Estia72 pisze:Cthulhu87 zgadzam sie z Toba w wiekszosci ale spojrz prosze na jeden przyklad:
Jesli mamy 2 osoby ,osobe otwarta ktora doswiadczyla pewnych zjawisk zwiazanych czy to z duchami, telepatia, jasnowidzeniem itp. i materialista mocno osadzonym w rzeczywistosci ktora nie tylko ze nie wierzy i zaprzecza tym zjawiskom ale rowniez nigdy nie doswiadczylo takiego typu zjawisk, to dla tych dwoch osob swiat bedzie wygladal zupelnie inaczej a takze prawda o swiecie....i choc glebsza prawda lezy po jednej ze stron to dla drugiej osoby tej sceptycznej jej odbior rzeczywistosci bedzie jedyna prawda....co ciekawe spojrz jak nasze przekonania, "nasza prawda" wplywa na nasze doswiadczenia, dlaczego osoby niewierzace/sceptyczne nigdy nie doznaja takich doswiadczen jak osoby o bardziej otwartym umysle, dopuszczajacy mozliwosc/wiare w swiat duchowy...??? czy osoba ktora twierdzi ,ze takie rzeczy to bujdy i ze nie istnieja mozemy zarzucic klamstwo ? Nie!, poniewaz dla tej osoby jej odbior rzeczywistosci jest prawdziwy! W tym sensie zawsze pisze ,ze kazdy ma swoja prawde.....i tak jak napisal Krzysztoff nie ma sensu spierac sie o dogmaty.
Zdecydowanie łatwiej zaakceptować mi sformułowanie, że każdy ma inny "odbiór rzeczywistości" niż "każdy ma swoją prawdę". O tym ostatnim mogę mówić tylko metaforycznie, bo nie da się
prawdy jako kategorii logicznej rozmyć i
zrelatywizować. Niezależnie od tego, czy ktoś ma doświadczenie kontaktu z duchami, czy tego doświadczenia nie ma,
albo ma rację co do istnienia życia po śmierci,
albo jej nie ma. A jeśli ma, to automatycznie druga strona jej nie ma. Mówiąc inaczej: mogę w pełni szanować pogląd przeciwny mojemu, ale i tak tylko jeden z nas ma rację, i ani moja wola, ani wola mojego "przeciwnika w dyskusji" tego stanu rzeczy nie zmieni.
Jak wspomniałem wyżej, istnieją uwarunkowania, które nie pozwalają człowiekowi na pełne poznanie rzeczywistości (np. stan wiedzy). Stąd konieczność pewnej pokory. Jednocześnie faktem jest, że ludzie stają się coraz mądrzejsi, mają coraz większą wiedzę i człowiek współczesny dużo więcej wie o świecie, niż jego przodkowie. To pozwala mimo wszystko na pewien optymizm poznawczy.
Kiedy jednak mamy jakieś silne przekonanie oparte na naszych poszukiwaniach, którym towarzyszy szczera chęć poznania świata, musimy zawsze zejść
na poziom języka, aby móc tą wiedzą się podzielić. Jesteśmy pokorni z tą naszą częścią wiedzy o świecie, ale jednak uznajemy to za wiedzę i w dobrej wierze pragniemy też, by inni ludzie zbliżyli się do prawdy. Język daje nam z jednej strony ramy, ograniczenia, ale z drugiej pozwala na podzielenie się swoim doświadczeniem z innymi . Nie ma innej drogi, aby czegoś się od innych uczyć, jak rozumieć język i posługiwać się językiem. I wtedy albo jesteśmy w stanie rozumowo uzasadnić swoje racje, albo nie. Wiem, że wielką tragedią mistyków, a nierzadko i mediów (czy szerzej - osób sensytywnych) jest nieumiejętność/niezdolność przełożenia na mowę swego doświadczenia. Fakt, że nie da się opisać wszystkiego, czego doświadczam tak, aby obiorca poczuł dokładnie to samo, oczywiście nie neguje mojego doświadczenia, ale czyni je nie w pełni komunikowalnym. Wtedy pozostaje mi szukać wskazówek w doświadczeniu innych ludzi i w tym, co pragną mi przekazać. Nie ma innej metody, aby dojść do prawdy i zarazem sensownie dzielić się nią.
