Akurat od jakiegoś czasu sama zaczęłam się zastanawiać nad tym, co się dalej dzieje z osobą, która popełniła samobójstwo. Przyznam się, iż kiedyś sama kilka razy próbowałam odebrać sobie życie. Nie chcę tu Wam opowiadać o szczegółach, bo nie o to chodzi. Chciałam tylko się podzielić z Wami moimi odczuciami, myślami. Otóż w tamtym czasie, kiedy miałam swój jak na razie najgorszy okres w życiu widziałam w odebraniu sobie życia to, co być może wielu przyszłych samobójców widzi - uwolnienie, koniec tych wszystkich przykrych chwil, przeżyć, byłam zrozpaczona, ale nie widziałam innego wyjścia, czułam się niepotrzebna, itp. Nie chciałam przeszkadzać innym i nie była to tylko wymówka. Odkąd pamiętam cierpiałam na brak akceptacji (delikatnie mówiąc).
Hilary pisze:Czy samobójca nie ma do siebie pretensji, jeśli widząc nieskończoność przypomina sobie jak się zabił, choć musiał pocierpieć tylko chwilę dłużej? Sam sobie nie daje spokoju. Czuje, że przez przerwanie próby jest mu źle, a to, że jest to jego głupota tylko pogarsza sprawę.
No właśnie. Teraz, myśląc o tym jakiś czas i patrząc trzeźwo na problem samobójstwa, widzę to trochę inaczej. Mianowicie dopóki Duch jest wcielony i myśli o samobójstwie, to właśnie może mu się wydawać, że jest to jakieś rozwiązanie jego problemów. Kiedy już odbierze sobie życie to rzeczywiście uwalnia się, ale tylko Duch od ciała, bo nagle zdaje sobie sprawę, że chyba nie do końca mu o to chodziło, że chyba nie takiego efektu oczekiwał. Myślał, że skończą się jego udręki, gdy nagle okazuje się, iż te doczesne wcale nie były aż takie ciężkie w porównaniu z tym, co być może sam sobie zgotował samobójstwem. W końcu po to był wcielony, by (jak już wiemy i jak już tu zostało zauważone) czegoś się nauczyć, przejść przez próby, trudności życia cielesnego, tymczasem stchórzył.
Często samobójca tęskni za tymi, których kocha i chciałby wrócić. Znam taki przypadek. Wiem, że ten ktoś dość "wyraźnie" manifestował się swojej bliskiej osobie. Wiem, że był bardzo nieszczęśliwy i zazdrosny. Jednak wiem też, iż jego sytuacja musiała się zmieniać, bo przestał dawać się tak we znaki. Wszystko się uspokoiło, a i ten samobójca zazwyczaj już tylko się śni i jest spokojny, chyba że ma się coś wydarzyć w życiu tamtej bliskiej mu osoby.
Nie zawsze jest tak, że człowiek zabija się do końca świadomie. Są przypadki, kiedy to choroba lub jakieś złe Duchy zatruwają mu życie. Te ostatnie zatruwają mu głównie myśli i namawiają do popełnienia tego czynu.
Być może po ponownym wcieleniu taki Duch (osoby, która się zabiła) odczuwa skutki samobójstwa.
Oczywiście to tylko efekty takich tam moich rozmyślań i uważam też, iż tak długo jak jesteśmy wcieleni nie wiemy tak naprawdę jak to wszystko wygląda po samobójstwie.

Możemy tylko snuć domysły lub/i otrzymywać przesłania od Duchów samobójców, jednak nie zapominajmy, iż każdy z tych Duchów to osobna istota, każdy z nich odebrał sobie życie z różnych przyczyn i dla każdego konsekwencje czynów mogą być inne. Kto wie, być może ktoś z nas również kiedyś popełnił samobójstwo?
Poza tym Boża sprawiedliwość jest inna niż ludzka. Bóg widzi i wie wszystko, ponad to jest miłosierny.
Ojoj... Tak nawiasem, przepraszam że aż tak się rozpisałam...
