sobie wykalkulowałam, że homoseksualizm i transseksualzim de facto mogą wynikać z tego samego - znacznie wolniejszej przemiany duchowej niż cielesnej. Ma sens? Wg mnie ma.
Takie kalkulacje dają nam proste i, w gruncie rzeczy, wygodne odpowiedzi, dzięki którym możemy poukładać sobie świat. Ale mnie tutaj za wiele rzeczy nie pasuje, dokładnie tak samo jak w KK, a dopiero spirytyzm sprawił, że wszystko nabrało sensu. Nie mam pewności, czy chodzi o płeć, o przyjmowanie ról. Może są inne ważne powody?
1. Załóżmy, że kiedyś ktoś był rasistą do kwadratu, potępiał czarnoskórych, hamował przemiany w postawach społecznych i udoskonalaniu prawa ludzkiego. Umarł z przeświadczeniem, że "murzyn to nie człowiek". Może odrodzić się jako transseksualista/homoseksualista, którego rodzina odrzuci, społeczeństwo wykluczy, a on nic nie będzie mógł z tym zrobić.
Misja: nauczyć się empatii.2. Znamy Annę Grodzką? Znamy. Może to nie jest "męski duch" (czy nikt nie czuje jak absurdalnie, w kontekście spirytyzmu, to brzmi?), może to jest duch, który miał misję - być żywym przykładem tego, że nawet w późniejszym wieku można zmienić swoje życie, że transseksualizm to nie jest największa tragedia na świecie, że można z tym żyć i można być szczęśliwym, a społeczeństwo nie musi się tego obawiać.
Misja: wspierać słabszych.3. Inny scenariusz, mamy inteligentnego ducha o dużych pokładach empatii. Niech wcieli się jako homoseksualistka/homoseksualista w takim środowisku, w którym np. nie będzie mógł stworzyć trwałego związku z mężczyzną, a tym bardziej założyć z nim rodziny. Niech poświęci ten czas na pracę i naukę i zostanie np. naukowcem. Gdyby był heteroseksualny mógłby łatwo, z racji swojej wrażliwości, zająć się domem, a mniej poświęcić na np. nowe odkrycia.
Misja: przyczynić się do postępu ludzkości.I jeśli tak, czy operacje płci nie są w takim razie grzechem?
Na chwilę obecną transseksualizm traktuje się jako zaburzenie, którego formą leczenia jest zmiana płci. Zatem, można rzec, nie powinniśmy np. operować osób niepełnosprawnych, bo "Bóg chciał", aby cierpiały, czy też "same obrały drogę cierpienia" i nie wolno tego zmieniać w imię życia pozaziemskiego.
Ale mój psychoterapeuta namawia mnie, abym to właśnie zaakceptowała i przestała się przejmować, aby właśnie mieć lepsze samopoczucie. A ja odnoszę wrażenie, że nie na tym to życie polega.
Psychoterapeuta pracuje z Twoimi wyrzutami sumienia, a nie lenistwem. Może jak będziesz miała lepsze samopoczucie i nie będziesz miała w sobie poczucia winy, to chętnie zaangażujesz się w jakąś aktywność. Może warto go o to zapytać

Ale przecież to jest z góry ustalone, że ta osoba będzie mieć taki problem. Może właśnie jest to próba lub kara, a zmiana płci wiąże się z jej niewypełnieniem?
Skąd ta pewność?
Luperci postawił bardzo ważne, sensowne pytanie. Mówimy o jakichś karach, cierpieniach, grzechach, powinnościach. Zgadzam się z osobami postulującymi o zaniechanie używania tych terminologii. Co z tego, że dotyczą "naszego kręgu kulturowego", skoro dyskusja w takim tonie prowadzi do arbitralnych ocen (których nie jesteśmy w stanie, będąc na Ziemi, jednoznacznie zweryfikować i potwierdzić). Zamiast rozprawy o zaświatach, o dysputach na temat danego zagadnienia, łatwo uciekamy się do stawiania wyroków i rozkazywania kto jak powinien żyć, jednocześnie sądząc, że "jesteśmy lepsi", bo przecież przeczytaliśmy X książek spirytystycznych i wiemy co jest dobre a co złe. Jak powiedział LF: "życie jest zbyt skomplikowane", ażeby formułować tak łatwo tak poważne sądy.
Logiczne więc jest że czasami pojawiają się duchy które wielokrotnie wcielały się jako mężczyźni i trudno im będzie żyć jako kobieta, nie mniej jest to wymagane dla rozwoju.
Dla mnie to nie jest takie logiczne i oczywiste, to droga na skróty. Co to znaczy "żyć jako kobieta"? Rodzić dzieci, ładnie pachnieć i robić makijaż? A co np. z Joanną D'arc, która mężnie walczyła lepiej niż niejeden facet? Sprzeciwiła się swojej próbie? Duchowy mężczyzna zamknięty w niewieścim ciele? Ile w tej mistycznej powinności bycia kobietą i bycia mężczyzną jest planu Boga, a ile kulturowych uwarunkowań?
Taki duch wciela się więc jako kobieta co ma stanowić jego kolejny stopień w rozwoju i to mamy daną sytuację, czyli ten duch źle się czuje w ciele kobiety, nie mniej dla jego rozwoju jest wymagane by żył jako kobieta i zaczął rozumieć ich położenie. On jednak postanawia zmienić płeć, czyli pierwotny plan na wcielenie lega w gruzach, ten plan jednak będzie musiał powtórzyć ponieważ rozwój musi iść do przodu.
A skąd wiesz, że ma "rozumieć ich położenie" poprzez bycie transseksualnym? Puśćmy wodze fantazji i niech po prostu urodzi się jako kobieta w biednym rejonie Bliskiego Wschodu, niech go-ją kupi jakiś mężczyzna jako kolejną żonę i niech traktuje ją jak "kobietę", a nie jak "człowieka". Trudno o bardziej dobitne wymuszenie "zrozumienia położenia kobiet".
Nie traktował bym transesualizmu jako choroby...
Aktualnie świat nauki twierdzi inaczej:
http://apps.who.int/classifications/icd ... /en#/F64.0Aczkolwiek jest coraz większe lobby, aby wykreślić transseksualizm z listy zaburzeń. Nie z powodów stricte medycznych. Status choroby napiętnuje osoby transseksualne, co przyczynia się do złego ich postrzegania i utrudnieniu adaptacji do środowiska.
Być może brak szacunku dla płci przeciwnej w poprzednim wcieleniu stało się przyczyną zachwiania własnej tożsamości w obecnym. Być może wstręt do własnego ciała jest konsekwencją potępiania innych w tej kwestii.
Załóżmy, że jutro rano budzisz się, z wielkimi owłosionymi łydkami, masz męskie narządy płciowe i mówisz niskim głosem. Jesteś sobie w stanie wyobrazić jak traumatyczny, z punktu widzenia Twojej seksualności i tożsamości jako kobiety, byłby taki poranek? Ze świadomością, że tak będzie do końca życia? Trudno wyobrazić sobie nam życie bez tlenu, bogaczom życie bez luksusu etc. etc. Nasza płeć jest dla nas tak naturalna, że niesamowicie trudno jest się postawić w sytuacji osoby transseksualnej. Możemy żartować "chciałbym mieć piersi i patrzeć na nie w lustrze" czy "zaszalałabym jako mężczyzna". Ale gdyby to życzenie się spełniło, to niejedna osoba przeżyłaby osobistą tragedię.