Xseniu, bo ja mam takie a nie inne zdanie. Na przytoczoną prez Ciebie sytuację, odpowiem bardzo chętnie, wszyscy są winni. Mniej lub bardziej ale winni. Kobieta, ktora siedzi z mężczyzną a on się wyżywa na niej i dzieciach od lat dla mnie jest tak samo winna tragedii jak ten mężczyzna, panie z mopsu, czy Ci co wiedzą o okrócieństwie jakie serwuje mężczyzna. Albo takiemu serwuje się odpowiedni rozwój- terapię, albo nagina się prawo i dzieje się tak jak pisałaś wcześniej"oko za oko ząb za ząb" i jeśli mężczyzna bije to jemu nalezy "wkropić tak samo w ciemnej ulicy", alezanim stanie się tragedia o której wspominasz w przytoczonej sytuacji.

Zawsze jest jakieś wyjście,które zapobiega tragediom.

Wczoraj wieczorem oglądałam program surowi rodzice. Nie mogę się nadziwić rodzicom,którzy oddają swoje dzieci do innych ludzi na wychowanie. Lub do instytucji typu poprawczak. Brrrrrrrrrr. Na samą mysl robi mi się niedobrze. A gdzie panie pracujące w szkołach. Pedagogowie, psychologowie. Mamy bardzo dobrych uczonych, tylko szkoda że prawo jest beznadziejnie skonstruowane.

Ja tam nigdy na prawo nie patrzyłam i nie patrzę jako pedagog. Najważniejsze dla mnie zawsze jest dobro dziecka.

Nie raz koleżanki i koledzy mówili do mnie "tak nie można, są papiery które zakazują". A ja mam w "duszy" papiery, które nie pokrywaja się z sytuacjami.

I tak powinien działać każdy nauczyciel, psycholog i prawnik. Ratować ludzkie zycie. Uczyć. Wprowadzać na dobre ścieżki.

I każdemu powinno dawać się szansę, bo nie wiemy w jakiej sytuacji my się znajdziemy kiedyś.

Jesli chodzi o sytuację z Maria i Jezusem, to niewiem czy doczytałaś dobrze. Ja jej nie karam, nie obwiniam a wręcz przeciwnie. Uważałam, z Twojego poprzedniego postu, że to ty karasz kobiety za brak zabezpieczenia się i według Ciebie bezmyślność. Sa sytuacje w których decyduje za nas Bóg. Owszem zdarzają sie pary dojrzałe, które wiedza czego chcą i w którym momencie, ale dla mnie to nie po chrześcijańsku i moje myslenie to nie KK, lecz wiara w Jedynego Boga.


Jestem spirytystka, choć nie mam plakietki, którą posiadaja inni. Uważam, że wszystko ma swoje dobre i złe strony.

Złą stroną KK jest to, że narzuca ludziom swoje racje. Owszem znajda się księża, którzy są prawdziwymi chrześcijanami, ale pewnie na palcach jednej ręki moznaby ich policzyć.


Przepraszam, ale nigdy nie zrozumiem brania odpowiedzialności za czyn samemu. Dla mnie nawet morderca, gwałciciel, czy inny skazaniec nie jest winny w stu procentach popełnionego czynu. To jego wsadza się za kratki, ale za jego czyn powinni odpowiadać i inni również. I tak się dzieje, zapewniam Cię. Z tym, że Bóg wymierza sprawiedliwość, jesli my nie poczuwamy się do odpowiedzialności.

Ja jestem sprawiedliwa. I nigdy nie chciałabym stać się taka jak inni.

Miałam kiedyś ucznia. Bardzo inteligentny. Z rodziny w miarę średniej klasy. matka borykała się z problemami sama. Tatuś był zajęty pracą nazbyt żeby podjąć się rozwojowi syna. No więc wzięłam się za rozwój chłopaka i co?. Przeszliśmy oboje nie mało. Chłopak mnie zastraszał z kolegami. rzucał się na mnie w klasie przy innych uczniach,manipulował, próbował dosłownie wszystkiego. A na koniec roku szkolnego dostałam od niego najpiękniejszego kwiatka i to ze szczerymi podziękowaniami. Gdzie była wtedy Pani pedagog i psycholog. Ano próbowały przeszkadzać mi z zazdrości w podjętej terapii- rozwoju. Teraz po kilku latach wspominam tę szkołę i klasę bardzo miło. Najlepsza była Pani dyrektor. Nawet dla dobra dzieci przeciwstawiłam się jej zdaniu, które było podyktowane przez zazdrosne koleżanki. Nie żałuję. Warto było. Teraz wspominam to jak zadanie które warto było podjąć w imię dobra.

