Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Dyskusje o książkach związanych z tematyką spirytystyczną i dostępnych w Polsce. Recenzje, zapowiedzi, streszczenia książek zagranicznych.

Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Pablo diaz » 31 maja 2014, 08:08

Bóg z wami!

Gdy Chrystus, Najczystszy Duch, Jednorodzony Syn Boga, szedł w imię Ojca na świat, by zanieść nieszczęsnej ludzkości dobrą nowinę Miłości, by zbłąkanym wskazać zatraconą ścieżkę powrotu do Ojca, by cierpiącym wskazać drogę do krainy wiecznej szczęśliwości rozpętało się całe piekło, postanawiając nie dopuścić Go za wszelką cenę: do mieszania się w ich królestwo, za jakie uważali) całą ziemię. - Zastraszyć Go, zastraszyć! Wymyślimy Mu najokrutniejsze męki dla ciała, by się nie odważył tego ciała ludzkiego przyjąć na
siebie. I stworzyli plan śmierci krzyżowej dla Niego. Z całą magiczną premedytacją obmyślili każde przybicie gwoździa, każdy cios, by męki te były stokroć okrutniejsze, niż przy śmierci krzyżowej zwyczajnego człowieka. Wiedział On o tem dobrze. Nie chciał jednak ograniczać ich wolnej woli, by potem, trwając dalej w uporze przeciw Bogu, nie
wykrzykiwali: "Wyrwałeś nam przemocą naszych poddanych, nie licząc się z wolą naszą." Więc przyjął dobrowolnie męki cielesne, jakie Mu wymyślili. Gdy jednakże godzina tych cierpień krzyżowych się zbliżała, a oni widzieli, że On idzie na nie z niewzruszonym spokojem, zaczęli na gwałt obmyślać inne plany, byle tylko ludzkość odciągnąć jak naj-
dalej od Ojca i by zapomniała o nauce Chrystusa. Siedem ich stworzyli; przykro jest o nich mówić i chętniebym wcale o tem nie wspominał, gdyby nie było trzeba podać ich wszystkich z czasem dla ostrzeżenia, gdyż niektóre z nich próbowali i jeszcze obecnie próbują przez potworne wynalazki znów w czyn wprowadzić. Jednym z tych planów było uśmiercenie Chrystusa po Jego śmierci fizycznej także i w ciele niewidzialnem dla przeciętnych ludzi, podtrzymującem komórki Jego ciała, widzialnego dla wszystkich śmiertelników, którzy wówczas żyli na ziemi, by już nigdy nie mógł użyć sił, wibrujących na ziemi i naokoło niej do przybrania na siebie bodaj na chwilę podobnej postaci, w jakiej żył nal ziemi i by nie mógł się już zjawić nikomu. Słyszeli bowiem, jak Chrystus niejednokrotnie mawiał do uczniów, że choć odejdzie z tego świata, to będzie do nich przychodził i co więcej, że będzie z ludźmi po wieczne czasy. Tego się najwięcej obawiali i temu chcieli przeszkodzić. Na wypadek jednakże, gdyby im się nie udał ten plan, mieli wodzowie piekieł przygotowany już plan inny, niemniej złośliwy. Wiedzieli już oni, że Chrystus ma nie takie ciało, jak inni ludzie na ziemi, że zapewne stworzył je sobie sam z fluidarnych cząsteczek, o czem świadczył już sam fakt, że Marja, matka Jego, pozostała czystą. po Jego narodzeniu, czyli, że nie taką drogą przyszedł na świat, jaką rodzą się ludzie.Bo też rzeczywiście Chrystus nie przyszedł na świat w taki sposób, jak inni ludzie. Żeby wam uprzystępnić zrozumienie tego misterjum, tej tajemnicy, możnaby powiedzieć, że zrodzenie Chrystusa odbyło się w przybliżeniu w sposób podobny do tego, w jaki materjalizują się istoty duchowe przy pomocy teleplazmy tak zw. medjów, ożywionej ich siłą. magnetyczną. w połączeniu z magnetyzmem przyrody. Różnica jednakże między postacią. zmaterjalizowanego ducha, a widzialnem ciałem Jezusa jest wielka. Marja, Matka Jego, duch już przebudzony, widziała, że jest źle, bardzo źle z duchami, żyjącemi w materji, błądzącemi wciąż w ciemnościach własnej woli, w odosobnieniu od woli Ojca. I dobry ten duch w tym celu na świat przyszedł, by ratować zbłąkanych. Lecz niemal wszystko, cała ta świadomość dobrego i złego, pozostała w Jej duchu utajoną.; nie miała odwagi powiedzieć prawdy temu światu. Modliła się tylko, modliła się często, proszą.c Boga, by sam oświecił ciemną. ludzkość i duchy niewcielone i by nauczył
ich zapomnianej miłości i wiary w Niego oraz dał im poznać prawdziwe życie. W chwilach modlitwy, tej świętej ekstazy Jej ducha, zbliżały się ku Niej jasne, dobre duchy, zwiastują.c Jej, że Bóg ześle Swojego Syna dla ratowania zbłąkanych. Wiedziały, że ten duch już jest
przez Boga stworzony i że idzie. Będziesz Jemu matką. - zwiastowały Jej. A Ona z westchnieniem szczerem, dziecinnem, ale też w pełni świadomości tego, co ma nastąpić, powtarzała podczas modlitwy: Dziej się Twoja wola, Ojcze! I miłościwie, z utęsknieniem, z rękami wyciągniętemi do jasnych promieni, spływających na nią. podczas modlitwy, wołała: O przyjdź, Ty Boskie Dzieciątko, Ty Synu Boga, jam matką. Twoją. na ziemi! Przyjdź Dziecię ukochane, przyjdź Duchu święty! Zajaśniało naokoło Marji jasne słońce Miłości Boskiej, ucałowało Jej ducha, prześwietlają.c każdą. komórkę Jej ciała. I czystem ono było,. czystem też pozostało i po zrodzeniu Chrystusa. A podczas tej świętej ekstazy, gdy całkowicie tonęła w modlitwie w Bogu, ulatywały z Jej ciała jaśnieją.ce, białawe cząsteczki, maleń kie płateczki, skrzą.ce jak śnieżyk, gwiazdeczki naj czystszych sił
