czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: Kacper23232 » 16 kwie 2012, 15:44

Mianowicie pozyskuje on tylko informację od duchów ziemskich czyli tych niskich, właśnie takich jak my, w związku z tym jego spektrum pozyskanych informacji może być zawężone przez nasze odczucia jako niższych duchów co może negatywnie wpływać na właściwą ocenę sytuacji , no chyba że pozyskuje również drogą mediumiczną informację z różnych źródeł i je porównuje

Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Po pierwsze na Ziemi jest wiele różnych dusz i tu nie chodzi wyłącznie o poziom rozwoju ,ponieważ dusza może być ,,stara" i inkarnować na Ziemi od niedawna (tzw dusze hybrydowe które doświadczenia zbierały w innych światach fizycznych ,mentalnych). Co do poziomu postrzegania ,gdyby były jakieś ,,kary" dla ,,samobójców" i opisanie tych kar zależało od poziomu rozwoju duszy to relacje dusz które w ciele popełni samobójstwo były by ,,niespójne" ze sobą . W książkach Dr.Newtona są 3 lub cztery przypadki samobójców i w żadnej nie mowy o jakiejkolwiek karze !! sama definicja tego słowa nie pasuje do świata duchowego. Są też relacje z ostatniej śmierci każdego z pacjentów.Po drugie nie wiem czy wiesz ,ale podczas głębokiej regresji pod okiem specjalisty ,jest zawsze dostępny przewodnik danego pacjenta . Z całym szacunkiem dla Xaviera i Kardeca ,ponieważ przeczytałem większość ich publikacji ale żadna z nich nie została napisana przez prawdziwego naukowca z wieloletnim doświadczeniem psychiatrycznym .Dopiero w ,,wędrówce dusz" i ,,przeznaczeniu duszy" zostały zebrane wspólne elementy i stworzony prawdziwy obraz tego co się dzieje po śmierci z duszą i zostało to napisane z chłodny naukowy sposób.Swoją drogą gdybyś przeczytał wyżej wymieniony książki ,to wiedziałbyś że przeprowadzał regresję także na kilku pacjentach którzy przestają inkarnować na Ziemi (wysoko rozwinięte dusze jak na Ziemskie standardy). Przeczytaj jego książki ,bo są dostępne za darmo w internecie a wiedza w nich zawarta podważa wiele bzdur powtarzany na tym forum.
Kacper23232
 
Posty: 14
Rejestracja: 14 kwie 2012, 03:43

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: Kacper23232 » 16 kwie 2012, 15:59

Pomysłowość ludzka nie zna granic, jeśli chodzi o wzbudzanie stra¬chu. Doskonałym przykładem jest lęk przed straszliwą karą dla osób, które popełniają samobójstwo. To prawda, że groźba znalezienia się poza obrębem nieba odstraszała od takiego czynu, lecz podejście takie jest niewłaściwe. Zauważyłem, że ostatnimi czasy nawet kościół kato¬licki nie upiera się już tak bardzo, że samobójstwo jest grzechem śmier¬telnym, podlegającym szczególnie surowej karze. Istnieje zatwierdzo¬ny przez Watykan katechizm, który oznajmia, że samobójstwo jest czy¬nem „wbrew prawu naturalnemu", lecz dodaje przy tym, iż „na sposób znany jedynie Bogu, istnieje okazja do zbawiennej skruchy". Zbawien¬nej w znaczeniu sprzyjania jakiemuś dobremu celowi.
W następnym przykładzie poznamy przypadek pacjentki, która w ostatnim wcieleniu odebrała sobie życie. Opisuje ona rozpatrywa¬nie swojego czynu w siedzibie biblioteki. Skrucha w świecie dusz czę¬sto zaczyna się właśnie tutaj. Ponieważ będę omawiał jej czyn samo¬bójczy, jest to dobry moment, by zastanowić się nad kilkoma kwestia¬mi, o jakie byłem pytany w związku z samobójstwem i późniejszą karą za nie w świecie dusz.
Kiedy pracuję z pacjentami w stanie hipnozy, którzy w poprzednim życiu popełnili samobójstwo, najczęściej słyszę okrzyk: „O Boże, dla¬czego byłem taki głupi!" Są to ludzie zdrowi fizycznie, których nie wy¬niszczyła żadna ciężka choroba. Samobójstwo popełnione przez osobę - nieważne: starą czy młodą - której jakość życia na skutek ciężkiej choro¬by została zredukowana niemal do zera, jest w świecie dusz traktowane inaczej niż kogoś, kto miał zdrowe, silne ciało. Chociaż wszystkie przy¬padki samobójstw traktuje się z życzliwością i zrozumieniem, ludzie, którzy zabili się, choć byli zdrowi, muszą poddać się osądowi.
Z mojego doświadczenia wynika, że dusze, które zdały się na miło¬sierdzie śmierci, nie mają poczucia klęski czy winy. Autentyczny przy¬kład tego rodzaju zgonu brata i siostry podam w rozdziale dziewiątym dotyczącym wolnej woli. Kiedy cierpimy fizyczne męki nie do znie¬sienia, mamy prawo uwolnić się od bólu oraz upokorzenia płynącego z faktu, iż traktuje się nas jak bezradne dzieci, podłączone do systemu podtrzymywania życia. W swoich badaniach nie spotkałem się z tym, by na duszy, która w ten sposób opuściła straszliwie zdewastowane cia¬ło, ciążyło jakieś piętno.
Pracowałem także z dość dużą liczbą osób, które na wiele lat przed spotkaniem ze mną podjęły próbę samobójczą. Niektórzy z tych ludzi nadal znajdowali się w chaosie emocjonalnym, podczas gdy inni zdo¬łali odsunąć od siebie myśli o samozagładzie. Przekonałem się o jed¬nej rzeczy - jeśli ktoś twierdzi, że jego miejsce nie jest na Ziemi, nale¬ży potraktować to bardzo poważnie. Może to być potencjalny przypa¬dek samobójcy. Z mojej praktyki wynika, że pacjenci tacy mieszczą się w jednej z trzech duchowych kategorii:
1. Młode, bardzo wrażliwe dusze, które rozpoczęły inkarnowanie na Ziemi, lecz spędziły tu niewiele czasu. Niektóre dusze z tej kategorii mają wielki kłopot z przystosowaniem się do ludzkiego ciała.
Znajdują je tak okrutnym, iż wydaje im się, że zagrożona jest sama ich egzystencja.
2. Zarówno młode, jak i starsze dusze, które inkarnowały na innej planecie, zanim przybyły na Ziemię. Jeśli dusze te żyły w świa¬tach mniej surowych niż Ziemia, mogą czuć się zdruzgotane pry¬mitywnymi emocjami i wysoką gęstością ludzkiego ciała. To dusze hybrydyczne, które omawiałem w ostatnim rozdziale. Na ogół mają one poczucie przebywania w obcym ciele.
3. Dusze poniżej poziomu III, które od momentu ich stworze¬nia inkarnowały na Ziemi, lecz nie potrafią się skutecznie sto-pić ze swoim obecnym ciałem. Dusze te zasadniczo zaakcepto¬wały inkarnację w ciele, którego umysł fizyczny jest całkowicie odmienny od ich nieśmiertelnego charakteru, jednak nie potrafią się odnaleźć w tym akurat konkretnym życiu.
Co spotyka dusze, które popełniły czyn samobójczy, choć miały zdrowe ciała? Otóż okazuje się, że czują się one niejako pomniejszo¬ne w oczach przewodnika i swoich kolegów z grupy, bowiem złama¬ły podjęte zobowiązanie. Zmarnowały okazję, wobec tego nie mają po¬wodu do dumy. Życie jest darem, a wybranie przeznaczonego nam cia¬ła wymagało naprawdę dużo wysiłku. Jesteśmy zatem kimś w rodza¬ju jego kustosza, co oznacza, iż obdarzono nas zaufaniem. Moi pacjen¬ci nazywają to zawarciem umowy. Zwłaszcza wówczas, gdy samobój¬stwo popełnia młoda, zdrowa osoba, nasi nauczyciele uznają to za akt wielkiej niedojrzałości i wykręcenie się od odpowiedzialności. Nasi mistrzowie duchowi zaufali naszej odwadze i umiejętności radzenia sobie z trudnościami. Odnoszą się do nas z nieskończoną wręcz cierpli¬wością, lecz dusze, które wielokrotnie przedwcześnie zerwały zawartą umowę, muszą liczyć się z ich niezadowoleniem.
Pracowałem kiedyś z młodym pacjentem, który rok wcześniej pró¬bował popełnić samobójstwo. W trakcie seansu hipnozy odnaleźliśmy dowód na istnienie w przeszłych życiach wzorca autodestrukcji. Pod¬czas spotkania z mistrzami po zakończeniu ostatniego wcielenia, mój pacjent usłyszał od jednego ze Starszych co następuje:
