autor: Hilary » 16 wrz 2012, 17:48
Cóż... często do mojego pokoju przychodzą Duchy.
Mam wrażenie, że w pewnym sensie uważają to miejsce za dobre miejsce do "odetchnięcia", wiedzą też, że z chęcią bym pomógł jak tylko potrafię i może to czyni mnie dla nich atrakcyjnym... a może uważają, że łatwo mnie zmanipulować i próbują w ten sposób uzyskać moje zaufanie? Nie wiem, ale z pewnością przychodzą i często jest tak, że wchodzę na chwilę do pokoju, czuję się jakbym wszedł do sali konferencyjnej, "kłaniam się" w pozdrowieniu, "pytam" czy mogę jakoś pomóc i jeśli nie poczuję odpowiedzi, to biorę to po co przyszedłem i wychodzę specjalnie się tym nie przejmując. Gdybym się przejmował, to byłoby mi ciężko, bowiem często odczuwam taką obecność i pokrywa się to z relacjami innych (żywych) ludzi, więc nie ma mowy o przypadku.
Wczoraj nie było w zasadzie nic nadzwyczajnego, rozmawiałem z koleżanką, która boi się do tego przyznać, ale widzę, że boi się, że jest chora psychicznie, a jednocześnie wiem, że po prostu ma zdolności mediumiczne. Gdyby była chora- wyczułbym lęk tej osoby w bardzo charakterystyczny, nieprzyjemny sposób... Rozmawialiśmy spokojnie (drogą elektroniczną), nagle pomyślałem o jej matce, zapytałem się czy ona żyje i otrzymałem odpowiedź, że nie. Uznałem, że myśl nie była bezpodstawna i pomodliłem się prosząc Duchy o pomoc jednej i drugiej, oraz jeśli mogę odegrać w tym jakąś rolę- wsparcie dla mnie, bym dał radę. Wspomniana koleżanka unika tematu swojej medialności i bardzo się go boi, ponieważ najpewniej ma doświadczenia ze złośliwymi duchami... na dodatek jeździ na wózku inwalidzkim przez pewien niefortunny wypadek (jak sama prześmiewczo mówi- wypadki chodzą po ludziach, ale ludzie po wypadkach już niekoniecznie), co odbiera pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa.
Wracając do wątku- poczułem już dokładniej, że ktoś jest w pokoju, poczułem, że mogę coś zapisać... spróbowałem "oddać" swoją rękę, by Duch coś zapisał. W ten sposób matka koleżanki (dorosłej kobiety, 10 lat starszej) miałaby możliwość przekazać to, co "na wątrobie leży, do czego chce się przyznać, przeprosić, pocieszyć..." co by pomogło matce. Mi by to pomogło, ponieważ nigdy nie udało mi się zapisać przekazu w sposób czytelny, przekazy zawierały pojedyncze słowa, ponieważ nie umiem (jeszcze?) "oddać" swojej ręki całkowicie. No i byłoby to dodatkowe utwierdzenie w wierze, jesteśmy przecież sceptykami. Pomogłoby to wreszcie trzeciej osobie w tym układzie- jej córce, ponieważ swoje zdolności medialne zaczęłaby postrzegać jako rzeczywiste (słowa, informacje, charakter pisma, styl wypowiedzi w moim przekazie... to byłby dowód dla niej, że medialność to fakt), uwierzyłaby w życie po śmierci, co dałoby oczywiste efekty, no i wreszcie miałaby w pewnym sensie "wszystko wyjaśnione z matką", jeśli tak to można powiedzieć. Padłyby słowa, których z jakiegoś powodu za życia nie było.
Niestety, tym razem również nie było mi dane coś zapisać. Myślę, że muszę popracować nad sobą, ponieważ gdyby nie było takiej możliwości- Duch w ogóle by nie próbował, a ja nie czułbym tego. To moja niedoskonałość utrudnia przekaz, ale wszyscy przecież nad sobą pracujemy.
//Jak już wspominałem- nic efektownego, nic specjalnego. Brak latających przedmiotów, choć i takie ciekawostki bywały. Nie chcę broń Boże uchodzić w tej materii za eksperta, bowiem jest mi bliżej do laika, którego drogi jakoś się układają w tym kierunku- przedstawiam jedynie swoje doświadczenia, a wiem... chciałoby się zacytować Sokratesa- że nic nie wiem.