Wracając jednak do tematu od pewnego czasu dziwnie się czuję. Mam wrażenie jakby ktoś z niematerialnego świata duchów mnie wołał, ale nie po to bym mu pomogła, ale jakby chciał mnie pociągnąć do siebie. Wyraźnie czuję, jak mnie coś ciągnie na drugą stronę. Opieram się temu, jednak czasem np. dziś uczucie jest tak silne, że trudno mi się go pozbyć. Przy tym przed oczami przewijają mi się dziwne nieznane obrazy, jakby z któregoś z poprzednich wcieleń. Jest tam też duch. Na pewno nie jest to dobry. Nie potrafię określić o co w tym wszystkim chodzi: niby jakaś łąka, stepy pod zachmurzonym niebem, tu nagle ten duch z niezbyt miłą twarzą, który coś do mnie mówi, ale nie słyszę go. I to dziwne uczucie - takie niemiłe. Tak jak większości odczuć zarówno tych dobrych jak i złych, nie potrafię ubrać w słowa, ponieważ nie odbieram ich fizycznie. Ostatnimi czasy moje codzienne życie mocno jest wzbogacone takimi uczuciami. Przewijają się jedne za drugimi, czasem są cudowne, czasem niemiłe niestety. Jedne przez drugie towarzyszą mi, wzmagając się z każdym dniem, przybierając na sile i intensywności. Zaczynam się powoli w tym gubić. Siedząc w tej chwili i pisząc na forum czuję, że wraca do mnie ten dziwny stan z dzisiejszej nocy. Jakby dusza chciała się wyrwać z ciała. I znów to silne uczucie, że coś mnie ciągnie w "zaświaty". Do niedawna myślałam, że może mam umrzeć i tak to odczuwam, teraz wiem, że tu nie chodzi o śmierć. Żyję dalej, jestem zdrowa, a uczucia coraz silniejsze. A może tak właśnie czuje się próbę nawiązania ze mną kontaktu przez kogoś z tamtej strony? Może Wy będziecie wiedzieć co się dzieje...
Pisząc o przeciąganiu na tamtą stronę przypomniałam sobie pewien sen, sprzed kilku lat. Śniła mi się wtedy starsza kobieta, ubrana w biały fartuch, z białą chustką na głowie, która chwyciła mnie za rękę, wyciągnęła z domu babci i ciągnęła na ulicę, by zabił mnie nadjeżdżający samochód. Opierałam się z całej siły, ponieważ nie chciałam umrzeć, a ona mimo, że niziutka miała tak ogromną siłę, że nie mogłam się zatrzymać. Zawlokła mnie i wrzuciła pod samochód. Uderzył mnie z dużą siłą, tak, że wylądowałam w rowie. Obudziwszy się pomyślałam - dziwny sen. Stwierdziłam, że głupoty, mimo, że były bardzo realistyczne. Tak myślałam do dnia, gdy sprzątając u babci znalazłam stare zdjęcie kobiety z mojego snu. Okazało się, że to moja prababcia, która zmarła w domu mojej babci jeszcze przed moimi narodzinami i tym samym, z którego mnie wyciągała we śnie. Dowiedziałam się też, że za życia chodziła na co dzień ubrana tak jak w moim śnie. Nie mam zielonego pojęcia o co jej chodziło.