Kolejny raz pojawiłeś się tu przedwcześnie i czujemy się tym rozczarowani. Czy nie nauczyłeś się, że ten sam test staje się jeszcze trudniejszy z każdym nowym wcieleniem, które zbyt wcześnie kończysz? Twoje zachowanie jest samolubne, nie my¬ślisz o cierpieniu bliskich, których pozostawiłeś na Ziemi. Ile jeszcze razy masz zamiar odrzucić doskonałe ciała, które ci dajemy? Powiadom nas, kiedy będziesz gotowy zaprzestać li¬towania się nad sobą i niedoceniania swoich możliwości.
Nie przypuszczam, żebym kiedykolwiek słyszał cięższą repry¬mendę na temat samobójstwa, wypowiedzianą przez członka Rady. Wiele miesięcy później pacjent ten napisał mi, że ilekroć przejdzie mu przez głowę samobójcza myśl, odsuwa ją natychmiast, bo bynajmniej nie ma zamiaru spotkać się z tym Starszym po kolejnej przedwczesnej śmierci. Niewielka sugestia pohipnotyczna z mojej strony ułatwia po¬wracanie tej sceny do świadomego umysłu pacjenta i służy jako śro¬dek odstraszający.
W przypadku samobójstw dotyczących zdrowych ciał, dusze za¬zwyczaj spotykają się z dwiema rodzajami reakcji. Jeśli dusza nie jest wielokrotnym sprawcą, najczęściej zostaje dosyć szybko wysłana do nowego ciała, na własną prośbę zresztą, by nadrobić stracony po¬przednio czas. Może się to zdarzyć już po pięciu latach od samobój¬czej śmierci.
Dla tych dusz, które przejawiają tendencję do „wypisywania się", ilekroć sprawy przybierają zły obrót, przeznaczono miejsca, w któ¬rych mogą okazać swą skruchę. Nie są to jednak jakieś niższe, ciemne rejony zarezerwowane dla grzeszników. Zamiast cierpieć męki w ja¬kimś ponurym czyśćcu, dusze te mogą na ochotnika udać się na jakąś piękną planetę, z wodą, górami, drzewami, ale pozbawioną innych form życia. Nie mają one wówczas kontaktu z innymi duszami, poza sporadycznymi wizytami przewodnika, który pomaga im w refleksji nad sobą i swoimi czynami.
Istnieje wiele rozmaitych miejsc izolacji i muszę przyznać, że wszyst¬kie one są straszliwie nudne. Być może o to właśnie chodzi. Podczas gdy ty przez jakiś czas „grzejesz ławę", twoi koledzy kontynuują zmagania z nowymi wyzwaniami. Najwyraźniej zaaplikowanie takiego lekarstwa odnosi skutek, bowiem dusze te wracają do swoich grup odświeżone, lecz jednocześnie z poczuciem straty wielu ciekawych okazji do osobi¬stego rozwoju. Niemniej jednak są dusze, które nigdy nie przystosują się do warunków ziemskich. Słyszałem, że niektóre z nich dostają dla swo¬ich przyszłych inkarnacji nowe miejsca przeznaczenia.
Kolejne dwa przykłady dotyczą pobytu dusz w duchowych biblio¬tekach i wpływu, jaki wywarło na nie ujrzenie własnej Księgi Życia. Kobieta z przykładu 29, samobójczyni, ogląda serię alternatywnych wyborów, których mogła dokonać w życiu, zaprezentowanych w czte¬rech współistniejących sekwencjach czasu. Pierwsza taka sekwencja dotyczyła aktualnego życia. W scenach tych odegra ona raczej rolę obserwatorki niż uczestniczki. W przykładzie 30 dusza obejrzy scenę z przeszłego życia, która zakończy się zupełnie inaczej niż w rzeczywi¬stości. W obu przykładach chodzi o pokazanie możliwości wyboru, ja¬kie mamy w życiu.
Przykład 29
Amy powróciła do świata dusz z małej wioski w Anglii, gdzie w roku 1860 odebrała sobie życie w wieku szesnastu lat. Dusza ta bę¬dzie czekała sto lat na kolejną inkarnację, bowiem żywi ona wielkie wątpliwości co do swoich umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami losu. Amy utopiła się w wiejskim stawie, ponieważ, choć niezam꿬na, była w ciąży. Jej kochanek Thomas zginął tydzień wcześniej, kiedy zawalił się słomiany dach, który reperował. Dowiedziałem się, że oboje młodzi byli w sobie zakochani i mieli zamiar się pobrać. W transie hip¬notycznym Amy powiedziała mi, że kiedy Thomas zginął, uznała, iż jej życie się skończyło. Twierdziła, że nie chciała ściągać hańby na swo¬ją rodzinę, będąc pewną, że plotkarze z wioski wzięliby ją na języki. Ze łzami w oczach badana powtarzała: „Wiem, że nazwaliby mnie la¬dacznicą, a gdybym nawet uciekła do Londynu, to taką właśnie bym się stała jako panna z dzieckiem".
W przypadku samobójców, przewodnik może zaproponować od¬osobnienie, głęboką regenerację energii, szybki powrót na Ziemię lub mieszankę tych trzech sposobów. Kiedy Amy pojawiła się w świecie dusz, wyszła jej na spotkanie przewodniczka Likiko wraz z duszą Thomasa. Wkrótce potem została sama z Likiko w prześlicznym ogrodzie. Amy wyczuwała rozczarowanie w zachowaniu Likiko i spodziewała się reprymendy za swój brak odwagi. Gniewnie zapytała przewodnicz¬kę, dlaczego jej życie nie potoczyło się tak, jak zostało zaplanowane. Przeglądając to wcielenie przed inkarnacją nie widziała w nim warian¬tu z samobójstwem. Wydawało jej się, że miała wyjść za mąż za Thomasa, mieć z nim dzieci i do późnej starości szczęśliwie żyć w wiosce. Miała wrażenie, że ktoś usunął jej dywan spod nóg. Likiko wyjaśniła jej, że śmierć Thomasa była jedną z alternatyw tego życiowego cyklu i że mogła dokonać lepszego wyboru, niż odebranie sobie życia.