żywotnych przyrody, magnetyzmu Jej cielesnego, astralnego i mentalnego. Cała się Bogu oddała, duchem i swemi ciałami; i poczęła... A z tych jaśniejących, śnieżnobiałych płateczków, ogrzanych magnetyzmem czystej teleplazmy Marji, zaczęło się tworzyć - najprzód w Jej' wyobraźni, przez Nią. ze symbolizowane - Dzieciątko małe, mile patrzące na nią. niewinnemi, dużemi oczętami. Wpatrzona W' te oczy dziecięce, które już skądinąd, nie z Jej wyobraźni, przyłączyły się do ciałka, widziała całą, potęgę mocy Boga; Miłość, Miłość Jego wielka prześwietlała te oczy. Wiedziała, czem te oczy będą, dla świata. Idą, - szeptała - idą, dobrotliwe oczy, by wstrzymać bieg czynów i myśli piekła, by wstrzymać ludzi od dalszego, jeszcze straszniejszego upadku ducha niż ten, do jakiego już ich wpędziła ich własna wola. Wyszła Marja ze świątyni z wielką, tajemnicą, w duchu. Zamknęła
się w swojej niebogatej, niewielkiej izbie, dumając jeszcze nad wielkiem posłannictwem Jezusa. Wiedziały o tem dobrze niskie moce. I oto zasunęły pełen jasności i radości obraz, widziany przez Marję w świątyni. Zachmurzyło się niebo przed oczyma jej duszy, a w chmurach zjawił Jej się krzyż wielki krzyż spadający, mający niejako przygnieść wszystkich na ziemi. Z chmur padał deszcz krwi i narzędzia, któremi później był Chrystus torturowany i przymocowany do krzyża. Powrozy, jak olbrzymie kajdany, chcące spiąć wszystkich szukających ochłody u Boga, ochłody z żaru życia, odpoczynku dla ducha po bezcelowej pracy i wszelkich trudach na ziemi - te straszne powrozy pragnęły
wszystkich skrępować.A poza tym obrazem jeszcze obraz drugi, ale już urwany, niecałkiem wytworzony: oto z kajdan, z powrozów tworzyły się gady, sączące jad do wnętrza nieszczęśliwych, pojmanych przez silniejszych w złej woli. Przekleństwa i groźby, jak długi bat, świszczały w powietrzu nad pierwszym i drugim obrazem. Oddawna już nieżyjęce na ziemi straszliwe potwory - dorobek twórczości ducha człowieka, tego niby króla przyrody - zaczęły się zjawiać przed Jej oczami. A wszystko to na Nią, skierowane było, wszystko na Nią, skierowało piekło, by się potworów tych zlękła i by zrozumiała, że wysłane są, za to, iż tak miłościwie wyciąga dłonie do Ducha Zbawiciela i przywołuje Go na ziemię, gotowa na Jego przyjście. Straszliwym głosem wołano: Jeżeli Go przyjmiesz, ukrzyżujemy Go przed twojemi oczyma Zadamy Mu naj straszliwsze męki, będziemy Go prześladować, począwszy od chwili Jego zrodzenia aż do końca życia na ziemi! Inny obraz mówił o ich złej woli, skierowanej przeciwko Niemu i po odjeściu z tego świata. .
Zapłakała Marja. Nie opuściła jednak rę.k, wycią,gniętych miłośnie w stronę Zbawiciela, nie zawahała się ani na chwilę w swem zdaniu się na wolę Bożą, - ale zapłakała, że piekło już jest świadomem przyjścia i już ma gotowy plan cierpień dla Niego, choć On jeszcze nie przyszedł na ziemię, jako człowiek. W świątyni znów doznała ulgi, znów ujrzała obraz inny, który pokrzepił Jej ducha. Zapytała Boga w modlitwie, czy piekło ma istotnie takie prawo, żeby aż tak bardzo prześladować Syna Bożego? I powiedzieli Jej aniołowie, iż wiele, wiele sił ducha będzie Jej po trzeba;bo musi być na to przygotowaną" że wiele z tego, co w chmurach widziała, zechce piekło wykonać - gdyż Bóg zesłaniem Chrystusa na ziemię nie odbierze nikomu w całości wolnej woli.Maleńka cząstka, wzięta z ciała Marji w Jej świętej ekstazie i zdaniu się na wolę Bożą z miłościwą myślą: "Przyjdź Duchu święty!" - została wziętą przez Chrystusa, by nie omijać praw, wywalczonych z całą świadomością przez nieszczęsne duchy, kierujące się przeważnie swą własną tylko wolą. Miał zrodzić się jako dziecię z wielu, wielu przyczyn... Do wytworzenia tego widzialnego, fizycznego ciała, według praw świata potrzebne było też ciało ludzkie, bodaj małą, okruszynka tego ciała, lecz taka, w której wszystko jest zawartem, wszystkie cząsteczki, z jakich mogłyby się wytworzyć krew, kości, ciało - wszystkie komórki ciała.
Maleńka cząsteczka ciała, a raczej ciał (fizycznego, astralnego, a mniej już mentalnego) kobiety, która zawiera w sobie zadatek na wszystkie cząsteczki, potrzebne do rozwoju nowego ciała dla mającego się zrodzić ducha, może dać początek temu nowemu życiu, ale normalnie tylko wtedy, gdy połączy się z nią odpowiednia podobnaż cząstka ciał mężczyzny. Miłość, ekstaza miłości - tajemnicze misterjum poczęcia ducha w materji.... Ta mała cząstka ciał Marji została wziętą w świętej Jej ekstazie, w upojnej, słodkiej miłości i zatopieniu się w Bogu. Nastało n i e p o k a l a n e p o c z ę c i e - poczęcie Najświętszego Ducha Syna Bożego w materji...
Wydzieliła się ta maleńka cząsteczka ciał Czystej Dziewicy - a najczystsze siły przyrody, dołączywszy się przy Jej ekstatycznem spłynięciu z Bogiem, z wszechświatem, dały wraz z tę cząsteczką pełnię, potrzebną do wytworzenia ciała Świętej Dzieciny. J P o c z ę ł a z D u c h a Ś w i ę t e g o...
Maluchna cząsteczka ciał Marji: komórka fizyczna, mieszcząca w sobie zawiązek wszystkich komórek ciała, dokoła większy od niej astralny owal i teleplazma, też z ciała Marji - przesycone Jej magnetyzmem, jaśniejące mnóstwem złocistych, wirujących płateczków- gwiazdeczek, niby wszechświat w minjaturze.
A choć ciało Jego powstało odmienną drogą, niż u ludzi, to jednak siłą Swą i wolą sprawił Chrystus, że pozostało widzialnem i pozornie takiem samem, jak li innych ludzi. Kiedy jednakże chciał, rozkładał je w pierwiastki i stawał się niewidzialnym dla prześladowców...c.d.n.
Podane za pośrednictwem A.P. z Miesięcznika wiedzy duchowej ,,Hejnał ,,z lutego 1930r.
Ostatnio zmieniony 31 maja 2014, 18:10 przez Pablo diaz, łącznie zmieniany 1 raz
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Pablo diaz » 31 maja 2014, 18:09

Część 2. I poczęła z Ducha Świętego. A więc nie w ten sposób formowało się ciałko Jezusa, jak ciałka innych dzieci. Ta mała cząsteczka ciał Marji - o której już wśpomniałem - potrzebna do wytworzenia widzialnego ciała, wzięta w Jej świętej ekstazie, w upojnej, słodkiej miłości i zatopieniu się- w Bogu, zaczęła odtąd wirować i krążyć rytmicznie, niczem małe słoneczko, w obrębie Jej astralnego ciała. I krążek ten jaśniejący, to słoneczko wirujące, które zlewało się z magnetycznym płomieniem, buchającym z Jej serca podczas modlitwy, tworząc świetlistą, aureolę na około Jej głowy, - ujawniło się w chwili ostatecznego materjalizowania się Jego ciałka na ziemi, w znanej Wam już Gwieździe betle-
hemskiej.Wcale też nie było tych objawów na Jej ciele fizycznem, jak to zwykle ma miejsce u matek podczas tak zwanej ciąży. Tylko podczas ostatecznego wydzielania się teleplazmy z Jej astralnego ciała, która konieczną była do uwidocznienia i podtrzymania Jego komórek cielesnych, formujących się w kształty ludzkie, odczuwała Marja nie-
wielkie bóle. Nie było też Dzieciątko to podobne do innych dzieci choćby i w tem, że tuż po narodzeniu swem wyglądało na ośmiomiesięczne dziecię, które uśmiechało się do składających Jemu hołd, śląc swojemi podniesionemi rączkami błogosławieństwo korzącym się przed Miłością i Mocą, Bożą. Wszyscy przeciwnicy z niższych sfer duchowych, chcąc zatuszować ten cud boży zrodzenia dziecięcia przez niepokalaną, dziewicę, sugerowali lekarzom i uczonym w piśmie, że tak nie jest, że Ona porodziła tak, jak wszystkie inne matki. lotem też nigdzie w pismach nie wspominają" że Marję pojmano i poddano skrupulatnym badaniom tych uczonych, czy Ona rzeczywiście czystą, pozostała, tak, jak to już byli słyszeli od innych. A gdy wynik badań zaświadczył, iż Marja jest niepokalaną, dziewicą" zakazano pod karę, śmierci rozpowiadać o tem. Obawiali się
bowiem żydzi, że to jeszcze bardziej spotęguje u ludu wiarę w Posłannika Boskiego. Odtąd była Marja przez dłuższy czas otoczoną, szpiegami. Udając prosili o jałmużnę, której Ona zawsze chętnie udzielała, chociaż sama nie miała wiele dla siebie. Snując się koło domku, który zamieszkiwała wraz z Józefem, swoim opiekunem, a później już stałym przyjacielem ziemskim, obserwowali ją często, gdy siedząc na drewnianej ławeczce przed domkiem, przytulała twarz małego Dziecięcia do swej piersi. Z oburzeniem opowiadali potem: "Jak- że wierzyć, że to dziewica czysta, skoro karmi dziecię, jak wszystkie inne matki!" Więc znów pojmano Marję i poddawano ponownym badaniom
lekarskim. A oto z białych, jak śnieg, piersi tryskać zaczęły kropelki najczystszej rosy! która w maleńkiem oddaleniu od ciała zamieniała się w płateczki lśniącej mgły, gęstniejącej jak wata, a następnie znikającej jak mgła z brzaskiem słońca. Próbowali uchwycić te zgęstniałe, lśniące płateczki, lecz nim rękę z niemi wyciągnęli przed cie- kawymi, zgromadzonymi na sali, one już się ulatniały. I znów zakazali żydzi obecnym na sali pod karą śmierci opowiadać komukolwiek o tych tajemniczych zjawiskach.
A Ona przytulała Dziecię do swych piersi, z których sączyły się niteczki teleplazmy, przesyconej najczystszym magnetyzmem, mające za zadanie podtrzymywać komórki cielesne Bożej Dzieciny. I tak aż do 12-go roku życia zasilała Go od czasu do czasu w ten sposób, przytulając głowę Jego do nagich Swoich piersi. A potem On
już sam w zupełności podtrzymywał Swoje komórki cielesne i idąc za wytkniętym Sobie celem, oddalał się nieraz od Swej Matki. I wtedy jednak był z Nią, stale w kontakcie duchowym. Ale moce piekieł czuwały także i jeśli tylko dostrzegły bodaj trochę niepokoju W Jej duszy, jeśli tylko pomyślała kiedy z obawą o Swoim ukochanym Synu, to natychmiast stawiały ścianę przed Jej oczy duchowe, oddzielającą, Ją, od Niego, a na ścianie tej kreśliły płomienistemi, palącemi literami zmyślone obrazy niebezpieczeń-
stwa, w jakiem się On znajduje, a jakie one same Mu pragnęły zgotować. A On tymczasem stał w świątyni pomiędzy kapłanami i uczonymi w piśmie, pochylonymi nad grubemi księgami i badającymi odwieczne prawa bytu i jasnym, dźwięcznym głosem rozwiewał ich strupieszałe poglądy na życie. Od 12-go do 30-go roku życia przeszedł między innemi wszystkie ówczesne świątynie wtajemniczonych, jak podziemne, tak i na powierzchni ziemi wystawione, nie po to jednakże, by się w nich uczyć wiedzy tajemnej, jak to niektórzy twierdzą. A choć ciało Jego powstało odmienną, drogą niż u ludzi, to jednak siłę, Swą, i wolę, sprawił Chrystus, że pozostało widzialnem i pozornie takiem samem, jak u innych ludzi. Kiedy jednakże chciał, rozkładał je w pierwiastki i stawał się niewidzialnym dla prześladowców, lub też przenosił się, gdy chciał, w dowolne miejsca. Wiedzieli o tem wodzowie piekieł, że Chrystus ma nie takie ciało, jak inni ludzie na ziemi i że do poczęcia i stworzenia Jego ciałka dała Mu Marja to najlepsze z ducha, duszy i ciała, owe jaśniejące maleńkie płateczki, skrzące jak śnieżyk, gwiazdeczki najczystszych sił żywotnych przyrody, magnetyzmu Jej cielesnego, astralnego i mentalnego, ulatujące z Jej ciał podczas modlitwy, z których utworzyło się następnie słoneczko, krążące w obrębie Jej astralnego ciała, wiedzieli też o tem, że według praw kosmicznych - sił przyrody, powróci to małe słoneczko do ciała Marji, gdy Chrystus rozłoży Swoje ciało w pierwiastki w trzecim dniu po ukrzyżowaniu. To też zebrali wszystkie swoje siły, całą, swą, czarnomagiczną, świadomość tworzenia, by jeszcze przed Jego ukrzyżowaniem wyrwać tę właśnie cząsteczkę, ujarzmić ją, swoją, magiczną, siłą, i użyć do ustawicznego zadawania cierpień Marji, a przedewszystkiem Chrystusowi, po Jego śmierci krzyżowej. Lecz nie udało im się to tak, jak sobie tego życzyli. Ich wysiłki ujawniły się podczas Ostatniej Wieczerzy...
Kielich, stojący przed Chrystusem, pozostał tego wieczoru nie tknięty. Zazwyczaj mistrz Swego wina nie wypijał; bo nie było Mu trzeba takiego pożywienia dla ciała; zmaczał w niem tylko usta, a dalsza ilość wina dematerjalizowała się momentalnie pod działaniem Jego myśli i inną drogę, spływała' jako posiłek dla chwilowo przybranego ciała. Uczniowie ulegali złudzeniu i myśleli, że On je i pije tak jak oni. Czynił to po prostu dlatego by się Go nie bali. A On nie podlegał takim prawom przyrody, no i prawom karmy, jak
oni. To też Go często nie rozumieli, a z tego właśnie korzystały demoniczne siły. I Podczas Ostatniej wieczerzy w pewnym momencie zapieniło się w kielichu Judasza i oto wino zamieniło się w krew. Równocześnie pod wpływem spojrzenia Chrystusa, zaczął się kielich ten kołysać. Widząc to Judasz, w trwodze obalił kielich, wylewając krew z niego;