Może i straciłam na tym również, ale i dużo zyskałam. Zyskałam wiedzę o sobie i swoim życiu, że moje zadanie polega na pomaganiu innym. Że po to żyję. I że człowiek, mężczyzna, który będzie ze mną dla dobra związku, powinien zaakceptować mnie taką jaką jestem z moimi wadami i zaletami. Jesli nie znajdę takiego, ja też będę musiała zaakceptować taki stan rzeczy. że zostanę sama z córkami.

Pierwsza córka jest dla mnie teraz wielką radością, pomocą, moim słońcem. To ona otworzyła mi oczy, na to, że drugi partner mnie wykorzystuje.
Obecnie mam taki czas, że myślę nad swoją misją i jak ją poukładać żeby zrównoważyć odpowiednio dom i zadanie.

najlepszym wyjściem byłoby znaleźć szkołę, w której dyrektor miałby ogromne poparcie i osobowość odpowiednią do mojej. Czyli człowieka sprawiedliwego i odważnego. Taka była pani dyrektor w jednej ze szkól, w której pracowałam. Ale poddała się, bo za dużo miałam wrogów i bała się stanąć po mojej stronie. ja się cieszyłam z tego stanu rzeczy, ponieważ podobno lepiej jest mieć wielu wrogów a jednego przyjaciela.

Nie żałuję, że mam w swoim CV tak wiele miejsc pracy. Mam świadomośćtego, że w każdej z nich zostawiłam kawałek siebie. I to mnie cieszy.

Niewiem dlaczego, ale bardzo mnie też "coś"pcha, aby napisać książkę- poradnik.

Sama się tego nie podejmę.

Już prosiłam nie jednego człowieka o pomoc, ale wszyscy mają w duszy.

Będę szukać dalej.

Nie poddam się.

W końcu jestem spod znaku Skopa- czyli Barana, tak jak Ty.

Gratuluję Ci tego znaku zodiaku.

Zyczę powodzenia w każdej dziedzinie.

A innymi kobietami się przejmuję, bo trzeba na niektóre bardzo uważać, nie wiedziałaś o tym? Nie potrzebna mi mściwość i zazdrość innych. Jeśli widzę że mężczyzna który jest ze mną, nie aprobuje mnie i woli taką, to ja się ewakuuję i odpuszczam go sobie, bo nie wart jest mnie.

Takie rozstania nie są zdrowe, i często musiałam niektore z nich odchorować. Były mąż wycisnął ogromne piętno na moim życiu i zdrowiu. I odetchnęłam z ulgą kiedy w jeden dzień sąd rozwiązał moje małżeństwo, które trwało 10 lat.

Teraz rozumiemy się lepiej. Dzięki Bogu, bo potrzebne to do wychowania córki.

Na tę chwilę zostałam sama z dziećmi i zadaniami życiowymi do spełnienia. Muszę naładować się pozytywnie, żeby nie stracić energii baraniej :lol:

Nie będzie ciężko, ale to też dzięki Wam tutaj.

Xseniu, z tego, co pisałaś wcześniej przeszłaś jakieś próby manipulowania Twoim życiem przez innych. Ja przeszłam to również. Ale nie zamierzam zatracać ufności do ludzi. Duzo osób mówi że jestem naiwna. I niech tam. Wolę to niż stać się mściwą. Żeby pomagać innym muszę im wierzyć. Wierzę w to co widzę i słyszę i rozumiem, a więc nie we wszystko. jesli czegoś nie umiem przetrawić, grubo się nad tym zastanawiam. A więc mówienie o mojej naiwności jest nie na miejscu. Z resztą, Ci co to mówią, są najbardziej okrutni dla mnie. Nie uciekam od nich, ale też nie zamierzam pomagać im jeśli tego nie chcą. Taką mam kuzynkę i tacy są moi bliscy, z którymi mieszkam(oprócz mojej córki).