Amy dowiedziała się, że dla Thomasa jego wybór, by wejść na stro¬my, niebezpiecznie śliski dach, był jedną z możliwości. Jego „wypa¬dek" miał być dla niej testem. Miałem się później przekonać, że Thomas był bardzo bliski odmówienia pracy na stromym dachu, ponieważ jakaś „wewnętrzna siła pchała go w drugą stronę". Najwyraźniej człon-kowie grupy dusz Amy uważali, że jest ona w stanie poradzić sobie z trudnymi problemami, choć ona sama miała co do tego wątpliwości.
Znalazłszy się już po drugiej stronie, Amy uznała cały eksperyment za okrutny i niepotrzebny. Likiko uzmysłowiła jej, że jeśli kiedykol¬wiek ma zamiar pomagać innym w przeżywaniu trudnych sytuacji, po¬winna pokonać własną słabość. Kiedy Amy odparła, że nie miała wiel¬kiego wyboru, zważywszy na epokę w jakiej żyła (wiktoriańska An¬glia), w bibliotece rozegrała się następująca scena.
Dr N. - Gdzie się teraz znajdujesz?
P. (nieco zdezorientowana) - Jestem w miejscu, gdzie się studiu¬je... wygląda gotycko... kamienne mury, długie marmurowe stoły...
Dr N. - Dlaczego sądzisz, że znajdujesz się w tego rodzaju bu¬dynku?
P. (milczy) - W jednym z moich wcieleń żyłam w Europie jako mnich, (w dwunastym wieku) Uwielbiałam stary klasztor jako miej¬sce, w którym można się było oddawać spokojnemu studiowaniu. Wiem już teraz, gdzie jestem. W bibliotece wielkich ksiąg... zapi¬sów.
Dr N. - Wiele osób nazywa je Księgami Życia. Czy to masz na myśli?
P. - Tak, wszyscy ich używamy... (przerywa) Jakiś zatroskany sta¬ry człowiek w białej szacie zbliża się do mnie... krąży wokół mnie.
Dr N. - Co on robi, Amy?
P. - Ma ze sobą zwoje papieru. Patrzy na mnie, potrząsa głową i mruczy.
Dr N. - Czy wiesz, dlaczego się tak zachowuje?
P. - Jest bibliotekarzem. Mówi do mnie: „Wcześnie się pojawiłaś".
Dr N. - Jak myślisz, o co mu chodzi?
P. (milczy) - O to, że... nie mam przekonujących powodów, by znaleźć się tu za wcześnie.
Dr N. - Przekonujących powodów...?
P. (przerywa mi) - Jakiegoś strasznego bólu nie do zniesienia, niezdolności do dalszego funkcjonowania.
Dr N. - Rozumiem. Powiedz mi, co robi bibliotekarz.
P. - Widzę olbrzymią, otwartą przestrzeń z długimi stołami, przy których siedzą dusze; wszędzie widać księgi, lecz na razie nie idę do tego pomieszczenia. Starzec zabiera mnie do jednego z małych prywatnych pokoi położonych na uboczu, gdzie możemy poroz¬mawiać nie przeszkadzając innym.
Dr N. - Co o tym sądzisz?
P. (z rezygnacją potrząsa głową) - Przypuszczam, że w tej chwi¬li potrzebuję specjalnego potraktowania. Mały pokój jest prawie pu¬sty, stoi tam tylko niewielki stolik i krzesło. Starzec przynosi wielką księgę, którą stawia przede mną jak ekran telewizyjny.
Dr N. - Co masz z nią robić?
P. (gwałtownie) - Uważać na to, co robi starzec! Umieszcza przede mną swój zwój i rozpościera go. Następnie wskazuje na se¬rię linii przedstawiających moje życie.
Dr N. - Nie śpiesz się i wyjaśnij mi, co znaczą dla ciebie te linie.
P. - To linie życia - moje linie. Grube, szeroko oddzielone linie re¬prezentują główne doświadczenia życia i wiek, w jakim najpraw¬dopodobniej się wydarzą. Cieńsze linie przepoławiają linie główne i reprezentują różnorodność innych... okoliczności.
Dr N. - Słyszałem, że cieńsze linie są możliwościami działania będącymi przeciwieństwem prawdopodobieństwa. Czy o to ci chodzi?
P. (milczy chwilę) - Zgadza się.
Dr N. - Co jeszcze możesz mi powiedzieć o grubych i cienkich liniach?
P. - Gruba linia przypomina pień drzewa, natomiast cieńsze linie są jego gałęziami. Wiem, że gruba linia była moją główną ścieżką. Starzec wskazuje tę linię i beszta mnie nieco za to, że obrałam śle¬pą uliczkę.
Dr N. - Choć Archiwista gniewa się na ciebie, te linie rzeczywi¬ście reprezentują serię twoich wyborów. Z karmicznego punktu widzenia każdy z nas od czasu do czasu wybiera niewłaściwe od¬gałęzienie drogi.
P. (gorączkowo) - Owszem, ale to jest poważne. W jego opi¬nii nie popełniłam jakiegoś drobnego błędu. Wiem, że obchodzi go to, co robię, (chwila ciszy, po czym pacjentka krzyczy) MAM OCHOTĘ TRZASNĄĆ GO PO GŁOWIE JEGO CHOLERNYM ZWOJEM. MÓWIĘ MU: „IDŹ I SAM POPRÓBUJ MOJEGO ŻYCIA!"
Uwaga: Następnie Amy mówi mi, że twarz mężczyzny łagodnie¬je i wychodzi on na kilka minut z pokoju. Amy sądzi, że dał jej czas na opanowanie się, lecz starzec wraca z nową księgą. Jest ona otwarta na stronie, na której widać Archiwistę jako młodego mężczyznę, rozry¬wanego pazurami lwów na rzymskiej arenie za swe przekonania religij¬ne. Następnie bibliotekarz odkłada tę księgę i ponownie otwiera księgę Amy. Pytam ją, co widzi.
P. - Pojawia się kolorowy, trójwymiarowy obraz. Starzec po¬kazuje mi pierwszą stronę z widokiem wszechświata składające-go się z milionów galaktyk. Potem widać Drogę Mleczną... i nasz układ słoneczny... żebym pamiętała, skąd pochodzę - tak jakbym mogła o tym zapomnieć. Odwracamy kolejne strony.
Dr N. - Co widzisz dalej?
P. - Och... słupy kryształów... ciemne i jasne, w zależności od rodzaju wysyłanych myśli. Teraz przypominam sobie, że ro-biłam to już wcześniej. Jeszcze więcej linii... i obrazów... mogę je przesuwać w czasie swoim umysłem, do przodu i do tyłu. Choć starzec i tak mi przy tym pomaga. Dr N. - Jak zinterpretowałabyś znaczenie tych linii?
P. - Tworzą one wzorce obrazów życia w takiej kolejności, w jakiej pragnie się na nie patrzeć - w jakiej potrzebuje się na nie patrzeć.
