Życie wśród dusz

Nasze opowieści, o tym jak Spirytyzm zmienił nasze spojrzenie na życie...

Re: Życie wśród dusz

Postautor: Zbyszek » 04 sty 2013, 19:27

Witam cie serdecznie Iza.

juniperus pisze: Czasem mam wrażenie, że w coś się ze mną bawią. Ponieważ przyzwyczaiłam się do ich obecności postanowiłam zrobić o krok do przodu. I to był chyba błąd... Powiedziałam rozbawiona do niego: no chodź do mnie. Po chwili ogarnął mnie nagły tak potworny ból głowy, że mnie zamroczyło. Jednocześnie poczułam duży ucisk na karku, jakby ktoś na nim siedział. Szczerze mówiąc pierwszy raz poczułam coś takiego. Nie wiedzieć dlaczego od razu przyszło mi do głowy, że to ta duszyczka. Powiedziałam stanowczo: zejdź ze mnie! Ból i ucisk minął w jednej chwili. I co o tym myślicie? Mnie jak na razie odechciało się je zapraszać.

Nie powtarzaj tego więcej. Duch odebrał słowa „no chodź do mnie” , jako pozwolenie, do przejęcia twojego ciała/ inkorporacji/. W ten sposób medium, podczas seansów mediumicznych zaprasza, ducha do manifestacji. Jest to bardzo niebezpieczne, gdy się jest samemu, albo kiedy osoba towarzysząca nie wie, co się dzieje. Mogą wystąpić problemy z obudzeniem medium i duch przejmuje kontrole nad ciałem. Niektóre osoby z podobnymi zdolnościami jak twoje, przekonało się o tym, odzyskując świadomość w miejscach zaskakujących, nie wiedząc jak tam się znaleźli.
Na pewno nie spodoba ci się to, ale duch który dokonał tego jest duchem niskim. Duchy o statusie wyższym, nie robią czegoś takiego, gdyż znają lepiej ten temat. Polecam ci przeczytanie Teorii Spirytystycznej Allana Kardeca, ona wyjaśni ci dużo rzeczy.
Zbyszek
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 642
Rejestracja: 19 lis 2010, 00:01
Lokalizacja: Madryt

Re: Życie wśród dusz

Postautor: Krzysztoff » 04 sty 2013, 19:39

Iza
Spirytyści organizują się w grupy które wspierają się wzajemnie w rozwoju moralnym i duchowym, studiujemy spirytystyczne dzieła , dyskutujemy , rozmawiamy , nie ma tutaj relacji mistrz- uczeń (chociaż wiadomo że niektórzy wiedzą więcej niż inni- początkujący) , raczej dzielenie się wiedzą , zgłębianie ...

Konrad raz na jakiś czas organizuje spotkania z gośćmi z zagranicy - moralnymi autorytetami jak Divaldo Franco (medium) od których możesz się dowiedzieć więcej na takim spotkaniu

Gdy grupa osiągnie dojrzałość przekształca się w centrum spirytystyczne - rozpoczyna pracę mediumiczną i działania mające na celu pomoc innym.

Szczególnie ważne jest by grupę tworzyły osoby poważnie nastawione do rozwoju , pracy na rzecz innych ...

Ważne jest też zapoznanie się z teorią (lub doktryną) spirytystyczną, żeby lepiej rozumieć co się dzieje i generalnie to co mówisz w większości z tą teorią jest zbieżne natomiast warto przeczytać najważniejsze spirytystyczne książki "Księgę Duchów" , "Ewangelię według spirytyzmu", "Księgę Mediów"

Jest w końcu to forum na którym są ludzie którzy mają dużą wiedzę jak Zbyszek który uczestniczy w pracach spirytystycznej grupy za granicą.

ps. ooo :) o wilku mowa :)
pozdrawiam
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Życie wśród dusz

Postautor: atalia » 04 sty 2013, 22:28

Tak, wiem :) też jestem miłosniczką roślin ( i jeszcze wielu innych rzeczy).
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Re: Życie wśród dusz

Postautor: juniperus » 05 sty 2013, 15:25

Zbyszek pisze:Nie powtarzaj tego więcej. Duch odebrał słowa „no chodź do mnie” , jako pozwolenie, do przejęcia twojego ciała/ inkorporacji/.