Dlatego, Xseniu,życzę Ci jeszcze, Baraniej odwagi i oby do przodu. Jak ci ktoś podskoczy, to sprawiedliwie go potraktuj. Sprawiedliwie nie oznacza "oko za oko".

I to że ja zaszłam w ciążę nie jest moją winą. Stało się bo Bóg tak chciał.

I możesz wierzyć lub nie, jak już się stało, a ja jeszcze nie byłam tego świadoma, przyszła mi na sen kobieta, która była ubrana "ala" lata 20-ste, miała toczek na głowie, ażurowe rajstopy, czarne, a pod nimi na jednej nodze widniała zielona podwiązka. Zielony wiadomo, nadzieja.
Po przeanalizowaniu tego snu, nie miałam już wątpliwości, że muszę iść do apteki i kupić test ciażowy. I..... . W połowie lipca rozwiązanie.
Ale jeszcze w tym śnie ta kobieta była bardzo szczęśliwa. Przeczucie mówi mi że to ktoś z rodziny ojca dziecka. On nie potrafił mi określić, kto to może być, ale jego matka zasugerowała, że mogła to być babcia ojca. Przeczucie mówiło mi że to kobieta, która była związana z ruchem sufrażystek. No i. Muszę to zbadać. Może ten sen upewni mnie w moim mediumiźmie, jesli okaże się że jest związany ze światem rzeczywistym?

Już mi coraz ciężej. Ale nie leżę i to mnie cieszy. Jestem w miarę aktywna.

Dzięki Bogu.

Przeszłam załamanie tą sytuacją. Ale teraz już cieszę się że będę miała drugie dzieciątko.

Do następnego razu

Papatki
gaba75
 
Posty: 848
Rejestracja: 15 kwie 2014, 11:20

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: Xsenia » 17 cze 2014, 11:55

Gaba z tego co widzę dość często mylnie odbierasz ludzi. :) Nie złoszczę się. :) Masz inne zdanie i ja mam swoje, które przedstawiłam. A teraz postaram się znaleźć jakiś wspólny mianownik :)
W sytuacji, którą przedstawiłam rzeczywiście matka, w świetle naszego prawa, może zostać oskarżona o "nieudzielenie pomocy", ale tylko w przypadku kiedy była obecna przy tym biciu. Jeśli tego nie widziała, to nie miała jak zareagować. To chyba jasne. Ale reszta ludzi jest raczej niewinna. Przynajmniej według mnie.
Dam ci inny przykład. Dziewczyna ubiera się w dość krótką miniówkę i bluzkę z średnim dekoltem. Zostaje zgwałcona. Dla mnie winny jest tylko gwałciciel. Dla ciebie ofiara też jest winna, bo ubrała się prowokacyjnie dla gwałciciela (choć jej ubiór nie był prowokacyjny dla innych osób). Można by więc powiedzieć, że sama sobie winna. W moim światopoglądzie to nie przejdzie. Ofiara gwałtu, to dla mnie zawsze ofiara, a nie współwinna.

gaba75 pisze:Wczoraj wieczorem oglądałam program surowi rodzice. Nie mogę się nadziwić rodzicom,którzy oddają swoje dzieci do innych ludzi na wychowanie. Lub do instytucji typu poprawczak. Brrrrrrrrrr. Na samą mysl robi mi się niedobrze. A gdzie panie pracujące w szkołach. Pedagogowie, psychologowie. Mamy bardzo dobrych uczonych, tylko szkoda że prawo jest beznadziejnie skonstruowane.

No właśnie. Nie wszyscy ludzie nadają się na rodziców. Tego trzeba się uczyć, a nie wszyscy mają na to ochotę i czas. Nie mnie ich oceniać, sama swego czasu nie potrafiłam być dobrą matką. Uczyłam się tego i dalej się uczę.
A jeśli chodzi o pedagogów i psychologów. Ani mi o tym nie mów. Mój starszy syn ma Zespół Aspargera. Do specjalistów wszelkiej maści chodziłam od jego 3 roku życia. A prawidłową diagnozę postawiono mu jak miał 11 lat. Przez 9 lat odwiedzałam kilku pedagogów, kilku psychologów, kilku psychiatrów i każdy, dosłownie każdy mówił co innego. Według jednych mój syn miał ADHD, według innych był całkowicie zdrowy.
Panie pracujące w szkołach? [NIE PISZĘ TU O TOBIE] 4 klasa podstawówki mojego starszego syna. Koniec pierwszego semestru: J. polski dziewięć 1. Idę do pani na rozmowę, a pani wali mi słowa "ale ona z Krzysiem nie widzi problemu". Dla tej nauczycielki dziewięć 1 to nie problem. Mnie ręce opadły.
Niestety w szkole podstawowej mojego syna wszyscy nauczyciele olewali wszystkie dzieci. Chodziłam do nich, mówiłam o problemach Krzysia i każdy miał to w d...

