autor: tadyszka » 23 cze 2025, 16:13
Rozdział 11. Wstawiennictwo
120.
Pewnej nocy, po zakończeniu wykładu, który Alexander poświęcił ziemskim towarzyszom, mój przewodnik został odwiedzony przez dwie panie, które zostały przyprowadzone – w bardzo szczególnych okolicznościach – na to zaawansowane spotkanie edukacyjne. Były to istoty, które wciąż znajdowały się w ciałach fizycznych, lecz za sprawą snu, chwilowo oddzieliły się od materii, szukając kontaktu z instruktorem.
Starsza z nich, będąca niewątpliwie duchem wyżej rozwiniętym – co zdradzała otaczająca ją świetlista aura – wydawała się dobrze znana i ceniona przez Alexandra, który przyjął ją z wyraźnymi oznakami serdeczności. Druga natomiast, otoczona ciemnym kręgiem, miała zapłakaną, pełną udręki twarz.
– Och, mój przyjacielu! – zawołała ta bardziej sympatyczna postać, zwracając się do życzliwego przewodnika po pierwszych pozdrowieniach. – Przyprowadzam ci moją kuzynkę Éster, która straciła męża w bolesnych okolicznościach.
I podczas gdy wskazana pani ocierała łzy w milczeniu, bardzo przygnębiona, tamta kontynuowała:
– Alexanderze, znam wzniosłość i pilność twojej misji; mimo to odważam się prosić cię o pomoc w naszych ziemskich troskach! Jeśli nasza prośba wydaje się niestosowna, wybacz nam swoim jasnowidzącym i dobrotliwym sercem! Jesteśmy tylko ludzkimi kobietami... Przebacz więc, że pukamy do drzwi twojej dobroci, by znaleźć ulgę w bolesnych problemach...
– Etelvino, moja przyjaciółko – odpowiedział instruktor tonem pełnym czułości – wszędzie, gdzie pojawia się szczery ból, zasługuje on na wsparcie. Jeśli cierpienia występują w ciele, to istnieją również tutaj, gdzie jesteśmy już bez materialnych powłok, i wszędzie powinniśmy być gotowi do prawdziwej współpracy.
121.
– Powiedzcie zatem, czego pragniecie, i czujcie się swobodnie!
Obie panie okazały ulgę i zaczęły rozmawiać spokojnie.
Zadowolona Etelvina przedstawiła wówczas towarzyszkę, która zaczęła opowiadać swoją bolesną historię miłosną. Wyszła za mąż dwanaście lat wcześniej za drugiego narzeczonego, którego los jej przeznaczył, wyjaśniając, że pierwszy, którego bardzo kochała, popełnił samobójstwo w tajemniczych okolicznościach. Początkowo była głęboko poruszona postępowaniem Noego – pierwszego narzeczonego, tak bardzo ukochanego przez jej serce; jednakże oddanie Raula, męża zesłanego jej przez Niebo, zdołało uleczyć rany przeszłości, budując szczęśliwe życie małżeńskie oparte na czułym porozumieniu.
Otrzymali od Boskiej Opatrzności troje dzieci i żyli w pełnej harmonii. Raul, choć melancholijny, był oddany i wierny. Ileż razy próbował bezskutecznie ukoić jej ukryte rany! Nigdy jednak nie otworzył się przed nią w pełni. Mimo to ich życie płynęło szczęśliwie i spokojnie w sanktuarium wzajemnego zrozumienia.
Jednak mimo że poświęcali się wypełnianiu świętych obowiązków rodzinnych, pojawili się ukryci wrogowie, którzy odebrali im szczęście. Raul został w niewyjaśniony sposób zamordowany. Nieznajomi ludzie znaleźli jego ciało na ulicy i przynieśli do domu straszną wiadomość. Miał przebite serce strzałem z rewolweru, który – choć znaleziony przy jego bezkrwistym ciele – nie należał do niego. Jaka tajemnica otaczała tę ohydną zbrodnię?
Wielu przechodniów i funkcjonariuszy policji wierzyło, że było to samobójstwo – do tego stopnia, że wszystkie działania wymiaru sprawiedliwości zostały wstrzymane. Jednak ona, jako kobieta, była przekonana, że to było morderstwo. Co mogło skłonić prawego i pracowitego człowieka do samobójstwa bez żadnej przyczyny? Dlaczego Raul miałby się zabić, skoro wszystko układało się pomyślnie, również w odniesieniu do przyszłości?
122.
Nie da się zaprzeczyć, że ich zasoby finansowe nie były znaczne, ale potrafili w sposób godny utrzymać równowagę między wydatkami domowymi a wspólnym dochodem. Nie, nie... Według niej towarzysz życia odszedł z powierzchni Ziemi w wyniku mrocznej zbrodni. Ale w swojej kobiecej hojności Éster, zalana łzami, nie chciała nikogo obwiniać, nie pragnęła zemsty — pragnęła jedynie ukojenia dla swojego strapionego serca.
Czy byłoby możliwe — za pośrednictwem Alexandra — przyśnić się towarzyszowi, aby uzyskać bezpośrednie wieści i dać mu odczuć serdeczne zainteresowanie domu? Z powodu małych dzieci i dwóch starszych wujów, którzy byli zależni od jej wsparcia, strapiona wdowa znalazła się w trudnej sytuacji finansowej po niespodziewanym wdowieństwie. Mimo to, jak mówiła przez łzy, była gotowa pracować i poświęcić się dzieciom, by rozpocząć życie od nowa. Jednak zanim to uczyni, pragnęła choć odrobiny pociechy dla serca — pragnęła zrozumieć, co się wydarzyło, i poznać los męża, by móc się pogodzić.
A na zakończenie swego długiego i pełnego uczucia wywodu, zapłakana, zwróciła się do mojego przewodnika:
— Na litość boską, drogi przyjacielu! Czy nic nie możecie mi powiedzieć? Co stało się z Raulem? Kto go zabił? I dlaczego?
Cierpiąca wdowa wydawała się być oszalała z bólu, pogrążając się w najbardziej niedorzecznych pytaniach. Alexander jednak, zamiast zirytować się niecierpliwymi pytaniami, przyjął postawę ojcowską i, z serdecznością, ujął dłonie rozmówczyni, odpowiadając:
— Zachowaj spokój i odwagę, moja droga przyjaciółko! W tej chwili nie jest łatwo udzielić ci wyjaśnień. Konieczne jest dokładne zbadanie sprawy, by rozwiązać problem z należytą rozwagą. Wróć więc do domu i ukołysz swój udręczony umysł... Istnieją niepokoje, których nie da się uleczyć światowym rozumowaniem. Trzeba poznać schronienie modlitwy i powierzyć je Najwyższemu Ojcu. Oprzyj się na szczerej wierze, zaufaj Opatrzności — a zobaczymy, co da się zrobić w kwestii informacji i braterskiej pomocy.
123.
— Zbadamy tę sprawę z należytą uwagą!
Obie panie jeszcze przez chwilę snuły bolesne uwagi na temat zaistniałego wydarzenia, po czym pożegnały się, wyrażając wdzięczność i pocieszenie.
Gdy zostaliśmy sami, a mój przewodnik wyczuł zapewne moją potrzebę dalszego przygotowania i pogłębienia wiedzy, wyjaśnił:
— Nasi przyjaciele w ciele często wierzą, że jesteśmy jedynie wróżbitami i że, tylko dlatego, iż nie posiadamy już ciała fizycznego, zyskaliśmy dostęp do jakichś szlachetnych mocy jasnowidzenia czy przewidywania przyszłości — zapominają, że własny wysiłek i rzetelna praca są prawem obowiązującym we wszystkich wymiarach ewolucji.
Lecz uśmiechając się po ojcowsku, dodał:
— Niemniej jednak musimy przyznać, że my sami, będąc jeszcze na Ziemi, w obliczu podobnych okoliczności, nie postępowalibyśmy inaczej.