Wiem też, że doświadczenie mediumizmu nierzadko odmienia całe życie takich ludzi sensytywnych, daje im silne
przekonanie, że ich pogląd na świat jest
prawdziwy. Zauważmy przy tym, że to ich przekonanie nie da się zrównać z przyjęciem dogmatu. Przyjmowanie dogmatu zarówno bez refleksji, jak i bez osobistego wglądu intuicyjnego czy innego (percepcja pozazmysłowa), tylko dlatego, bo takie były przekonania naszych dziadków i rodziców, albo tak powiedział ksiądz czy inny duchowny, który ma autorytet - jest po prostu duchowym lenistwem. Dogmatyzm to postawa intelektualnej beznadziei, z której trzeba leczyć społeczeństwo dla jego własnego dobra (
ale w sposób kulturalny i z poszanowaniem dla człowieka). Tego poglądu nie wyrzeknę się, bo uważam, że głupota zawsze prowadzi w konsekwencji do unieszczęśliwienia ludzi.
Wróćmy jeszcze do odbioru rzeczywistości i możliwości podzielenia się wnioskami stąd płynącymi. Jeśli nie jestem medium, nie mam żadnych zdolności mediumicznych (
tak jest właśnie w moim przypadku), to jedyne, co mogę w dziedzinie wiedzy spirytystycznej zrobić, to szukać w morzu zgromadzonej wiedzy elementów, które przekonują do istnienia życia po śmierci (i porównywać do tych elementów, które mu przeczą).
Jedynym sposobem, w jaki mogę pochylić się nad doświadczeniem czyjegoś mediumizmu jako ktoś tych zdolności nieposiadający, ale jednocześnie pragnący dociekać prawdy, jest racjonalna analiza wiedzy, jaka z tego mediumizmu płynie. Tak robili najwięksi badacze mediumizmu, więc dlaczego zdawać się tylko na zaufanie do czyjegoś subiektywnego wglądu w zaświaty, skoro i tak jego wgląd nigdy nie stanie się moim własnym? Zresztą, gdybym miał wchodzić z kimś w dyskusję na temat uzasadnienia racji spirytystycznych - to na poziomie dyskursywnym (jedynym możliwym, aby dzielić się wiedzą i otrzymywać wiedzę - aby rozumieć i być rozumianym) dużo lepiej dla sprawy byłoby mi powoływać się np. na relacje poświadczające ukazywanie się zmarłych wraz z podpisami świadków, jakie licznie zgromadzili badacze zajmujący się zjawiskami parapsychicznymi, niż np. na moje osobiste doświadczenia, nawet jeśli miałbym takowe i uważał je za 100% pewne. To jedyny sposób, aby coś bardzo subiektywnego móc zobiektywizować. Z tego samego powodu wspomniałem o funkcji poznawczej przekazów, w których zmarli wskazują na swoją tożsamość. Odróżniam je od tych przekazów, które wpływają jedynie na nasze emocje i nastawienie do świata (ale i ta sfera jest ważna, nie należy jej po prostu mieszać z tą pierwszą).
Z punktu widzenia uzasadniania naszych racji po stokroć bardziej wartościowe są przekazy otrzymywane za pośrednictwem np. Chico Xaviera, w których podawane były szczegóły dot. życia zmarłych, niż komunikaty opowiadające o miłości Jezusa do mieszkańców Ziemi itp. Do tych ostatnich stosunek mam wyłącznie emocjonalny, nie analityczny, dlatego rzadko odwołuję się do nich w dyskusji na forum.
Podsumowując moje wywody (hehe):
- spirytyści posiadający zdolności mediumiczne otrzymali dar od losu polegający na bezpośrednim wglądzie w rzeczywistość (tak sądzę). Nie powinni jednak rezygnować z konfrontacji swoich doświadczeń z doświadczeniami innych ludzi/mediów. Nic na tym nie stracą, a mogą zyskać.
- spirytyści nieposiadający zdolności mediumicznych opierają się z konieczności na racjonalnej analizie, a racje uzasadniać powinni używając zrozumiałych sformułowań. Wiedza musi być komunikowalna na tym poziomie. Jednocześnie powinni zwracać uwagę na jasność myśli, które sami odbierają z zewnątrz. Czyli: dbać o to, by w poszukiwaniu prawdy być dobrze zrozumianym i zarazem starać się samemu rozumieć.
- zarówno pierwsza metoda (bezpośrednie doświadczenie), jak i druga (racjonalna analiza) wyklucza opieranie się wyłącznie na autorytecie. Gdyby założycielowi tego tematu, czy komukolwiek innemu, udało się więc pogadać z duchem Kardeca, i tak nie zwalniałoby go to z wymogów stosowania rozumu, tak jak zresztą w przypadku, gdyby rozmawiał z kimkolwiek innym.