Co do Jezusa, podejście do jego postaci jest różnorodne... Księga Duchów podaje nam informację, że był to najdoskonalszy Duch, który wcielił się na Ziemi i jest on dla nas wzorem. Nie ma tam mowy o tym, czy był Bogiem czy nie. Po prostu stwierdza się fakt, że spośród wszystkich ludzi, którzy żyli pośród nas, on był najdoskonalszy moralnie i intelektualnie.
Nieco później Kardec napisał jednak artykuł, z którym ja w pełni się zgadzam, w którym analizuje tę postać i stwierdza, że Jezus Bogiem nie był. Ale tak jak pisał cthulhu87, spirytyzm niczego nie nakazuje i mówi, że to, czy wierzymy w Boskość Jezusa czy nie, nie zmieni naszego losu po śmierci ani na lepsze, ani na gorsze. Ważne jest to, by być dobrym człowiekiem - sam Jezus zresztą o tym wiele razy mówi.
W kolejnych dziełach spirytystycznych odnajdujemy też informację o tym, że Jezus jest przewodnikiem naszej planety, ale pojawiają się też gdzieś tam informacje, że nie działa sam. Myślę, że nawet sam ruch spirytystyczny pokazuje, że najlepiej sprawdza się zarządzanie kolektywne tzn. gdy mniejsza lub większa grupa dzieli się zadaniami i wspólnie podejmuje decyzje. Myślę więc, że Jezus jest jednym z wielu Duchów czystych, które działają tam z góry, by nam pomagać. Ale jest nam najbardziej znany, więc to jego powinniśmy brać za model, a właściwie nauki, które po sobie pozostawił.
Myślę, że np. w Brazylii, choć nikt nie twierdzi, że Jezus jest Bogiem, część osób tak właśnie go traktuje i do niego w pierwszej kolejności kieruje swoje modlitwy. Ktoś, kto spędzi trochę czasu z brazylijskimi spirytystami, stwierdzi, że Jezus to dla nich "number one".
Ja sam widzę to tak:
- postać Jezusa sama w sobie nie jest kluczowa, ale jego nauki jak najbardziej... patrzę raczej na tę postać więc pod kątem przykładu, który nam dał
- być może kieruje naszym światem i nas wspiera, być może robi to grupa Duchów, być może zajmuje się tym ktoś inny - to nie jest istotne
- ja sam nie uważam Jezusa za Boga, gdyż jak dla mnie Bóg to istota zbyt niepojęta, by mogła choć na chwilę ograniczyć swoją wielkość i stać się człowiekiem... nie widzę w tym większego sensu. Myślę jednak, że nie oznacza to, że Bóg jest nieobecny w naszym świecie. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że jest przy nas bardziej niż nam się to wydaje.