Dr N. - Nie chcę cię ponaglać, Amy. Po prostu opowiadaj, co te¬raz robicie.
P. - Dobrze. Starzec odwraca stronę, a ja, niczym na ekranie, wi¬dzę siebie w wiosce, którą niedawno opuściłam. To właściwie nie jest obraz -jest to tak rzeczywiste, żywe. Jestem tam.
Dr N. - Czy uczestniczysz w tej scenie, czy też ją obserwujesz?
P. - Można robić obie te rzeczy, ale teraz mam po prostu obser¬wować scenę.
Dr N. - No dobrze, Amy. Prześledźmy zatem tę scenę, którą przedstawia ci starzec.
P. - Będziemy patrzyli na... inne możliwości wyboru. Po obej¬rzeniu tego, co zrobiłam nad stawem, kiedy odebrałam sobie ży¬cie, w następnej scenie znowu jestem nad brzegiem stawu, (ury¬wa) Tym razem nie wchodzę do wody i nie topię się. Wracam do wioski, (po raz pierwszy śmieje się) Nadal jestem w ciąży.
Dr N. (śmieje się wraz z nią) - Dobrze, odwróć stronę. Co dzie¬je się teraz?
P. - Jestem z moją matką, Iris. Mówię jej, że noszę w sobie dziec¬ko Thomasa. Wcale nie jest tym tak zaszokowana, jak się obawiałam, co nie znaczy, że nie jest na mnie zła. Daje mi reprymendę. A po¬tem... płacze wraz ze mną, trzymając mnie w objęciach, (pacjentka kontynuuje ze łzami w oczach) Mówię jej, że jestem porządną dziew¬czyną, tyle że zakochałam się.
Dr N. - Czy Iris powiadamia twojego ojca?
P. - To jedna z możliwości na ekranie.
Dr N. - Pójdźmy tym tropem.
P. (milczy) - Przeprowadzamy się wszyscy do innej wioski i mówimy jej mieszkańcom, że jestem młodą wdową. Wiele lat później wyjdę za mąż za starszego mężczyznę. Czasy są bardzo ciężkie. Mój ojciec wiele stracił wskutek przeprowadzki, więc jesteśmy jeszcze ubożsi niż przedtem. Lecz tworzymy jedną ro¬dzinę, a nasze życie stopniowo staje się lepsze, (znowu zaczyna płakać) Moja córeczka była taka piękna.
Dr N. - Czy tylko tę alternatywę obecnie studiujesz?
P. (zrezygnowana) - O nie. Patrzę teraz na kolejny wariant. Wra¬cam znad stawu i przyznaję się, że jestem w ciąży. Rodzice wrzesz¬czą na mnie, po czym zaczynają się kłócić i wzajemnie obwiniać o to, że do tego doszło. Mówią mi, że ani myślą opuszczać wioski i naszego małego gospodarstwa, na które tak ciężko pracowali, tylko dlatego, że zostałam zhańbiona. Dają mi trochę pieniędzy na podróż do Londynu, gdzie mam spróbować znaleźć pracę jako służąca.
Dr N. - Co z tego wynikło?
P. (z goryczą) - To, czego się spodziewałam. Londyn nie był¬by dobrym rozwiązaniem. Włóczę się po ulicach, sypiając z przy¬godnie poznanymi mężczyznami, (przeszywa ją dreszcz) Umieram młodo, a dziecko zostaje znajdą i wkrótce także umiera. Straszne...
Dr N. - No cóż, w tych alternatywnych wersjach przynajmniej próbowałaś przeżyć. Czy widzisz jeszcze jakieś inne możliwości wyboru?
P. - Zaczynam czuć się zmęczona. Archiwista pokazuje mi ostat¬nią możliwość. Sądzę, że to nie koniec, ale na moją prośbę po¬przestaniemy teraz na tym. W tej scenie moi rodzice nadal uważa¬ją, że powinnam od nich odejść, lecz czekamy z tym na pojawie¬nie się w naszej wiosce wędrownego handlarza. Zgadza się zabrać mnie ze sobą swoim wozem, bo mój ojciec dał mu trochę pienię¬dzy. Nie udajemy się do Londynu, tylko odwiedzamy inne wioski w naszym hrabstwie. W końcu znajduję służbę przy rodzinie. Mó¬wię tym ludziom, że mój mąż został zabity. Handlarz dał mi mie¬dzianą obrączkę i potwierdził prawdziwość mojej historii. Nie je¬stem pewna, czy mi uwierzyli. To nie ma znaczenia. Osiedlam się w tym miasteczku. Nie wychodzę za mąż, lecz moje dziecko ro¬śnie zdrowo.
Dr N. - Do jakich wniosków dochodzisz, obejrzawszy alterna¬tywne możliwości wyboru?
P. (ze smutkiem) - Niepotrzebnie się zabiłam. Teraz o tym wiem. Myślę, że wiedziałam o tym przez cały czas. Tuż po śmierci po¬wiedziałam sobie: „Boże, co za głupota, teraz będę musiała przejść przez to wszystko jeszcze raz!" Kiedy stanęłam przed swoją Radą, zapytano mnie, czy chciałabym wkrótce przejść nowy test. Poprosi¬łam o trochę czasu do namysłu.
Po naszym seansie przedyskutowałem z pacjentką pewne wybory, których dokonała w swoim obecnym życiu, a które wymagały odwagi. Jako nastoletnia dziewczyna zaszła w ciążę i poradziła sobie z tym pro¬blemem przy pomocy psychologa szkolnego i swojej matki, która była Iris w jej życiu jako Amy. Oboje zachęcali ją, by postawiła na swoim bez względu na opinię innych. Podczas naszego seansu badana dowie¬działa się, że jej dusza ma skłonność do przedwczesnego negatywnego oceniania trudnych sytuacji, jakie zdarzają się w jej życiu. W wielu przeszłych wcieleniach nie mogła się pozbyć myśli, że jakąkolwiek de¬cyzję podejmie w sytuacji kryzysowej, będzie ona i tak błędna.
Chociaż Amy ociągała się z powrotem na Ziemię, obecnie jest oso¬bą o wiele bardziej pewną siebie. Sto lat pomiędzy wcieleniami spę¬dziła na rozmyślaniach o swoim samobójstwie i innych decyzjach, ja¬kie podjęła wiele wieków temu. Amy jest bardzo muzykalną duszą i w pewnym momencie oznajmiła mi:
Ponieważ zmarnowałam przyznane mi ciało, wyznaczy¬łam sobie pewnego rodzaju pokutę. W czasie wolnym nie mogę pójść do pokoju muzycznego, który uwielbiam, lecz sie¬dzę sama w bibliotece. Przeglądam tam swoje poprzednie ży¬cia i wybory, jakich dokonałam, a które skrzywdziły zarówno mnie, jak i innych.
Kacper23232
 