gaba75 pisze:Miałam kiedyś ucznia. Bardzo inteligentny. Z rodziny w miarę średniej klasy. matka borykała się z problemami sama. Tatuś był zajęty pracą nazbyt żeby podjąć się rozwojowi syna. No więc wzięłam się za rozwój chłopaka i co?. Przeszliśmy oboje nie mało. Chłopak mnie zastraszał z kolegami. rzucał się na mnie w klasie przy innych uczniach,manipulował, próbował dosłownie wszystkiego. A na koniec roku szkolnego dostałam od niego najpiękniejszego kwiatka i to ze szczerymi podziękowaniami. Gdzie była wtedy Pani pedagog i psycholog. Ano próbowały przeszkadzać mi z zazdrości w podjętej terapii- rozwoju. Teraz po kilku latach wspominam tę szkołę i klasę bardzo miło. Najlepsza była Pani dyrektor. Nawet dla dobra dzieci przeciwstawiłam się jej zdaniu, które było podyktowane przez zazdrosne koleżanki. Nie żałuję. Warto było. Teraz wspominam to jak zadanie które warto było podjąć w imię dobra.

Mam wrażenie Gaba, że ty będziesz pomagać obojętnie czy ktoś tego chce czy nie. Nie do końca jest to dobre. Wciskanie na siłę pomocy może się obrócić przeciwko tobie i z tego co piszesz wnioskuję, że właśnie tak się dzieje. Może warto by było pouczyć się na własnych błędach? A działania przeciwko prawu ustanowionemu też nie na dobre ci wyjdzie. Uważałabym na twoim miejscu. Ja rozumiem, że to twoja misja. Ale nie możesz ratować kogoś kto tego sobie nie życzy.

gaba75 pisze:Sa sytuacje w których decyduje za nas Bóg.

Zgadzam się. I warto w takich przypadkach Mu ufać. Skoro zaszłaś w ciążę, to najwidoczniej tak miało być, i nie ma po co szukać w tym czyjejkolwiek winy. :)

gaba75 pisze:Przepraszam, ale nigdy nie zrozumiem brania odpowiedzialności za czyn samemu.

Niedobrze. Postanowiłaś pomóc swojemu uczniowi. A gdyby jego rodzicom to się nie spodobało? Mogłabyś mieć bardzo duże kłopoty. I ty byś musiała ponieść wszelkie konsekwencje swojej decyzji o pomocy. I nie byłoby tu innego współwinnego.

gaba75 pisze:bo za dużo miałam wrogów i bała się stanąć po mojej stronie. ja się cieszyłam z tego stanu rzeczy, ponieważ podobno lepiej jest mieć wielu wrogów a jednego przyjaciela.

Nie wierzę Gaba, że Bóg stawia na twojej drodze tylko i wyłącznie wrogów. Może źle odbierasz ludzkie intencje? Ludzkie uczucia? Może warto byłoby zastanowić się dlaczego masz tylu wrogów? A może tylko wydaje ci się, że tyle ich masz?
gaba75 pisze:A innymi kobietami się przejmuję, bo trzeba na niektóre bardzo uważać, nie wiedziałaś o tym?

Uważać tak, ale przejmować się ich niepochlebnymi opiniami o mnie? Po co? Czy to że kto mnie uważa za brzydką nakarmi mnie? Czy spowoduje, że będę bogata i szczęśliwa? Nie, to po co słuchać takich słów? Po co je wiecznie analizować i przejmować się nimi? Nic z tego nie ma, poza niepotrzebną stratą energii. Są na tym świecie ludzie, którzy cię nie polubią choćbyś nie wiem co robiła. To po co na siłę szukać ich akceptacji? Niech sobie żyją spokojnie z dala ode mnie. :)

gaba75 pisze:Xseniu, z tego, co pisałaś wcześniej przeszłaś jakieś próby manipulowania Twoim życiem przez innych.

