Homoseksualizm - temat to szeroki i kontrowersyjny. W różnych czasach, i w różnych kulturach, różnie do tego podchodzono i podchodzi się do dzisiaj. W kategoriach duchowych jedni widzą w tym (ogromny) grzech, inni w tym grzechu nie widzą. W kategoriach innych mówiono/mówi się, z jednej strony, że to zaburzenie psychiczne, choroba, dewiacja czy nawet 'ciężkie' zboczenie, z drugiej natomiast, że jest to coś tak naturalne jak heteroseksualizm, że jest to po prostu inna, nie lepsza i nie gorsza, z orientacji seksualnych.
Mi wydaje się to być grzechem (stosunki homoseksualne, a nie sam fakt homoseksualizmu), ale pewności nie mam, wie to Bóg. Natomiast fizycznie, związek homoseksualny, nie jest w moich oczach związkiem "normalnym", "zdrowym". Taki, wg mnie, mogą stworzyć jedynie kobieta i mężczyzna, kobieta, która urodziła się kobietą i kobietą się czuje, i mężczyzna, który urodził się mężczyzną i mężczyzną się czuje. Jestem przeciwna małżeństwom osób homoseksualnych zarówno w świetle prawa cywilnego jak i kanonicznego (małżeństwo to dla mnie związek kobiety i mężczyzny; dopuszczam chyba jednak te tzw. rejestrowane związki partnerskie) oraz adopcji przez takie pary dzieci. A czemu? Z 2 prostych powodów: kobieta z kobietą oraz mężczyzna z mężczyzną nigdy nie spłodzą w sposób naturalny wspólnego dziecka, tak jak kobieta z mężczyzną. Drugim powodem jest liczebność takich związków, porównując do liczby związków, które tworzą pary heteroseksualne, par homoseksualnych jest bardzo malutko. I tylko tyle i aż tyle przemawia do mnie by być anty w tej kwestii. Gdyby 2 gejów lub 2 lesbijki mogło/y naturalnie spłodzić wspólne dziecko, i gdyby par homoseksualnych byłoby powiedzmy tyle samo co hetero, nie byłabym przeciwna. Pewnie niejeden/na powie, że uogólniam, albo zarzuci mi różne rzeczy, ale to nic. Trudno. Teraz są takie czasy, że łatwo, za byle co nieraz zarzucić komuś rasizm, antysemityzm, ksenofobię, homofobię, szeroko pojętą nietolerancję czy tzw. 'niepoprawność polityczną' itd. itp. Ja zdanie mam takie jakie mam i myślę, że go nie zmienię. Co nie znaczy też, że będę się naśmiewać, kpić, obrażać, życzyć źle osobom o innej orientacji niż moja. Wprost przeciwnie, każdemu należy się szacunek i jestem przeciwna tego typu praktykom.
A w Kościele jest miejsce dla wszystkich, ale nie na wszystko
