Bóg mógłby być jednocześnie przyczyną i skutkiem, odnosząc się dość półsłówkowo do kantowskiego ujęcia zagadnienia determinizmu i charakterystycznego dość "spiętrzenie wody jest przyczyną szklanki".
Mniejsza jednak z Kantem, już wcześniej (i chyba dość trafniej, bo i w odniesieniu do tego konkretnego zagadnienia) rozważał to Plotyn. Cytując z tłumaczenia Krokiewicza: "Otóż wszystkie te jestestwa są Nim i nie Nim, Nim bo z Niego, a nie Nim, bo On dał, pozostając Sobą w Sobie". Jedno z moich ulubionych wyrażeń Plotyna- brzmi jak jakaś onomatopeja, a treść jest ujęciem emanacji i w ogóle całego neoplatonizmu... w jednym zdaniu.
Dla zainteresowanych- Enneada V.II.I, oraz po prawdzie w charakterze uzupełnienia wymienionej- Enneada VI.IX.I.
Aż się prosi... przyjmijcie Dobro za arche i zobaczcie co się w tym układzie dzieje, zadajcie ponownie pytania z rozmowy...
Może być jednocześnie przyczyną i skutkiem o tyle, o ile ojciec jest przyczyną syna (bo go spłodził), a syn jest przyczyną ojca (bo jako spłodzony przez tego mężczyznę- daje mu "tytuł" ojca swoim istnieniem).
W rezultacie circulum zachodzi i jest zgodne z naszym poznaniem... niebezpieczeństwo (w fizyce i matematyce z resztą też) pojawia się przy zerze i nieskończoności, do których tutaj się odnosimy. Trochę boję się zagłębiać w tę tematykę, więc minimalistycznie przypomnę o takich filozofach jak Spinoza, Leibniz, Zenon z Kition, Hegel (sic!), Berkeley... Myślę, że radzili sobie z tym problemem tak, że nie warto o ich rozwiązaniach zapominać.