Następnego dnia, ponieważ dysponowałem większą ilością czasu, Alexander zaprosił mnie, abym mu towarzyszył do domu Éster. Chciał uczynić jej dom punktem wyjścia do dochodzenia, które zamierzał przeprowadzić.
— Jak to? — zapytałem — Czy nie byłoby praktyczniej przywołać bezpośrednio ducha zmarłego męża, korzystając z naszych zdolności mentalnych? Raul mógłby w ten sposób wypowiedzieć się bez trudności, a potem ocenilibyśmy, co da się uczynić dla wdowy.
Przewodnik jednak, choć nie odrzucił mojego pomysłu, odparł:
— Bez wątpienia, to najprostsza metoda i w wielu przypadkach należy ją stosować; jednak, Andrzeju, posługa wstawiennicza, by była pełna, wymaga od nas czegoś więcej. Ofiarowując naszej siostrze Éster trochę naszego czasu i możliwości, staniemy się godni głębszego poznania sytuacji, a także zdobędziemy większy szacunek wobec ogółu okoliczności — wzbogacając jednocześnie nasze zdolności współpracy.
124.
— Ten, kto czyni dobro, sam pierwszy z niego korzysta; ten, kto zapala światło, oświetla najpierw własną drogę.
Jakby nie chciał przedłużać rozmowy, Aleksander zamilkł i ruszyliśmy razem w drogę. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że – podobnie jak na Ziemi – służba bratniej pomocy w świecie duchowym również wymaga wysiłku, wyrozumiałości i staranności.
Dom ubogiej wdowy znajdował się przy skromnej ulicy i choć był stosunkowo wygodny, wydawał się zamieszkały przez wiele istot niższego rzędu duchowego, co łatwo zaobserwowałem po nieustannym ruchu wchodzących i wychodzących dusz, jeszcze zanim przekroczyliśmy próg. Weszliśmy niepostrzeżenie – nieszczęsne duchy nas nie zauważyły, ponieważ ich poziom wibracyjny był zbyt niski, by nas dostrzec.
Widok, który zastałem, był jednak bolesny. Rodzina – wdowa, troje dzieci oraz starsze małżeństwo – siedziała przy stole spożywając bardzo skromny posiłek. Lecz wtedy spostrzegłem coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem: sześć ciemnych postaci duchowych towarzyszyło im przy stole, jakby również uczestniczyły w posiłku, pochłaniając pożywienie w sposób nieuchwytny.
— O mój Boże! – zawołałem oszołomiony, zwracając się do przewodnika. – Czy to możliwe? Duchy przy stole?
Aleksander odparł spokojnie:
— Przyjacielu, obrazy mentalnego zepsucia, niewiedzy i cierpienia w domach pozbawionych duchowej równowagi są niezwykle częste. Tam, gdzie nie ma duchowego uporządkowania, brakuje też obrony dla pokoju duszy. To prawda intuicyjnie znana wszystkim, którzy cenią sobie prawe myślenie.
125.
Po krótkiej pauzie, podczas której ze współczuciem wpatrywał się w krajobraz wnętrza domu, Aleksander mówił dalej:
— Ci, którzy odchodzą z życia fizycznego z nadmiernym przywiązaniem do tych, których zostawili na Powierzchni, odnajdując w nich te same duchowe kajdany, niemal zawsze pozostają związani z domem, z sytuacjami codziennego życia, z witalnymi fluidami rodziny. Żywią się razem z domownikami i śpią w tych samych pokojach, w których opuścili ciało fizyczne.
— Ale czy naprawdę się odżywiają? Korzystają z tych samych dań, co kiedyś? – zapytałem zdumiony, widząc wyraźne zadowolenie bytów duchowych, które z rozkoszą chłonęły opary unoszące się znad gorących potraw.
Aleksander uśmiechnął się i dodał:
— Zdziwiony jesteś, widząc, że przyjmują pokarm przez nozdrza? A my, ludzie? Czy nie wiesz, że sam człowiek wcielony przyswaja ponad siedemdziesiąt procent codziennego pożywienia poprzez składniki zawarte w powietrzu, wchłaniane drogami oddechowymi? Nie jest ci również obce, że substancje gotowane nad ogniem ulegają głębokiemu rozkładowi. Otóż nasi bracia, przyzwyczajeni do fizjologicznych wrażeń, odnajdują w tych zdezintegrowanych elementach ten sam smak, który pamiętają z czasów, gdy korzystali z cielesnej powłoki.
— A jednak – zauważyłem – nie wydaje się to przyjemne: spożywać posiłek w towarzystwie nieznajomych, i to takich, jakich właśnie mamy przed oczami...
— Ale nie zapominaj – dodał przewodnik – że nie są to osoby obce. Widzimy tu różnych członków rodziny, których sami wcieleni zatrzymują przy sobie za sprawą ciężkich wibracji chorobliwego przywiązania.
Aleksander zamyślił się na moment i kontynuował:
126.
– Przyjmijmy jednak twoją hipotezę. Nawet jeśli stół rodzinny otaczałyby niegodne istoty, obce więzom krwi, pozostaje pewność, że dusze gromadzą się zgodnie z własnymi skłonnościami oraz z prawem, według którego każdy Duch przebywa w towarzystwie tych, których sam wybiera.
Chcąc dać mi solidne podstawy do nauki, Alexander dodał:
– Stół rodzinny to miejsce stale narażone na wpływy niewidzialnej natury. Gdy człowiek zasiada przy nim i kieruje myśli ku dobru, wówczas duchowi pracownicy, przebywający w jego pobliżu, przychodzą, aby podzielić się z nim pracą na polu błogosławionych myśli. Jeśli rodzina utrzymuje wyższy poziom duchowy i pielęgnuje wzniosłe doświadczenia życia, przewodnicy duchowego oświecenia zbliżają się, rzucając na grunt wzajemnych rozmów ziarna nowych idei, które rozwijają się z pięknem i naturalnością. Tymczasem dzięki tym samym prawom przyciągania, złośliwość ściąga niewidzialnych oszczerców, a ironia bez wątpienia przywołuje istoty szydercze i kpiarskie, które inspirują niegodne żarty, otwierając szerokie pole dla lekkomyślności i zamętu.
Wskazując grupę zgromadzoną przy stole, Alexander podkreślił:
– Tutaj ludzie zatwardziali w smutku przyciągają do siebie zmarłych członków rodziny o podobnym stanie ducha. To wzajemny wampiryzm. Posłuchaj, co mówią.
Nastawiłem uważnie uszy i rzeczywiście usłyszałem rozmowę godną pożałowania:
– Nigdy nie przypuszczałam, że będę tak cierpieć na tym świecie! – wykrzykiwała stara ciotka Éster, gorzko się żaląc. – Agostinho i ja tak ciężko pracowaliśmy, gdy byliśmy młodzi!... A teraz, w starości, bez środków do życia, jesteśmy zmuszeni obciążać biedną, owdowiałą siostrzenicę!
127.
– Och, jakiż bolesny los!...
A gdy łzy spływały jej po woskowych policzkach, starzec wtórował jej słowom:
– To prawda! Po tak pracowitym i trudnym życiu – tak gorzka zapłata! Nigdy nie spodziewałem się tak mrocznej starości!...
Byty ubrane w tuniki z cienia, słysząc te słowa, wydawały się również poruszone i z zapałem obejmowały staruszków.
Wdowa, choć zasmucona, dodała z rezygnacją:
– Rzeczywiście, nasze próby były okrutne; mimo to musimy ufać Dobroci Boga.
Alexander wpatrzył się w nią z całą uwagą, i zauważyłem, że w duszy wdowy budziło się niezwykłe nastawienie. Z błyszczącymi oczami, jakby wyczuwała z daleka nasz duchowy wpływ, mgliście przypomniała sobie sen z ostatniej nocy, mówiąc:
– Dzięki Opatrzności obudziłam się dziś dużo bardziej pokrzepiona. Śniło mi się, że kuzynka Etelvina zaprowadziła mnie do niebiańskiego posłańca, który pobłogosławił moje serce, przynosząc ulgę w ciężkich cierpieniach ostatnich dni! Och, jakże bym się ucieszyła, gdybym mogła odtworzyć ten sen światłości!
