Nikita pisze:Wydaje mi sie, ze jestes juz stara i doswiadczona dusza...
To ciekawe, bo zawsze uważałam, że czuję się na dużo starszą niż jestem. Mam wrażenie, jakbym na tym świecie żyła już ze sto lat i tylko odbicie w lustrze wskazuje na fakt, że mam dopiero 29.
Nikita pisze:Moze Twoje dziecko ma alergie na cos co jest w pokoju?
Niestety Nikito ma: jest uczulony na roztocza kurzu domowego, brzozę, sierść psa i orzechy

. Dlatego w domu nie mamy dywanów, zasłon, narzut, tapicerowanych mebli (te, które mamy są drewniane lub pokryte eko-skórą, by można je było wycierać na mokro), psa, a Michasiek śpi na materacu pokrytym specjalnym pokrowcem, który można prać w 90 stopniach. Niestety idzie do przedszkola, a tam nie dość, że chore dzieci to jeszcze pełno pluszaków i ta nieszczęsna wykładzina dywanowa, która ma w sobie tyle kurzu, że szkoda gadać.
Nikita pisze:Co do duchow...to ciekawe, ze one do Ciebie przychodza a Ty je widzisz..
Hmm, mówisz, że to ciekawe... Nie wiem sama, co o tym myśleć. Przyzwyczaiłam się, że tak już jest.Nigdy ich nie przywołuję, same przychodzą. Często się zastanawiam po co? Czego chcą? Sama ich nie przywołuję, bo coś mi mówi, ze nie powinnam tego robić. Zostawiam to tak, jak jest, choć ostatnio szczególnie jeden duszek, którego nazywam złośnikiem, coś za bardzo sobie poczyna, za dużo pozwala i muszę go przeganiać, by nie myślał, że na wszystko się zgadzam. Mam wrażenie, że chętnie zawojowałby moim życiem, a do tego nie mogę dopuścić. Moja dusza należy do mnie i nie byłoby wskazane, by inna nią zawładnęła. Odkąd jednak zaczęłam pisać na tym forum, pojawiła się we mnie chęć wytłumaczenia tego, co jest wokół mnie i co właściwie ze mną się dzieje. Nie mogę się doczekać chwili, gdy przyjdą książki Kardec'a, które zamówiłam. Pewnie wiele mi wyjaśnią. Ja, jak to ja i tak będę kierować się własnymi odczuciami, ponieważ jeszcze mnie nie zawiodły i zawsze okazują się być właściwe, choć nie zawsze ich słucham. Od zawsze miałam tak, że w różnych sytuacjach ktoś mi podpowiadał, co powinnam robić. Nazywałam to sumieniem, choć, gdyby bliżej temu się przyjrzeć, myśli te nie pochodziły ze mnie, ale raczej z zewnątrz, a we mnie były odczytywane. Ostatnio obiecałam sobie, że zacznę się nimi kierować, przestanę je bagatelizować, a będę działać ściśle według nich. Kilka w ostatnich dniach wcieliłam w życie, jak tylko się pojawiły i skutki są niesamowite. Wyostrzyła się moja wrażliwość na świat, ludzi i wszystko, co mnie otacza. Dużo dokładniej odbieram dźwięki, obraz, pojmuję to, co dzieję się wokół. Nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko. Stałam się łagodniejsza. Nagle wiem jak rozmawiać z ludźmi, by mnie słuchali. Lepiej wyczuwam, czego chcą i oczekują, zupełnie jakbym czytała w ich myślach. W żadnym wypadku nie zamierzam wykorzystać tego przeciwko nim, bądź robić pożytku w złych celach. Przełamałam się w końcu i ucięłam sobie krótką pogawędkę z kobietą, która mnie od 3 lat prześladuje. Po raz kolejny jej przebaczyłam, choć wiem, że gdy będzie pijana znów usłyszę od niej obelgi. Zaczęłam inaczej patrzeć na moich winowajców. Nareszcie zrozumiałam, że tak naprawdę tym, co robią, niszczą samych siebie. Nie będę więcej tak brać do siebie, tego, co robią, bo niepotrzebnie pozwalam, by stres mną rządził. Odcisnął on bowiem ogromne piętno na moim zdrowiu. Zrozumiałam nareszcie, że dobrem głęboko zakorzenionym w człowieku można zniszczyć każde, nawet najgorsze zło. Ponieważ w dzisiejszym świecie trudno jest być tym dobrym, wypracowanie w sobie spokoju, zrównoważenia zarówno psychicznego, jak i duchowego, a także pomimo wszystko pozytywnego spojrzenia na każdego człowieka, jest rzeczą ogromnie trudną, wymagającą ciężkiej pracy nad samym sobą. Ja tę pracę jednak rozpoczęłam.
Jeżeli chodzi o tę smutną stronę mojej duszy, znów od kilku dni chodziła za mną myśl, że ktoś umrze. I przyszła dziś wiadomość...
Ta umiejętność nie jest dla mnie łatwa. Wolałabym jej nie mieć. Dzięki niej niestety wiem, że mój ukochany mąż odejdzie młodo... To okropne, tym bardziej, że on też jest o tym przekonany. Nie choruje, ale wiemy oboje, że tak się stanie. Próbuję nie brać tego do siebie, bo bym zwariowała. Wiem też jak ogromnie będę za nim tęsknić, że choć będę pragnąć, by jego dusza została przy mnie, nie będę mogła jej przy sobie trzymać, by dać mu możliwość pójść dalej, dla jego dobra... To nieustawiczna wojna we mnie, którą muszę toczyć każdego dnia, i której trzeba będzie kiedyś stawić czoła.
Od początku naszej znajomości (a jesteśmy razem 10 lat), wiedziałam, że się znamy z poprzedniego wcielenia. On też o tym wie. To się da wyczuć. Poznajesz osobę i od początku czujesz, że jest Ci bliska, że musisz przy niej być. Mijają lata, a Ty upewniasz się w swoim przekonaniu. Po 10 latach nie wkradło się przyzwyczajenie, ani rutyna. Z każdym dniem nie tylko kochamy się coraz bardziej, ale wprost uwielbiamy. Mamy oprócz tego samego wieku, takie samo spojrzenie na świat i ludzi, ten sam gust, jeśli chodzi o urządzenie domu, rozumujemy identycznie. Mój mąż ma niesamowitą aurę, od której, czasem mam wrażenie uzależniłam się. Jest tak silna, że do dziś, gdy łapie mnie za rękę, przechodzi mnie potężny dreszcz po całym ciele, zupełnie jakby wytwarzał ogromne pole magnetyczne wokół siebie. I jest to nie tylko miłość, to coś więcej, jakby niewidzialna, ponadczasowa więź. Dodam, że mój mąż również w dzieciństwie doświadczył spotkań z duchem. Posiada on niezwykłą intuicję. Ze wszystkich znanych mi osób nikt takowej nie ma. Potrafi trafnie wskazać rozwiązanie w każdej sytuacji i nie muszę chyba wspominać, że zawsze wychodzi, że ma rację. Odkąd pamiętam, lgną do niego dzieci, nawet nie go znające. Siadają mu na kolanach, przytulają się, jakby traktowały go jak ojca. Sytuacje takie wprawiają go w zakłopotanie.

Nie zapomnę miny rodziców dziewczynki, którzy przyszli na komunię do bratanka mojego męża. Przyprowadzili 2 córeczki. Młodsza z nich po niedługiej chwili usiadła mojemu Pawłowi na kolanach i przytuliła się. Zupełnie nieznanemu facetowi, którego pierwszy raz widziała na oczy. Nie ukrywam, moje zdziwienie także było duże. Tak samo zachował się mój siostrzeniec, który z winy mojej siostry nie miał z nami kontaktu. Któregoś dnia wybraliśmy się do nich. 4-latek ułożył się na kolanach Pawła, chwycił do wpół i z całej siły przytulał się. Po 20 min mąż próbował się uwolnić, ale maluch nie chciał go puścić. Widząc jak odjeżdżamy bardzo płakał. Być może dzieci również odczuwają w Pawle to, co ja. Ciekawym jest fakt, że ludzie bardzo lubią mu się zwierzać ze swoich kłopotów. Tak było od zawsze.
Pamiętam mój mąż, kiedy pierwszy raz mnie zobaczył, przysiągł sobie, że będę jego

Ciekawe, ale ja spośród czworga przedstawiających mi się ludzi, zapamiętałam tylko jego, ponieważ tylko on zwrócił moją uwagę. Być może nasze cechy spowodowały, że nadal czujemy się w swoim towarzystwie świetnie, rozumiemy się bez słów.
Ale pomieszałam wątek
