Jak to zrozumieć...?

Miejsce, w którym można zadać każde pytanie dotyczące spirytyzmu, świata Duchów, reinkarnacji, sensu życia, praw kierujących naszym światem, Boga.

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: September518 » 22 gru 2011, 15:51

nuta pisze:Voldo,czasem się nie da wskazać drogi i trzeba po prostu pomóc- dać


Jeśli już dawać, to lepiej bezpośrednio, do rąk własnych prawdziwie potrzebującego.

Z raportów wynika, że żebrak moze zarobić 400 i więcej złotych w 1 dzień w tzw. "dobrym miejscu". Najlepsze miejsca są pod kościołami w centrach dużych miast. Ludzie wchodzący, a jeszcze bardziej wychodzący z kościoła, mają duże poczucie winy. Sądzą, że jak dadzą żebrakowi zlotówkę, 2 złote czy więcej, to będzie im policzone w niebie. Nie zdają sobie sprawy, że praca żebraka tylko przez 10 dni w miesiącu przynosi mu 4 tysiące bez podatku.
September518
 
Posty: 67
Rejestracja: 28 lip 2011, 11:59
Lokalizacja: Warszawa

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: oran » 22 gru 2011, 17:55

Racjonalizm myślenia nie ma nic wspólnego z miłosierdziem wsparciem potrzebującego i nie ma nawet z tym światem, bo gdyby miał nie było by potrzebujących…wiec, po co roztrząsać to, co nie do nas należy…nie o umysł tu chodzi a o „serce”.Pozdrawiam
oran
 
Posty: 210
Rejestracja: 22 sty 2011, 12:58

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: nuta » 23 gru 2011, 09:17

Ot,to jest to ,Oranie---nic dodać,nic ująć. :!: :!:


Moim zdaniem dać i nie dochodzić na co zostaną wydane. Mamy pomagać,nie rozliczać:)
nuta
 
Posty: 83
Rejestracja: 23 sty 2011, 13:10

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: 000Lukas000 » 23 gru 2011, 14:38

September518 pisze:
nuta pisze:Voldo,czasem się nie da wskazać drogi i trzeba po prostu pomóc- dać


Jeśli już dawać, to lepiej bezpośrednio, do rąk własnych prawdziwie potrzebującego.

Z raportów wynika, że żebrak moze zarobić 400 i więcej złotych w 1 dzień w tzw. "dobrym miejscu". Najlepsze miejsca są pod kościołami w centrach dużych miast. Ludzie wchodzący, a jeszcze bardziej wychodzący z kościoła, mają duże poczucie winy. Sądzą, że jak dadzą żebrakowi zlotówkę, 2 złote czy więcej, to będzie im policzone w niebie. Nie zdają sobie sprawy, że praca żebraka tylko przez 10 dni w miesiącu przynosi mu 4 tysiące bez podatku.


A ja uważam że w tym co mówi september jest dużo racji, mówisz oranie o miłosierdziu, i owszem trzeba pomagać, ale trzeba też używać przy tym rozumu.
Widzisz, czytałem w "Niebie i Piekle" o jednej sytuacji, gdy pewien duch miał zakazane dowiedzieć się że jego cierpienia mogą mieć kres, spirytyści chcieli mu to przekazać, lecz duch nie mógł ich wtedy zrozumieć, ponieważ Bóg na to nie pozwolił, miał pozostać w przeświadczeniu że jego kara będzie wieczna. Czy Bóg postąpił niemiłosiernie, czy raczej wziął pod uwagę wiele czynników, o wiele więcej niż spirytyści, i dlatego by prawdziwie człowiekowi pomóc nie pozwolił na takie ulżenie cierpieniu?

Danie kilku monet jest najłatwiejsze, i w istocie nie chodzi o miłosierdzie a o odbębnienie "dobrego uczynku". Co innego gdyby takiemu człowiekowi pomóc poszukać pracy, zapewnić mu możliwości wrócenia do świata, czasami wystarczy pomoc w stylu dbania o to by miał co jeść, zapewnienia ubrań i miejsca do umycia i przebrania i zamieszkania (choćby namiot i ciepła kołdra i koce) oraz zabrać do powiedzmy urzędu pracy i samemu poruszyć swoje kontakty, pozwolić mu później uzbierać ze swoich zarobków na mieszkanie by mieć na kaucję i wstępne? To nie wymagało by od nas rzeczy niemożliwych,jest w zasięgu reki wielu ludzi, dlaczego więc nie pomagamy w ten sposób, realnie? Bo łatwiej jest rzucić jakiś ochłap i zapomnieć by w ten sposób postąpić miłosiernie. Za granicą ludzie są bezdomni czasami bo nie mogli kupić biletu powrotnego, czy zamiast dawać 3000 razy po 2 złotych by odbębnić "dobry uczynek" nie lepiej dać raz więcej pieniędzy na to by osoba mogła wrócić i prawdziwie uzyskać pomoc, która odmieni jej życie?

Spójrzmy prawdzie w oczy, rzucając kilka groszy nie okazujemy miłosierdzia, tak jak milioner dający komuś 10 000 nie będzie od razu z tego tytułu miłosierny.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1687
Rejestracja: 13 kwie 2011, 11:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: Luperci Faviani » 23 gru 2011, 16:31

nuta pisze:Mamy pomagać,nie rozliczać:)

Chyba nie mam nic więcej do dodania.
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2412
Rejestracja: 22 lip 2008, 16:23
Lokalizacja: Polska

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: Nikita » 01 sty 2012, 13:31

Ostatnio bardziej zainteresowal mnie problem bezdomnych. Z roznych raportow wynika, ze za kazda taka bezdomnoscia stoi jakas historia. Ze czesto sa to jakies sytuacje, ktore dany czlowiek nie przeskoczyl i wyladowal na ulicy. Czasami trwa to pare lat a czasami cale zycie...nie kazdy ma na tyle sil fizycznych i psychicznych aby sie pozbierac.. Dlatego kazda pomoc jest wskazana. Sa domy dla bezdomnych, noclegownie, ktore umozliwiaja im przespanie nocy lub posilek, umycie sie, zrobienie prania. Dobrze, ze sa taklie miejsca....ci ludzie moga na jakis czas zlapac oddech.

A poza tym taki upadek na niziny spoleczne niesie za soba duze zmiany. Jeden bezdomny powiedzial, ze jako bezdomny moze doskonale studiowac czlowieka. W stosunku do bezdomnego nikt nie gra. kazdy jest soba i wtedy widac jak na dloni kim kto jest....
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: Nikita » 01 sty 2012, 13:33

Ja jak ide ulica i widze zabraka to najpierw przypatrze sie mu czy nie jest w stanie wskazujacym i jak nie jest to chetnie mu cos dam...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: Nikita » 01 sty 2012, 13:34

I jeszcze jedno: czasami wydaje mi sie, ze ja tez moglabym pedzic zywot kloszarda....ze jest to bardzo ciekawe doswiadczenie....a moze juz bylam w poprzednim wcieleniu i dlatego jest mi ten temat taki bliski?
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5352
Rejestracja: 03 maja 2010, 15:31

Re: Jak to zrozumieć...?

Postautor: atalia » 01 sty 2012, 14:45

He,ciekawe... :)
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 12:30

Poprzednia

Wróć do Pytania i odpowiedzi

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości