autor: vinitor » 04 sty 2010, 18:29
Dla mnie droga do spirytyzmu oznacza poszukiwanie tej najwłaściwszej drogi. Zakładam, że jest to typowy sposób przystosowania własnego życie i dalszych perspektyw dojścia do konkretnego celu. Jeśli nawet znajdzie się w niej jakiś okruch ciekawości, to przez to nie jest ona ani trochę małostkowa czy frywolna. Nie za bardzo zgadzam się, żeby miała kierować mną bezpośrednia miłość. Takie wprzęganie uczuć w stadium początkowym na pewno nie istnieje. Na ogół miłość nie rozbudza się spontanicznie i wymaga czasu. Darujmy sobie miłość od pierwszego wejrzenia, a tym bardziej platoniczną, która nie jest dobrym wskaźnikiem czystości intencji. Istnieje zaledwie ułamek możliwości intuicyjnego wyczucia nieznanego, jako mającego coś w sobie z magnetyzmu. Nie jest to prawdopodobne bez wcześniejszej znajomości istoty rzeczy.
Przychylam się do zdania konrada, że empatia nie rodzi się bez doświadczeń. Tylko przez analogię do własnych przeżyć można w jakieś mierze ustosunkować się do zmartwień i dramatów bliźniego.
Wiedzę znacznie dokładniej przyswaja się poprzez praktykę. Moc ćwiczeń jako konieczność jest bezdyskusyjna i obowiązuje w każdej dziedzinie. Można przekonać się na przykładzie mediów, których zgubiła pewność siebie, zarozumialstwo, pycha, niskie poczucie moralności. Pragnienie poznania spirytyzmu nie sprowadza się wyłącznie do studiowania literatury. Niestety, z praktyką jest o wiele trudniej, bo nie ma gdzie się podszkolić. Odczuwa się brak warsztatów, coś na kształt uproszczonych kursów, spotkań o charakterze towarzyskim, gdzie poznanie teorii mogłoby przeistaczać się w prawidłowe spojrzenie na tajniki, techniki i metody twórcze. Samo czytanie ogranicza pole widzenia, bowiem korzystamy zaledwie z prostej wyobraźni, mając mgliste pojęcie jak to wygląda z bliska. Teoria jest maszyną widzianą z zewnątrz a reszta jest do pewnego stopnia zagadką.
.......................................................
" Rzeka prawdy płynie korytem błędów."
Rabindranath Tagore