Poczytaj jak będziesz miała czas :)
viewtopic.php?f=10&t=1923

I życzę ci przede wszystkim spokojnego rozwiązania :D I zdrowego dziecka :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: czy walka w imię dobra to zło?

Postautor: gaba75 » 17 cze 2014, 14:19

Xseniu cały czas mnie oceniasz. Ja nigdy co do ludzi się nie mylę. Wyczuwam ich intencje z daleka.

Piszesz, że mylnie odbieram ludzi. To Twoje myślenie. Ja uważam że jeśli chodzi o stosunek domnie takich ludzi to nie mylę się. Ten sam człowiek bowiem który mnie atakuje dla innych może być super ludzki. Tak więc jeśli nie do końca uwarzasz moje słowa za właściwe to po co w ogóle ze mną rozmawiać? Po to żebyśmy obie się denerwowały?
Ja denerwuję się i pomnie to widać, są ludzie którzy potrafią sprawnie udawać i maskować złość. Dla mnie lepszym rozwiązaniem jest brak rozmowy w krytycznym momencie, i gotowość do niej wtedy kiedy dojrzejemy.

Mówisz że matka w sytuacji kiedy widzi krzywdzenie własnego dziecka też jest winna, ale kiedy nie widzi,a tylko o tym wie, to jest wszystko ok. Dziwi mnie Twoja postawa. gdybym ja żyła pod jednym dachem z kimś kto choć raz uderzyłby moje dziecko to napewno nie siedziałabym cicho.

Sama swojej córce tłumaczę że człowiek który krzywdzi drugiego w jakikolwiek sposób, robi to dlatego że sam ma problemy i jest słaby, musi się wyżyć. A ten co biernie patrzy, tez jest słaby. i tez winny. I ten co wie o sytuacji beznadziejnej czyli pracownik MOPS też jest winny. Prawo mnie nie interesuje Xseniu. Sprawiedliwość jest ważniejsza.

Jesli chodzi o przytoczoną sytuację z dziewczyną w mini, to dlaczego sugerujesz mi że ją obwinię. Gwałt kobiety to bardzo delikatna sprawa. Bóg stworzył bowiem kobietę dla mężczyzny, ale nie po to, żeby ten ją traktował źle, ale po to żeby była dla niego podporą. I jesli mężczyzna gwałci kobietę to oznacza że ma coś z psychiką nie tak, ale też nie on całkowicie jest winny. Dziewczyna moim zdaniem w ogóle nie jest winna, ale przeanalizowałabym całe życie tego gwałciciwela i napewno znalazłabym coś co rozłożyło by winę.
Ta sytuacja jest podobna do tej, w której też miałaś inne zdanie o moim mysleniu. Chodzi o ciążę. W sprawie ciąży też Bóg nam daje do myslenia. I też jest to sprawa delikatna. Ale też ewidentnie nie kobieta jest winna. Każdą sytuację nalezy rozłożyć na części. Tak powinien robić każdy dobry psycholog, czy pedagog dla nalezytej resocjalizacji.
Co do tego żw oceniłaś mnie iż niedobrze zrobiłam pomagając uczniowi, to też mi przykro ale to Twoje myślenie. Ja robię coś dla dobra a nie dla złego. Ktoś kiedyś doceni. Może nie podziękuje ale wiem że doceni. I sam ten fakt wydaje mi się dużą radością.

Mówisz, że miałaś ciężko w sytuacjach szkolnych, jakie miały miejsce w życiu twojego syna.
Powiem Ci coś. Ja na twoim miejscu zmieniłabym wtedy szkołę i nie narażała dziecka na niepotrzebne stresy, albo walczyła o lepsze warunki do nauki dla niego w tej samej szkole.

