autor: konrad » 26 paź 2011, 10:24
Rzeczywiście, wygląda na to, że z punktu widzenia Kościoła, wpływ Ducha Świętego jest zarezerwowany tylko dla gorliwych katolików, wyznawców katolickich dogmatów, a przynajmniej osób działających w obrębie tegoż Kościoła. Innymi słowy, jeśli jakiś święty otrzymuje dar mówienia językami, cudowne ozdrowienie itp. to działa tu Duch Święty. Gdy podobne dary otrzymuje np. Rasputin, jest to już działanie szatana. Z drugiej strony nie wiem, jak traktować dar języków u zielonoświątkowców. Czy to też Duch Święty? Raczej szatan, bo w końcu Duch Święty zajmuje się tylko Kościołem Katolickim. Resztę pola pozostawia pod uprawę szatanowi...
Tu spirytyzm jest już logiczniejszy. Twierdzimy, że nie ma czegoś takiego jak cuda. Są co najwyżej zjawiska, które opierają się na prawach natury, spośród których niektóre są nam jeszcze nieznane. Uznajemy, że chociażby zjawiska mediumiczne miały miejsce od zawsze i są obecne we wszystkich miejscach na świecie. Duchy pojawiają się na spotkaniach nie tylko spirytystów, ale także w Kościele Katolickim. I to nie po to, by wprowadzić tam zamieszanie, wręcz przeciwnie - by zainspirować wiernych i utwierdzić ich w obranej drodze, o ile prowadzi do dobra. Chico Xavier wspominał, że na mszach widział duchy, które doprowadzały do fluidycznych zjawisk takich jak przemiana hostii w kwieciste kwiaty. Czuł ogromnie pozytywny wpływ z zaświatów, gdyż towarzyszyła mu szczera wiara osób obecnych na nabożeństwie.
Jezus nauczył nas, że Bóg jest Ojcem, a jego miłość jest miłością, którą można porównywać z miłością matki do dziecka, tyle że zwiększoną do n-tej potęgi. Sam matką nie jestem i zapewne Ty Arturze również, ale jesteśmy obaj ojcami, więc jesteśmy sobie w stanie wyobrazić jakiś taki procencik tej miłości. Ja z mojej strony nie widzę możliwości, bym miał faworyzować jedno z moich dzieci z jakiegokolwiek powodu. Każde z nich jest inne, ale kocham je jednakowo. Nawet jeśli jedno wybierze drogę, z którą nie będę się zgadzał, będzie mogło na mnie zawsze liczyć. Myślę, że Bóg postępuje podobnie, tyle że Jego miłość jest miliardy razy większa, a Jego mądrość przewyższa tę, którą ja darzę moje dzieci.
Gdy czytam o wizerunku Boga, który Ty przedstawiasz, widzę raczej Ojca, który wypędza ze swojego domu córkę, która niespodziewanie zaszła w ciążę. Owszem drzwi jego domu pozostają otwarte, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy jego córka pozbędzie się tego problemu albo jakoś go rozwiąże. Przepraszam, ale to nie moja bajka.
Nie sądzę również, by Bóg czynił jakieś rozróżnienie na podstawie tego, w jaki sposób go wielbimy. To tak, jakbym dawał przewagę, któremuś z moich dzieci, tylko dlatego że codziennie mówi mi kilka razy "Kocham cię", podczas gdy drugie dziecko tego nie robi. To dla mnie najmniej istotne. Jako ojciec chciałbym, by moje dzieci były szczęśliwe, by mogły wybrać sobie taką drogę w swoim życiu, która do tego szczęścia je doprowadzi. Jako że mam od nich większe doświadczenie, staram się je na drogę, którą uważam za słuszną, naprowadzać swoimi radami, ale wybór pozostawiam im samym.