autor: tadyszka » 16 cze 2025, 20:02
Rozdział 8 .Na planie snów
77.
Po kilku minutach pełnej czaru rozmowy brat Francisco podszedł do nauczyciela, pytając o cele spotkania tej nocy.
– Tak – wyjaśnił Alexandre przyjaznym tonem – będziemy mieli pracę polegającą na ogólnym wyjaśnianiu kwestii związanych z mediumnistością i psychizmem naszym przyjaciołom, bez szczegółowych omówień.
– Jeśli pan pozwoli – odpowiedział rozmówca – chciałbym zabrać kilku współpracowników, którzy regularnie pomagają nam w takich sprawach. Byłaby to dla nas wielka satysfakcja, gdyby mogli skorzystać z chwil snu fizycznego.
– Oczywiście. Dzisiejsza praca ma na celu przygotowanie naszych współpracowników, którzy nadal są wcieleni na Ziemi. Będziemy do dyspozycji i z radością przyjmiemy pańskich pomocników.
Francisco, poruszony, podziękował i zapytał:
– Czy możemy to przygotować?
– Natychmiast – wyjaśnił nauczyciel bez wahania – prowadź swoich przyjaciół do miejsca, które znasz.
Grupa ratowników oddaliła się, pozostawiając mnie z nowymi myślami. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami, Alexandre miał tego wieczoru poprowadzić małe zebranie uczniów, a gdy zostaliśmy sami, wyjaśnił mi uprzedzająco:
– Nasza grupa uczniów ziemskich ma już pewną liczebność, jednak brakuje jej określonych cech niezbędnych do pełnego wykorzystania jej potencjału. W związku z tym musimy wyposażyć naszych towarzyszy w bardziej konstruktywną wiedzę.
78.
A ponieważ uznał, że warto podać mi informacje osobiste, które mogłyby posłużyć mojemu wyjaśnieniu, dodał uprzejmie:
– A co z braćmi, którzy biorą udział w takich spotkaniach – zapytałem, ciekawy – czy zachowują pełną pamięć o wspólnych usługach, odbytych naukach i wysłuchanych uwagach?
Alexandre zamyślił się na chwilę i odpowiedział:
– Później doświadczenie pokaże ci, jak ograniczona jest zdolność sensoryczna. Wieczny człowiek zachowuje pełną pamięć i przechowuje wszystkie nauki, wzmacniając je i nadając im większą wartość, w zależności od własnego stanu ewolucyjnego. Człowiek fizyczny, będący jednak niewolnikiem koniecznych ograniczeń, nie może sięgnąć tak daleko. Mózg ciała, wskutek wymogów walki, do której Duch został powołany do życia, jest narzędziem o ograniczonym potencjale, zależnym w dużej mierze od oświecenia jego właściciela, jeśli chodzi o zapamiętywanie określonych boskich błogosławieństw. W związku z tym, André, archiwum podobnych wspomnień, zapisane w tym tymczasowym „dzienniku” komórek mózgowych, jest bardzo różne wśród uczniów, zmieniając się z duszy do duszy. Niemniej jednak muszę dodać, że w pamięci wszystkich braci o dobrej woli pozostanie na pewno dobro, nawet jeśli oni, podczas okresu czuwania, nie będą w stanie pozytywnie zidentyfikować jego pochodzenia. Lekcje, takie jak ta, w której będziesz dzisiaj uczestniczył, są nosicielami niezliczonych praktycznych korzyści. Po obudzeniu się na Ziemi, po takich lekcjach, uczniowie doświadczają ulgi, odpoczynku i nadziei, a także nabywają nowych wartości edukacyjnych. Oczywiście nie będą w stanie odtworzyć szczegółów, ale zachowają esencję, czując się w jakiś sposób odnowieni – nie tylko, by powrócić do codziennej walki w ciele fizycznym, ale także by pomagać innym i skutecznie walczyć ze swoimi własnymi niedoskonałościami. Ich myśli stają się jaśniejsze, uczucia szlachetniejsze, a modlitwy bardziej szacunkowe i produktywne, wzbogacając ich obserwacje i pracę każdego dnia.
79.
– To smutne – powiedziałem po dłuższej pauzie – że wszyscy członkowie grupy nie mogą w pełni uczestniczyć w takich naukach. Byłoby to wyjątkowe, gdyby ponad trzysta osób zebrało się w tych samych świętych celach, otrzymując wspólnie wzniosłe błogosławieństwa oświecenia.
– Zgadza się – odpowiedział przewodnik, zawsze pełen optymizmu. – Niemniej jednak nie możemy nikogo zmuszać. Każde duchowe uniesienie to wspinaczka, a każda wspinaczka wymaga wysiłku. Jeśli nasi przyjaciele nie wykorzystują siły, którą posiadają, jeśli lekceważą własne boskie prawa, zapominają o nich, a czasem wręcz nienawidzą świętych obowiązków, które powierzył im Ojciec, jak możemy działać w ich imieniu, skoro zasadą życia jest boska i wieczna realizacja, przeznaczona dla każdego z nas?
Uwaga była głęboka i niepodważalna.
W tym czasie napotkaliśmy ogromny budynek, który – choć skromny w formie – robił wrażenie, promieniując światłem.
– A teraz przejdźmy do pracy! – wezwał Alexandre, zdecydowany.
– Ależ – zaprotestowałem – zajęcia nie odbędą się w siedzibie grupy, w miejscu, gdzie zwykle prowadzone są prace?
– Jeśli praca byłaby całkowicie poświęcona istotom wolnym od ciała materialnego, moglibyśmy z powodzeniem działać właśnie tam, ale w tym przypadku musimy zająć się braćmi, którzy są jeszcze wcieleni i przychodzą do nas w szczególnych okolicznościach. Dlatego potrzebujemy również skorzystać z magnetycznych zasobów przyjaciół, którzy nadal walczą na Ziemi.
80.
– Mamy tutaj szlachetną instytucję spirytyzmu, służącą potrzebującym, smutnym i cierpiącym. Święty duch ewangelicznej rodziny pozostaje żywy w tym domu chrześcijańskiej miłości, który spirytyzm wzniosł przez pośrednictwo czcigodnej misji Chrystusa. Nasza praca będzie się tutaj rozwijać z większą efektywnością, odnosząc się do celów, którym ma służyć.
– Jak to interesujące – podkreśliłem – że potrzebujemy domowych przestrzeni, aby prowadzić nauki dla naszych towarzyszy wcielonych!
– Tak – skomentował Alexandre z wielką mądrością – nie możesz zapomnieć, że wielkie nauki samego Mistrza były przekazywane w obrębie rodziny. Pierwsza widzialna instytucja chrześcijaństwa to ubogi dom Szymona Piotra w Kafarnaum. Jednym z pierwszych objawień Naszego Pana przed ludem było pomnożenie radości rodzinnych podczas wesela w ciepłej atmosferze domu. Wiele razy Jezus odwiedzał domy grzeszników, zapalając nowe światła w sercach. Ostatnie spotkanie z uczniami miało miejsce w domowym Wieczerniku. Pierwsze chrześcijańskie ognisko służby w Jerozolimie to również prosta rezydencja Piotra, który stał się niezłomną twierdzą nowej wiary. Niewątpliwie każda kamienna świątynia, odpowiednio nadzorowana, działa jak latarnia w ciemnościach, wskazując prostą drogę wędrowcom świata, ale nie możemy zapominać, że żywotny ruch idei i realizacji opiera się na żyjącym kościele ducha, w sercu ludu Bożego. Bez przynależności do uczucia ludu, w sferze wiary przeżywanej w głębi każdego z nas, każda religijna manifestacja sprowadza się do zwykłego kultu zewnętrznego. Dlatego, André, w przyszłości ludzkości materialne świątynie chrześcijaństwa zostaną przekształcone w kościoły-szkoły, kościoły-domy dziecka, kościoły-szpitale, gdzie nie tylko kapłan będzie głosił słowo interpretacji, ale gdzie dziecko znajdzie wsparcie i wyjaśnienie, młody człowiek przygotowanie do godnych realizacji charakteru i uczucia, chory – lek uzdrawiający, ignorant – światło, a starszy człowiek – pomoc i nadzieję.
81.
Spirytyzm ewangeliczny jest również wielkim restaurowatorem dawnych apostolskich kościołów, pełnych miłości i pracowitych. Jego wierni interpretatorzy będą cennymi pomocnikami w transformacji teologicznych parlamentów w akademie duchowości, z katedr kamiennych na gościnne domy Jezusa.
Dałbym wszystko, co było w mojej mocy, aby kontynuować słuchanie tych fascynujących wyjaśnień od naszego przewodnika, ale w tym momencie przekroczyliśmy próg.
Zauważyłem, że brakowało tylko pięciu minut do drugiej w nocy.
Dzięki ogromnej liczbie istot, które spieszyły ku naszemu spotkaniu, zdałem sobie sprawę, że wokół wykładu tej nocy panowało ogromne zainteresowanie. Obecni byli nie tylko uczniowie związani bezpośrednio z wysiłkami Alexandre’a, ale także inni przyjaciele, przyprowadzeni tam przez afektywnych towarzyszy z planu duchowego.
Dołączyła do nas, z większą bliskością, mała grupka towarzyszy, z których jeden wyróżniał się rozmową z Alexandre’em w sposób bardziej znaczący.
– Jeszcze nie wszyscy przyszli? – zapytał przewodnik, z wyraźnym zainteresowaniem, po wymianie pierwszych uwag.
Zrozumiałem wyraźnie, że odnosił się do braci wcielonych, którzy powinni byli przybyć na spotkanie, będąc częścią grupy, której był jednym z duchowych dyrektorów.
82.
– Brakuje nam tylko dwóch towarzyszy – wyjaśnił, zapytany [dodano przecinek dla poprawy składni]. – Do tej pory Vieira i Marcondes jeszcze nie dotarli.
– Musimy rozpocząć pracę – zawołał Alexandre, bez zbędnych emocji – powinniśmy skończyć zadanie najpóźniej o czwartej.
I, okazując szczególne zainteresowanie jako przyjaciel, dodał:
– Kto wie, może padli ofiarą jakiegoś wypadku? Warto zachować spokój i pewność w swoim duchu, charakterystyczną dla ciebie [usunąłem przecinek przed „– polecił” dla płynności], – polecił swojemu pomocnikowi, który przekazywał mu informacje.
– Sertório, podczas gdy ja dokończę przygotowania do dzisiejszych instrukcji, obserwuj, co się dzieje.
Z szacunkiem podwładny zapytał:
– Co jeśli nasi bracia będą pod wpływem negatywnych duchów? Jak powinienem postępować?
– Wtedy zostawisz ich tam, gdzie są – odpowiedział instruktor, stanowczo [„instrukt” zmieniono na „instruktor” – pełniejsza forma], – moment nie sprzyja rozmowom z tymi, którzy świadomie przywiązują się do niższego planu. Po zakończeniu pracy sam zajmiesz się wszystkimi potrzebnymi środkami [usunąłem przecinek dla poprawy rytmu].
Posłaniec miał już odejść, kiedy przewodnik, dostrzegając moje gorące zainteresowanie, dodał:
– Jeśli chcesz, André, możesz podążać za mną i współpracować z posłańcem, który jest w służbie; Sertório będzie cieszył się twoim towarzystwem.
Podziękowałem, bardzo zadowolony, i przytuliłem pomocnika Alexandre’a, który uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
Wyszliśmy.
Było konieczne, aby szybko wykonać polecenie; jednak zaspokajając swoją ciekawość, Sertório wyjaśnił mi hojnie [„hojnie” zamiast „szczodrze” – bardziej naturalne]:
– Kiedy byliśmy wcieleni na Ziemi, nie mieliśmy pełnej świadomości tego, co robiliśmy podczas snu fizycznego; jednak te prace są niewypowiedziane i ogromne [„niewypowiedziane i ogromne” zamiast „nieopisane i wielkie” – bardziej obrazowe].
Gdyby wszyscy ludzie naprawdę cenili wartość przygotowania duchowego, z jaką wiąże się tego rodzaju zadanie, na pewno osiągnęliby najbardziej błyskotliwe osiągnięcia w dziedzinie psychicznych zdolności, nawet gdyby nadal byli związani z niższymi powłokami.
83.
Niestety, większość ludzi nieświadomie wykorzystuje nocny odpoczynek, aby udać się na polowanie po emocje błahych lub mniej godnych. Rozluźniają się ich własne obrony, a pewne impulsy, długo tłumione podczas czuwania, wybuchają we wszystkich kierunkach z powodu braku prawdziwego i głęboko odczuwanego wychowania duchowego.
Zainteresowany pełnymi wyjaśnieniami, zapytałem:
– Czy jednak to zdarza się uczniom zaawansowanych kursów duchowości? Czy mogą paść ofiarą takich złudzeń uczniowie instruktora tego formatu jak Alexandre?
– Jakżeż nie? – odpowiedział Sertório, bratersko. – Co do tej możliwości, nie miej żadnych wątpliwości. Ilu jest tych, którzy głoszą Prawdę, nie przyjmując jej wewnętrznie? Ilu powtarza formuły nadziei i pokoju, podczas gdy w głębi serca rozpaczają i prześladują? Zawsze jest wielu „wezwanych” w różnych sektorach budowy i doskonalenia świata! Jednak „wybrani” są zawsze nieliczni.
Kończąc myśl, aby oczyścić ją z wszelkich fałszywych wyobrażeń o szczególnych przywilejach w boskiej pracy, Sertório dodał:
– Musimy dostosować nasze definicje „wybranych”. Towarzysze, którzy są w ten sposób klasyfikowani, nie są w żaden sposób szczególnie uprzywilejowani przez łaskę Bożą, która jest zawsze tym samym źródłem błogosławieństw dla wszystkich. Wiemy, że „wybór”, w każdej pracy budowlanej, nie wyklucza „jakości”, a jeśli człowiek nie oferuje wyższej jakości w służbie boskiej, to w żadnym przypadku nie może spodziewać się wyróżnienia tego wyboru. Zatem należy stwierdzić, że Bóg wzywa wszystkie swoje dzieci do współpracy w swojej wspaniałej pracy, ale tylko ci, którzy są oddani, wytrwali, pracowici i wierni, budują wieczne cechy, które czynią ich godnymi wielkich zadań.
84.
A zatem, uznając, że cechy są owocem naszych własnych dokonań, nigdy nie możemy zapominać, że boski wybór zaczyna się od indywidualnego wysiłku każdego z nas.
Teza towarzysza była wyjątkowo interesująca i pouczająca, jednak właśnie dotarliśmy do niewielkiego budynku, przed którym Sertório zatrzymał się i powiedział:
– To rezydencja Vieiry. Zobaczmy, co się dzieje.
Podążyłem za nim w milczeniu.
Chwilę później znaleźliśmy się w przytulnej sypialni, w której spał starszy mężczyzna, wydając z siebie dziwne dźwięki. Jego ciało perispiryczne było doskonale widoczne, połączone z ciałem fizycznym, choć częściowo od niego oddzielone. Obok niego stała niezwykła postać ubrana w całkowicie czarne szaty. Zauważyłem, że śpiący towarzysz pozostawał pod wpływem intensywnego lęku. Ostrożne krzyki wydobywały się z jego gardła. Dusił się, przepełniony niepokojem, podczas gdy ciemna postać wykonywała gesty, których nie potrafiłem zrozumieć.
Sertório zbliżył się do mnie i zauważył:
– Vieira przeżywa okrutny koszmar.
Wskazując na dziwną istotę, dodał:
– Myślę, że przyciągnął do siebie tego gościa, który go przeraża.
Rzeczywiście, bardzo delikatnie, mój rozmówca zaczął rozmawiać z tą smutną postacią:
– Czy jesteś krewnym towarzysza, który śpi?