będąc narzędziem wykonawców Złej Woli i znając ich tajemnice, ich chęci dalszego krzyżowania Jezusa, domyślił się, że przemiana wina w krew nastąpić miała w kielichu, który stał przed Jezusem; wyczytał też w spojrzeniu Chrystusa i zrozumiał, że On w ten sposób pokrzyżował i zniweczył plany piekieł. A gdy już wszyscy odeszli od stołu, przy którym spożywali Ostatnią, Wieczerzę, oto nad nietkniętym kielichem, z którego pić miał Chrystus, zawisł jaśniejący mały krążek: owa cząstka, o której już nadmieniłem, wyrwana z ciała Jezusa magiczną, siłę, szatana. Tknięty jakiemś przeczuciem, że tam, gdzie odbyła się Ostatnia Wieczerza, dzieje się coś niezwykłego, wrócił się jeden z uczniów,
Marek. J zobaczył wyraźnie unoszące się nad kielichem Chrystusa to maleńkie lśnię,ce słoneczko, w którem krążyły i wirowały miljardy drobnych molekul - magnetycznych pierwiastków przyrody, a wszy- stko prześwietlane z wnętrza twórczem tchnieniem Boga. Nad sło- neczkiem tem rozłożyły się niewidzialne białe dłonie. Wielkie palce
złożone na krzyż, a z pozostałych rozłożonych wachlarzowato i lekko drżących, wydzielały się prądy magnetyczne, które paliły zło i oddalały twarze niskich duchów, wpatrzone w kielich. Wnet utworzył się z tych magnetycznych promieni gołąbek biały, który zaczął trzepotać jasnemi ,skrzydełkami, rozpraszajęąc szatańskie moce, skupia-
ję,ce się naokoło tego fluidarnego ciała, wyrwanego z ciała Jezusa. Reszta zaś krwi, która jeszcze pozostała w kielichu Judasza po wywróceniu, - wzburzyła się, pokrywąjąc pianę, cały kielich. Dobrze zrozumiał Marek, co widział i opowiedział to innym uczniom. Lecz gdy później ten i ów z nich pisał o tem, nie dość jasno i zrozumiale przedstawił ten moment, wskutek czego później wyrosło i do dziś przetrwało to niezrozumienie i dowolne tłumaczenie słów, jakie wypowiedział Chrystus do uczniów podczas Ostatniej Wiecze-
rzy, o co naturalnie postarały się już niskie moce Złej Woli, aby im zmącić o tem pojęcia i myśli, by tego nie mogli jasno powiedzieć, ani napisać.
"T o j e d z c i e i p i j c i e, a w i e c z n i e ż y w y m i b ę d z i e c i e - powiedział Chrystus do uczniów podczas wieczerzy, gdy wsłuchani w Jego słowa uświadomili sobie, że zapomnieli o jedzeniu i nie odczuwają głodu. M y ś l a ł j e d n a k ż e p r z y tem I o swe j n a u c e.Słowa te wzięto później dosłownie, tem więcej,że nie dość wiernie oddano scenę tę w pismach, jakie pozostały po tych, co pisali o życiu i nauce Jezusa Chrystusa, a szczególnie w tych, które z tych wszystkich wybrano, jako znane Wam księgi Nowego Testamentu. I dziś wielu przyjmuje opłatek i wino podczas tak zw. Komunji św. z myślą, że to jest ciało i krew Chrystusa. O, bo też pragnęły tego niskie moce, pragnęły tego usilnie, by istotnie w opłatku tym skupić te cząsteczki ciała, te molekuły, z których Chrystus stworzył sobie ciało widzialne, a wino, by przetworzyć w te cząsteczki, z których składała się krew w Jego ciele, a następnie podawać to stale ludziom z pewnemi im wiadomościami obrządkami, z jedną, i tę, samą, myślą" że ciało i krew Chrystusa spożywać trzeba nie tylko na pamiątkę Jego, lecz dla własnego zbawienia. Mieli nadzieję, że w ten sposób będą, magicznie krzyżować Chrystusa po wieczne czasy i wykonywać nad Nim rytuał śmierci magicznej. Lecz już przy Wieczerzy zmaczaniem i podaniem kawałka chleba Judaszowi dał im niejako do zrozumienia: "O, nie moje ciało jeść, ani
moją, krew pić będziecie, ale to, co sobie sami zgotujecie." Przy myśli "pić", spojrzał na krew rozlaną, na stole, a przy podawaniu chleba myślał o opłatku. Wziął Judasz z ręki Jezusa ów kawałek chleba, lecz wówczas już piekło nie ukrywało swego oblicza. I nagle zobaczyli uczniowie, jak twarz Judasza straszliwie się wykrzywiła, wszystkie mięśnie się
naprężyły, jakby chciał wszystko łamać i niszczyć naokoło siebie. Wspomnieli też o tem i uczniowie, chociaż tylko w skrócie, gdy uwieczniali swoje spostrzeżenia na papierze. *)
Mówię,c głośno: "Co masz czynić, czyń rychło", dawał Chrystus do zrozumienia wszystkim mocom piekieł, że stoi niewzruszenie i że się nie lęka, ale że tylko to przyjmie, co już przed Swojem zrodzeniem przyjął na siebie. Bo Judasz wyczekiwał przy stole, skoro wino w kielichu Chrystusa pienić się zacznie i w krew się zamieni. Maleńki biały opłatek...
I jeszcze inny cel przyświecał przywódcom piekieł. Przez stworzenie i ciągłe stwarzanie o ile możności na całej kuli ziemskiej fluidarnego ciała Chrystusa i Jego krwi, utajonych w opłatku i winie, na to, by były spożywane przez mieszkańców ziemi a następnie poddane tym samym procesom trawienia, jak wszelkie inne pokarmy,
pragnęli znieświęcić i podporządkować swej złej sile te naj czystsze cząsteczki. Sądzili więc, że w ten sposób opłatek ten będzie też i postrachem dla duchów, któreby jeszcze kiedy zechciały zbliżyć się ku ziemi dla nauczania ludzi o lepszem życiu i budzenia w nich świadomości o Ojcu i inne m królestwie, innej ojczyźnie, gdzie niema łez ani trwogi, gdzie niema niepewności życia, ni lęku przed śmiercią; podobnie jak ukrzyżowanie na ziemi miało być nauczką, dla wszystkich, co Go słuchali i chcieli słuchać, że za swoją, wiarę w lepsze życie w Bogu, o jakiem On ich uczył, będą, prześladowani do ostatniego tchu w ciele, a nawet i w zaświecie, gdzie tylko moc ich sięgnie.Lecz i tu rachuby ich zawiodły, boć wielu ludzi przyjmuje go z szczerą wiarą,. Miłością, i wiarą, w Jezusa nie znieświęcą, Jego ciała i ten opłatek nie łączy się z tem, czego sobie życzyło piekło. Tyle
tylko zyskało, że bądź co bądź umysł tych ludzi zasuwa się jakby mgłę,. Ich mylne pojęcia, stwarzane wraz z westchnieniami: "Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie!" oszałamiają, ich. Każde takie spożycie opłatka działa jak narkotyk, dający sztuczne upojenie, wrażenie iż zbliżyli się do spraw bożych, a w rzeczywistości pozostawiający ich nadal w nieświadomości tychże spraw.I mały opłatek, wkładany jest przez księży w usta ludzi. Piekło pragnęło, by było na ziemi jak najwięcej takich księży, którzyby, dobrze płatni, tylko za pieniądze pełnili swoje funkcje, sami w nie nie wierząc. Lecz często, bardzo często, a można rzec, przeważnie, ksiądz, spełniając tę misję, powierzoną, sobie przez innych, podaje ten opłatek wiernym, myśląc przytem o Bogu i wysyłając życzenie, żeby ludzie umiłowali Jezusa i nie grzeszyli więcej. Tem samem nada- remnie wyczekuje piekło, by zdobyć przeważającą liczbę księży, któzyby z uśmiechem niewiary podawali ten opłatek, a tem samem zaważali na szali niewiary, dając w ten sposób możność piekłu spróbowania jeszcze szczęścia, chociaż już może w spóźnionym i niewłaściwym dla niego czasie.. Chciwie też patrzą, i patrzyły niskie moce na polach bitew, jak ksiądz udziela komunji św. konającym. Nie chciały jawnie wystąpić, by lud nie zrozumiał, jak dalece pozostaje pod ich wpływem; to też
nie mogę, więcej zrobić ponad to, że w milczeniu przyglądają się, jak konający przyjmuje ten opłatek, ciało Boga, mając ręce zbryzgane krwią, bliźniego swego. (C. d. n.)
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Pablo diaz » 31 maja 2014, 19:21

Część 3.
A gdy było po Wieczerzy, wyszedł Jezus z uczniami Swoimi na górę Oliwną" by się tam pomodlić. Wszak zbliżała się godzina Jego męki, zbliżała się owa chwila, w której zawisnąć miał na krzyżu, jak mówicie, za nasze grzechy; chwila pełna grozy i rozpaczy dla tych, którzy Go umiłowali; chwila, w której piekło starało się wywołać jak największy zamęt, by tylko za wszelką, cenę osłabić wiarę i wywołać szczególnie u uczniów niezrozumienie i zwątpienie w Moc i Miłość Ojca i w Posłannictwo Jego Syna. Widział Chrystus, co piekło przygotowuje dla Niego i Jego uczniów, widział też. jak niewidzialne dla zwykłego oka ręce Złej Woli chciały pojmać uczniów: odtrącić ich duchy' od ciał, a zawładnąwszy niemi, siać przez ich usta zgorszenie wśród wiernych. Widział to wszystko Jezus, to też powiedział do uczniów: C z u w a j c i e i m ó d l c i e s i ę, a b y ś c i e n i e w p a d li
w p o k u s z e n i e i n i e z o s t a l i p o j m a n i - a Sam oddaliwszy się trochę, zaczął się modlić*); modlić także i za Swych uczniów i innych wiernych i niejako żegnać się z wszystkimi, którzy Go dotąd mogli widzieć wzrokiem cielesnym i w Nim Słowo Boże umiłowali. "Jać za nimi proszę, nie za światem proszę, ale za tymi, któreś mi dał; bo
Twoi są. Nie sąć z świata, jako i ja nie jestem z świata. A ja poświęcam samego siebie za nie, aby i oni poświęceni byli w prawdzie. A nie tylko za tymi proszę, lecz i za onymi, którzy przez słowo ich uwierzą w mię." (Ew. św. Jana XVII, 9, 16, 19, 20.) Podczas gdy On modlił się za nich, piekło miotało losy o ich życie, przeglądając ich księgę żywota, gdzie dobrze zanotowane miało niewyrównane jeszcze przewinienia z ich poprzednich bytowań na ziemi. Bo chociaż uczniowie nie należeli do rzędu tych duchów,
które przyczyniły się do stworzenia takich stosunków na ziemi, jakie wtedy panowały, i poszli kiedyś z wolnej swej ojczyzny na świat Z myślą, pomagania tym, co zagrzebywali się w materji, to jednak dzięki grze nieczystych sił Złej Woli wciągnięci zostali w ciągu poprzednich już zrodzeń w różne sceny życia, w których pociekła krew, a oni zaślepieni pozorami sprawiedliwości, nasuwanemi im ze strony niskich Mocy, chwytali za broń. Wszak nawet jeszcze i wtedy, gdy Jezusa pojmano, Piotr, którego ręką, zdołał chwilowo zawładnąć jeden z niskich duchów, w świętem niby oburzeniu dobył miecza, a uderzywszy jednego z tych, którzy Go przyszli pojmać, odciął mu ucho. A Chrystus powiedział mu: "Włóż miecz swój na miejsce jego, albowiem kto mieczem wojuje, od miecza zginie. Nie znalazłszy w księdze życia dostatecznych przyczyn do wymordowania, względnie unieszkodliwienia ich wszystkich według swej własnej woli i widząc, że Chrystus jeden i drugi ich plan już przekreślił, zgarnęli przywódcy piekieł wszystkie przewinienia ucz-
niów i wiernych, jakie znaleźli, do jednego kielicha i podsunęli Mu go w ciągu modlitwy. - Jeśli Ty chcesz ich wybawić, to ponieść musisz wszystkie cierpienia, jakie oni mieli ponieść. A On, ujrzawszy te ich nowe plany, ten kielich goryczy, wypełniony po brzegi krwią" nie prosił Boga, aby Mu został odjętym, jak to podają, wasze księgi, ale prosił, by wypić go mógł do dna. Przejął więc na Siebie resztę najcięższej karmy Swych uczniów i wiernych, jaka jeszcze na nich ciążyła i modlił się: - O j c z e Mój, jeśli m o ż n a, p o z w ó m i w y p i ć d o d n a t e n k i e li c h g o r y c z y. I zaczął pocić się krwią, odczuwając ogromną mękę i wszystkie cierpienia, jakie spaść miały na uczniów.
A uczniowie? Nie zastanawiając się głębiej nad znaczeniem słów, jakie im powiedział Jezus na odchodnem i nie myśląc o swych dawnych, jeszcze nie wyrównanych grzechach, byli pewni, że już sama obecność Chrystusa wystarcza, by bez obawy przed jakimkolwiek nieprzyjacielem zasnąć. I - nie czuwali, ani się nie modlili. A szatan już się o to postarał, by im narzucić twardy sen. I - zasnęli.Kiedy jednakże przywódcy piekła zobaczyli, że Chrystus bierze ten kielich na Siebie z niewzruszonym spokojem, przelękli się, że w ten sposób uczniowie będą, już zupełnie oczyszczeni i że oni musieliby się ich bać w przyszłości tak, jak obecnie boją, się Chrystusa, - szybko zaczęli ich budzić ze snu, by któryś Z nich przypadkiem nie zobaczył wzrokiem ducha podczas snu, co Jezus w tej chwili dla nich czyni, tem więcej, że jak zaobserwowali, ten i ów z nich ujrzał już ów kielich, który oni podsunęli Chrystusowi do wypicia, a nie- jeden ujrzał także i inne świetlane duchy, które modliły się razem z Jezusem. Szybko więc zaczęli budzić uczniów, narzucając im równocześnie tuż przed zbudzeniem się w ich zwykłej świadomości, dla zatarcia poprzedniego widzenia, inny obraz: że kielich goryczy przyniosły Mu anioły od Boga i że wypić go musi aż do dna, bo taka jest wola Ojca. A wskazując im równocześnie na spoconego krwią, Jezusa, sugerowali im: ,,0, widzicie, jak boi się śmierci, którą, sam sobie przepowiedział A Bóg go opuścił. Wszak słyszeliście, jak przed chwilą, prosił: Panie, odejmij ten kielich ode mnie." Strwożyli się uczniowie, zobaczywszy Jezusa, pocącego się krwią i uwierzyli po części w to, co im piekło sugerowało. Nic więc dziwnego, że m y l n i e *) zobrazowali później ten moment, gdy pisali o cierpieniach Jezusa na górze Oliwnej.*) Według Ew. św. Mateusza XXXV: 36. Tedy przyszedł Jezus z nimi na miejsce, które zwano Gietsemane i rzekł uczniom: Siądźcież tu, aż odszedłszy, będę się tam modlił. , - 37. A wziąwszy z Sobą Piotra i dwóch synów Zebedeuszowych, począł się smęcić i tęsknić. 38. Tedy im rzekł Jezus: Smętna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcież
tu a czujcie ze mną. 39. A postąpiwszy trochę, padł na oblicze Swoje, modląc się i mówiąc: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako ja chcę, ale jak Ty. Według św. Łukasza XXII: 42. Ojcze, jeśli chcesz, przenieś ode mnie ten kielich. A wszakże nie moja, ale Twoja wola niechaj sję stanie. 43. I ukazał mu się Anioł z nieba posilający go. 44. Ale będąc w boju, gorliwiej się modlił, a był pot jego jako krople krwi ściekające na ziemię. . (podobnie wew. św. Marka: patrz Rozdział XIV, 35, 36.)
Widział Jezus dobrze, co niskie duchy sugerują, we śnie uczniom i dwa razy w ciągu modlitwy wracał do uczniów, by przerywać nasuwane im obrazy. To też odezwał się do nich ponownie: "Tak żeście nie mogli przez jedną godzinę czuć ze mną? Czujcież i módlcie się, byście nie weszli w pokuszenie; duch ci jest ochotny, ale ciało mdłe." (Mat. XXVI 40, 41.) - I po raz trzeci zostali zahypnotyzowani, bo znów nowy obraz chciały im niskie Moce nasunąć. Ale Chrystus przystąpił ku nim i powiedział: "Śpijcież już i odpoczywajcie". *) Powiedzeniem tem rozprószył wpływy hypnotyczne z ich powiek i mocą, Swojej woli dał im spokój ducha, spokojny sen, w którym naczerpać mieli siły do zbliżającej się walki, by ich nie mogły podejść niskie Moce tak, jak to wciąz jeszcze pragnęły uczynić. Gdyby uczniowie byli czuwali i w tej tak ważnej chwili modlili się razem z Chrystusem, pewnieby W" kielichu krwią, napełnionym ujrzeli swoją, przeszłość i zrozumieliby, co Chrystus dla nich czyni. A widzenie ich żywotów z przeszłości mogłoby im być wielkiem