Posty: 14
Rejestracja: 14 kwie 2012, 03:43

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: 000Lukas000 » 16 kwie 2012, 17:39

"Po pierwsze na Ziemi jest wiele różnych dusz i tu nie chodzi wyłącznie o poziom rozwoju ,ponieważ dusza może być ,,stara" i inkarnować na Ziemi od niedawna (tzw dusze hybrydowe które doświadczenia zbierały w innych światach fizycznych ,mentalnych). Co do poziomu postrzegania ,gdyby były jakieś ,,kary" dla ,,samobójców" i opisanie tych kar zależało od poziomu rozwoju duszy to relacje dusz które w ciele popełni samobójstwo były by ,,niespójne" ze sobą . W książkach Dr.Newtona są 3 lub cztery przypadki samobójców i w żadnej nie mowy o jakiejkolwiek karze !! sama definicja tego słowa nie pasuje do świata duchowego. Są też relacje z ostatniej śmierci każdego z pacjentów"

Błąd logiczny się wkradł, ocena wiarygodności pewnych twierdzeń nie może opierać się na tychże twierdzeniach. Jeśli mamy ocenić czy informację podawane przez będących w hipnozie są prawdziwe nie możemy robić tego na podstawie informacji uzyskanych z hipnozy. A w stanie hipnozy mamy do czynienia duszami no podobnych stadiach rozwoju więc mogące popełniać podobne błędy.

Ziemia jest jednym z najniższych światów ale to z pewne wiesz, bo to widać na co dzień, dlatego wysoko rozwinięte duchy w ziemskim znaczeniu to bardzo słabo rozwinięte duchy.

"Co do poziomu postrzegania ,gdyby były jakieś ,,kary" dla ,,samobójców" i opisanie tych kar zależało od poziomu rozwoju duszy to relacje dusz które w ciele popełni samobójstwo były by ,,niespójne" ze sobą"
Chodzi ci o to że informację pozyskane z różnych hipnoz są takie same w przypadków samobójstw? Zgodził bym się z tym, ale sytuacja po dokonaniu samobójstwa zależy też od intencji, więc raczej nie mogą być takie same konsekwencję.

Czytając twoje posty odniosłem wrażenie jakbyś uważał że w spirytyzmie mówimy o jakiś karach cielesnych, podczas gdy są to tylko nałożona pokuta która nie jest sztywna i trwała.
Zresztą to że jakiś duch sam na siebie nakłada z własnej woli cierpienie, i to jeszcze powiedzmy zabójca, jest nielogiczne i nierozsądne, więc i nieprawdziwe. Skąd więc jest ta kara, ta sytuacja tych duchów, ktoś musiał ją nałożyć, to jedyny logiczny wniosek.

Mówisz że Kardec, Xavier czy Divaldo nie byli naukowcami i nie podeszli naukowo do badań świata duchowego, to mnie zdziwiło, bo o ile masz słuszność w stosunku do Divaldo i Xaviera to nie co do Kardeca, poczytaj jego biografię. A księga mediów jest napisana chłodnym językiem i tłumaczy działanie zjawisk manifestacji.

Zainteresowało mnie też stwierdzenie o przewodnikach w stanie hipnozy, możesz to rozwinąć? Bo ja sobie tego nie wyobrażam jak można stwierdzić że w hipnozie rozmawiasz z kimś innym, i w mediumizmie jest to trudne do stwierdzenia a co dopiero w hipnozie.

Trochę mnie dziwi twoje podejście do hipnozy jako do informacji o świecie duchowym, ponieważ to trochę tak jak z medialnością intuicyjną, trudno określić wiarygodność źródła.

"to wiedziałbyś że przeprowadzał regresję także na kilku pacjentach którzy przestają inkarnować na Ziemi" A skąd informacja że akurat ci pacjenci przestają się inkarnować na ziemi, bo informacja od nich samych jest niewiarygodna z naukowego widzenia, informacja ta musi iść z zewnątrz, to tak jak bym ja ci powiedział że przestaje się inkarnować na ziemi, i nie ważne czy w stanie hipnozy czy nie, nie masz podstaw do uwierzenia w moje słowa.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: Zbyszek » 16 kwie 2012, 17:55

Samobójstwo to ucieczka od rzeczywistości, niemożność pogodzenia się z własnym życiem. Wyobraźcie sobie osobę która uciekając od tego, spotyka się z innym stanem istnienia. Przezywa szok, wpływa to na ciało duchowe, które ulega uszkodzeniu i nie jest w stanie odpowiednio działać.
Wywołuje to rożne stany psychiczne, które powodują ciągły powrót do czynu, który się ostatnio dokonało. Pamięta tylko ten czyn, gdyż wpłynął on na niego bardzo silnie. Dlatego przezywa go tam i z powrotem nie mogąc uwolnić się od tej wizji. Piekło i kara jest jednym, samobójca spowodował sobie sam. Żeby uwolnić się z tego stanu musi dojść, do obudzenia wewnętrznego. Przemiana ta u każdego odbywa się w innym czasie. U jednych jeżeli maja wsparcie w modlitwie bliskich, czas ten może być krótszy, u innych w zależności od problemu z jakim się spotkali może być bardzo długi.
Po zakończeniu tego etapu, taki duch, musi być przygotowany do następnego wcielenia. Odbywa okres przygotowawczy w świecie duchowym, po zakończeniu którego musi wrócić do podobnej lub jeszcze bardziej wymagającej próby którą musi odbyć.
Zbyszek
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 642
Rejestracja: 19 lis 2010, 00:01
Lokalizacja: Madryt

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: Voldo » 16 kwie 2012, 21:32

Hm, zdolniacha z Ciebie, skoro przeczytałeś prawie ile? Ponad 500 książek dwóch autorów? No cóż, czemu nie :)

Piszesz, że wiedza zawarta w tych książkach podważa wiele bzdur z tego forum... A zapytam się... Skąd wiesz, że akurat w książkach które przytaczasz jest prawda a w książkach spirytystycznych już jej nie ma?

