autor: cthulhu87 » 20 maja 2011, 22:38
Skopiuję interesujący fragment Wielkiej Zagadki L.Denis, myślę że pasuje do dyskusji:
Na jakiś czas przed śmiercią dokonuje się milcząca praca. Dematerializacja już się zaczęła. Po pewnych oznakach można by ją stwierdzić, gdyby uwagi tych, którzy otaczają umierającego, nie odwracały rzeczy zewnętrzne. Choroba odgrywa tu ważną rolę. Dokończona w kilku miesiącach, w kilku tygodniach, w kilku dniach może to, co przygotowała powolna praca wieku: jest to dzieło „rozłączenia”, o którym mówi apostoł Paweł. Ten wyraz – „rozłączenie”, jest bardzo charakterystyczny; oznacza on wyraźnie, że organizm się rozdziela i że ciało duchowe się odłącza, uwalnia od reszty ciała, którym było otoczone.
Co dzieje się w owym ostatnim momencie, który wszystkie języki nazywają „agonią”, to jest ostatnią walką? Przeczuwa się to, zgaduje. Wielki poeta umierając, tłumaczył tę uroczystą chwilę w następującym wierszu: „Oto jest walka dnia i nocy”.
W istocie dusza weszła w stan zmierzchu, jest na ostatecznym krańcu, na granicy dwóch światów, nawiedzana początkowymi wizjami tego, w który ma wejść. Świat, który opuszcza, posyła jej widma wspomnień, a cały orszak duchów przybywa do niej ze strony, gdzie świta jej nowy dzień.
Nie umiera się nigdy samotnie, podobnie jak nigdy samotnie się nie rodzi. Niewidzialni przyjaciele, którzy danego ducha znali, kochali, otaczali, gdy żył na ziemi, przychodzą pomóc umierającemu uwolnić się od ostatnich kajdan niewoli ziemskiej.
W tej uroczystej godzinie pomnażają się zdolności, dusza w połowie uwolniona, rozszerza się; zaczyna wschodzić w swoją naturalną atmosferę, odzyskiwać swoje normalne życie wibracyjne i dlatego właśnie w owym momencie przejawiają się u niektórych umierających ciekawe zjawiska medialności. Biblia jest pełna tych ostatnich objawień. Śmierć patriarchy Jakuba jest doskonałym typem dematerializacji i jej praw. Jego dwunastu synów zebrało się koło łoża, jak żywy wieniec pogrzebowy. Starzec skupia się i przebiegłszy pokrótce swą przeszłość, swoje wspomnienia, prorokuje każdemu o przyszłości jego rodziny i plemienia. Jego wzrok sięga jeszcze dalej i widzi u kresu czasów Tego, który ma pewnego dnia streścić całą długowieczną medialność starego Izraela – to Mesjasz. I wskazuje na Niego, jako na ostatnią latorośl swojej rasy, tego, który skupi w sobie całą chwałę potomstwa Jakubowego. Żaden najdumniejszy faraon nie umierał w takiej aureoli wielkości, jako ten starzec nieznany, wydający ostatnie tchnienie w zakątku ziemi Gessen.
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl