Kochana, jak można wyznawać spirytyzm i nie wierzyć w Boga, to jest absurd bo Bóg jest podstawą wszystkiego w spirytyzmie.
Spirytyści od zawsze byli raczej heterogeniczną społecznością. Jeszcze w XIX wieku kler katolicki czasami krytykował niektóre grupy spirytystów, gdzie silne były tendencje deistyczne i panteistyczne.
Chociaż większość spirytystów wierzy w Boga osobowego, to trzeba wiedzieć, że można mieć różne zapatrywanie na zagadnienie Boga.
Sam z czasem cenię sobie bardziej Boga 'filozofów' niż Boga 'Abrahama' - staram się podchodzić do tego raczej z namysłem niż religijnym uniesieniem. Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy wierzę w Boga w sensie religijnym, powiedziałbym, że nie wierzę. Jeśli Bóg istnieje, nie sądzę aby miał mi to za złe, bo nie uważam, aby był żądnym kultu, czci i pokłonów egocentrykiem urobionym na ludzką miarę.
Bardziej trafia do mnie jedno krótkie zdanie "nie ma inteligentnego skutku bez inteligentnej przyczyny" niż tabuny specznych objawień.
Natomiast co do przewidywania przyszłości: wydaje mi się, że gdyby dało się ją przewidzieć, oznaczałoby to, że jest zdeterminowana, a więc nikt nie posiada wolnej woli (najwyżej jej złudzenie, bo wynikałoby z tego, że mimo pozornego poczucia wolnośći, postępujemy zawsze ściśle z wcześniej zaprojektowanym schematem działania, bez możliwości wyłamania się z niego) - i to już byłoby sprzeczne ze spirytyzmem, który zakłada wolność jednostki i jej moralną odpowiedzialność za wszelkie czyny.