Witam.
Trafiłam na forum przez przypadek, nie byłam nigdy zainteresowana spirytyzmem, więc nie wiem jakie są założenia tej doktryny, ale gdy zaczęłam czytać i znalazłam ten dział postanowiłam zadać moje pytanie.
Tak więc: moja babcia zmarła na raka, przyjmowała spore dawki insuliny tak więc w ostatnich minutach życia można powiedzieć, że... odleciała. Jednak zrobiła coś co wg kilku przedstawicieli chrześcijaństwa było właśnie tylko i wyłącznie "odlotem", a mianowicie, leżąc na łóżku wyciągała ręce do sufitu i mówiła: "tato! moja mamusiu kochana!"itp. Zachowywała się dokładnie tak jakby widziała zmarłych na suficie. Ok, rozumiem..."odlot", ale jeśli rzeczywiście byłaby to tylko insulina to mogłaby wywoływać osoby, które kochała, ale nie, bo wywoływała imiona tylko osób, które nie żyją. Zakładam, że matka kochająca własne dziecko i męża, znająca całą zmarłą rodzinę, mogłaby zawołać również tych siedzących obok niej... pomimo zwidów. Jednak kiedy zaczęła wołać/widzieć zmarłych nie wymieniła już imienia nikogo z żyjących.
Co o tym sądzicie? Czy myślicie, że zmarli bliscy przychodzą po nas? A może zawsze gdzieś są obok?

