konrad pisze:Jedyny przykład, gdy zabijanie innych na wojnie jest usprawiedliwione, ma miejsce wtedy, gdy człowiek jest do tego zmuszony.
Dlaczego jest to
jedyna okoliczność kiedy można usprawiedliwić odebranie życia innej osobie? A obrona własna w czasach pokoju?
I w jaki sposób zmuszony?
Czy na mocy słownego polecenia dowódcy czy tez na mocy okoliczności?
Jeśli na mocy okoliczności (czyli, że idzie na niego z karabinem nieprzyjaciel i ma zamiar go zastrzelić) to jest moim zdaniem usprawiedliwiony (identyczny przykład z człowiekiem, który broni swego życia przed bandytą, niekoniecznie na wojnie).
Jeśli zaś na mocy słownego polecenia, to nie jest moim zadaniem usprawiedliwiony.
Mądry człowiek ani nie przestaje z głupimi, ani też tym bardziej nie spełnia ich poleceń (zachcianek) w myśl zasady "niech się wilki gryzą między sobą". Nie można odpowiedzialności za swe czyny zrzucać na kogoś kto wydał na nie polecenie. Wolna wola daje nam wybór czyje prawa stawiamy w jakiej kolejności - czy prawa boskie najpierw (a więc w przypadku wojny dezercja do lasu i unikanie walki do czasu aż się agresorzy sami wyniszczą) czy też prawa ludzkie (czyli że z bojowym okrzykiem na ustach rzucamy się w szaleńczy wir zniszczenia na naszych wcale nie mniej szalonych braci).
Chociaż w sumie bronic swego domu (kraju) to jednak człowiekowi wypada...
Jakże to upiory maja rządzić i dokazywać a nam po lasach się chować?
Samą modlitwą czy tez medytacją człowiek świata na lepsze nie zmieni.
W niektórych skrajnych okolicznościach rozwojowych (wojna) trzeba jednak wziąć udział, los swój opiece Najwyższego zawierzając.
Jak widać, pierwszą część tego mojego powyższego "pamfleta nie na temat" pisałem pod wpływem zupełnie innego Ducha, niż ten, który inspirował mnie od mniej więcej 3/4 tekstu. Ha ha

Ale te inspiracje są subtelne i człowiek nawet się nad nimi nie zastanawia

.