– Nie, nie. Jesteśmy starymi znajomymi.
I, bardzo niecierpliwie, dodał:
85.
Dziś wieczorem Vieira przywołał mnie swoimi powtarzającymi się wspomnieniami i oskarżył o winy, których nie popełniłem, lekkomyślnie rozmawiając o mnie z rodziną. To, co naturalne, zasmuciło mnie. Czy to nie wystarczy, że już tyle wycierpiałem po śmierci? Czy muszę jeszcze słuchać fałszywych świadectw od złośliwych przyjaciół? Nie spodziewałem się takiego zachowania z jego strony, biorąc pod uwagę więzi, które łączyły nasze rodziny przez kilka lat. Vieira zawsze był osobą, której ufałem. Zaskoczony, postanowiłem poczekać na niego w czasie snu, by udzielić mu niezbędnych wyjaśnień.
Dziwny gość. Niemniej jednak zrobił pauzę, uśmiechnął się ironicznie i kontynuował:
– Gdy tylko zacząłem wyjaśniać mu sytuację z przeszłości, przedstawiając prawdziwe motywy moich działań i decyzji w życiu ziemskim – po to, by nie rozpowszechniał dalej nieprawdziwych informacji na mój temat, nawet jeśli nie czynił tego ze złej woli – Vieira przybrał ten wyraz przerażenia, który widzicie, i wygląda na to, że nie chciał wysłuchać mojej wersji prawdy.
Zainteresowany nową lekcją, zbliżyłem się do przyjaciela, którego ciało leżało w pozycji poziomej, i poczułem zimny pot przesiąkający kołdry. Nie wykazywał zrozumienia dla pomocy, którą mu przynosiłem – patrzył na nas z niepokojem i niezrozumieniem, co tylko spotęgowało głośne jęki, które wydobywały się z jego ust.
Czując milczącą dezaprobatę Sertória, mieszkaniec niższych sfer zwrócił się do niego w szczególny sposób:
– Czy pan uważa, że powinniśmy obojętnie znosić plotki i pomówienia? Czy niewierny przyjaciel, który po śmierci drugiego wykorzystuje jego milczenie, by go oczerniać i poniżać, nie zasługuje na potępienie i karę? Skoro Vieira uznał, że ma prawo mnie oskarżać, nie znając wszystkich szczegółów mojego życia, to czy nie jest sprawiedliwe, abym mógł wyjaśnić mu wszystko do końca?
86.
- Czy on nie wie, że zmarli nadal żyją? Czy nie wie, być może, że pamięć każdego towarzysza powinna być święta? No cóż! Sam już słyszałem, w mojej nowej roli ducha, długie przemowy na temat szacunku, jaki powinniśmy sobie wzajemnie okazywać... Czyż nie mam zatem uzasadnionych powodów, aby domagać się prawdziwego zrozumienia?
Zapytany wykonał gest pobłażania i zauważył:
– Może masz rację, mój drogi. Niemniej jednak sądzę, że powinieneś wybaczyć swojemu przyjacielowi! Jak można wymagać od innych postawy całkowicie poprawnej, skoro sami nie jesteśmy bez skazy? Miej spokój, bądźmy dla siebie nawzajem życzliwi!...
A podczas gdy byt medytował nad usłyszanymi słowami, Sertório zwrócił się do mnie dyskretnym tonem:
– Vieira nie będzie mógł wziąć dziś udziału w pracach.
Nie mogłem powstrzymać złego wrażenia, jakie wywołała ta scena. Być może spojrzałem błagalnie, broniąc sprawy biednego brata, niemal umierającego ze strachu, ponieważ pomocnik Aleksandra kontynuował:
– Usunięcie gwałtownie wizyty, której obecność on sam spowodował, nie jest zadaniem, które mógłbym wykonać w tej chwili. Ale możemy mu pomóc, budząc go.
I bez wahania potrząsnął śpiącym energicznie, wołając jego imię głośno. Vieira obudził się zdezorientowany, drżący, wyczerpany, i usłyszałem, jak wykrzyknął, bladnąc:
– Dzięki Bogu, obudziłem się! Co za straszny koszmar!... Czy możliwe, że walczyłem z duchem starego Barbosy? Nie! Nie mogę w to uwierzyć!...