Masz rację. Szybko się zorientowałam, że to był błąd. Nie miałam pojęcia, że aż tak łatwo do niego przemówić i tak szybko mnie posłucha. Jeśli chodzi o zakwalifikowanie tej duszy, odebrałam go jako pośredniego. Nie był to dobry duch, jakie obok mnie często się pojawiają, ale nie był też na wskroś zły. Mam wrażenie, jakby lubił robić sobie żarty i chciał się ze mną droczyć. Jest w nim jednak coś niepokojącego, czego nie potrafię opisać. Nie boję się go, ale na wspomnienie o nim jakoś dziwnie mi się robi. No cóż trzeba czasem dostać po przysłowiowym tyłku, by czegoś się nauczyć. Właśnie zamówiłam sobie lekturki Kardec'a i jak tylko przyjdą zacznę czytać, by się nie wpędzić w niezłe kłopoty. Chyba pora coś zrobić z moimi umiejętnościami. Póki co, nie będę się wychylać z żadnymi propozycjami w stronę moich towarzyszy. Od wczoraj zaczęłam pracować nad zacieśnianiem relacji z moim Opiekunem. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Pamiętam jako 20-latka często zadawałam pytanie i "ktoś" mi na nie odpowiadał. Najpierw myślałam, że to mój zdrowy rozsądek :lol: później, że Bóg, a teraz myślę, że to Opiekun. Teoria zdrowego rozsądku szybko upadła po tym, jak któregoś razu wpadł mi do głowy sposób rozwiązania jakiejś sprawy, który wydawał mi się bardzo dobry (dziś nie pamiętam szczegółów), spojrzałam w Niebo mówiąc: i co o tym myślisz? Usłyszałam w głowie: "głupi pomysł". Ale byłam zaskoczona :D Wtedy stwierdziłam,że sama sobie na pytanie nie odpowiadam, tylko ktoś to robi. Później praktykowałam ten sposób dowiadywania się, jak powinnam postąpić i w życiu nieźle na tym wychodzę.
Jeśli chodzi o złe chwile i porażki nauczyłam nimi się nie przejmować i przyjmować je za konieczne. Na własnych doświadczeniach doszłam do wniosku, że za każdym razem gdy spotyka mnie przykrość, zawsze później wychodzi mi to na dobre. Okazuje się bowiem, że czasem muszę coś stracić lub poświęcić, by po pewnym czasie otrzymać coś znacznie wartościowszego. I to się sprawdza za każdym razem. Za ciężkie chwile zawsze otrzymuję nagrodę.

Podsumowując całość: im więcej dla niektórych dziwnych rzeczy, dzieje się wokół mnie, tym bardziej mnie to wciąga. Czuję, że muszę iść tą drogą...
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: Życie wśród dusz