– Och, mamo, opowiedz nam! – zawołała córeczka, mająca około siedmiu lat, która dotąd milczała.
Kobieta z chęcią odpowiedziała:
– Moje dziecko, wielkich doznań nie sposób opisać. Nie pamiętam wszystkiego dokładnie, ale wiem, że wysłannik Jezusa wysłuchał mnie z cierpliwością, a potem powiedział słowa otuchy i miłości. Zamiast mnie ganić, przyjął mnie z dobrocią i, okazując boską wyrozumiałość, wysłuchał moich skarg do końca – jak oddany lekarz. Niewątpliwie, wstałam dziś z nowym duchem.
128.
128.
– Bądźmy spokojni, bo Bóg nam pomoże. Gdy tylko całkowicie odzyskam siły, zarobię na chleb ciężką, uczciwą pracą. Miejmy nadzieję i wiarę.
Wobec pocieszających słów Éster dzieci spojrzały po sobie z uśmiechem, podczas gdy staruszkowie zamilkli, tłumiąc swój naturalny żal.
Chciałem uczynić się widzialnym dla tych nieoświetlonych duchów, które poruszały się po pomieszczeniu, aby porozmawiać z nimi i zbadać ich doświadczenia, ale Alexander powstrzymał mnie:
– To byłoby stratą czasu – powiedział. – A jeśli chcesz im pomóc, przyjdź tutaj innym razem. Mentalne skostnienie, które trwało przez lata, nie rozpuści się dzięki jednemu wyjaśnieniu. Naszym celem jest teraz coś innego. Musimy zdobyć informacje o Raulu. Poza tym, gdybyśmy poświęcili ten czas na rozmowę z naszymi braćmi, którzy już odeszli, szybko by się okazało, że mogą oni jedynie wyrażać bolesne żale – bez żadnej konstruktywnej wartości.
I wyrażając niewielkie zainteresowanie rozmową z żyjącymi, ze względu na główny cel chwili, dodał:
– Poszukajmy jednego z naszych braci wizytujących. Potrzebujemy początkowych informacji, by nadać naszemu wstawiennictwu natychmiastowy kształt.
Ponieważ Alexander udał się do innych pomieszczeń, opuściłem również skromną jadalnię, choć chciałem kontynuować obserwację. Instruktor jednak nie miał czasu do stracenia.
Po kilku minutach spotkaliśmy ducha o skromnym, lecz bardzo godnym wyglądzie, do którego Alexander zwrócił się uprzejmie:
– Mój przyjacielu, czy pełnisz aktywną funkcję wizytatora?
129.
– Tak, aby ci służyć – odpowiedział grzecznie zapytany.
Instruktor przedstawił mu nasze zapytanie w sposób jasny i zwięzły.
Wtedy brat wizytator wyjaśnił dość szczegółowo, że znał Raula, pomagał mu wielokrotnie, udzielając mu ciągłej pomocy duchowej; jednak mimo starań jego i innych przyjaciół nie udało się zapobiec jego samobójstwu, które było przemyślaną, zimną decyzją.
– Samobójstwo? – zapytał Alexander, starając się zdobyć pełną informację. – Wdowa uważa, że to było morderstwo.
– Niemniej jednak – zauważył nowy przyjaciel – Raul potrafił dobrze ukrywać swoje zamiary. Zastanawiał się nad tym aktem przez długi czas, a w ostatnim dniu zakupił rewolwer, aby zrealizować swój cel. Postrzelił się w okolice serca, a następnie rzucił broń na niewielką odległość, ostrożnie, by nie pozostawić odcisków palców. W ten sposób udało mu się zmylić rodzinę, sprawiając, że uwierzyli, iż doszło do tragicznego przestępstwa.
– Czy widziałeś go w ostatnich chwilach tej tragedii? – zapytał Alexander z troską.
– Tak – wyjaśnił rozmówca – kilku przyjaciół i ja próbowaliśmy mu pomóc, ale z powodu charakteru śmierci, samodzielnie podjętej, zimnej decyzji, nie udało się nam wyciągnąć go z kałuży krwi, w której się znalazł, uwięzionego przez ciężkie, duszące wibracje. Pozostawaliśmy na miejscu, starając się go wspierać, kiedy podszedł „horda” kilkudziesięciu dusz, które wykorzystały nieszczęśnika i łatwo go zabrały, korzystając z harmonii ciemnych sił. Jak możesz sobie wyobrazić, nie udało nam się wyrwać go z rąk tych, którzy porwali go w cienie...
Instruktor wydawał się zadowolony z wyjaśnień, a kiedy zauważyłem, że zamierza zakończyć rozmowę, odważyłem się zapytać:
130.
– Ale… A przyczyna samobójstwa? Czy nie będzie to ciekawe, by usłyszeć odwiedzającego?
– Nie – wyjaśnił Alexander spokojnie. – Zapytamy samego zainteresowanego.
Pożegnaliśmy się. Jednak pewne pytanie dręczyło moją głowę. Nie mogłem go powstrzymać przez długie chwile, więc zwróciłem się do hojnego przewodnika:
– „Horda”? Co to oznacza? – zapytałem.
Alexander, który wydawał się teraz bardziej zmartwiony, wyjaśnił:
– „Horda”, o której wspomniał nasz informator, to tłum upadłych istot, poświęconych praktyce zła. Chociaż mają ograniczony wpływ z powodu licznych osłon, które chronią kręgi naszych braci wcielonych i nasze własne sfery działania, wywołują wiele zamieszania, koncentrując impulsy swoich zbiorowych sił.
Ponieważ moje zdumienie było ogromne, przewodnik dodał:
– Nie dziw się, mój przyjacielu. Śmierć fizyczna nie jest cudowną kąpielą, która zamienia złych w dobrych, a ignorujących w mądrych z dnia na dzień. Są duchy, które przywiązują się do domowego środowiska niczym bluszcz do ścian. Inne zaś, i to w dużej liczbie, buntują się w kręgach swojej własnej ignorancji i tworzą tzw. legiony ciemności, które stawiały opór samemu Jezusowi za pośrednictwem różnych opętanych. Organizują się diabolicznie, tworzą przestępcze kooperatywy – i biada tym, którzy staną się ich towarzyszami! Ci, którzy zbłądzą na drodze rozwoju z powodu lekceważenia boskich okazji, stają się niewolnikami cierpienia pod rządami tych przejściowych, lecz straszliwych mocy cienia, w więzieniu, które może trwać przez bardzo długi czas.
131.
– Ale czy regionalny wizytator, jako strażnik tych miejsc – zapytałem zdumiony – nie mógłby obronić tego nieszczęsnego samobójcy?
– Gdyby był ofiarą morderstwa – odpowiedział przewodnik – tak, ponieważ w rzeczywistej roli ofiary człowiek wytwarza określone prądy siły magnetyczne, zdolne wprowadzić go w kontakt z misjonarzami pomocy. Ale w przypadku samobójstwa wcześniej rozmyślnie zaplanowanego, bez udziału ukrytych wrogów, jak w tym, który obserwujemy, rozchwianie duszy jest niewyrażalne i powoduje absolutną niezdolność do dostrojenia mentalnego z istotami wyższymi.
– Ale – zapytałem wstrząśnięty – czy duchowe straże nie mogłyby pomóc mimo to?
Alexander wykonał gest braterskiej wyrozumiałości i zaznaczył:
– Skoro wewnętrzna wolność jest przywilejem wszystkich dzieci Stworzenia, nie można organizować pospiesznych akcji ratunkowych dla tych, którzy z pełną świadomością rzucają się w przepaść cierpienia. W takich przypadkach ból działa jako środek pomocniczy w niezbędnych korektach. Ale... a co ze złymi, którzy zdają się szczęśliwi w swojej niegodziwości? – zapytałbyś zapewne. Ci to właśnie zatwardziali i przewrotni cierpiący wszystkich czasów, którzy mimo świadomości własnego duchowego upadku, tworzą wokół serca niebezpieczną skorupę nieczułości. Zrozpaczeni i rozczarowani, pełni jadowitego buntu, rzucają się w mętną falę zbrodni, aż nowy promień światła rozbłyśnie im na niebie sumienia.
Temat dawał okazję do cennych wyjaśnień, ale Alexander dał znak, że nie może tracić zbyt wiele czasu na słowa i po krótkiej przerwie dodał:
132.
Choć sam pogrążyłem się w modlitwie, zauważyłem, że przewodnik zapadł w głębokie milczenie.
Po kilku minutach Alexander przemówił, jakby wracał z zaskakującej wyprawy:
– Możemy iść dalej. Biedny brat, półprzytomny, przebywa w towarzystwie niebezpiecznej grupy wampirów, w pobliżu.
Przewodnik ruszył w drogę, a ja podążyłem za nim krok w krok, milcząc, mimo wielkiej ciekawości.
Wkrótce, oddalając się od obszarów podmiejskich, znaleźliśmy się w okolicach dużej rzeźni.
Moje zdziwienie nie miało granic, gdy zauważyłem czujną postawę przewodnika, który stanowczo wszedł przez szeroką bramę. Po wibracjach otoczenia poznałem, że miejsce to było jednym z najbardziej nieprzyjemnych, jakie poznałem do tej pory w mojej nowej duchowej fazie wysiłku. Idąc bardzo blisko za Alexanderem, zauważyłem liczne grupy duchów w wyraźnie upadłym stanie, które ulokowały się tu i ówdzie. Przed miejscem, gdzie odbywała się rzeź bydła, ujrzałem przerażający obraz. Wielka liczba zmarłych w opłakanym stanie rzucała się na strugi świeżej krwi, jakby usiłując wypić ciecz z drapieżnym pragnieniem…
Alexander dostrzegł moje bolesne zdumienie i spokojnie mi wyjaśnił:
– Widzisz, André? Ci nieszczęśni bracia, którzy nas nie mogą dostrzec z powodu żałosnego stanu zbrutalizowania i upadku, wysysają siły z plazmy krwi zwierząt. To głodni, którzy budzą współczucie.
133.
Rzadko kiedy w całym moim życiu doświadczyłem takiej odrazy. Nawet najsmutniejsze sceny z niższych stref, które dotąd dane mi było zaobserwować, nie wywarły na mnie tak gorzkiego wrażenia.
Duchy zmarłych w poszukiwaniu takiego pożywienia? Rzeźnia pełna nikczemnych istot? Co to wszystko miało znaczyć? Przypomniałem sobie moje skromne studia z historii, sięgając myślą do czasów, gdy prymitywne ludy składały przypuszczalnym bogom ofiary z krwi byków i kozłów. Czyżby w tej przerażającej scenie znajdowało się echo dawnych rytuałów na kamiennych ołtarzach? Pozwoliłem, by pierwsze wrażenia rozpaliły mi umysł, aż poczułem, jak dawniej, że moje myśli wirują w chaosie.
Alexander, jak zawsze troskliwy, zbliżył się do mnie z jeszcze większą czułością i wyjaśnił:
– Dlaczego tak wielkie przerażenie, mój przyjacielu? Wyjdź poza siebie, przełam skorupę osobistej interpretacji i wejdź na szerokie pole zrozumienia. Czyż obaj nie odwiedzaliśmy na powierzchni Ziemi najróżniejszych rzeźni? Pamiętam, że w moim dawnym ziemskim domu śmierć świni była powodem rodzinnej radości. Tusza pełna mięsa i tłuszczu oznaczała obfitość w kuchni i zadowolenie żołądka. Na tej samej zasadzie zbliżają się do martwych zwierząt duchy zmarłych, tak samo prymitywnych, jakimi sami kiedyś byliśmy. Ich gorąca krew dostarcza im żywotnych energii.
Bez wątpienia, obraz jest godny ubolewania; nie do nas jednak należy potępianie. Każda rzecz, każda istota, każda dusza pozostaje na takim etapie ewolucji, który jest jej właściwy. A skoro sami przeszliśmy przez niższe poziomy i wiemy, jak trudne bywa wznoszenie się ku światłu, powinniśmy zachować autentyczną gotowość do niesienia pomocy, mobilizując wszystkie nasze najlepsze możliwości na służbie bliźniemu.
134.
Ostrzeżenie było niezwykle pożyteczne. Słowa instruktora spadły mi na duszę jak zbawienna nauka, korygując moje nastawienie mentalne. Spokojnie spojrzałem na obraz przed sobą, a gdy Alexander zauważył, że odzyskałem równowagę, wskazał mi istotę o żałosnym wyglądzie, przypominającą automat, błąkającą się wśród innych. Po chwili wpatrywania się w jej niemal bezwyrazowe oczy, zauważyłem, że jej odzienie było przesiąknięte krwią.
– To samobójca, którego szukamy – oznajmił jasno instruktor.
– Co? – zapytałem zaskoczony – dlaczego wampiry miałyby go potrzebować?
– Tacy nieszczęśnicy – wyjaśnił Alexander – wykorzystują świeżo zmarłych, którzy nie mają żadnej obrony, jak ten biedny Raul, w pierwszych dniach po śmierci fizycznej, wysysając z nich siły witalne, po uprzednim wykorzystaniu ich jeszcze związanego z materią ciała...
Byłem oszołomiony, przypominając sobie dawne religijne nauki o diabelskich pokusach, ale mój przewodnik, skupiony na świętej misji pomocy, dopowiedział stanowczo:
– André, nie poddawaj się negatywnemu wrażeniu. Każdy człowiek, wcielony czy nie, który zboczy z prawej drogi dobra, może stać się niebezpiecznym duchem zła. Nie mamy czasu do stracenia. Musimy działać, ratując tego nieszczęśnika.
Podążając za troskliwym mentorem, zbliżyłem się również do nieszczęsnego Raula. Alexander uniósł prawą dłoń nad jego czołem i otoczył go silnym napływem magnetycznej energii. W ciągu kilku chwil Raul został otoczony światłem, które natychmiast zostało dostrzeżone przez istoty cienia. Zauważyłem, że większość z nich oddaliła się, krzycząc z przerażenia. Widząc jasność otaczającą ofiarę, byli bladzi i zaskoczeni.
135.
Jeden z najodważniejszych oprawców odezwał się donośnym głosem:
– Zostawmy tego człowieka jego losowi.
„Potężne duchy” są nim zainteresowane.
Zostawmy go!
Podczas gdy kaci pospiesznie się wycofywali, jakby bali się czegoś, czego ja jeszcze nie potrafiłem pojąć – z powodu błogosławionej bliskości światła pochodzącego z Wyższych Sfer – pogrążałem się w bolesnych wewnętrznych pytaniach. Obraz, który miałem przed sobą, był niczym żywcem wzięty ze starych legend o demonach porzucających dusze uwięzione w ich piekielnych zamiarach. Słowa „potężne duchy” wypowiedziano z wyraźną ironią. Dzięki światłu, które otoczyło samobójcę, wiedzieli, że byliśmy obecni, i choć uciekali przestraszeni, rzucali w nas szyderstwami.
Stopniowo wielki rzeźniczy teren opustoszał z żarłocznych wampirów. Alexander, zakończywszy operację magnetyczną, ujął dłoń cierpiącego przyjaciela, który wydawał się otępiały przez złą influencję, i prowadząc go ku otwartemu polu, rzekł do mnie łagodnie:
– Nie chowaj w sercu ironicznych słów, które usłyszeliśmy. Ci nieszczęśni bracia zasługują na naszą największą litość. Skupmy się na tym, co może być dla nas ważne.
