danut pisze:No dobrze, super- nieskończenie to pojęcie abstrakcyjne, zgłębić jej nie jestem w stanie i dlatego wciąż żyję, żyję tu, tam i dalej i jak Syzyf pragnę osiągnąć szczyt, czyli doskonałość, która do osiągnięcia wcale nie jest, bo kamień wypada mi, stacza się znowu niżej, a ja podejmuję wysiłek znów i tak w koło Macieju. I tak można to widzieć, ale zakończenie czy to za milion, czy za biliardy biliardów lat( a nazwy nowe jeszcze można tworzyć i wciąż dodawać zera) i tak będzie zakończeniem. I to zakończeniem istnienia, bo gdy zaprzestanę działania nie będzie już dla mnie nic, stracę poczucie siebie, pojawi się brak sensu życia, skoro wszystko mi "będzie wisieć" rozbiję się na kawałki zapadnę w chaosie i nie będzie mnie. Jednak nic nie ginie bo i z tych kawałków mnie coś może powstać i to z każdego osobno. Naukowcy twierdzą, że Wszechświat się rozszerza, ale w którymś momencie znowu zacznie się kurczyć, znowu może wrócić do punktu zerowego, a energia nigdy nie ginie, więc takie cykle mogą znowu i znowu... się powtarzać, a w najmniejszej części takiego układu odbija się cały układ.
Wg wielu naukowców teoretyków oraz Hindusów będzie to po raz piąty