I mówienie, że Kardec nie był naukowcem to jest pokazanie, iż się mówi przed poczytaniem choćby wiki.
Chociaż wiesz, jakbyś przeczytał książki Kardeca, to wiedziałbyś kim on był a co z tego wynika, nie mówiłbyś, że nie był on naukowcem - co z tego wynika - nie przeczytałeś tego, co mówisz że przeczytałeś, albo przeczytałeś to bardzo nieuważnie :)
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 14:58
Lokalizacja: Wrocław

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: oran » 17 kwie 2012, 00:26

Wiecie,a mnie się wydaje,że nikt z nas nie może odpowiedzieć z całą pewnością jak jest naprawdę,bo wszyscy opieramy się tylko na tym co ktoś kiedyś gdzieś napisał.
I dla jednych logiczną prawdą będzie teoria spirytystyczna,dla innych logiczna prawda to pogląd katolicki,dla innych prawda Światków Jehowy,dla poglądu buddyjskiego,logiczna prawda buddyjska itd.itd.Prawda jest tylko naszą prawdą,prawdą w to co ktoś wierzy i dobrze jest temu kto taką jednolitą wiarę w sobie posiada.(nie chodzi tylko o samobójstwo)
Ja osobiście powiem-nie wiem.
Pozdrawiam.
oran
 
Posty: 210
Rejestracja: 22 sty 2011, 12:58

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: Voldo » 17 kwie 2012, 03:36

Ważne jest tylko to, żeby nie "wmuszać" w drugiego swojej prawdy i nie mówić, że prawda drugiej osoby jest bzdurą.
Bo choćby bzdurna, jeśli ciągnie do czynienia dobra - jest ona dobra.
:)
Tomasz

„Jezus Chrystus nie prosił nas o wiele, nie wymagał od ludzi, by wspinali się na Mount Everest, czy wielce się poświęcali. Prosił nas tylko o to, byśmy kochali drugiego człowieka.” - Chico Xavier

Wiceprzewodniczący PTSS
Przewodniczący Wrocławskiego Oddziału PTSS
tomasz.grabarczyk.spirytyzm@gmail.com
Awatar użytkownika
Voldo
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2204
Rejestracja: 08 lut 2010, 14:58
Lokalizacja: Wrocław

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: 000Lukas000 » 17 kwie 2012, 07:12

Nikt z nas nie może mieć pewności Oran, to prawda, dlatego też spirytyści nie podchodzą dogmatycznie do swoich tez i nie starają się wmuszać swojego poglądu innym, wręcz mówimy zainteresowanym by sami myśleli, by zapoznali się i zdecydowali.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: Kacper23232 » 17 kwie 2012, 11:36

Błąd logiczny się wkradł, ocena wiarygodności pewnych twierdzeń nie może opierać się na tychże twierdzeniach. Jeśli mamy ocenić czy informację podawane przez będących w hipnozie są prawdziwe nie możemy robić tego na podstawie informacji uzyskanych z hipnozy. A w stanie hipnozy mamy do czynienia duszami no podobnych stadiach rozwoju więc mogące popełniać podobne błędy.

Odpowiadając na to co napisałeś ,można podważyć wszysko co dotyczy świata duchowego a wtym wszyskie ksiązki Kardeca ,Xaviera itp i uznać za fałszywe ,ponieważ nie zwerfikujesz w żaden ludzki sposób ich prawdziwości. W przypadku hipnozy regresyjnej ,mam tysiące nagranych sesji (dr .Newton) analizuje i nagrywa osoby w hipnozie od ponad 50 lat) .Jest największym autorytetem w temacie regresji wiekowej na świecie ! . Nie zgodzę się również że w czasie hipnozy mamy dusze o podobnych stadiach rozwoju ,to bardzo ogólne stwierdzenie w dodatku nie prawdziwe .Faktycznie na Ziemi ,większość dusz jest na niskim poziomie ale uogólnianie które stosujesz jest nieprawdziwe .Gdybyś przeczytał jego ksiązki ,to wiedziałbyś że analizował bardzo doświadczone dusze (które inkarnują na ziemi już w ostatnim wcieleniu) ,ponieważ przerobiły już cały Ziemski program. Pomijam przypadki ,kiedy na ziemi inkarnują bardzo mądre i potężne dusze ,które mają pomóc ludzkości w jakimś ważnym celu (takich pacjentów nie opisał w swoich książkach) oraz przypadki kiedy jako pomoc w określonej lekcji inkarnuje sam przewodnik danej duszy ,żeby jej pomóc w przerobieniu lekcji.