87.
Nie widział nas ani nie rozpoznał obecności ducha w żałobie, który tam pozostał, aż nie wiem, jak długo. Gdy się oddaliliśmy, zauważyłem, że nadal zadawał sobie wewnętrzne pytania, zastanawiając się, co mógł zjeść na kolację, próbując usprawiedliwić swój okrutny strach fizjologicznymi wymówkami. Zamiast wsłuchać się w własne sumienie, które odnosiło się do złośliwości i lekkomyślności, starał się przenieść lekcję na poziom swojego żołądka, próbując uciec od rzeczywistości.
Sertório jednak nie dał mi czasu na dalsze refleksje. Przywołał mnie do natychmiastowego działania:
– Odwiedźmy Marcondesa. Nie mamy czasu do stracenia.
Za dwie minuty weszliśmy do kolejnego prywatnego mieszkania. Tym razem obraz był o wiele smutniejszy i bardziej przytłaczający. Marcondes rzeczywiście znajdował się tam, częściowo oddzielony od ciała fizycznego, które odpoczywało pod koronkowymi kołdrami, prezentując się ładnie. Nie odczuwał jednak lęku, jak poprzedni odwiedzany; zamiast tego przyjmował postawę relaksu, typową dla osób uzależnionych od opium. Obok niego stały trzy kobiece byty o kpiącym wyrazie twarzy, utrzymujące postawę mało budującą.
Gdy nas zobaczył, gospodarz mieszkania zaskoczył się w sposób wyraźny, szczególnie patrząc na Sertório, swojego najstarszego znajomego. Podniósł się zawstydzony i z trudem próbował wyjaśnić:
– Mój przyjacielu – zaczął mówić, zwracając się do pomocnika Aleksandra – wiem już, że przyszedłeś mnie odwiedzić... Nie wiem, jak wyjaśnić to, co się dzieje...
Nie był jednak w stanie kontynuować i schował głowę w dłoniach, jakby chciał się ukryć przed samym sobą.
88.
W tym momencie tej krępującej sceny upewniłem się bez cienia wątpliwości, że istoty, które nas odwiedzały, należały do najgorszego rodzaju spośród tych, które znałem z obszarów cieni( Przypisy kontekstowe:
W literaturze spirytystycznej, szczególnie inspirowanej doktryną Allana Kardeca oraz dziełami psychografowanymi przez Chico Xaviera, "obszary cieni" to metaforyczne określenie niższych sfer duchowych, zamieszkałych przez dusze, które po śmierci fizycznej nie przeszły jeszcze procesu moralnego oczyszczenia. Są to miejsca często związane z cierpieniem, nienawiścią i przywiązaniem do ziemskich namiętności)
Rozdrażnione być może wycofaniem się towarzysza, który okazywał się smutny i upokorzony, wybuchły głośną wrzawą, zbliżając się do nas z większą intensywnością, bez najmniejszego szacunku.
– Niemożliwe, żeby odebrali nam Marcondesa! – powiedziała jedna z nich z naciskiem. – W końcu przybyłam z bardzo daleka, żeby tak po prostu stracić czas!
– To on sam nas wezwał na dzisiejszą noc – zawołała druga, bezczelnie – i w żaden sposób się nie oddali.
Sertório słuchał spokojnie, okazując głębokie współczucie.
Trzecia istota, która zdawała się mieć bardziej rozwinięte niższe instynkty, podeszła do nas z przerażającym, sarkastycznym uśmiechem i powiedziała, dając mi do zrozumienia, że to nie był pierwszy raz, gdy Sertório odwiedzał to miejsce w podobnym celu i okolicznościach:
– Panowie, jesteście tylko intruzami. Marcondes jest słaby i pozwala się zdominować przez waszą obecność. My jednak podejmiemy kontratak. Nie uda się wam wyrwać nam naszego ulubieńca.