Miałam sytuację podobną w swojej karierze zawodowej. Wszyscy wmawiali rodzicom dziecka że dla jego dobra powinni oddać go do szkoły specjalnej, a chłopak problemów z nauką nie miał w ogóle. Był bardzo inteligentny i mądry i bystry. Problemy zdrowotne tego chłopca przeszkadzały niektórym nauczycielom. Niektórzy mają poglądy hitlerowskie i rządzą według nich w szkołach. Tak nie powinno być. Wg mnie w ogóle nie powinno być szkół specjalnych. Wszystkie dzieci powinny być uczone w tym samym miejscu. Takie odrębne szkoły prowadzą tylko do odrębnych poglądów na problemy dzieci. A dzieci jak mówi piosenka wszystkie nasze są.

Szkoły integracyjne są potrzebne bardzo, ale tam też nie jest tak jak być powinno. Pracowałam w takich szkołach. I gimnazjum i w podstawówce.

Po co te zmiany w ogóle były?

Jesli chodzi o historię twojego syna to zaraz dojdziemy do artykułu, który pewnie czytałaś o dzieciach kryształowych i indygo.

Ja w rodzinie mam przypadek. Mój chrześniak, bystry chłopak z osobowościa, a zrobili z niego kogos kim nie jest. Odziedziczył osobowość po babci i tatusiu którzy według nich samych byli zdrowi, a z nim chodzili i szukali dziury w całym. Ja się sprzeciwiałam, bo zaczęli go faszerowac psychotropami i stałsię obcy. No to ja stałam się dla nich wrogiem. Kiedys dosięgnie ich sprawiedliwość. Nie słuchali mnie. Zaraz po tym jak zostawiłam ich w spokoju, zaczęli sami chorować. nie słuchali mnie że należy pomóc chłopcu w inny sposób, bali się jak proponowałam inne wyjścia. Bali się że chłopak przerośnie ich inteligencję. Nieraz mówił i chciał robić coś na co oni mu nie pozwalali. Chcieli na siłę zrobić z niego kalekę. Niewiem jak teraz jest, ale mijając go ostatnio w jednym z hipermarketów, szedł z tatusiem i zauważył mnie tak jak ja szłam z córką i też ona ich zauważyła, tatuś chłopca kazał mu nie zwracać uwagi na mnie, zaś ja córcemusiałam wytłumaczyć dlaczego taka sytuacja nastąpiła, że nas mijają jak trędowatych.
Walczyłam o chrześniaka z całych sił. Przyszłość pokaże czy walka zaowocuje.

Niewiem jak było u Ciebie, ale mniemam, ze sama walczyłaś o syna. Pewnie dlatego było Ci ciężko i dlatego teraz badasz mnie czy jestem taka jak te Panie ze szkoły Twojego syna. pewnie mam jakieś zaleciałości wspólne, ale napewno nie stałabym z założonymi rękami, kiedy chłopak miałby same 1.
Byłam w różych sytuacjach w swojej pracy zawodowej i zapewniam Cię,że wiem o czym mówisz. Polityka i prawo zrobią z każdego zdrowego dziecka czy człowieka, chorego dla sprawy. Ale co z dalszym życiem? nie pomyslą o tym. A ja nie zamierzam stac biernie i czekać aż coś się wydarzy niedobrego. Zawsze będę walczyć o sprawiedliwość.
Pytasz mnie co by było gdyby moje zabiegi pedagogiczno- psychologiczne nie podobały się rodzicom,pytasz czy wiem na co się narażałam. oczywiście kochana!!! zawsze, zawsze i wszędzie wiem co może się wydarzyć. Dlatego jeszcze żyję. I dokąd żyć będęzrobię codomnienależy

Może masz rację. Może czasem, źle odbieram ludzi, ale jesli mój rozmówca chce być moim kompanem i lubi mnie, to uważam, że bdzie dążył do tego,zebym gorozumiała. Będzie chciał wyjaśniać niejasne sytuacje czy zdania.
jednak zdarzaja się tacy ludzie ktrych wyjaśnień nie chcę słuchac dla dobra mojego mózgu :lol:

Rozmówca,z którym rozmawia się na poziomie jest dobrym rozmówcą i myslę że też dobrym człowiekiem.

W naszych relacjach, Xseniu, wyczuwam niejasności, ale nie emanują z nich negatywne emocje a tylko niezrozumienie.

To fajnie.

Cieszę się.
gaba75
 
Posty: 848
Rejestracja: 15 kwie 2014, 11:20

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 0 gości