ostrzeżeniem nie tylko na ówczesne życie, ale i na daleką przyszłość. Ich wola skłaniała się ku dobremu, ale wysiłki przywódców piekieł były też wielkie. Wszak przez przyjście Chrystusa na świat podważone zostało królestwo tychże na ziemi, a obawiają,c się, by zupełnie nie runęło, zakreślali coraz nowe plany przeciwko tym przedewszystkiem, którzy mogli być dla nich niebezpieczni. To też ponownie zaczęli sugerować każdemu z uczniów z osobna, że Chrystus jawnie przyznaje się, że kielich ten wypić musiał do dna i że cierpień zadawanych Mu nie da się ominąć, gdyż taka jest wola Boga. Wmówić im w ten sposób chcieli, że wszyscy powinni przyjąć dobrowolnie na siebie śmierć i że i innych wiernych mają, też nawoływać, by opuścili świat ten wraz z Jezusem i poszli do Ojca niebieskiego. Przecież tak nauczał sam Jezus: "Jeśli kto chce iść za mną" niechajże samego siebie zaprze, a weźmie krzyż swój i naśladuje mię."1) A właśnie teraz nadchodzi ta chwila i oni również powinni się dać wszyscy ukrzyżować. Tymczasem przybył Judasz z całą, zgrają, siepaczy z mieczami i kijami.... A uczniowie pierzchli od Chrystusa, bo nagle ujrzeli wzrokiem ducha, jakiemi potęgami piekieł otoczony jest Chrystus
i przelękli się, nie tyle tych siepaczy, którzy przyszli, by Go pojmać, ile groźniejszych od nich ciemnych postaci duchowych. Jedynie Piotr nie uciekł, ale przedzierał się przez tłumy aż na miejsce ukrzyżowania. . W drodze jednakże osaczyły go Złe Moce. A kiedy zapytywano go, czy zna Jezusa, trzy razy się Go zaparł, a nawet zaczął przysięgać i zaklina się, że Go nie zna; tak przynajmniej czytacie w pamjętnikach, jakie pozostawili po sobie uczniowie . Czyż to prawda? Czyżby Piotr, miłujący Chrystusa, mógł aż za- klęciem zaprzeć się Go? Gdyby aż tak nie wierzył w boskie posłannictwo Jezusa, czyżby szedł za Nim wśród tego piekła nienawiści, jakie już się rozpętało? A jednak mówi się tu o zdradzie Piotra, o jego trzykrotnem zaparciu się. Jak Pismo głosi, miał Chrystus powiedzieć do Piotra: ,,Zaprawdę powiadam tobie, iż dziś, tej nocy pierwej niż kur zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz,,. Czyż tak się miało stać? Chrystus trochę inaczej powiedział do Piotra, niż to później zapisano w księgach. Powiedział On: "Wpierw nim kur zapieje, trzy razy będą, chcieli zdradzić mnie przez ciebie, byś to niby ty zaparł się mnie wobec ludzi,,. Boć przecież znał Jezus plany piekieł i widział, jak coraz to nowe tworzą, plany i nowe zasadzki przygotowują, dla Niego i uczniów. Widział więc, jak jeden z władców piekieł wśród magicznych zaklęć przyjął na siebie rolę, że trzy razy odpędzi ducha Piotra od jego ciała, choćby na krótką, chwilę i będzie wołał rozpaczliwym i doniosłym głosem przez jego usta: "Nie znam, nie znam Jezusa i nie jestem Jego sługą, ni uczniem!" a inni znów przyjęli na siebie rolę, że za pośrednictwem ludzi podatnych ich sugestji będą się go o to zapytywać. - I rzeczywiście plan ten im się udał, nie w tej mierze jednakże, jak oni tego pragnęli. Gdy bowiem po raz trzeci odpędzi Piotra, od ciała i zawładnęli niem, chcieli przez usta jego głośno urągać Bogu i wyśmiewać posłannictwo Jezusa, by w ten sposób łatwiej wywołać zamęt i osłabiać wiarę w moc i dobroć Boga u ludzi wierzących. Przystanął Jezus i spojrzał tkliwym wzrokiem na ujarzmionego Piotra, uwalniając go z pęt złych duchów. Oko Jego spoczęło również i na tym, co opętywał ciało Piotra, to też nie mógł więcej krzyczeć przez jego usta. A Piotr wróciwszy do swego ciała i spojrzawszy na otaczających jego i Jezusa, spuścił głowę i płakał**), bo widział zdumienie i boleść na twarzach wielu, co go znali; nic dziwnego, wszak oni nie wiedzieli i nie widzieli tego, co go opętał i przez jego usta mówił, myśleli więc, że to Piotr mówił. Lecz w tym zamęcie nie było czasu tłumaczyć się i usprawiedliwiać, tem więcej, że z każdą, chwilą, nastawiali nowe sieci na każdego z wiernych. Teraz dopiero zrozumiał w całej pełni znaczenie słów, jakie powiedział im Jezus w Gietsemane: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie wpadli w pokuszenie i nie zostali pojmani." Jedynym błędem, jaki popełnił Piotr, było to, że zamiast zachować spokój i wiarę niewzruszoną, i stale być myślami przy Bogu, zaczął się poddawać trwodze i niepewności, co się stanie z uczniami, którym nie szczędzono kopnięć ni razów. Obawiał się, że jeżeli dłużej
potrwają, te katusze, to oni upadną, na duchu. Gdyby zamiast drżeć w obawie, zawołał z głębi ducha z ufnością. w przestworza: "Twoja wola, Ojcze, niech się stanie" - nie zdołaliby go nieprzyjaciele pojmać. O, nie opuszczały uczniów niskie Moce, pilnie bacząc, jakby ich pojmać. Całą siłą, dążyły do tego, by przynajmniej w ostatniej chwili
zachwiać u nich wiarę w posłannictwo Syna Bożego, a tem samem i udowodnić, że nawet nie zrozumieli celu Jego przyjścia. I udało im się to częściowo w chwili, gdy Chrystus zawisł na krzyżu. W jaki sposób starało się piekło to osiągnąć? I Wiedzą,c dobrze, że Chrystus nie zstąpi z krzyża, gdyż męki te narzucone przyjął na Siebie dobrowolnie już przed Swojem zrodzeniem, zaczął szatan wołać przez usta powolnych sobie sług na ziemi: Jeśliś jest Syn Boży, zstąp z krzyża. I oto myśl ta, którą na głos wykrzykiwali słudzy piekieł, rzucona z potężną, siłą, i w stronę uczniów, zaczęła się wśród tego zamętu i im udzielać, mimo iż Chrystus w ciągu Swoich rozmów z nimi dostatecznie ich pouczył o rodzaju męk i śmierci jaką miał odejść z tego świata'. A chociaż nie udało się szatanowi opętać ich do tego stopnia, by móc na głos i przez ich usta krzyczeć to samo - to jednak myśli. te zatrzymywali w swojej aurze i spoglądają,c na Chrystusa błagalnym i nieśmiałym wzrokiem, pozwalali im unosić się dalej, ku Niemu, choć w znacznie łagodniejszej formie: "Zstąp z krzyża, Umiłowany, niech to będzie twój ostatni cud!" Bo myśleli sobie: "Niech by zstąpił z krzyża, a potem znów zawisł, jeżeli niema innego wyjścia. "
Na to właśnie czekały moce piekieł. A zbudziwszy żal u niejednego, że On nie wysłuchał ich prośby, rościły już sobie prawo, by garściami rzucać popioły zwątpienia do gorejących miłością, serc. Co prawda nikt z tych uczniów nie pisze wyraźnie o swych ówczesnych zwątpieniach i nasuwanych mu myślach. - Cieszyło się piekło, że przynajmniej w ten sposób udało mu się pojmać uczniów i do tego stopnia zaciemnić Światło Prawdy; cieszyło się, że i w przyszłości uda mu się podsunąć uczniom jeszcze nieraz swoje myśli, gdy pisać będą, o życiu i nauce Jezusa Chrystusa. Wieleby było trzeba o tem wszystkiem pisać i dobrze powiedział Jan: Jest też jeszcze innych wiele rzeczy, które czynił Jezus; które gdyby miały być wszystkie z osobna spisane,tuszę iż sam świat nie mógłby ogarną,ć ksiąg, któreby napisane"były. (Jan' XXI, 25.) Wiele też z własnych duchowych przeżyć sami apostołowie zamilczeli, gdyż ręka ich była ciężka, a język wypowiadał służbę, gdy chcieli o tem mówić lub pisać. Wszak dobrze pilnowało ich piekło w obawie, by królestwo jego do reszty nie zostało podkopane. Ubezwładniało ich hypnotycznym swym wpływem, tak jak wówczas, gdy narzuciło sen na ich powieki i na ich ducha podczas tak bardzo ważnych chwil, jakie nadeszły w ogrodzie Gietsemane, kiedy Chrystus modlił się na górze Oliwnej. - Czuwajcie, kochani, i módlcie się, byście nie wpadli w poku-
szenie i nie zostali pojmani. (C.d.n)
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Pablo diaz » 31 maja 2014, 19:52

Część 4.Ostatnia.
Niesamowity zamęt zapanował na około krzyża, na którym zawisł Jezus; a wśród wiernych: rozpacz, lament i płacz. Płakali, bo umiłowali Go; nie mogli jednakże w całej pełni spojrzeć w głąb swego ducha i zrozumieć, że to ich własne cierpienia odbijają się na krzyżu, cierpienia, które im dopiero będzie trzeba przeżyć. Boć Chrystus nie przyszedł, by nas całkowicie uwolnić od grzechu i cierpień, lecz przyszedł, by nas n a u c z y ć i wskazać nam, jak leczyć ten ból i jak się uwolnić od cierpień. To też powiedział do płaczących
u stóp krzyża: - N i e p ł a c z c i e n a d e m n ą , a l e n a d s o b ą; a w chwilę później: "Ojcze mój, nie opuść ich". Widział bowiem, ile jeszcze będą musieli wycierpieć, nim wypiją do dna swój kielich goryczy wśród zamętu życia, jaki sami zgotowali; i własnemi łzami zmyć winy ze swego ducha i rozjaśnić go miłością, na którą wskazywał im na ziemi, by Nią opromienieni już. sami jasno mogli ujrzeć drogę do Boga, do życia bez cierpień i trosk we wiecznym Spokoju i Radości, gdzie już nie straszą cienie Nocy ni śmierci.
Ale i piekło w dalszym ciągu nie ustawało w swej pracy. Widząc, że na całej linji przegrało, czyniło wysiłki, by w tej tak ważnej dla ludzkości chwili, zachwiać u ludzi wiarę w posłannictwo Syna Bożego. A gdy Ten powiedział: "Ojcze mój, nie opuść ich", już przywódcy Zła wśród tego zamętu, jaki wywołali, z ogromną siłą wszystkim zaczęli sugerować: "O, spójrzcie, jaki On biedny i przez Tego opuszczony, na którego bezgraniczną miłość tyle wam wskazywał; wszak słyszeliście jak mówił: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. " Stąd też ten bodaj największy błąd, jaki się później zakradł do pamiętników, pozostałych po niektórych uczniach.")
Kochani! wiele tajemnic kryje się w ukrzyżowaniu i cierpieniach Chrystusa. Szatan chciał pokazać swoją moc, swoją potęgę i niezłomną wolę, myśląc, że On się pod nią ugnie. A tymczasem Chrystus nie tylko że przyjął na Siebie wszystkie w Jego stronę wymierzone ciosy, ale i wiele cierpień innych ludzi jeszcze na Siebie wziął.
A kiedy Szatan dokonał swego dzieła na ziemi, Chrystus, opuściwszy Swe ciało fizyczne (gdy, jak Pismo mówi, oddał ducha), zstąpił do piekieł, by tam zniszczyć najpotworniejsze i najpotężniejsze myśli, przygotowane do urzeczywistnienia na ziemi. Wszak ostatnie westchnienie na krzyżu uwolniło Jego ducha od zadania, jakie wziął na
Siebie na ziemi jako człowiek. Zachmurzył się horyzont cały, zawyły wiatry, zatrzęsła się ziemia, a skały z ogłuszającym trzaskiem się rozpadały. O, to Chrystus spojrzał na dno piekła, przekreślając plany Złej woli, plany przygotowane na przyszłość. Oko Jego spojrzało także i na duchy, więzione już od wieków w skałach czy drzewach siłą Złej Woli, mocą tak zw. czarnej magji. Zatrzęsły się góry i skały, a różne zaklęcia, przekleństwa i elementarne siły nieczystych myśli wraz z nędznym dorobkiem ludzi i ich
niewidzialnych przyjaciół, jak chmura zasunęły blask słońca i nastała ciemność.Rozsypywały się skały, a uwolnione od wiekowych zaklęć duchy unosiły się w górę w radosnych pląsach, wielbiąc Syna Bożego za Jego miłość. Odłamki zaś i kamienie rozpadających się skał biły i strącały w przepaść tych, którzy nieszczęsnych niegdyś
w skały zaklęli, a obecnie, posłuszni podszeptom szatana, mieli dokonać dzieła zniszczenia. I groby się otwierały, wyrzucając na powierzchnię ziemi resztki niespróchniałych jeszcze kości. To groby dawnych królów, możnych władców, czy też kapłanów, którzy dzięki Złej Woli odgraniczyli się od Miłości Bożej. Tylko tych grobowce otwierały się, którzy działali ongiś nie tyle z własnej złej woli, ile w nieświadomości, pod sugestywną presją Niskich Mocy, a w ten sposób wolna wola ich była gwałcona. Przez otwarcie się grobów i wyrzucenie resztek kości na powierzchnię ziemi zostały zerwane zaklęcia "wtajemniczonych" i różnych "mistrzów", które już od wieków więziły duchy pogrzebanych.
Uwolnione z magicznych pęt duchy niby wielkich ludzi na ziemi ujrzały cały obraz zgrozy Złej Woli i pychy, w jakiej w swej nieświadomości tak długo tkwili, a która również więziła tyle innych duchów, tak długo w skałach zaklętych.... Śpiący rycerze - to ci, którzy chcieli wskazać innym na przewrotne życie, wskazać, jak należy żyć, by uniknąć męki błędnego tworzenia - zaklęci zostali w skały, góry etc., a klucz zaklęcia wrzucony na dno piekła. A duchy się zradzały i znów odchodziły, zapominając kogo w skały zaklęły.
gdyż świadomość tego odebrali im ci, którzy zawładnąć chcieli nie tylko tym światem, ale i innemi. Klucz ten jednakże został piekłu przez Zbawiciela w onej chwili odjęty. Tak więc Spojrzeniem Swojem przepalił Chrystus wiele potwornych myśli i rozerwał łańcuch, którym chciało się otoczyć, by w przyszłości nikt złączony z wolą bożą nie mógł zajrzeć w ich sprawy i by żaden dobry duch nie mógł już zbliżać się ku ziemi i wysyłać w jej stronę dobrych myśli. Wszak już dawniej w swych zaklęciach, w swych niby prawach zastrzegli sobie: "Najpierw my, a potem dopiero wy możecie rozmawiać z ludźmi na ziemi. To też kusili zawsze ludzi dobrej woli, a potem dopiero popłynąć mogły myśli inne tak, że ludzie odczuwali zawsze i jeszcze odczuwają dwa głosy w sumieniu.Wiele trzebaby było mówić o tych wszystkich zakusach i planach piekieł, a raczej ich przywódców, lecz nie czas teraz na to. Wypadałoby jednak jeszcze wspomnieć choć o tem, że stworzyli też zaklęcie magiczne, wymierzone przeciwko wyznawcom Chrystusa, uwielbiającym Go; postanowili, iż przy mówieniu o Nim, wielbieniu Go, modleniu się do Niego, z jaką siłą ktoś będzie się garnął ku Niemu, z taką siłą zacznie działać to magiczne zaklęcie - i na ciele tego człowieka pojawią się krwawe, bolesne stygmaty, niby otwarte rany, świeżo sztyletem zadane. Chcieli, by taki los spotkał wszystkich, kto kolwiekby szedł ku Niemu i innych nawracał na drogę, którą wskazał Chrystus. Tymczasem i ten ich plan został pokrzyżowanym. Stygmaty męki Pańskiej pojawiają się, ale na ciałach tych tylko ludzi,którzy
byli w jakiejś łączności ze sprawą krzyżowania Chrystusa i przyczynili się wówczas w jakiś sposób do tych cierpień. Są jeszcze i tacy ludzie, którzy potrafią sami dowolnie wywo- ływać na swojem ciele stygmaty krwawe, potrafią nawet spokojnie wisieć na krzyżu. Są to istoty, pozostające w jakiejś łączności z niższemi, demonicznemi mocami, choć same mogą sobie z. tego nie zdawać jasno sprawy, gdyż oko ich nie widzi tych niewidzialnych "przyjaciół"; są jednak do nich podobne swemi zapatrywaniami.Taki człowiek uchodzi u tych nieszczęsnych, tak zwanych złych duchów za głupca, którego używają na ziemi jako pajaca w cyrku; bo i w istocie chodzi mu tylko, jak pajacowi na scenie, o zgarnięcie dla siebie jakiejś kwoty pieniężnej, no i o sławę, że potrafi zrobić coś, czego nie dokażą inni! Spychają go też do tej roli i sami widzowie, którzy go otaczają, żądni po największej części tylko senzacji. Takiemi występami poszczególnych jednostek pragną zaś niższe moce głównie to podkreślić, że wszelkie objawy stygmatów czy u tak zw. świętych, czy u pospolitych ludzi wywoływane są przez njch samych auto sugestywną siłą własnych myśli. Podkreślaniem tego chcą pomieszać wszelkie pojęcia o prawie karmy i reinkarnacji
i wiarę w nie a przedewszystkiem wiarę w Boga. Trzeciego dnia powrócił Chrystus, a oko Jego spoczęło na pieczęci kamienia, którym był grób przywalony. I jakby jasne słońce zaświeciło nocą w okno, tak pod Jego spojrzeniem powstało światło, które spaliło pieczęć; a była to nie pieczęć zwykła, lecz włożona 7. magicznemi zaklęciami. Tak jak niegdyś faraonowie mieli swoje zaklęcia, by nikt nie naruszał ich spokoju w grobowcach, tak tu zawisły na tej pieczęci myśli mędrców i kapłanów którym wola ta była powierzona, by duch nie mógł się przedostać przez tę pieczęć i nie mógł spełnić obietnicy danej uczniom, że trzeciego dnia zmartwychwstanie. A tymczasem światło ducha, Spojrzenie Chrystusa, spaliło pieczęć. Wówczas zaś białe duchy z wielką radością odsunęły kamień, o czem zresztą wspominają także cesarscy strażnicy przy grobie. Ciała jednakże w grobie już nie było, gdyż rozłożył je Sobie w pierwiastki zaraz po włożeniu go do ziemi. I odtąd zjawiał się przez pewien czas oczom ludzi już tylko w ciele fluidarnem, przy- trzymywanem i opromienionem przez Ducha.
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: kalatala » 31 maja 2014, 21:23

