Bardzo Wam dziękuję, nawet nie wiecie, jak mi miło

Tłumaczyć będę, absolutnie nie ma problemu. Przynajmniej w ten sposób przysłużę się ludzkości
juniperus pisze:Przypomnij sobie, co powiedział na Twój temat mój Opiekun

Izuniu kochana pamiętam, ale to już nieaktualne

Może powiem, o co chodzi, żeby rozjaśnić sytuację.
Wczoraj rano chciałam skontaktować się z moim Opiekunem w sprawie jednej osoby. Chciałam się po prostu dowiedzieć, jak się miewa i nie miała to być informacja dla mnie. Więc zabrałam się do tego, jak zwykle (właściwie nie wiem jak to 'zwykle' powinno wyglądać, bo do tej pory wszystko, co się ze mną działo nie było na moją prośbę. Jak to Krzychu mówi 'telefon dzwonił z tamtej strony').
Mniejsza o większość. Przebieg był taki sam, jak przy innych 'kontaktach' i poczułam, że 'coś' do mnie przyszło. Zaczęłam, więc zadawać pytania i otrzymywałam krótkie, zwięzłe odpowiedzi, jak najbardziej zgodne z duchem Spirytyzmu. (Właściwie to nie przypuszczałam, że w ten sposób zakodowane informacje mogą przebywać, gdzieś w mojej podświadomości, ale nieważne). W sumie miałam już kończyć, gdy coś mnie tknęło i końcówka dialogu przebiegła następująco:
Ja:
Dziękuję, a teraz powiedz mi coś, czego nie wiem, żebym była pewna, że wszystko to dzieje się naprawdę.cisza
Ja:
Powiesz mi coś takiego?Coś:
Nie.Ja:
Dlaczego?Coś:
Bo jestem jedynie wytworem twojej wyobraźni.I szlus. Wszystko ustało. Reszta jest milczeniem
Czuję się źle, bo dopóki sytuacja dotyczyła mnie mogłam sobie rozmawiać z własną podświadomością i żyć w iluzorycznym świecie paranoi. Ale moja arogancja (choć wynikająca z dobrego serca, a nie z jakichkolwiek innych pobudek) sprawiła, że dałam komuś nadzieję, i że tym samym prawdopodobnie skrzywdziłam tę osobę. I mam do siebie ogromny żal. Ale cóż, życie.
Możnaby założyć, na przykład, gdybym bardzo uprzeć się chciała, że przylazł do mnie jakiś byt, który chciał się zabawić moim kosztem. Ale, gdyby tak było, czy spirytystycznie logiczną konsekwencją tego, co się wydarzyło nie byłoby pojawienie się mojego Opiekuna, który rozwiałby moje wątpliwości? (pytanie, jak najbardziej retoryczne).
Z drugiej strony nie bardzo rozumiem mechanizm całej tej sytuacji, która pozwoliła mi wierzyć, że mam jakieś 'parazdolności'. Zawsze bałam się duchów, ostatnia rzecz o jakiej bym marzyła to kontakt z nimi. Nigdy, nawet w najśmielszych snach, nie przypuszczałabym, że mogę być medium, bo, że tak kolokwialnie powiem, nigdy nie była to 'moja broszka'. Więc nie rozumiem skąd w mojej podświadomości wygenerowały się wszystkie sytuacje, które miały miejsce do tej pory?

Nigdy tego nie potrzebowałam. Ba, żeby było śmieszniej, gdy zaczęłam 'odczuwać' chciałam zrobić wszystko, by wyeliminować 'to' z mojego życia. Racjonalizowałam na wszystkie możliwe sposoby, czasem nawet sama będąc zaskoczona, że można się aż tak daleko w racjonalizacji posunąć

W świetle tego wszystkiego, gdy analizuję sytuację, która miała miejsce na spotkaniu (gdy przyszedł Duch Marty, a ja później skonfrontowałam to z odczuciami Izy i potwierdziła, że owszem, duch Marty był na spotkaniu) dochodzę do wniosku, że może Iza uległa mojej sugestii? (przepraszam Izuś, nie poddaję tu w wątpliwość Twoich zdolności tylko moje

). Z drugiej jednak strony zbyt wiele szczegółów się zgadzało. Nie wiem, kochani. Chyba po prostu za bardzo się w tym wszystkim rozpędziłam, więc pora wcisnąć hamulec
I przepraszam jeśli ktokolwiek przez moje posty został wprowadzony w błąd. Nadal wierzę w ideę Spirytyzmu i będę starała się zgodnie z nią żyć (tak jak czyniłam to do tej pory), ale nie wierzę, że jestem medium i nie wierzę, że mam jakiekolwiek zdolności. Zaczynam natomiast myśleć, że powinnam się przebadać, bo coś z moją głową nie tak