Ziemia jest jednym z najniższych światów ale to z pewne wiesz, bo to widać na co dzień, dlatego wysoko rozwinięte duchy w ziemskim znaczeniu to bardzo słabo rozwinięte duchy.
Mylisz się ,twój sposób myślenia jest bardzo ograniczony , ponieważ nikt do końca nie zna ,,systemu" ani ty ani żaden człowiek ,nie jest w stanie pojąc geniuszu planowania Boskiego ,ani jego planów. jakie dusze i kiedy mają inkarnować w jakim celu i w jakim kierunku ma iść Ziemia.Pojmowanie tego i tworzenie ,,regułek" jest bardzo wygodne dla ludzi ,ale nie jest prawdziwe.

Chodzi ci o to że informację pozyskane z różnych hipnoz są takie same w przypadków samobójstw? Zgodził bym się z tym, ale sytuacja po dokonaniu samobójstwa zależy też od intencji, więc raczej nie mogą być takie same konsekwencję.
Wkleiłem rozdział o samobójstwie w poście powyżej , w tym konkretnym przypadku i temacie mówimy o samobójstwie z powodu problemów życiowych ludzi mających zdrowe i młode ciała.

Czytając twoje posty odniosłem wrażenie jakbyś uważał że w spirytyzmie mówimy o jakiś karach cielesnych, podczas gdy są to tylko nałożona pokuta która nie jest sztywna i trwała.
Zresztą to że jakiś duch sam na siebie nakłada z własnej woli cierpienie, i to jeszcze powiedzmy zabójca, jest nielogiczne i nierozsądne, więc i nieprawdziwe. Skąd więc jest ta kara, ta sytuacja tych duchów, ktoś musiał ją nałożyć, to jedyny logiczny wniosek.
Po pierwsze gdybyś czytał dokładnie ,to wiedziałbyś że to nie ja mówię o jakiś ,,karach" tylko ironizonuje ludzi straszących samobójców ,,karami" ,,torturami" itp. Po to zresztą wkleiłem rozdział o samobójcach z ksiązki ,,przeznaczenie dusz" ,żeby przestali pisać że za samobójstwo idz się do ,,piekła" ,że Dusza zostaje potępiona itp . Jeszcze jedno co miałeś na myśli pisząc
,, to jeszcze powiedzmy zabójca, jest nielogiczne i nierozsądne, więc i nieprawdziwe. Skąd więc jest ta kara, ta sytuacja tych duchów, ktoś musiał ją nałożyć, to jedyny logiczny wniosek."
nie rozumiem co chciałeś przekazać ?
po 1 wyżej wymienione przypadki dotyczą samobójców a nie ,,zabójców"
Po 2 nie pisałem o żadnej karze
po 3 analizowanie strice logiczne świata duchowego :) jest śmieszne .Świat duchowy wymaga otwartego umysłu do zrozumienia jesgo fukncjonowania.

Mówisz że Kardec, Xavier czy Divaldo nie byli naukowcami i nie podeszli naukowo do badań świata duchowego, to mnie zdziwiło, bo o ile masz słuszność w stosunku do Divaldo i Xaviera to nie co do Kardeca, poczytaj jego biografię. A księga mediów jest napisana chłodnym językiem i tłumaczy działanie zjawisk manifestacji.
Tak twierdzę ,Kardec nie miał doktoratu z psychiatri , nie twierdzę że nie miał wykształcenia ale ówczesny poziom wiedzy i podejścia ,,naukowego" różni się diameralnie do tego co dzisiaj nazywamy naukowy badaniiem świata dusz a już napewno poprzez regresje inkarnacyjną bo w tym obszarze Dr.Newton ma największe osiągnięcia .


Zainteresowało mnie też stwierdzenie o przewodnikach w stanie hipnozy, możesz to rozwinąć? Bo ja sobie tego nie wyobrażam jak można stwierdzić że w hipnozie rozmawiasz z kimś innym, i w mediumizmie jest to trudne do stwierdzenia a co dopiero w hipnozie.
Z takim podejściem nie ma sensu poleniozwać , dam ci przykład jeżeli na ulicy widzisz swoją matkę to czy doszukujesz się w niej klona ? .Jeżeli duch pacjenta ,relacjonuje co widzi podczas hipjnozy np : podczas rozmowy ze swoim przewodnikiem kiedy rozmawiają o swoim ostatnim życiu ? i jeżeli mamy tysiące takich samych relacji tylko innych dusz ze swoimi przewodnikami ? to jakiego dowodu jeszcze potrzebujemy ? Wszyscy kłamią ? tysiące pacjentów kłamie ? .To że duch podczas seansu może udawać np zmarłą osobę ,ale przedstawiać się jako ktoś inny to zupełnie co innego ,ponieważ w przypadku regresji mamy do czynienia odtworzeniem pamięci między wcieleniami ,to nie jest seans spirytystyczny !

"to wiedziałbyś że przeprowadzał regresję także na kilku pacjentach którzy przestają inkarnować na Ziemi" A skąd informacja że akurat ci pacjenci przestają się inkarnować na ziemi, bo informacja od nich samych jest niewiarygodna z naukowego widzenia, informacja ta musi iść z zewnątrz, to tak jak bym ja ci powiedział że przestaje się inkarnować na ziemi, i nie ważne czy w stanie hipnozy czy nie, nie masz podstaw do uwierzenia w moje słowa.
Nie chce mi się już dyskutować i podawać argumentów ,,dlaczego" Odpowiem prosto przeczytaj ,,wędrówke dusz, ,,przeznacznie dusz " (dwa tomy) a później odpowiedz sobie sam.

T

_________________
Kacper23232
 
Posty: 14
Rejestracja: 14 kwie 2012, 03:43

Re: czy ktoś jest w stanie mi pomoc?

Postautor: cthulhu87 » 17 kwie 2012, 12:14

Ja muszę w końcu przeczytać te książki, forrest już dwa lata temu je polecał, ale nigdy mi się nie chciało ;)
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 12:44

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 1 gość