Postautor: juniperus » 05 sty 2013, 18:33

Patrzę na klawiaturę i zastanawiam się, jak to opisać...
Może zacznę od początku...
Siedząc na poddaszu mojego domu usłyszałam, ze coś spadło na dole, robiąc spory hałas. Zeszłam, ale wszystko było na miejscu. Chodząc po pomieszczeniach mignął mi się duch. Miał ciemny kolor, ale był bardzo rozmazany, bez konkretnego kształtu. Weszłam do łazienki i zobaczyłam w lustrze odbicie salonu ponieważ widać go patrząc pod kątem. Duch latał pod sufitem. Przez chwilę na siłę tłumaczyłam sobie, że może jakieś załamanie cienia w lustrze i tak mi się wydaje. Czasem rozum nakazuje mi usilnie sobie tłumaczyć, że to co widzę to nie duchy, ale wewnętrzna pewność zawsze bierze górę. Powiedziałam do niego najbardziej jak potrafiłam stanowczym głosem: jesteś w moim domu, to nie twoje miejsce, odejdź stąd. Ostatnią część powtórzyłam jeszcze dwukrotnie. Duch się zbliżył, stanął, a raczej zawisnął za futryną, dzielącą salon i łazienkę, tak, że widać było tylko kawałek. Zrobił się jakby jaśniejszy. Cały czas myślałam tylko, żeby nie okazywać strachu (przeczytałam to na jednym z postów). Co innego duchy, które już troszkę znam, które mi często towarzyszą i które są dobre i łagodne, a co innego ten. Nie znam go, nie wiem czego chce i jakie ma zamiary. Zrobiłam kilka wdechów dla odwagi powiedziałam: nie chowaj się, bo cię widzę, czy czegoś potrzebujesz? Dlaczego nie idziesz tam, gdzie twoje miejsce? I pokazał się. Wyglądał jak półprzezroczysta mgiełka, bez kształtu i barwy. Zawisnął w łazience, gdzie siedziałam, w odległości około 2 m ode mnie. Nie ruszał się. Czułam jak na mnie patrzy, choć nie widziałam twarzy. Serce mi waliło jak głupie. Po raz pierwszy duch mi nie mignął kątem oka, ani nie zniknął gdy odwróciłam głowę. Był cały czas w tym samym miejscu. Uwierzcie mi, czułam się tak dziwnie jak nigdy przedtem. Starałam się nie spanikować, ale puls miałam jeszcze szybszy. Nie wiedziałam co mam zrobić, by sobie poszedł. Nie miałam odwagi przebiec pod nim by uciec z łazienki, choć z drugiej strony wiedziałam, że ucieczka nic nie da, bo niby gdzie mam uciec? Tylko jedna rzecz przyszła mi do głowy. Zamknęłam oczy i zaczęłam błagać swojego opiekuna, by go stamtąd wygonił. Jak otworzyłam oczy duch jeszcze wisiał, więc zamknęłam je ponownie i błagałam jeszcze mocniej, próbując maksymalnie się na tym skoncentrować, jak tylko byłam w stanie. Gdy poczułam ciepło z tyłu głowy i na plecach, jakby światło słoneczne mi je ogrzewało (a przecież mamy pochmurny dzień, bynajmniej u mnie), otworzyłam oczy - duch znikł. Nie macie pojęcia jaka ulga, aż mi się płakać zachciało. Jeśli chodzi o to ciepło, zawsze je czuję, gdy przywołuję swojego Opiekuna. Jednocześnie przy zamkniętych oczach widzę światło. W ten sposób wiem, że przychodzi do mnie. Wieczorem, gdy położę dziecko spać i będę miała ciszę i spokój muszę pomodlić się i "porozmawiać " ze swoim opiekunem, by przepędził ducha z domu. Wiem, że o pomoc można prosić również archaniołów, ale nie wiem który konkretnie jest od duchów. Michał na pewno chroni przed złymi ludźmi, więc może jego poproszę. Zawsze to istota nadrzędna, o wyższej sile. Spróbować nie zaszkodzi. Ostatnio zaczęłam prosić Rafaela o zdrowie dla mojego synka, ponieważ ma z nim kłopoty właściwie od czasów ciąży. Nękają go choroby przewlekłe, a przez to ciągle łapie infekcje i stale się dusi. Nie da się opowiedzieć, co czuje matka walcząc dostępnymi środkami, by dziecku minął skurcz krtani i oskrzeli i zaczęło swobodnie oddychać. Straszne jest bieganie w nocy do pokoju dziecka by posłuchać, czy oddycha. To mój największy problem, z którym psychicznie sobie poradzić wcale nie jest łatwo... :(
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: Życie wśród dusz

Postautor: Krzysztoff » 05 sty 2013, 21:52

juniperus pisze: Nękają go choroby przewlekłe, a przez to ciągle łapie infekcje i stale się dusi. Nie da się opowiedzieć, co czuje matka walcząc dostępnymi środkami, by dziecku minął skurcz krtani i oskrzeli i zaczęło swobodnie oddychać. Straszne jest bieganie w nocy do pokoju dziecka by posłuchać, czy oddycha. To mój największy problem, z którym psychicznie sobie poradzić wcale nie jest łatwo... :(

Wiem o czym mowa , mój Piortuś (6 mieś.) już miał dwa razy zapalenie krtani, za pierwszym razem zaliczyliśmy panikę że głowa mała, potworność ...
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Życie wśród dusz

Postautor: Nikita » 09 sty 2013, 20:22

Moze Twoje dziecko ma alergie na cos co jest w pokoju? Lekarze czesto nie rozpoznaja przyczyn choroby...


