autor: Hilary » 21 wrz 2012, 21:09
Nikita... nie myśl o samobójstwie. Myśl o tym, że wielu bardzo ciekawych, dobrych, zdolnych i wrażliwych to zrobiło. Myśl też o tym, że wielu zagubionych i nierozumiejących otaczającego ich świata to zrobiło. Często głupich, złych sadystów... Myśl w rezultacie o tych, co popełnili ten błąd, módl się za nich, jeśli czujesz taką potrzebę(z pewnością im pomożesz), ale nie myśl o błędach.
Myślenie o źle powoduje, że czynimy zło- to udowodnione zostało setki razy. Myślenie w tych kategoriach może zasmucać... nie zasmuca myślenie o tym przez pryzmat miłości i współczucia dla tych osób.
Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy. To właśnie z tego powodu błąd, jakim jest samobójstwo- w każdej sytuacji jest rozpatrywany inaczej.
Oddanie za kogoś życia nie jest samobójstwem, lecz poświęceniem dla kogoś- nie jest karane, a nagradzane.
Samobójstwo popełnione by syn uniknął wojska (nie jestem w domu, nie mam pod ręką "Nieba i Piekła" by zacytować i mogę przekręcać delikatnie, sens jednak pozostaje) które grozi synowi i jest niemal jednoznaczne ze śmiercią to i poświęcenie i brak zaufania w plan Boga i nie jest tak mocno karane.
Samobójstwo popełnione z racji nie dawania sobie rady z trudną rzeczywistością jest karane.
Każde przewinienie jest karane zgodnie z wagą, która również wynika z intencji.
Czy nie jest samobójstwem powiedzieć "nie zabijajcie go, zabijcie mnie zamiast tego człowieka"? JEST! A jednak, powiedziane celem ochronienia kogoś staje się poświęceniem i niczym więcej.
Kara jest proporcjonalna i nakładana przez nas samych, nie Boga. Morderca już za życia widzi twarze zabitych... a potem już tylko prawem natury (ustanowionym przez Boga, to fakt) widzi i czuje wyraźniej. Jeśli jednak okaże skruchę- będzie mu lżej i o wiele szybciej to wszystko odejdzie w dal.
Moim zdaniem mamy tutaj kompromis.
Bóg nie byłby dobry, gdyby za zło nie było kary- motoru dla powszechnego postępu, dzięki któremu później nie będziemy cierpieć.
Bóg nie byłby dobry, gdyby za zło byłą wieczna kara- nie dość, że prawo powszechnego postępu gwarantujące późniejsze bycie dobrym człowiekiem i w rezultacie odczuwanie radości szerzej i głębiej- zostałoby "usunięte", to jeszcze osoba chcąca się poprawić- nie zostałaby wysłuchana, Bóg nie byłby więc miłosierny?
Kompromis staje się kompromisem idealnym, gdy kara jest taka i tylko taka na jaką ktoś zasługuje... jest więc całkowicie sprawiedliwa i "twórcza", ponieważ jeśli chcę się poprawić i moje cierpienia się zmniejszą- będę chciał być dobrym bardziej niż przedtem! Na doodatek nie będę cierpiał tak jak ten, co chciałby wciąż czynić zło.
Karę dostosowujemy do siebie sami. Jest idealna, ponieważ wymierzona przez nas samych, nie Boga. Bóg ustanowił prawo, ale to my ściągamy na siebie konsekwencje, które są jasne.
Czy jeśli palę, to Bóg jest zły, bo dostanę raka? Nie! To jest prawo (prawdopodobieństwo, ale uśrednijmy na potrzeby rozmowy) które znamy, toteż nie możemy mieć pretensji do Boga ani o obecność tej kary, ani o jej wymiar... nałożyliśmy to na siebie sami.
A jeśli możemy mieć pretensje do Boga o to, że za palenie czeka nasz kara... zastanówmy się, czy nie jest logicznym, by za niszczenie siebie groziła kara w postaci bycia zniszczonym. Mieć do Boga pretensje o to, co zrobiliśmy?