I śmiejąc się ironicznie, dodała:
– My również mamy własny kurs przyjemności². Marcondes się nie oddali.
Mimo moich impulsów, Sertório nie okazywał najmniejszego zainteresowania. Słowa i zachowanie tej istoty jednak bardzo mnie irytowały.
Obok mnie pomocnik Alexandre’a³ zachowywał się z ogromną życzliwością. Sama ofiara pozostawała pokorna i smutna.
Dlaczego więc takie obelgi?
89.
Miałem już coś powiedzieć, aby wyjaśnić sprawę w precyzyjnych kategoriach, gdy Sertório mnie powstrzymał:
– André, opanuj się! Jedna minuta uważnej rozmowy z prowokującymi pokusami niższego planu może sprawić, że stracimy całe stulecie.
Następnie, z godnym pozazdroszczenia spokojem, zwrócił się do zainteresowanego, pytając bez cienia nagany:
– Marcondesie, co mam dziś o tobie powiedzieć, mój przyjacielu?
Wezwany odpowiedział ze łzami w oczach i upokorzony:
– Och, Sertório, jak trudno jest utrzymać serce na ścieżkach prawości! Wybacz mi... Nie wiem, jak to się stało... Nie potrafię się wytłumaczyć!
Ale Sertório wydawał się mało skłonny do pielęgnowania użalania się nad sobą i, wykazując duże zainteresowanie wykorzystaniem czasu, przerwał mu:
– Tak, Marcondesie. Każdy wybiera towarzystwo, które mu odpowiada. W przyszłości zrozumiesz, że jesteśmy twoimi wiernymi przyjaciółmi i życzymy ci wszystkiego, co najlepsze.
Kobiety zareagowały kolejną serią szyderczych uwag. Marcondes znów zaczął się użalać, ale wysłannik Aleksandra, bez wahania, ujął moją prawą dłoń i wróciliśmy na publiczną drogę.
– Wróćmy natychmiast – powiedział stanowczo.
– I co teraz? – zapytałem – Nie zamierzasz go obudzić?
– Nie. Nie możemy tu działać w ten sam sposób. Marcondes powinien pozostać w tej sytuacji, aby jutro nieprzyjemne wspomnienie było trwalsze, wzmacniając w nim wstręt do zła.
– Więc co powinniśmy zrobić? – zapytałem zdumiony.
90.
– Poinformujemy naszego przewodnika o tym, co się dzieje – odparł Sertório spokojnie – to właśnie należy do nas doprowadzić do skutku.
I, streszczając długie rozważania, które mógłby wygłosić na ten temat, podkreślił:
– Na razie, André, wzywa nas wyższy obowiązek na polu naszej drogi ku Bogu. Jednak gdy zakończą się nocne instrukcje, wrócę, by zobaczyć, co da się zrobić na korzyść naszych biednych przyjaciół. W tej chwili nie powinniśmy tracić minut. Wykłady Aleksandra nie służą jedynie do przygotowania naszych braci, którzy wciąż są związani cielesnymi powłokami na powierzchni Skorupy; są również cenne dla nas, którzy musimy wzbogacić nasze możliwości, by skutecznie wspierać towarzyszy wcielonych.
– Tak, zgadzam się – odpowiedziałem. – Niemniej jednak sytuacja Vieiry i Marcondesa głęboko mnie porusza.
Sertório jednak przerwał mi, kończąc z pewnością siebie:
– Zachowaj to uczucie, które jest święte; nie narażaj się jednak na chorobliwy sentymentalizm. Bądź spokojny, jeśli chodzi o pomoc, która nie zabraknie im w odpowiednim momencie. Nie zapominaj jednak, że skoro sami zakuli swoje serca w takie kajdany, naturalne jest, że zdobędą pewne pożyteczne doświadczenie za cenę własnego rozczarowania.
... Może wojny wciąż wybuchają dlatego, że jeden nigdy w całej pełni nie chce czuć tego, co cierpi drugi...
Bycie empatycznym to widzenie świata oczami drugiego, a nie widzenie własnego odbitego w jego
oczach...
spirytystka na emigracjii