Co do duchow...to ciekawe, ze one do Ciebie przychodza a Ty je widzisz..
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Życie wśród dusz

Postautor: Nikita » 09 sty 2013, 20:54

Przeczytalam teraz wiecej Twoich postow i przyszla mi pewna mysl a mianowicie, ze moglas sie zajmowac tymi sprawami w poprzednim wcieleniu czy wcieleniach i byc moze mialas kontakt z magia...zaniepokoilo mnie to, ze osoby, ktore Cie krzywdza otrzymuja kare...normalnie prawo karmy tak dziala, ze wszystsko do czlowieka wraca ale tutaj dziala to w przyspieszonym tempie....

Fajnie, ze piszesz na tym forum. Juz dawno nie czytaalm czegos tak interesujacego. Wydaje mi sie, ze jestes juz stara i doswiadczona dusza...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Życie wśród dusz

Postautor: juniperus » 10 sty 2013, 17:46

Nikita pisze:Wydaje mi sie, ze jestes juz stara i doswiadczona dusza...

To ciekawe, bo zawsze uważałam, że czuję się na dużo starszą niż jestem. Mam wrażenie, jakbym na tym świecie żyła już ze sto lat i tylko odbicie w lustrze wskazuje na fakt, że mam dopiero 29. :lol:

Nikita pisze:Moze Twoje dziecko ma alergie na cos co jest w pokoju?

Niestety Nikito ma: jest uczulony na roztocza kurzu domowego, brzozę, sierść psa i orzechy :( . Dlatego w domu nie mamy dywanów, zasłon, narzut, tapicerowanych mebli (te, które mamy są drewniane lub pokryte eko-skórą, by można je było wycierać na mokro), psa, a Michasiek śpi na materacu pokrytym specjalnym pokrowcem, który można prać w 90 stopniach. Niestety idzie do przedszkola, a tam nie dość, że chore dzieci to jeszcze pełno pluszaków i ta nieszczęsna wykładzina dywanowa, która ma w sobie tyle kurzu, że szkoda gadać.


Nikita pisze:Co do duchow...to ciekawe, ze one do Ciebie przychodza a Ty je widzisz..