Kto to napisał?
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 914
Rejestracja: 28 cze 2012, 19:05
Lokalizacja: Białystok

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Pablo diaz » 31 maja 2014, 21:30

Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: danvue » 01 cze 2014, 09:31

Brzmi ciekawie, ale jak dla mnie mało realistycznie. ;)
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 459
Rejestracja: 12 paź 2013, 17:31

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Krzysztoff » 01 cze 2014, 13:32

delikatnie mówiąc mało wiarygodne, z kilku względów

1. Fragment " I stworzyli plan śmierci krzyżowej dla Niego. Z całą magiczną premedytacją obmyślili każde przybicie gwoździa, każdy cios, by męki te były stokroć okrutniejsze, niż przy śmierci krzyżowej zwyczajnego człowieka." ... sugeruje że plan inkarnacyjny dla Jezusa został stworzony przez szatana.

Jeśli uważamy że Jezus jest duchem wyższym , to z pewnością sam swój plan inkarnacyjny planował .


2. Niepokalane poczęcie ..., - ciężko to nawet skomentować, przypomina mi to "żywoty świętych" pełne cudownych lecz nieprawdopodobnych zdarzeń

3. Pieczętowanie magiczne wejścia ; co chwila jakieś odwołania do magii ...

Reasumując , tekst wygląda jednak na wytwór świadomości pani Plichowej niż na autentyczny przekaz

tak sobie czytam że Hejnał był dosyć mocno zaangażowany w ezoterykę... , jak czytam różne fragmenty to jednak myślę że był dosyć daleko od spirytyzmu Kardeca
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: danvue » 01 cze 2014, 13:36

Czytając o Pani Plichowej stawiałbym bardziej, że był to jakiś oszukańczy Duch. No właśnie, pełno magii, podobnych rzeczy.. Jakoś nie przekonuje mnie to.
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 459
Rejestracja: 12 paź 2013, 17:31

Re: Głosy z Górnych Sfer Duchowych -cz.1,2...

Postautor: Nikita » 02 cze 2014, 13:45

Postac pani Pilchowej jest bardzo ciekawa: http://www.kalendarz.bielsko.biala.pl/a ... ca-z-wisly
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Następna

Wróć do Literatura spirytystyczna

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości