autor: Nikita » 05 paź 2012, 11:15
dyskusja sie pieknie rozwinela...
Dla mnie ostatnio to wazny temat. Ja cale moje zycie poszukuje Boga. I dzis wierze w Niego i bardzo mocno chce aby zamieszkal w moim sercu. Bo zycie bez Boga jest puste...i trudne. Kiedys myslalam, ze bycie ateista jest trudniejsze a wiara w Boga to pojscie na latwizne. I sklanialam sie ku agnostycyzmowi. Ale obecnie uwazam, ze zycie bez Boga nie ma sensu. Jest kreceniem sie w kolko.
Jesli popatrzymy na ludy pierwotne to dostrzegamy naturalne polaczenie ich z bostwem i natura. Nasza cywilizacja i rozwoj techniki i nauki oddalila nas od Boga i natury. Dlatego zycie wydaje sie bezsensu. Media przekazuja najczesciej smietnikowe zle wiadomosci...a przeciez na swiecie dzieje sie tez tyle dobrego...tyle wspanialych ludzi jest i taka piekna natura i piekno wokol nas. Trzeba to umiec dostrzec. Trzeba sie otworzyc na piekno tego swiata i nie myslec, ze na swiecie jest tylko zle. Owszem zyjemy w swiecie dualnym, gdzie wpsolistnieje dobro i zlo, pozytywne i negatywne.
Mi sie wydaje, ze w planie boskim bylo nasze potkniecie sie, nasze zejscie na zle sciezki ale zarazem mozliwosc powrotu...juz swiadomego powrotu...bo Bogu chodzi o to aby czlowiek swiadomie do Niego powrocil. Mowi o tym przypowiesc o synu marnotrawnym a talze o zagubionej owcy.
Ten swiat nie jest idealny ale zarazem idealnym miejscem do rozwoju...o tym mowia swieci i mistycy. Gdyby istnialo tylko dobro niemozliwy bylby rozwoj ani wzrost... takze zycie czasem boli ale gdy czlowiek ma juz tego dosc i zaczyna sie budzic to wraca do Boga i nie musi juz cierpiec. Cierpienie jest tylko na jakis czas....gdy skonczy swoje zadanie...odchodzi...
I nieprawda jest , ze dobrzy ludzie cierpia a zli maja sie dobrze. Bo zanm wielu dobrych ludzi , ktorzy zyja w zdrowiu i szczesciu....Trzeba wierzyc i ufac, ze to wszytsko ma sens i cel...i ze kazde cierpienie skonczy sie...
Uff ale sie rozpisalam...i taki dlugi post wyszedl...