Marzyciel pisze:Informacja której nie mogę wykorzystać jest dla mnie bezużyteczna. Skąd mogę mieć pewność że nie jest szkodliwa skoro pozostaje tylko w kwestii moich wyobrażeń? Nie mam na myśli tylko użyteczności w sensie materialnym, ale także w kwestii światopoglądu.
Myślę, że więcej problemów wynika ze skupiania się na części rzeczywistości i ignorowaniu reszty. Pozostawanie tylko w granicach swoich wyobrażeń jest raczej reliktem przeszłości... Problem dotyczy też ludzi wszelkich profesji, nie tylko filozofów.
Natomiast sprawy relacji użyteczności do szkodliwości nie można chyba tak prosto rozwiązać (coś mi tu w każdym razie nie pasuje). Jest wiele rzeczy uchodzących za użyteczne i prawdziwe, które w pewnych warunkach mogą być szkodliwe, a w innych nie. Jest też wiele rzeczy użytecznych, które wcale nie muszą być prawdziwe (choć mogą być za takie powszechnie traktowane): np. dziewiętnastowieczny obraz świata , oparty na ścisłym determinizmie i mechanice newtonowskiej, był w swoim czasie użyteczny i przyczynił się do postępu technicznego, ale z perspektywy XXI wieku nie jest to prawdziwy obraz świata. Znana jest anegdotka dot. Plancka opowiadająca o tym, że jego nauczyciel fizyki odradzał mu zajmowanie się tą dyscypliną, bo uważał, że niewiele już pozostaje tu do odkrycia... Jest też oczywiście wiele rzeczy nieprawdziwych, które przynajmniej psychologicznie mogą być użyteczne... To chyba bardziej problem filozoficzny niż naukowy właśnie
Można by postawić pytanieczy dzisiejsi filozofowie nie posiadający wykształcenia są kompetentni do wydawania osądów popartych
tylko osobistym przeświadczeniem. I to głównie o ta kwestie mi chodzi, o działy zajmujące się opisem świata, a nie o postawy jakie można przyjąć w jego poznaniu.
Mimo wszystko filozofowie zwracają uwagę na wiele kwestii, w których przyrodnicy trafiają na ścianę, albo których nie podejmują właśnie ze względu na brak zainteresowania filozofią, albo traktują go trochę zbyt pobieżnie, bo brak im subtelności językowej filozofów. Dajmy na to refleksję odnośnie tego, że choć rozum sam jest wytworem ewolucji, to konstruuje jej obraz według swoich zasad. Ileż ciekawych zagadnień wynika z tej obserwacji, a jak mało się o tym mówi albo w mówi w sposób pozostawiający zbyt duży niedosyt...
Marzyciel pisze:Można by postawić pytanieczy dzisiejsi filozofowie nie posiadający wykształcenia są kompetentni do wydawania osądów popartychtylko osobistym przeświadczeniem.
Oparcie wyłącznie o osobiste przeświadczenie byłoby dla mnie absolutyzowaniem rzeczywistości, właśnie tą postawą, którą krytykowałem wyżej jako wyjście w budowaniu światopoglądu wyłącznie od siebie. Tymczasem trzeba szukać drogi po środku - zaglądać w siebie i nie zamykać oczu na to, co płynie z zewnątrz. Pytanie, czy są jacyś dzisiejsi filozofowie, którzy wydają osądy parte tylko na osobistym przeświadczeniu? Musiałyby to być jakieś dinozaury, jakby Hegla przenieść w XXI wiek... (gdy powiedziano mu, że doświadczenie nie zgadza się z jego spekulacjami, uznał, że to tym gorzej dla doświadczenia...)

Jak widzisz mój tok rozumowania czyni ze mnie pragmatyka, nie mam też zamiaru negować filozofii, po
prostu wyrażam swoje wątpliwości w kwestii oddziaływania na światopogląd. Piszę to ponieważ mógłbyś
odnieść wrażenie że jestem jakimś jej oponentem, a ja najzwyczajniej w świecie lubię stawiać się
na tej pozycji i przy pomocy merytorycznej dyskusji poszerzyć swój punkt widzenia.
Mimo wszystko uważam, że za każdym światopoglądem kryje się jakieś metafizyczne przed-założenie. Nie tylko nauka, ale i zasady dyskursu o niej, wynikają z pewnego konsensusu myślących istot. Jeśli poznanie potraktujemy bardziej jako proces, unikniemy - być może - ostrych antynomii, a problem istnienia oponentów-zwolenników filozofii po prostu zniknie.
Zastanawiam się teraz w ogóle, czy my - jako prości zjadacze chleba

- mamy jeszcze w świetle powyższego prawo do własnego światopoglądu, jako tzw. nieprofesjonaliści? Chyba mimo wszystko wysiłek jest wart, aby go podjąć.