Polecił mi, bym wspierał nowego przyjaciela, który wydawał się nieświadomy naszej pomocy, i po kilku minutach marszu zatrzymaliśmy się pod rozłożystym drzewem, kładąc osłabionego i chwiejnego brata na świeżej trawie.
Poruszony jego bezwyrazowym spojrzeniem, poprosiłem przewodnika o wyjaśnienia. Jego przyjazne słowa nie kazały na siebie długo czekać.
136
– Biedaczysko chwilowo nie ma pamięci. Po tak długotrwałym wysysaniu energii życiowej znajduje się w stanie godnej ubolewania nieświadomości.
Widząc moje zdziwienie, Alexandre dodał:
– Cóż byś chciał? Spodziewałbyś się tu procesu najmniejszego wysiłku? Magnetyzm zła również ma wielką moc, zwłaszcza wobec tych, którzy dobrowolnie poddają się jego mackom.
Następnie pochylił się ojcowsko nad nieszczęsnym samobójcą i zapytał:
– Bracie Raulu, jak się czujesz?
– Ja... ja... – wymamrotał nieszczęśnik, jakby pogrążony w głębokim śnie – Nie wiem... Nic nie wiem...
– Pamiętasz swoją żonę?
– Nie... – odparł samobójca niewyraźnie.
Instruktor podniósł się i powiedział do mnie:
– Jego nieświadomość jest całkowita. Musimy go obudzić.
Następnie polecił mi zostać tam i czuwać, podczas gdy on uda się po potrzebne zasoby.
– Nie możemy obudzić go sami? – zapytałem, zdziwiony.
Przewodnik uśmiechnął się i odparł:
– Łatwo poznać, że nie jesteś jeszcze weteranem służby „wstawienniczej”. Zapominasz, że nie obudzimy go tylko do samoświadomości, ale także do bólu? Przerwiemy skorupę niższego magnetyzmu, która go otacza, i Raul powróci do świadomości własnej sytuacji; jednak poczuje mękę przestrzelonej piersi, zawyje z udręki w obliczu bolesnego istnienia, które sam sobie stworzył. A w takich przypadkach pierwsze wrażenia są naprawdę straszliwe i musi minąć kilka godzin, zanim nadejdzie pewna ulga.
137
– I jak inne obowiązki czekają na nas, najlepiej będzie powierzyć go opiece innych przyjaciół.
Te słowa głęboko mnie poruszyły.
Po upływie około dwudziestu minut Alexandre powrócił w towarzystwie dwóch braci, którzy zobowiązali się zająć nieszczęśnikiem. Po chwili znaleźliśmy się w duchowym domu nagłej pomocy, zlokalizowanym na samej powierzchni Ziemi. Widać było, że placówka ta zajmuje się pracami ratunkowymi, gdyż dostępny sprzęt pomocniczy był dość prymitywny.
Domyślając się moich myśli, Alexandre wyjaśnił:
– W kręgu antagonistycznych wibracji mieszkańców Ziemi nie da się zorganizować w pełni rozwiniętej instytucji pomocy. W związku z tym, działania ratunkowe muszą niestety nosić znamiona niedoskonałości.
– Ten dom jednak jest ruchomym szpitalem, który działa dzięki poświęceniu wielu współpracowników.
Po ułożeniu Raula na białym łożu, oddany instruktor rozpoczął aplikację magnetycznych pasów nad jego mózgiem.
Nie minęło wiele czasu, gdy nieszczęśnik wydał z siebie świszczący i przejmujący krzyk, który rozdarł mi serce:
– Umieram! Umieram!... – krzyczał Raul w najwyższej rozpaczy, próbując wspinać się teraz po ścianach. – Ratujcie mnie, na miłość boską!
I ściskając piersi rękami, wołał w bolesnym tonie:
– Moje serce jest rozdarte! Pomóżcie mi!... Nie chcę umierać...
Oddani pielęgniarze opiekowali się nim z troską, lecz pacjent wydawał się ogarnięty przerażeniem.
138.
– O mój Boże!... Mój Boże!... Co ja ze sobą zrobiłem?... Co zrobiłem ze swoim życiem?...
Scena była głęboko poruszająca. Raul, teraz świadomy swojej nowej sytuacji i cierpienia, które sam sobie zadał, pogrążał się w żalu i rozpaczy. Łzy spływały mu po zbolałej twarzy, podczas gdy szlochy wstrząsały jego piersią.
Alexandre pozostał niewzruszony, z obliczem rozświetlonym spokojnym współczuciem.
– Nie buntuj się, Raulu – powiedział łagodnie. – Ból to błogosławiony lek, z którego Opatrzność korzysta, by przywrócić równowagę duszom, które zbłądziły. Twoja sytuacja jest bolesna, to prawda, ale jest też nową szansą. Nie jesteś potępiony na wieczność. Po prostu zaczynasz spłacać dług, aby w przyszłości móc zacząć od nowa – z większym zrozumieniem i miłością.
– Pomożemy ci, na ile będziemy mogli. Ale musisz przyjąć pomoc z pokorą, pracować nad swoim odrodzeniem i przede wszystkim pielęgnować szczery żal oraz chęć poprawy.
Raul teraz płakał w milczeniu. Pierwsze promienie zrozumienia zaczęły wreszcie przebijać się przez gęstą mgłę jego bolesnej świadomości.
139.
– Ach! Nieszczęsny, jakże nieszczęśliwy! Tysiąc razy nieszczęśliwy!...
Alexandre jednak nie odezwał się do niego w tej chwili. Po czułym poleceniu opieki nad Raulem dla braci odpowiedzialnych za pomoc, zwrócił się do mnie, wyjaśniając:
– Chodź, André! Nasz nowy przyjaciel przechodzi kryzys, który nie zakończy się przed upływem około siedemdziesięciu godzin. Wrócimy później, by go odwiedzić.
Po powrocie do moich zajęć czekałem z niecierpliwością na moment, w którym będziemy kontynuować pouczające obserwacje. Byłem głęboko poruszony złożonością pracy „intercesyjnej”. Zwykłe modlitwy tęskniącej i oddanej żony wywołały liczne działania mojego przewodnika oraz cenne wyjaśnienia dla mnie.
Jak Alexandre zachowa się w końcowej fazie? Jakie objawienie Raul będzie miał dla naszych uszu, jako towarzyszy, którzy dbają o jego dobro? Czy jego żona pocieszy się w kręgach wdowieństwa?
Z mnóstwem pytań w sercu czekałem na odpowiedni moment. Po upływie czterech dni Alexandre zaprosił mnie, byśmy wrócili do tego tematu, co bardzo mnie ucieszyło, dając mi możliwość kontynuowania nauki dla własnej ewolucji.
Zastaliśmy Raula pełnego bólu, jednak bardziej spokojnego, by prowadzić rozmowę wyjaśniającą.
Skarżył się na otwartą ranę, rozregulowane serce, ostre cierpienie i wielkie wyczerpanie. Wiedział jednak, że nie jest już w kręgu ciała, choć ta prawda kosztowała go bolesne łzy.
– Uspokój się – powiedział do niego mój przewodnik z niewysłowioną dobrocią. – Twoja sytuacja jest trudna, ale mogłaby być znacznie gorsza. Są samobójcy, którzy przez nieokreślony czas trwają przy zwłokach, obserwując rozkład ciała i odczuwając ataki żarłocznych robaków.
140.
– Ach, moje nieszczęście – westchnął nieszczęśnik – bo oprócz tego, że jestem samobójcą, jestem także przestępcą.
Okazując nam ogromne zaufanie, Raul opowiedział swoją smutną historię, starając się uzasadnić swój desperacki czyn.
W młodości przyjechał z prowincji do wielkiego miasta, odpowiadając na zaproszenie Noé, przyjaciela z dzieciństwa. Był to człowiek oddany i szczery – prawdziwy towarzysz. Pewnego dnia przedstawił Raulowi swoją narzeczoną, kobietę, z którą ten marzył, by samemu kiedyś stworzyć szczęśliwy dom.
Jednak od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzał Éster, Raul nie mógł o niej zapomnieć. Młoda kobieta ucieleśniała jego najwyższy ideał małżeńskiego szczęścia. W jej obecności czuł się spełniony. Jej spojrzenie koiło jego serce, a jej myśli zdawały się odbiciem jego własnych.
Jak jednak wyznać tę miłość?
Noé, dawny przyjaciel, stał się przeszkodą, której nie można było obejść. Éster nie potrafiła złamać złożonej przysięgi. A Noé był zbyt dobrym i szlachetnym człowiekiem, by dać powód do rozstania.
To właśnie wtedy w jego umyśle zrodziła się przerażająca myśl o przestępstwie; stał się przeszkodą, którą trzeba było usunąć.
Raul nie chciał oddać swojego szczęścia nikomu. Rywal musiał zniknąć. Ale jak dokonać tego bez ryzyka kary?
Zaślepiony gwałtowną namiętnością, zaczął skrupulatnie planować zbrodnię. Znalazł subtelną metodę na pozbycie się wiernego towarzysza.
Raul zaczął podawać sobie niewielkie dawki znanej, śmiertelnej trucizny, stopniowo je zwiększając, aż jego organizm przyzwyczaił się do ilości, które dla innych byłyby zabójcze. Gdy osiągnął odpowiedni poziom odporności, zaprosił przyjaciela na kolację i podał mu zatrute wino – to samo, które pił sam, bez żadnego niebezpieczeństwa.
Noé zmarł w ciągu kilku godzin. Wszyscy uznali go za samobójcę. Raul na zawsze zachował tę straszną tajemnicę. Pocieszał pogrążoną w żalu narzeczoną – aż w końcu zdobył jej sympatię i wziął z nią ślub.
141.
-Osiągnął to, o czym marzył najbardziej: Éster została jego żoną, a dzieci przynosiły radość jego codzienności. Jednak jego sumienie nosiło nieodwracalną ranę. W najintymniejszych chwilach życia rodzinnego widział Noégo, który z głębi jego umysłu oskarżał go o zbrodnię. Całusy żony i pieszczoty dzieci nie potrafiły rozproszyć uporczywego widma. Zamiast słabnąć, wyrzuty sumienia narastały. W pracy, przy lekturze, przy stole, w alkowie małżeńskiej, wciąż pozostawał ofiarą, czuł na sobie milczące spojrzenie dawnego przyjaciela. W pewnym momencie postanowił wyznać straszliwą prawdę i oddać się w ręce sprawiedliwości. Jednak czuł, że nie ma prawa łamać serca ukochanej ani niszczyć przyszłości swoich dzieci. Społeczeństwo darzyło go szacunkiem, a otoczenie domowe było akceptowane. Współpracownicy cenili jego obecność. Jak mógłby wyjaśnić prawdę w takich okolicznościach? Choć kochał rodzinę, był wyczerpany po latach wewnętrznego zmagania. Bał się obłędu, szpitala psychiatrycznego, całkowitego upadku. Z każdym dniem wyznanie stawało się coraz bardziej nieuniknione. Myśl o samobójstwie nabierała coraz wyraźniejszych kształtów w jego udręczonym umyśle. Nie wytrzymał dłużej. Ukrył ostatni akt swojej cichej tragedii tak samo, jak ukrył pierwszy. Kupił rewolwer i czekał. Pewnego dnia, po zakończonej pracy, nie wrócił do domu. Trzymając broń, wymierzył ją w siebie.
142.
Czuła się uwięziona w ciężkim, męczącym śnie, pełnym okrutnych koszmarów. I dopiero gdy Aleksander przywrócił jej energię w tym wyczerpanym stanie, odzyskała świadomość siebie — tam, w tej skromnej izbie.
Kończąc długie i gorzkie wyznanie, Raul czuł ścisk w piersi, a po jego twarzy spływały ciężkie łzy.
Głęboko poruszony, nie wiedziałem, co powiedzieć.
Tamta ukryta tragedia mogła poruszyć nawet serca z kamienia.
Ale Aleksander, ukazując głębię swoich doświadczeń, zachował szlachetny spokój i powiedział:
– W największych otchłaniach, Raul, zawsze jest miejsce na nadzieję. Nie pozwól, by opanowała cię myśl o niemożliwości. Myśl o odnowieniu swojej szansy, rozważaj wielkość Boga. Przekształć wyrzuty sumienia w cel odnowy.
Po krótkiej pauzie, gdy nieszczęśnik załamał się w płaczu, mistrz kontynuował:
– To prawda, twoje obecne cierpienia nie mogą zniknąć w sposób cudowny. Wszyscy zbieramy to, co zasialiśmy. Ale my, którzy dziś czegoś się nauczyliśmy, już nieraz przeżywaliśmy lekcję zaczynania od nowa. Zachowaj spokój i miej odwagę.
Następnie Aleksander przeszedł do sprawy, która nas interesowała. Wyjaśnił, że pomoc została zapoczątkowana dzięki modlitwom żony — pełnej czułości i rozpaczy. Przekazał mu wieści o niej, o dzieciach i o starych wujkach. Mówił o tęsknocie Éster i jej pragnieniu, by choć przez chwilę móc go ujrzeć podczas snu fizycznego ciała.
143.
Słuchając ostatnich informacji, samobójca zdawał się ożywiać i powiedział:
– Ach! Nie jestem godny! Moja nędza tylko pogłębiłaby ból!...
Jednak nauczyciel, głaszcząc go ojcowsko po czole, obiecał interweniować i rozwiązać problem.
Ponownie opuściliśmy pomieszczenie, a Alexandre, dostrzegając moją głęboką admirację, zauważył:
– W tym małym dramacie, mój przyjacielu, możesz ocenić skalę i złożoność naszych zadań w pracy interwencyjnej. Nasi wcieleni towarzysze czasem proszą nas o działania, które są bardzo odległe od rzeczywistego zrozumienia sytuacji. Dla ludzkiego społeczeństwa Raul jest ofiarą tajemniczych zabójców, podczas gdy w rzeczywistości jest ofiarą samego siebie. Dla żony – idealnym mężem, a przecież był przestępcą i samobójcą.
Zrozumiałem moralne trudności, w jakich się znaleźliśmy, próbując odpowiedzieć na prośbę, która doprowadziła nas do takiego rodzaju misji. Słowa instruktora nie pozostawiały wątpliwości. Z tą świadomością odważyłem się zapytać:
– Czy sądzisz, że siostra Éster jest gotowa na realizm naszych wniosków?
Alexandre pokręcił głową i odpowiedział:
– Pełnej prawdy godni są tylko ci, którzy całkowicie uwolnili się od namiętności. Éster jest głęboko dobra, ale jeszcze nie osiągnęła panowania nad sobą. Nie kontroluje swoich emocji, raczej to one nią rządzą. Z tego powodu w żadnym wypadku nie możemy przekazać jej pełnej wiedzy o tej sprawie. Jest gotowa na pocieszenie, ale nie na prawdę.
Słowa instruktora wstrząsnęły mną do głębi. Jak można ukrywać szczegóły tragedii? Czy to nie byłoby zaprzeczeniem rzeczywistości? W jaki sposób można pocieszyć tęskniącą żonę, nie ujawniając jej prawdziwego znaczenia wydarzeń?
144
Alexandre jednak zrozumiał moje pytanie i zauważył:
– Jakim prawem zakłócalibyśmy serce biednej wdowy na Ziemi, pod pretekstem bycia prawdziwymi? Dlaczego mielibyśmy niszczyć spokojną nadzieję trójki wspaniałych dzieci, zatruwając być może ich przyszłość, tylko po to, by zaprezentować się jako bohaterowie rzeczywistości? Czy większą radość daje ukazanie cienia zbrodni niż odkrycie źródła pocieszenia? Andrzeju, mój bracie, życie wymaga ogromnego rozeznania! Każde słowo ma swój czas, tak jak każde objawienie ma swój moment! Nie możemy łączyć pracy pomocowej z miażdżeniem tego, kto prosi o pomoc. Modlitwa Éster nie mogła przynieść jej zniechęcenia. Dlatego też nie każdy otrzymuje, kiedy chce, delegację z Wyższych Sfer do pracy pomocowej.
Zanotowałem tę uwagę.
Tego dnia Alexandre udał się ze mną do władz Pomocy, prosząc o współpracę jednej z sióstr działających w Zespołach Pomocowych, aby zapewnić skuteczniejsze wsparcie dla serca Éster. Wyznaczono Romualdę – oddaną i dobrą istotę, która zstąpiła na Ziemię wraz z nami, starannie przyjmując zalecenia życzliwego przyjaciela. Alexandre nie udzielił wielu instrukcji. Romualda miała przygotować duchowo wdowę na nocne spotkanie z mężem, a następnie pozostać przy niej przez dwa tygodnie, wspierając odbudowę jej energetyki psychicznej i pomagając w reorganizacji życia materialnego poprzez uczciwe i godne zatrudnienie.
Widać było, z jak wielką troską instruktor otaczał wszystkie działania.
145.
Prawie w wyznaczonym momencie ponownego spotkania małżonków udaliśmy się do mobilnego szpitala pomocy duchowej, gdzie instruktor osobiście zadbał o wszelkie środki ostrożności. Zalecił Raulowi, by utrzymał jak najlepszy nastrój, nalegając, aby nie wypowiedział nawet najmniejszego słowa skargi i powstrzymał się od jakiegokolwiek gestu, który mógłby wyrażać niecierpliwość lub niepokój. Następnie kazał zakryć otwartą i krwawiącą ranę, wyraźnie widoczną w zniszczonej części organizmu perispirytycznego, aby żona nie odczuła żadnego wrażenia cierpienia. Sam Raul, zdumiony lekcją dobrego zachowania, z zadowoleniem i odnowioną energią spełniał wszystkie instrukcje.
Po kilku minutach Romualda weszła w towarzystwie Éster, której spojrzenie zdradzało niepokój i oczekiwanie. Alexandre wziął ją za ramię i wskazał na męża leżącego na białym łóżku.
– Raul! Raul! – krzyknęła zrozpaczona wdowa, chwilowo uwolniona od ciała fizycznego, łamiąc mi serce bolesnym tonem głosu.
Jej wzruszenie było ogromne. Chciała kontynuować, ale nie mogła. Zgięły się jej kolana i upadła na klęczki przy łóżku męża, szlochając. Zauważyłem, że jego oczy pozostawały zalane łzami, które nie spadały. Alexandre patrzył na niego uważnie, dając do zrozumienia, że potrzeba odwagi, by przejść przez ten pełen bólu moment. Jak dziecko, które szuka wskazówek u ojca, samobójca uważnie śledził każdy gest naszego hojnego przewodnika.
A ponieważ Alexandre dał mu lekki znak, Raul chwycił prawą dłoń żony w łzach i powiedział:
– Nie płacz już, Éster! Miej zaufanie do Boga! Czuwaj nad naszymi dziećmi i wspieraj mnie swoją wiarą! Jestem w porządku... Nie ma powodu, byśmy się smucili! Kochana, śmierć to nie koniec. Przyjmij wolę Ojca, tak jak ja staram się ją przyjąć... Nasza rozłąka jest chwilowa... Nigdy cię nie zapomnę! Będziesz w moim sercu, gdziekolwiek będę!
146.
- Będziesz w moim sercu, gdziekolwiek się znajdę!
Ja także tęsknię za twoim towarzystwem, za twoim oddaniem, lecz Najwyższy nauczy nas przemieniać tęsknotę w nadzieję!
Słowa samobójcy, jak również łagodna modulacja jego głosu, zaskakiwały mnie swoimi niuansami.
Raul wykazywał potencjał delikatności i psychicznej finezji, których dotąd nie dostrzegałem jego oczami. To właśnie wtedy, wyostrzając percepcję wzrokową, zauważyłem, że niezwykle cienkie nici światła łączyły czoło Alexandre’a z jego mózgiem i zrozumiałem, że instruktor przekazywał mu silny magnetyczny wpływ, wspierając go w trudnej sytuacji.
Słysząc jego pocieszające słowa, wdowa zdawała się ożywiać, wykrzykując ze łzami:
– O, Raulu, wiem, że teraz jesteśmy rozdzieleni przez otchłań grobu!... Wiem, że muszę czekać na najwyższą decyzję, by zjednoczyć się z tobą na zawsze... Słuchaj! Pomóż mi na Ziemi, w tej niespodziewanej i bolesnej wdowieństwie! Powstań i wróć do naszego domu, by dać nadzieję mojemu zgnębionemu duchowi! Broń nas wciąż przed złymi... Nie zostawiaj mnie samej z naszymi dzieciątkami, które tak bardzo cię potrzebują... Proś Boga o tę łaskę i przyjdź nam z pomocą aż do końca!...
Chociaż nadal leżał wyciągnięty na łożu, zapytany czule pogładził jej włosy i odpowiedział:
– Miej odwagę i wiarę! Pamiętaj, Éster, że istnieją cierpienia większe od naszych, i pogódź się z losem... Wzmocnię się i będę dalej pracował dla nas... Tak jak ty oczekujesz ode mnie pomocy, tak ja oczekuję od ciebie zaufania. Pan nie zsyła nam problemów, na które nie zasługujemy!
147.
Praktyka dobra daje zdrowie ciału i radość duchowi! A Bóg, który jest dobry i sprawiedliwy, pobłogosławi nasze dzieci, aby były szczęśliwe u twego boku... Nie zwlekaj już dłużej! Wróć z ufnością! Zachowaj pewność, że żyję i że śmierć ciała to tylko konieczna przemiana!...
Zrozumiawszy, że chwila ponownego spotkania dobiega końca, zaniepokojona żona wyraziła skrajną ciekawość i trwogę, wpatrując się we łzy w towarzysza, i zapytała:
– Raulu, zanim odejdę, powiedz mi szczerze... Co się stało? Kto odebrał ci życie?
Zauważyłem, że zapytany okazał w oczach straszliwą udrękę w obliczu niespodziewanego pytania. Może pragnął wyznać prawdę, rzucić światło na swoje minione doświadczenia, lecz magnetyczna pomoc Alexandre’a nie kazała na siebie czekać. Strumień intensywnego światła wypłynął z ręki przewodnika, który na tym etapie rozmowy trzymał już dłoń ochronnie nad czołem samobójcy.
Wyraz jego twarzy się odmienił — powrócił mu spokój i odwaga.
Ponownie opanowany, Raul zwrócił się do towarzyszki:
– Éster, procesy Sprawiedliwości Bożej nie znajdują się w naszym zasięgu zrozumienia... Zachowaj pewność, że codziennie i w każdym wydarzeniu jesteśmy pouczani... Naucz się szukać przede wszystkim... woli Bożej...
Biedna wdowa pragnęła przedłużyć rozmowę; w jej udręczonych oczach można było dostrzec silne pragnienie dalszego czerpania z tych wzniosłych pocieszeń chwili, lecz Alexandre ujął ją za ramię i polecił konieczność pożegnania się. Płacząca żona nie oponowała. Skupiając całą swą uczuciową siłę w słowach, pożegnała się z samobójcą i ucałowała jego ręce z nieskończoną czułością.
Nieco dalej od organizacji szpitala ratunkowego², instruktor powierzył ją opiece Romualdy i wrócił w moim towarzystwie.
Wróć do naszego domu i raduj się! Nie lękaj się potrzeby; błogosławieństwo chleba nigdy nam nie zabraknie! Szukaj radości w uczciwej pracy i siej dobro poprzez wszystkie okazje, jakie świat ci podaruje!
148.
Nie potrafiłem ukryć mojego ogromnego podziwu dla takiego dzieła pomocy.
Alexandre wyczuł mój stan ducha i odezwał się wzruszonym tonem:
– Jak widzisz, praca ratunkowa wymaga wiele wysiłku i braterskiego oddania. Nie możemy zapominać, że Raul i Éster to dwoje duchowo chorych i w takiej sytuacji potrzebują z naszej strony ogromnego zrozumienia. Na szczęście wdowa wraca pełna nowej otuchy, a nasz przyjaciel, dostrzegając ogrom opieki, jaką jest otoczony, i uświadamiając sobie, jak wiele może jeszcze pomóc swojej wcielonej towarzyszce, pośpieszy z tym, by rozbudzić w sobie nowe przejawy siły i energii.
Poruszony jednak widokiem rozdarcia, jakie widniało w jego duchowym ciele³, zapytałem:
– A co z rannym miejscem? Jak długo Raul będzie odczuwał te cierpienia?
– Być może przez wiele lat – odpowiedział instruktor poważnym tonem. – To jednak nie przeszkodzi mu intensywnie pracować na polu sumienia, starając się odzyskać błogosławioną możliwość odrodzenia.
Inne pytania nasuwały mi się w myślach. Instruktor musiał się jednak oddalić, by wykonać trudne zadania, w których nie mogłem mu towarzyszyć.
Poprosiłem go więc o zgodę, by z bliska śledzić dalszą pomoc udzielaną przez Romualdę, otrzymując od niego szczodre pozwolenie.
Chciałem się przekonać, w jakim stopniu pocieszyła się strapiona wdowa i zaobserwować, jak wykorzystuje owo spotkanie, które było darem najwyższej łaski⁴.
Następnego dnia powróciłem do skromnego domu, dokładnie w porze rodzinnego obiadu.
Romualda była w ruchu. Wnętrze domu zyskało nowy wyraz. Istoty uzależnione⁵ nie zniknęły całkowicie, lecz ich liczba została znacznie ograniczona.
149.
Otaczając swoją podopieczną opieką, pomocnicza siostra przyjęła mnie z uprzejmością.
Poinformowała mnie, że wdowa obudziła się znacznie lepiej i że ona, Romualda, zrobiła wszystko, co w jej mocy, by utrwalić w niej pełne wspomnienie snu.
Jak można było się spodziewać, biedaczka nie była w stanie zapamiętać wszystkich szczegółów; mimo to zachowała w pamięci najważniejsze wrażenia, które potrafiły obudzić w niej boską nadzieję i przywrócić dobry nastrój.
Zaleciła mi, abym sam przekonał się o cudownym działaniu tej opatrzności.
I rzeczywiście, oblicze wdowy zyskało nowy wyraz.
Z przejrzystymi i błyszczącymi oczami opowiadała wujostwu i dzieciom o niezwykłym śnie z ostatniej nocy.
Wszyscy słuchali jej z dużym zainteresowaniem, zwłaszcza dzieci, które zdawały się uczestniczyć w jej wewnętrznej radości.
Éster zakończyła opowieść, wyraźnie wzruszona.
Zauważyłem wówczas, że starsza ciotka zrobiła gest niedowierzania i zapytała:
– I ty wierzysz, że odwiedziłaś Raula w tamtym świecie?
– A jakżeby nie? – odparła wdowa bez wahania. – Wciąż czuję dotyk jego dłoni na swoich i wiem, że Bóg udzielił mi tej łaski, abym odzyskała siły do pracy. Obudziłam się dziś głęboko pokrzepiona i szczęśliwa! Zmierzę się z drogą z nową nadzieją! Będę się starać – i zwyciężę.
– O, mamusiu, jak pocieszające są twoje słowa! – szepnął jeden z malców, z bardzo bystrymi oczkami – jak bardzo chciałbym być z panią, żeby usłyszeć tatusia w tym cudownym śnie!
W tym momencie staruszek, który jadł w milczeniu, zabrał głos jako typowy przedstawiciel ludzkiego niedowiarstwa:
150.
– Ciekawe – zauważył – że choć Raul tak bardzo pocieszył twoje kobiece serce, nie wyjaśnił nic na temat zbrodni, która zaprowadziła go do grobu.
Éster, która wyczuła ironię tej uwagi, a także pozostając pod wpływem dobroczynnej obecności Romualdy, odpowiedziała bez wahania:
– Wiele razy, mój wuju, nie potrafimy być wdzięczni za boskie błogosławieństwa. Przypomniałam sobie o tej prawdzie, słysząc twoje rozumowanie. Wstydzę się, gdy przypomnę sobie, że zadałam takie pytanie biednemu Raulowi – osłabionemu i bladego na łożu śmierci. Wystarcza mi szczęście, że mogłam go zobaczyć i usłyszeć – w świecie, którego nie potrafię teraz pojąć. Mam pewność, że go odwiedziłam w jakimś miejscu. Co nas obchodzi poszukiwanie przestępców, skoro nie jesteśmy w stanie przywrócić jego ciała do życia? W naszym uporze, by karać winnych, nie zwracając uwagi na nasze własne winy, czyż nie popadamy w absurd – pragnąc być bardziej sprawiedliwi niż sam Bóg?
Wuj zamilkł, zamyślony, a ja zauważyłem, że dzieci cieszyły się ogromnie z matczynej odpowiedzi.
Serce Éster wkroczyło w jasną i wzniosłą strefę żywej wiary, napełniając się pokojem, radością i nadzieją – na drodze ku nowemu życiu.
Gdy się żegnałem, pogratulowałem Romualdzie jej szlachetnej pracy.
Szlachetna służebnica zapoznała mnie ze swoim planem działania.
Zamierzała pozostać jeszcze bliżej wdowy, napełniając ją odwagą i pogodą ducha. W nadchodzącym tygodniu spodziewała się móc pomóc jej również w znalezieniu dobrze płatnego zajęcia.
Zadziwiłem się, słysząc ten plan – zwłaszcza w zakresie pomocy materialnej; jednak Romualda odparła z wielkim spokojem:
– Gdy ziemscy towarzysze zasługują na to, możemy współdziałać na ich korzyść wszystkimi dostępnymi nam środkami – pod warunkiem, że nasza pomoc nie ograniczy ich wolności sumienia.
151.
Poprosiłem ją zatem uprzejmie, by pozwoliła mi uczestniczyć w działaniach pomocowych w wyznaczonym dniu ich zakończenia.
Romualda zgodziła się życzliwie i, po upływie tygodnia, zawiadomiła mnie o zakończeniu prac związanych z pomocą.
Powróciłem do domu wdowy w towarzystwie tej szlachetnej duchowej służebnicy, która poleciła mi:
– Proszę zająć się naszą przyjaciółką, podczas gdy udam się po osobę, która została wskazana do udzielenia jej wsparcia. Zorganizowałam już wszystkie potrzebne środki i nie mamy czasu do stracenia.
Zostałem tam, ogarnięty głęboką ciekawością, i po upływie około trzech godzin ktoś zapukał do drzwi, zwracając moją uwagę.
W towarzystwie Romualdy przybyła elegancka dama, która przyszła spotkać się z Éster, oferując jej uczciwą pracę w swojej pracowni krawieckiej.
Wdowa rozpłakała się ze wzruszenia i radości, a podczas gdy obie kobiety ustalały szczegóły zatrudnienia – w aurze ogólnego szczęścia i ulgi – siostra pomocniczka zwróciła się do mnie z radością:
– Teraz, bracie André, możemy spokojnie wrócić. Zadanie, które zostało nam powierzone, zostało zakończone – dzięki Panu.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...
spirytystka na emigracjii