Hmm, mówisz, że to ciekawe... Nie wiem sama, co o tym myśleć. Przyzwyczaiłam się, że tak już jest.Nigdy ich nie przywołuję, same przychodzą. Często się zastanawiam po co? Czego chcą? Sama ich nie przywołuję, bo coś mi mówi, ze nie powinnam tego robić. Zostawiam to tak, jak jest, choć ostatnio szczególnie jeden duszek, którego nazywam złośnikiem, coś za bardzo sobie poczyna, za dużo pozwala i muszę go przeganiać, by nie myślał, że na wszystko się zgadzam. Mam wrażenie, że chętnie zawojowałby moim życiem, a do tego nie mogę dopuścić. Moja dusza należy do mnie i nie byłoby wskazane, by inna nią zawładnęła. Odkąd jednak zaczęłam pisać na tym forum, pojawiła się we mnie chęć wytłumaczenia tego, co jest wokół mnie i co właściwie ze mną się dzieje. Nie mogę się doczekać chwili, gdy przyjdą książki Kardec'a, które zamówiłam. Pewnie wiele mi wyjaśnią. Ja, jak to ja i tak będę kierować się własnymi odczuciami, ponieważ jeszcze mnie nie zawiodły i zawsze okazują się być właściwe, choć nie zawsze ich słucham. Od zawsze miałam tak, że w różnych sytuacjach ktoś mi podpowiadał, co powinnam robić. Nazywałam to sumieniem, choć, gdyby bliżej temu się przyjrzeć, myśli te nie pochodziły ze mnie, ale raczej z zewnątrz, a we mnie były odczytywane. Ostatnio obiecałam sobie, że zacznę się nimi kierować, przestanę je bagatelizować, a będę działać ściśle według nich. Kilka w ostatnich dniach wcieliłam w życie, jak tylko się pojawiły i skutki są niesamowite. Wyostrzyła się moja wrażliwość na świat, ludzi i wszystko, co mnie otacza. Dużo dokładniej odbieram dźwięki, obraz, pojmuję to, co dzieję się wokół. Nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko. Stałam się łagodniejsza. Nagle wiem jak rozmawiać z ludźmi, by mnie słuchali. Lepiej wyczuwam, czego chcą i oczekują, zupełnie jakbym czytała w ich myślach. W żadnym wypadku nie zamierzam wykorzystać tego przeciwko nim, bądź robić pożytku w złych celach. Przełamałam się w końcu i ucięłam sobie krótką pogawędkę z kobietą, która mnie od 3 lat prześladuje. Po raz kolejny jej przebaczyłam, choć wiem, że gdy będzie pijana znów usłyszę od niej obelgi. Zaczęłam inaczej patrzeć na moich winowajców. Nareszcie zrozumiałam, że tak naprawdę tym, co robią, niszczą samych siebie. Nie będę więcej tak brać do siebie, tego, co robią, bo niepotrzebnie pozwalam, by stres mną rządził. Odcisnął on bowiem ogromne piętno na moim zdrowiu. Zrozumiałam nareszcie, że dobrem głęboko zakorzenionym w człowieku można zniszczyć każde, nawet najgorsze zło. Ponieważ w dzisiejszym świecie trudno jest być tym dobrym, wypracowanie w sobie spokoju, zrównoważenia zarówno psychicznego, jak i duchowego, a także pomimo wszystko pozytywnego spojrzenia na każdego człowieka, jest rzeczą ogromnie trudną, wymagającą ciężkiej pracy nad samym sobą. Ja tę pracę jednak rozpoczęłam.
Jeżeli chodzi o tę smutną stronę mojej duszy, znów od kilku dni chodziła za mną myśl, że ktoś umrze. I przyszła dziś wiadomość...
Ta umiejętność nie jest dla mnie łatwa. Wolałabym jej nie mieć. Dzięki niej niestety wiem, że mój ukochany mąż odejdzie młodo... To okropne, tym bardziej, że on też jest o tym przekonany. Nie choruje, ale wiemy oboje, że tak się stanie. Próbuję nie brać tego do siebie, bo bym zwariowała. Wiem też jak ogromnie będę za nim tęsknić, że choć będę pragnąć, by jego dusza została przy mnie, nie będę mogła jej przy sobie trzymać, by dać mu możliwość pójść dalej, dla jego dobra... To nieustawiczna wojna we mnie, którą muszę toczyć każdego dnia, i której trzeba będzie kiedyś stawić czoła.
Od początku naszej znajomości (a jesteśmy razem 10 lat), wiedziałam, że się znamy z poprzedniego wcielenia. On też o tym wie. To się da wyczuć. Poznajesz osobę i od początku czujesz, że jest Ci bliska, że musisz przy niej być. Mijają lata, a Ty upewniasz się w swoim przekonaniu. Po 10 latach nie wkradło się przyzwyczajenie, ani rutyna. Z każdym dniem nie tylko kochamy się coraz bardziej, ale wprost uwielbiamy. Mamy oprócz tego samego wieku, takie samo spojrzenie na świat i ludzi, ten sam gust, jeśli chodzi o urządzenie domu, rozumujemy identycznie. Mój mąż ma niesamowitą aurę, od której, czasem mam wrażenie uzależniłam się. Jest tak silna, że do dziś, gdy łapie mnie za rękę, przechodzi mnie potężny dreszcz po całym ciele, zupełnie jakby wytwarzał ogromne pole magnetyczne wokół siebie. I jest to nie tylko miłość, to coś więcej, jakby niewidzialna, ponadczasowa więź. Dodam, że mój mąż również w dzieciństwie doświadczył spotkań z duchem. Posiada on niezwykłą intuicję. Ze wszystkich znanych mi osób nikt takowej nie ma. Potrafi trafnie wskazać rozwiązanie w każdej sytuacji i nie muszę chyba wspominać, że zawsze wychodzi, że ma rację. Odkąd pamiętam, lgną do niego dzieci, nawet nie go znające. Siadają mu na kolanach, przytulają się, jakby traktowały go jak ojca. Sytuacje takie wprawiają go w zakłopotanie. :) Nie zapomnę miny rodziców dziewczynki, którzy przyszli na komunię do bratanka mojego męża. Przyprowadzili 2 córeczki. Młodsza z nich po niedługiej chwili usiadła mojemu Pawłowi na kolanach i przytuliła się. Zupełnie nieznanemu facetowi, którego pierwszy raz widziała na oczy. Nie ukrywam, moje zdziwienie także było duże. Tak samo zachował się mój siostrzeniec, który z winy mojej siostry nie miał z nami kontaktu. Któregoś dnia wybraliśmy się do nich. 4-latek ułożył się na kolanach Pawła, chwycił do wpół i z całej siły przytulał się. Po 20 min mąż próbował się uwolnić, ale maluch nie chciał go puścić. Widząc jak odjeżdżamy bardzo płakał. Być może dzieci również odczuwają w Pawle to, co ja. Ciekawym jest fakt, że ludzie bardzo lubią mu się zwierzać ze swoich kłopotów. Tak było od zawsze.
Pamiętam mój mąż, kiedy pierwszy raz mnie zobaczył, przysiągł sobie, że będę jego :lol: Ciekawe, ale ja spośród czworga przedstawiających mi się ludzi, zapamiętałam tylko jego, ponieważ tylko on zwrócił moją uwagę. Być może nasze cechy spowodowały, że nadal czujemy się w swoim towarzystwie świetnie, rozumiemy się bez słów.

Ale pomieszałam wątek :lol:
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 11:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: Życie wśród dusz

Postautor: Nikita » 10 sty 2013, 19:10

To ciekawe: dopiero od wczoraj czytam Twoje posty a juz chce wiecej i wiecej...

Mysle, ze Ty i Twoj maz jestescie bratnimi duszami. I na pewno bardzo zaawansowanymi w rozwoju, starymi duszami, ktore maja za soba juz wiele doswiadczen. Twoj maz wibruje pozytywna energia i dlatego dzieci do niego lgna. Dzieci a takze zwierzeta czuja energie i przychodza do osob pozytywnych, z jasnym umyslem.

To smutne co piszesz o tym przeczuciu, ze maz wczesnie odejdzie z tego swiata. A moze jednak zostanie dluzej? Ale jak odejdzie to bedzie na Ciebie czekac w astralu...

Apropos tych duchow, ktore do Ciebie przychodza. Dzis naszla mnie mysl, ze moze dobrze byloby zrobic oczyszczanie domu...Modlitwa, medytacja, palenie swiec w intencji oczyszczenia energii....moglyby oczyscic energie i spowodowac, ze niskie duchy juz tam nie beda mialy dostepu.

Ja dzis zrobilam oczyszczanie mojej sypialni poniewaz czasami nad ranem lub w snie cos mnie podduszalo....
Przywiozlam swiece z pewnego szczegolnego kosciola, miejsca pielgrzymkowego, w Neviges. Modlilam sie i chodzilam ze swieca po pokoju w intencji oczyszczenia oraz przed kazdym katem robilam znak krzyza i modlilam sie. Wczesniej zrobilam krotka medytacje. I czuje niesamowita pozytywna energie teraz...to dziala. O tym oczyszczaniu powiedziala mi jedna moja przyjaciolka z Rosji...oni wierza, ze takie rzeczy pomagaja...a ja wierze w madrosc ludowa...wiec zrobilam to...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

PoprzedniaNastępna

Wróć do Nasz Spirytyzm

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości